czwartek, 28 lutego 2013

haiku



Prawdziwe haiku musi być proste jak owsianka i sprawić,
że objawi ci się jakaś zwykła prawda,
tak jak w tym chyba najwspanialszym haiku,
które kiedykolwiek powstało:
Wróbel zostawia mokre ślady na werandzie.

Jack Kerouac, Włóczędzy Dharmy

wtorek, 26 lutego 2013

kolczyk


lubię rzeczy, które po okresie zagubienia, cudownie się odnajdują.
lubię te rzeczy podwójnie, potrójnie,
wydają mi się bardziej moje.
czuję, jak wytwarza się między nami delikatna więź,
coś jakby przywiązanie,
wśród nieskończonej ilości przedmiotów i możliwych kombinacji
pojawia się znak, że ta rzecz i ten właściciel są sobie przeznaczeni.

fakt odnalezienia zagubionych przedmiotów,
odbieram jako wyraz ich woli bycia ze mną.
sposób zamanifestowania, że pragną tego co było,
znanej i sprawdzonej formy życia w towarzystwie,
że ten powrót to ich świadomy wybór.

kolczyki - perełki na metalowym sztyfcie kupiłam w zestawie
z różyczkami w kolorze czerwonego wina w ulubionym sklepie Sophie.
do kompletu poleciła mi je sprzedawczyni.
idealnie pasowały do bransoletki, którą tworzą nanizane na gumkę
złote mufinki z nadzieniem w kolorze burgunda, brudnego różu
i butelkowej zieleni, ułożone naprzemiennie z perełkami.

pierwszy raz kolczyk-perełka zaginął mi pod prysznicem na siłowni w styczniu.
szukałam go przez tydzień wypytując o niego pracujące tam panie.

po dwóch tygodniach straciłam nadzieję na znalezienie zguby
i zaczęłam rozglądać się za nowymi perłami.
niespodziewanie wypadł z worka, w którym noszę podręczne rzeczy na jogę,
lądując na podłodze mikroskopijnej łazienki wprost przy moich stopach.

wczoraj zgubił się znowu.
na ulicy poczułam jak zsuwa mi się po szyi zatyczka w kształcie motylka.
gdy dotknęłam ucha, kolczyka już nie było.
tym razem nadzieja na odnalezienie była minimalna.
ruchliwa ulica w centrum wielkiego miasta,
po której wędrują wte i wewte tłumy dojeżdżających do biur i zakładów pracowników.
nie wyobrażacie sobie ile białych plam jest o tej porze na chodniku.
postanowiłam wrócić do sklepu, w którym wcześniej kupiłam pieczywo,
jakby to miejsce mogło mieć jakiś związek ze stratą.
weszłam do sklepu z nosem przyklejonym do ziemi,
obeszłam wszystkie kąty i wyszłam.
nagle w świetle promieni zamglonego zimowego słońca, moim oczom ukazał się on.
błyszczący, idealnie prosty leżał w zagłębieniu pomiędzy płytami chodnika.

zdawał się uśmiechać.

poniedziałek, 25 lutego 2013

kręgarka


wybrałam się do niej z bólem lędźwi.
wyszłam z bólem pleców, bioder i lędźwi.

samo wspomnienie zabiegów napawa mnie przerażeniem.
nastawianie rąk, nóg, szyi, palców,
stawów biodrowych, kolanowych, skokowych,
obręczy barkowej, kręgosłupa
to przeżycie traumatyczne.

jeszcze teraz słyszę delikatny głos wypowiadający komendy:
rozluźnij, pchaj, rozluźnij
i następujące po tym odgłosy chrupania, praskania.
jeszcze czuję te uciski, mocowania, trzaski.

największy ból sprawiło mi prawe śródstopie.
może to jest najsłabsze ogniwo
od którego wszystko się zaczęło.
proszę mnie tam więcej nie dotykać, nie pozwalam.

w domu zamiast sugerowanej aspiryny
wypiłam dwa kieliszki czerwonego wina i poszłam do łóżka.
nie chciałam roztrząsać tego co się stało
ani przed, ani w trakcie, ani post factum.

zdając się na opatrzność losu i mój niepoprawny optymizm,
trwam w przeświadczeniu, że ciało podda się duchowi i wyczekuję poprawy.

zgodnie z zaleceniem kręgarki powinnam rozruszać biodra.
a do tego najlepszy jest taniec.

choć nigdy specjalnie nie lubiłam tańczyć,
podjęłam postanowienie,
w piątek idę na pierwszą lekcję zumby.

nigdy nie mów nigdy.

misją kręgarki, do której chodzę jest propagowanie prawidłowej postawy.
jej zalecenia w trakcie wykonywania różnych
życiowych czynności podam przy okazji.

niedziela, 24 lutego 2013

dróżnik


urok życia w małym mieście.

przejeżdżając przez Maków Podhalański
spostrzegłam dróżnika w granatowym mundurze,
który stał dumnie wyprostowany przy uniesionym szlabanie.
pozdrawiał mijających go znajomych kierowców
lekkim ukłonem i dotknięciem otoka czapki palcami dłoni.

poniedziałek, 18 lutego 2013

przypadek


raczej nie wierzę w przypadki, niewytłumaczalne zbiegi okoliczności.
zdarzenia duże i małe uważam za celowe.
wszystko dzieje się po coś.
a po co - to tajemnica, zagadka, rzecz do zgłębienia,
do zrozumienia.
czasem tę tajemnicę łatwo odkryć,
wyczuć przez skórę.
a czasem nie.

nie wierzę w bezsens istnienia,
nie wierzę w chaos,
nie wierzę w zbyteczność spotkań i chwil.
wierzę, że mimo miliardów istnień ludzkich na ziemi
naszymi losami, losami ziemi,
rządzi głębszy sens i porządek.

Panią E. znam od 2004 roku.
poznałyśmy się w pracy.
zajmowałyśmy pokoje po sąsiedzku.
najpierw dzieliła nas ściana,
potem piętro, a jeszcze później kilkanaście kilometrów.
wśród wielu innych współpracowników i różnych okoliczności,
przez te dziewięć lat bardzo zbliżyłyśmy się.

dzisiaj w rozmowie z Panią E., której tematem głównym był dzień kota
i jej wizyta w schronisku dla bezdomnych zwierząt,
okazało się, że dwadzieścia sześć lat temu, Moja Mama zginęła
w wypadku wraz z wujkiem Pani E., bratem jej mamy.
jechali tym samym samochodem.
siedzieli obok siebie.

czy to jest przypadek czy coś więcej niż przypadek.
dlaczego nasi bliscy zginęli razem.
dlaczego dowiedziałyśmy się o tym właśnie dzisiaj,
w czasie zwyczajnie banalnej rozmowy.
dlaczego musiało minąć aż dziewięć lat naszej znajomości,
abyśmy mogły odkryć istnienie tego zbiegu okoliczności,
który wydarzył się tak dawno.
czy poznałyśmy się po to, żeby przeżyć raz jeszcze
ból niewysłowionej straty,
czy w chwili tego wielkiego zdarzenia przed laty
było już wiadome, że kiedyś spotkamy się i dotrzemy do tej prawdy.

Panią E. przeszedł dreszcz.
mnie też.

niedziela, 17 lutego 2013

kotka


dzień kota proponuję uczcić kocim grzbietem,
łagodnym wygięciem kręgosłupa w górę i dół
w postawie klęczącej.

na tyle na ile pozwala nam ciało.

pomyślmy też o kotach, tych niezwykłych stworzeniach
z którymi połączyło nas życie.
ile ich było.

odkąd pamiętam nie lubiłam kotów, bo jako kilkuletnie dziecko
zostałam mocno podrapana przez dzikiego kocura.

nie lubiłam kotów i nie rozumiałam ich,
aż do czasu gdy siedem lat temu w naszym domu
pojawiła się Milka, dwumiesięczna kotka dachowiec.
miała białe futerko w czarne łatki.
była tak mała, że zaledwie mieściła się w mojej dłoni.
a gdy pierwszy raz ją kąpałam dla oczyszczenia futra
ze środków przeciwpchelnych, to bałam się,
że jeden mój nieostrożny mocniejszy uścisk mógłby ją udusić.

Milka była mądra i miła, jak to kotki.
moja niechęć do kotów szybko przerodziła się w sympatię,
a sympatia w miłość.
mieszkała z nami tylko przez dwa miesiące.
a w tym czasie nosiliśmy ją na rękach
i rozpieszczaliśmy jak dziecko.

ciekawe czy ona jeszcze pamięta te chwile.




(znalezione w sieci)

sobota, 16 lutego 2013

przypowieść


od tygodnia moje ciało odmawia posłuszeństwa.
odezwały się lędźwia.
męczy mnie każdy ruch.

odpuściłam ćwiczenia w oczekiwaniu na wizytę u kręgarza.
wybrałam się jednak, jak to w sobotę, do ulubionej księgarni.

nad podwójnym espresso z dzbankiem mleka
przeczytałam przypowieść o Milarepie Erica-Emmanuella Schmitta,
otwierającą Księgę o niewidzialnym.

Księga stanowi zbiór czterech,
najbardziej popularnych w Polsce opowiadań autora:
Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, Oskar i pani Róża,
Dziecko Noego, Zapasy z życiem,

i po raz pierwszy publikowane po polsku opowiadanie pt. Milarepa.

wg tej przypowieści tybetański jogin Milarepa medytował przez jedenaście miesięcy
zamurowany w jaskini.
z odosobnienia wrócił wyraźnie odmieniony.
co nie znaczy, że całkowicie panował nad swoimi emocjami.
gdy rozbił gliniany dzbanek, do którego był bardzo przywiązany - rozpłakał się.

dlatego nie zniechęcajcie się,
gdy mimo praktyki medytacji pojawiają się takie uczucia jak
żal, rozpacz czy przywiązanie do rzeczy.
one po prostu są.
pojawiają się i znikają.
strzepcie je jak popiół z ubrania,
jak cukier puder z twarzy po zjedzeniu faworków.

oprócz tej przypowieści, Schmitt
napisał w 1997 roku sztukę teatralną pt. Milarepa.
sztuka nie była wystawiana w Polsce.

piątek, 15 lutego 2013

modlitwa



Panie daj mi odwagę, abym mógł zmienić to, co zmienić mogę,
Daj cierpliwość, abym mógł przyjąć to, czego zmienić nie mogę,
Ale nade wszystko daj mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego.

Marek Aureliusz

czwartek, 14 lutego 2013

miłość


to czego potrzebujemy to miłość.
tylko miłość.

miłości Wam życzę.





walentynki przypomniały mi jak bardzo lubię
czekoladę mleczną z orzechami i rodzynkami,
wiśnie w czekoladzie z alkoholem,
ptysie z bitą śmietaną posypane drobnym cukrem,
jak lubię kupować prezenty i dostawać je,
szczególnie elementy garderoby, biżuterię
i inne akcesoria do przyozdabiania ciała
jak lubię czerwień dzisiejszego dnia, ciepło karminu,
i te wszechobecne serca, serduszka, misie, pluszaki, kokardki
jak lubię zyczenia
jak lubię uściski
jak lubię ...

środa, 13 lutego 2013

beznadzieja


Kiedy patrzę w lustro
Moja twarz mnie przeraża,
Zrobiłam się taka okropna!
Kiedy wiosna powraca
Opanowuje mnie słabość
Jak ciężka choroba.
Jestem zbyt leniwa
Żeby wąchać nowe kwiaty
Albo pudrować twarz.
Wszystko doprowadza mnie do rozpaczy.
Smutek, który mnie gnębi
Dodaję do nagromadzonych
Zgryzot w dniach dawnych.
Przestraszają mnie lelki swymi dzikimi
Krzykami i nie mogę
Wygnać ich z moich uszu.
Czuję gorzkie zażenowanie
Kiedy widzę na firance
Cienie dwóch jaskółek, które się kochają.

Beznadzieja Li Ching-Chao, w tłumaczeniu Czesława Miłosza, według Rexrotha

wywiad z Mężem Chustki.
do przeczytania koniecznie.

wtorek, 12 lutego 2013

orzeł


czuję się jak gołąb, który marzy o tym by być orłem.

wznieść się wysoko w przestworza
rozpostrzeć wielkie jak ołtarz skrzydła
jednym ruchem dotrzeć w niezgłębione nieba
gdzie nie bywał żaden ptak
szybować nad wierzchołkami najwyższych drzew
dotknąć chmur, obłoków.

wielki lot, nieosiągalny dla ptaka z poranionymi skrzydłami.

wierzę, że jeśli istnieje piekło, to
jest w nim specjalne miejsce dla kobiet, które nie pomagały innym kobietom.


Kto dąży do dobra, niech unika dwóch skrajności.
Jedną jest łase szczęścia oddawanie się przyjemnościom zmysłów;
jest ono niskie, nikczemne, światowe, nieszlachetne, bezcelowe.
Drugą jest oddawanie się samoudręczeniu;
jest ono bolesne, nieszlachetne, bezcelowe.
Tych dwóch skrajności uniknął Doskonały i całkowicie zrozumiał środkową
ścieżkę, bardzo pożądaną, która ofiarowuje poznanie, która prowadzi do
spokoju, do najwyższej prawdy, do przebudzenia, do Nirwany.
Środkowa ścieżka jest to ośmioraka droga:
słuszny wgląd, słuszna postawa, słuszna mowa, słuszne działanie,
słuszne prowadzenie życia, słuszna walka, słuszne rozmyślanie,
słuszne skupienie umysłu.
To jest szlachetna prawda o tym, co złe:
narodziny są złem, choroba jest złem, umieranie jest złem;
troska, żal, ból, zgryzota i zwątpienie są złem;
być złączonym z niekochanym i być rozdzielonym z kochanym jest złem;
nie osiągnąć tego co się pragnie jest złem;
krótko, pięć grup chwytania jest złem.
To jest szlachetna prawda o źródle zła: jest nim pragnienie,
które wytwarza ponowne narodziny, któremu towarzyszy powodzenie i przyjemność,
która szuka zaspokojenia raz tu, raz tam,
mianowicie pragnienie życia, pragnienie samouśmiercenia.
To jest szlachetna prawda o prowadzącej do końca zła ścieżce:
jest to ośmioraka droga, mianowicie: słuszny wgląd, słuszna postawa,
słuszna mowa, słuszne działanie, słuszne prowadzenie życia, słuszna walka,
słuszne rozmyślanie, słuszne skupienie umysłu.
Te nauki nie zostały przekazane, lecz ja jestem tym, który pierwszy rozpoznał,
czym jest zło i co należy czynić, aby poznać jego istotę i jasno sobie
uświadomiłem, że słusznie to rozpoznałem. Tak samo jako pierwszy całkowicie
jasno rozpoznałem źródło zła, koniec zła i ścieżkę prowadzącą do jego końca.

Mowa Buddy Siakjamuniego w Benares:
To jest szlachetna ośmioraka ścieżka:
słuszny wgląd, słuszna postawa, słuszna mowa, słuszne działanie,
słuszne prowadzenie życia, słuszna walka, słuszne rozmyślanie,
słuszne skupienie umysłu.
Słuszny wgląd oznacza: zrozumieć cztery szlachetne prawdy: o tym co złe,
o źródle zła, o końcu zła i o prowadzącej do końca zła ścieżce.
Słuszna postawa oznacza: wyrzec się (wewnętrznie) świata,
nie żywić żadnych złych zamiarów, nie powodować cierpienia.
Słuszna mowa oznacza: nie kłamać, nie obmawiać, nie używać pustych słów
i nie paplać bez sensu.
Słuszne działanie oznacza: nie niszczyć żadnego życia, nie brać tego,
co nie zostało (dobrowolnie) dane, nie prowadzić się nieskromnie.
Słuszne prowadzenie życia oznacza: unikać fałszywego prowadzenia życia.
Fałszywe prowadzenie życia to nieszczerość, zdrada, posądzenia, wypytywanie,
lichwa, handel bronią, żywymi istotami, mięsem, odurzającymi napojami lub trucizną.
Słuszna walka oznacza: walczyć z całych sił i swoim umysłem tak kierować,
aby nie powstawały żadne złe, szkodliwe myśli,
już istniejące złe i szkodliwe myśli usuwać,
budzić słuszne myśli, a kiedy już się pojawia pilnować ich i strzec.
Słuszne rozmyślanie oznacza: gorliwie, z jasnym umysłem w rozwadze,
zapominając o wszystkich pragnieniach i troskach, rozmyślać o ciele,
uczuciach, o myślach i o przedmiotach nauki.
Słuszne skupienie umysłu oznacza:
ćwiczyć pierwszy, drugi, trzeci i czwarty stopień koncentracji.
Jednak tak powiedział Czcigodny; tak to słyszałem:
— Wszystko, co możemy uczynić dla polepszenia naszego przyszłego losu,
traci na wartości wobec dobra wybawiającego serce.
Wybawiające serce dobro wchłania w siebie
wszystko i świeci i lśni i błyszczy tak samo jak blask gwiazdy znika
przy blasku księżyca, który wchłania blask gwiazd i świec i lśni i błyszczy.

poniedziałek, 11 lutego 2013

niedziela, 10 lutego 2013

istota


Ja, jogin Milarepa, widzę istotę.
Leży ona bez osłon przed moim zadziwiającym spojrzeniem!
Widzę, co znajduje się poza wszystkimi słowami,
przejrzyście, jak czyste niebo!
Gdy wszystko wypuszczam, widzę rzeczywistość!
Gdy rozluźniony spoczywam w pokoju, poznaję
pustkę wszystkiego i każdego.
Rozluźniam się, rozpuszczam i udaję do królestwa
siebie samego;
Puszczam swobodnie, a w przepływaniu świadomości
Czyste i nieczyste stają się jednym!
Ponieważ niczego już nie szukam,
Wszystkie myśli i wyobrażenia są odcięte;
Niebezpieczeństwa Samsary na zawsze
zniknęły!
Odkąd poznałem, że Budda i mój duch
są jednym,
Nie tęsknię już za doskonałością!
jak słońce wypiera ciemności,
Tak, gdy nastanie urzeczywistnienie,
znikną same z siebie wszystkie namiętności i żądze!

Milarepa






sobota, 9 lutego 2013

zaufanie


zaufanie do losu jest kluczowym elementem szczęścia.
losowi trzeba ufać.
i nie bać się rzeczywistości.

trzeba wierzyć, że wszystko co się wydarza ma sens
i jest potrzebne,
nawet wówczas gdy wydaje się,
że sensu, w tym co się dzieje nie ma,
a wskazane byłoby coś zgoła innego.



piątek, 8 lutego 2013

impreza


lata świetlne nie byłam na imprezie.
nauczyciel jogi wprowadził się ulicę obok.
parapetówa z uczniami grupy zaawansowanej.
czerwone wino i tajwański sok z aloesu.
od śmiechu rozbolało mnie gardło.
nauczyciel kocha modelling, młode kobiety i pozowanie nago.
szkoda.


czwartek, 7 lutego 2013

centrum


Cokolwiek czynisz gdziekolwiek
nie jesteś sam
W świecie pozbawionym nawiasu
nie staniesz poza
w świecie bez obramowań
nie staniesz obok

Gdziekolwiek staniesz
będziesz punktem centralnym na kuli

Twoja samotność nigdy tylko twoja
przenieś spojrzenie z siebie do miejsc w których jesteś
dopóki jesteś

W rytmie korzeni, Urszula Kozioł


w niektóre tłuste czwartki nie jem nic słodkiego.
a w inne - wręcz przeciwnie,
nie dbam o niekończącą się nigdy dietę i zdrowe odżywianie,
i jem jak każe tradycja, tłusto i słodko.

dziś był ten dzień z połamanymi zasadami.
zaczęłam od dwóch croissant'ów na śniadanie,
z dodatkową porcją masła,
a skończyłam na pączku z marmoladą,
którym poczęstowała mnie sekretarka do aromatycznej kawy.

ale dalej czuję niedosyt.
mam ochotę na coś słodkiego.
słodkiego jeszcze.

tę niespełnioną potrzebę słodkości równoważy w pewnym sensie
odkrycie wierszy Urszuli Kozioł.

fragment: Gdziekolwiek staniesz
będziesz punktem centralnym na kuli

jest dla mnie takim odkryciem
jak odkrycie Ameryki przez Kolumba.

ten fragment zapadł we mnie.
i ustawił w centrum wszechświata.

środa, 6 lutego 2013

gitara


dziś Młody dał popis gry na gitarze, w osiedlowym domu kultury.
wybraliśmy się wszyscy.
Principessa z nieodłączną komórką (bo przecież wifi) i książką
(jutro test z francuskiego).

Młody zagrał na gitarze elektrycznej Hey Joe Jimiego Hendrixa.
całym sercem i całą duszą.
Hendrix pogratulowałby mu, gdyby tylko mógł go usłyszeć.

po powrocie do domu, Młody dał jeszcze jeden koncert.
tylko dla mnie.
zagrał swoje ulubione kawałki: Hendrixa, Claptona, Metallici.

czuję się wypełniona tą muzyką.

na komórce nagrałam dwa krótkie kawałeczki w jego wykonaniu.
a tu macie całość w wykonaniu dawnego mistrza.




wtorek, 5 lutego 2013

paperman





skąd tak wielkie zainteresowanie tym filmem

dlatego że czerń i biel w krótkim metrażu
dlatego że czerń i biel w filmie animowanym
dlatego że disney
dlatego że o miłości
że o miłości silnej jak poryw wiatru
dlatego że przypomina starą prawdę - uczucia są najważniejsze
a najpełniej można je wyrazić na papierze
że zwykła drukowana kartka może być listem miłosnym
że potrzeba nam uczuć czystych niczym niezmąconych jak krople wody.

poniedziałek, 4 lutego 2013

cuda


Kogo obchodzą, tak naprawdę, cudy?
Co do mnie, znam tylko i jedynie cudy.
Czy idę ulicami Manhattanu,
Czy nad dachami domów rzucam wzrok ku niebu,
Czy boso brodzę wzdłuż plaży samym krajem wody
Albo stoję pod drzewami w lasach,
Czy w dzień rozmawiam z kimś, kogo kocham,
Albo nocą śpię w łóżku z kimś, kogo kocham,
Czy siedzę przy stole i jem obiad z innymi,
Czy patrzę na nieznajomych naprzeciwko mnie w w dyliżansie
Albo przyglądam się pszczołom krzątającym się koło ula letnim popołudniem
Albo zwierzętom pasącym się na łąkach,
Albo ptakom, albo dziwom owadów w powietrzu,
Albo dziwom zachodów słońca, albo gwiazdom świecącym tak cicho i jasno,
Albo ślicznemu, delikatnemu sierpowi nowego księżyca na wiosnę -
To, razem z resztą i z osobna, jest dla mnie cudem.
Każda rzecz odsyła do innych, ale jest wyraźna i na swoim miejscu.
Każda godzina światła i mroku jest dla mnie cudem,
Każdy kubiczny cal przestrzeni jest cudem,
Każdy jard kwadratowy powierzchni ziemskiej tak samo,
Każda stopa we wnętrzu ziemi tak samo.
Dla mnie morze jest bezustannym cudem,
Ryby tam pływające, skały, ruch fal, okręty przewożące ludzi.
Jakież cudy bardziej potrafią zadziwić?

Walt Whitman, Cudy
w przekładzie Czesława Miłosza


piękny wiersz o cudach.
sam w sobie jest cudem.

kogo obchodzą, tak naprawdę, cuda?
co do mnie, znam tylko i jedynie cuda.




sobota, 2 lutego 2013

sejmitar


Principessa przyniosła do domu sejmitar.

prezent od kolegi.
długi na metr, lekko zakrzywiony.
cały pokryty rdzą.

niewtajemniczonym wyjaśniam, że sejmitar to paradna szabla lub broń myśliwska,
używana na Bliskim Wschodzie w XVII i XVIII wieku.
stosowana także do walki,
bronią tą dało się przeciąć człowieka na pół.
w książkach fantasy odgrywa ważną rolę, często jest magicznym przedmiotem.

Młoda, trzeci dzień z rzędu, poświęca wieczorne godziny na usuwanie rdzy
z jego powierzchni papierem ściernym.

kupiła samodzielnie papier w markecie budowlanym na obrzeżach miasta.
sama się tam wybrała.
sama zdecydowała o zakupie.
kupiła papier o różnej grubości ziarna.

zaimponowała mi swoją samodzielnością.
tym jak szybko potrafiła znaleźć sposób na doprowadzenie broni do użytku.

ja w jej wieku nie przestąpiłam progu sklepu z materiałami budowlanymi.
może nawet nie wiedziałam do czego służy papier ścierny.
a jeśli wiedziałam, to z pewnością,
nie był to jeden z tych przedmiotów,
z którymi chciałabym spędzać długie zimowe wieczory,
i którego użycie uważałabym za warte zniszczonych paznokci i zdartej skóry z dłoni.

po trzech dniach pracy, sejmitar wygląda zdecydowanie lepiej.
odzyskuje dawny blask.

i znalazł stałe miejsce w pokoju Młodej.
leży niewidoczny dla postronnych na szafie z ubraniami.


w ulubionej księgarni przy podwójnym espresso zdążyłam przeczytać
rozmowę otwierającą książkę Wolne Remigiusza Grzeli.

rozmowa z Julią Hartwig, bardzo ciepła.
mowa w niej o związkach, o starości, o mądrości życiowej i samym życiu,
i o wierszu Bezczas i o garnku z kaszą, o którym niedawno pisałam.
zastanawiające, są właśnie te elementy, powtarzające się,
o których sama pisałam na blogu i dzisiaj odnalazłam je w tej książce.
poruszane przez autora, którego bloga czytam od jakiegoś czasu regularnie.
zbieg okoliczności.
tylko zbieg czy coś więcej?
nie mogłam się od tej rozmowy oderwać.

poza tą książką, jeszcze przewertowałam
dwie inne z korespondencją poetki, prowadzoną razem z Arturem Międzyrzeckim,
między nimi a Turowiczami oraz Czesławem Miłoszem.
wydane przez Wydawnictwo Literackie i a5.
na dokładną lekturę listów zabrakło mi czasu.
bo do tego wszystkiego, koniecznie musiałam przejrzeć jeszcze nowy tom poezji Miłosza, z wierszami z brulionu, wysłanego przez poetę dziesiątki lat temu,
który dotarł do adresata w 2002 roku
i teraz ujrzał w druku światło dzienne.

piątek, 1 lutego 2013

odpoczynek


moje ulubione słowa, które wygłasza nauczyciel pod koniec dnia
na kursach medytacji, brzmią:
take rest, odpocznijcie.

po kilkunastu godzinach medytacji
tylko te słowa wydają się mieć sens.

o 21.30 zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy.

dziś czuję się bardzo zmęczona.

przez cały tydzień działo się tak wiele.
przez cały tydzień balansowałam jak linoskoczek na zawieszonej wysoko linie.
emocjonalna huśtawka.
przeżywałam różne emocje.
napięcie i stres łączyły się z dobrą energią,
której doznałam od różnych osób.

dlatego czuję wielkie zmęczenie.
muszę odpocząć. wziąć rest.

Wy też odpocznijcie.
odpocznijcie.