niedziela, 30 listopada 2014

etap


czytam o programie żywieniowym Gersona w leczeniu raka i innych chorób.
czuję, że nadchodzi czas na kolejny etap wtajemniczenia - lewatywę z kawy.
dobrze, że Pani A. przeszła przez to pierwsza i dzieli się ze mną doświadczeniami.
nurtuje mnie pytanie: co można robić przez 15 minut leżąc na prawym boku z kawą w jelitach, spać, czytać, medytować.

sobota, 29 listopada 2014

piątek, 28 listopada 2014

poszetka


Właśnie sobie przypomniałem takie słowo -
przenicować. I uderzyła mnie odpowiedniość,
jego adekwatność. Zobaczyłem sprute ściegi
i lewą stronę, od podszewki, a pod nią nic.

I pojawiła się straszna myśl, że posiadanie,
nawet cząstki siebie, nie jest możliwe.
Że to rozcięte dziąsło i spuchnięty prawy
policzek nie są moje. Że tej nocy,

bo wielką nocą jest wszystko, chodzę
o lasce cudzych snów. Nawet w depresję
matki, wczoraj siedzieliśmy w kuchni
po obu stronach stołu - nie wierzę.

Ktoś z tym wszystkim powinien zrobić
porządek. Nauczyć, tak, jak moja ciotka,
że odginanie małego palca w trakcie
unoszenia filiżanki jest pretensjonalne.

Jacek Mączka, Mały palec


właśnie sobie przypomniałam słowo - poszetka
i uderzyło mnie, że nigdy go nie wypowiedziałam,
ani nikt przy mnie nie wspomniał
o tej ozdobnej chusteczce wkładanej do górnej kieszonki marynarki (brustaszy).
kiedyś lubiłam ją nosić.

czwartek, 27 listopada 2014

środa, 26 listopada 2014

źdźbła


Istnieję, bo jestem, i to wystarcza,
Choćby nikt na świecie nie wiedział o tym, jestem zadowolony,
I choćby wszyscy wiedzieli, jestem zadowolony.
Jeden świat o tym wie, dla mnie bez porównania największy,
a jestem nim ja,
I czy dziś otrzymam to, co mi się należy, czy za dziesięć tysięcy
albo za dziesięć milionów lat,
Mogę z radością przyjąć to teraz, albo, równie radośnie,
mogę poczekać.

Walt Whiteman, Źdźbła trawy


istnieję, bo jestem.
istnieję, gdy robię wdech. istnieję, gdy robię wydech.
wiem, to mi wystarcza.
choćby nie wiedział o tym nikt (a przecież ktoś wie), jestem zadowolona.
i choćby wiedzieli wszyscy, będę zadowolona.

robię wdech i czuję mój świat największy.
otrzymałam go dziesięć milionów lat temu
i mam go teraz.
z radością przyjmuję każdy wydech.
równie radośnie mogę czekać na kolejny wdech.
mogę poczekać długo.

wtorek, 25 listopada 2014

zdjęcie



Autentyczni poeci
dysponują własną
galerią zdjęć
w głębi lasu
w pobliżu mokradeł
i leśniczówek
w niebieskim świetle
prześwitującym
przez korony drzew
wczesnym popołudniem
na zboczach gór
otaczający Mjøsę
pod starymi zniszczonymi wiatrem
pomostami
koło fiordów
Jak wiersz rozciąga się Langmyra
z liniami
pisanymi
mgłą poranną
kiedy horyzontu
dotykają
pierwsze
podmuchu wiatru


Oddvar Rakeng, Galeria zdjęć



autentyczna poetka
dysponuje własną
galerią zdjęć z warsztatów jogi
stoi na głowie obok instruktorki
w pobliżu ściany
z odsłoniętymi ramionami w trikonasanie
i w pozycji zająca na cyklamenowej macie.
listopadowe góry wyglądają przez okna
jak wiersze.

poniedziałek, 24 listopada 2014

brzuch


na zajęciach jogi podziwiamy A., który stoi na głowie na środku sali, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem. – ale on zrobił postępy – mówi z zazdrością mąż K., który nie potrafi jeszcze stanąć na głowie nawet przy ścianie. i ma szczęście, że jest taki szczupły – ciągnie dalej – mnie przeszkadza brzuch. gdy robię asany odwrócone, to czasami boję się, że mój brzuch mnie przydusi (śmiech).

niedziela, 23 listopada 2014

zgoda


nie wyrażam zgody na wyjazd mojego Syna na wycieczkę do muzeum Auschwitz-Birkenau. – napisałam naprędce w oświadczeniu.

nie podzielam powszechnej opinii, że każdy młody człowiek musi zwiedzić to dramatyczne miejsce. cieszy mnie możliwość wyboru i to, że mogę wyrazić swoją opinię, jakże odmienną od tej, którą reprezentuje większość rodziców z klasy mojego Syna (to z ich inicjatywy doszła do skutku ta wyprawa, eufemistycznie zwana wycieczką szkolną).

chcę oszczędzić mojemu dziecku traumatycznych przeżyć z jakimi wiąże się zwiedzanie muzeum i projekcja filmu. moje Dziecko nie będzie zmuszone do wyjazdu. ma możliwość niejechania i z niej skorzysta. ja byłam w Auschwitz-Birkenau - dwukrotnie - w szkole podstawowej i średniej, a później wielokrotnie jako pilot wycieczek zagranicznych (wtedy przy bramie wejściowej zostawiałam grupę Jugosłowian przewodnikowi muzeum). oprócz Auschwitz-Birkenau zwiedzałam obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie (jako punkt programu na koloniach letnich, do dziś pamiętam mdły zapach drewnianych baraków). i myślę, że wyczerpałam limit tych wizyt. na jedną rodzinę wystarczy. do pięciu następnych pokoleń. dość świadectw nieludzkiego cierpienia, nieskończonego smutku.

Gdy byłem dzieckiem, myślałem, że każdy człowiek, prędzej czy później, pójdzie do obozu. Że przyjdzie pora i na mnie. Że będę musiał pojechać do Auschwitz albo siedzieć w jakiejś piwnicy jak mój tata - Mikołaj Grynberg

sobota, 22 listopada 2014

maraton


rano pośpieszne zakupy (chałki na szabas, dwa chleby, szklarniowe pomidory, dojrzałe jabłka, tanie w tym roku dzięki politycznym zmaganiom), śniadanie nad gazetą na wysokich obcasach, chwytanie chwili i smakowanie bardzo dobrej herbaty, pakowanie torby na jogę, przedmioty te same co zawsze, plus wór owoców dla mnie i wór owoców dla Młodej, do zjedzenia w tak zwanym międzyczasie, i w drogę, 1,5 godziny sobotniej jogi, rozszerzone o dwie godziny dodatkowych zajęć z pogranicza jogi i pilatesu, z tą samą instruktorką lecz w zupełnie innym miejscu, gdzie sala do ćwiczeń góruje nad ściankami wspinaczkowymi, zawieszona tak, że przez duże okna można podziwiać wspinaczy. wrażenie zrobiła na mnie podłoga w kolorze wiosennej trawy, przestrzeń, ciepłe jasne kolory i młody mężczyzna w recepcji, który obsługiwał interesantów siedząc na piłce do ćwiczeń. w psie z głową w dół obserwowałam wspinającą się samotnie dziewczynę, choć najwięcej asan wykonywałam z zamkniętymi oczami. w domu po zupie burakowej (to nie to samo co barszcz twierdzi Pan W.) taniec derwiszów. Pan T., 74, wyjawił nam, że też ćwiczy rytuały tybetańskie, i odstawił dziesięć obrotów, a ja trzynaście. jutro jak na maraton przystało znowu joga. miał być wykład z ajurwedy, ale organizatorzy piszą i trzykrotnie przypominają, żeby wziąć luźny strój, grube skarpety i maty.

gdy zaczęłam pisać posta, zadzwoniła Młoda. płacząc nieomal wyznała, że nie wypaliła jej baza do kręcenia filmu i ostatnie sceny musi filmować u nas w salonie.

piątek, 21 listopada 2014

marzenie



Z całej naszej słonecznej ziemi
pragnę tylko ławeczki w sadzie,
na której kot wygrzewa się w słońcu...
Tam siedziałabym sobie
z listem przy piersi,
z tym jednym jedynym listem.
Takie jest moje marzenie...


Edith Södergran, Życzenie
tłumaczyła Alicja Rybałko


z całej naszej nieziemskiej ziemi
pragnę tylko kawałka podłogi, na którym mogłabym
rozłożyć matę do jogi.
tam stałabym na głowie
z jedną myślą - uważność.
wdech i wydech bez spinania się
takie jest moje marzenie.

czwartek, 20 listopada 2014

nieznajoma


czy czasem brakuje Wam sił na domowe obowiązki? sprzątanie, gotowanie, pranie, te wszystkie duże i drobne zajęcia, które mnożą się w nieograniczony sposób jak kosmiczne byty. załadowanie pralki, rozwieszenie prania, zdjęcie i poskładanie suchego. gotowanie, obieranie warzyw, wyładowanie zmywarki, sprzątanie stołu. a teraz wyobraźcie sobie że nie tylko nie macie energii na zrobienie zakupów ani przygotowanie obiadu dla rodziny, gdy w domu czeka na Was trójka głodnych dzieciaków, ale jeszcze nie macie rąk. tak więc, jeśli czasem nie macie sił na wszystkie codzienne prace, to przypatrzcie się kobiecie z tego filmu. ile ona ma w sobie siły, ta nieznajoma z drugiego końca globu, która z taką pokorą i opanowaniem przyjmuje to co jest. każdą chwilę.

środa, 19 listopada 2014

czekanie



Jestem sama nad jeziorem wśród drzew,
żyję tu w przyjaźni ze starymi świerkami przy brzegu
i w porozumieniu poufnym ze wszystkimi młodymi jarzębinami.
Leżę samotna i czekam,
nie widziałam nikogo, kto by przechodził obok.
Z wysokich łodyg patrzą na mnie duże kwiaty,
gorzkie winorośla pną się po moich ramionach,
a ja mam tylko jedno imię dla wszystkich: miłość.

Edith Södergran, Ta czekająca dusza
tłumaczył Ryszard Mierzejewski


jestem sama w pokoju z wielkim oknem
żyję tu w przyjaźni z szarymi wróblami
i drzewem wiśni którego gałęzie uderzają o parapet.

leżę samotna i czekam,
nie widzę nikogo, kto by przechodził obok.
z mojego piętra obserwuję niebo niczym klarowny atrament
chmury kłębią się odbite w moich włosach jak mroczne kwiaty
mam dla wszystkich jeden dar: zrozumienie.

wtorek, 18 listopada 2014

Thay


Mistrz buddyjski Thich Nhat Hanh miał poważny wylew krwi do mózgu i znajduje się obecnie na oddziale intensywnej opieki medycznej. ośrodki z tradycji Thich Nhat Hanha organizują praktyki w intencji Jego wyzdrowienia. Plum Village zwraca się z prośbą do całej światowej wspólnoty medytujących o praktyki w Jego intencji.

Prosimy kontynuujcie cieszenie się błękitnym niebem dla Thay'a, świeżym porannym powietrzem i każdym kawałkiem natury.(...) Jeśli to możliwe spędźcie dzień na diecie wegetariańskiej jako sposób na wygenerowanie współczucia wysłanego dla Thay'a. Możecie też pogodzić się z kimś bliskim albo też porzucić swoją urazę do kogoś i wysłać do niego pełen miłości list (...) możesz więcej uczestniczyć w życiu Sanghi, wspierać zbiorową energię uważności, mniej konsumować i mniej czasu spędzać on-line zaleca Plum Village jako formę praktyki w intencji Mistrza.



Thich Nhat Hanh Walking on the Earth


poniedziałek, 17 listopada 2014

zmęczenie


zmęczenie to skutek warsztatów. bolą mnie barki i ręce. nie mam siły. i nie robię nic co nie jest bardzo pilne i niecierpiące zwłoki. odpoczywam. pozostaje mi słodkie leniuchowanie. z książką zagrzebuję się w miękką pościel, z biblioteki wróciłam z dziełem Yanna Martela Ja (spodobał mi się tytuł). chciałam wypożyczyć Zdradę Coelho, ale nie wydał jej system. w chwili gdy weszłam do biblioteki, ktoś zamówił tę pozycję przez internet. bibliotekarki dywagowały kto powinien tę książkę dostać: ja faktycznie tam będąca, która trzyma książkę w ręce, czy ten anonimowy czytelnik po drugiej stronie szklanego ekranu. obstawały, że ja, ale nie wygrały z programem, więc przepraszały, bo to się jeszcze nie zdarzyło, żeby tak, ledwo książkę odłożyły na półkę, a dla mnie to znak, że mam książki nie czytać, że nie powinnam, bo zdrada brzmi niebezpiecznie, wrogo, jak pożar buszu, ale też pociągająco, może zabrać do krainy rozmyślań, w miejsce gdzie nie powinnam się znaleźć, gdzie nie ma drogowskazów wskazujących drogę powrotną, a wycofanie mogłoby być równie trudne jak wyjście z labiryntu.

wcześniej dla podratowania zrobiłam rytuały. wróciłam do dawnych ćwiczeń. zaczęłam od 11 powtórzeń. jeszcze czuję jak lekko wyginał się kręgosłup, szczególnie w pozycji na kolanach i stoliku, jak dobrze było wrócić do znanych układów.

instruktorka namawia na kolejny maraton jogi w sobotę: 1,5 godziny w południe, i dwie następne godziny ćwiczeń łączących jogę z pilatesem.




niedziela, 16 listopada 2014

zaskoczenie


nie wiem co myśleć o tej przedziwnej sytuacji, o tym zaskakującym zbiegu okoliczności, jaki zaistniał. co ma oznaczać, po co go doświadczam.

świat jest mały, jak łupinka orzecha.
czas nie oddala nas zbytnio od przeszłości.
przyszłość powstaje gdy rozgrywa się przeszłość.

pomyślę o tym jutro...

czwartek, 13 listopada 2014

czyżby


czyżbym odzwyczajała się od pisania bloga?

wolę film na nowo odkrytym portalu ...

środa, 12 listopada 2014

dwadzieścia


stoję na głowie przy ścianie już przez dwadzieścia oddechów i myślę, że jest to najdoskonalsza asana.

wtorek, 11 listopada 2014

poniedziałek, 10 listopada 2014

Dalcz


sztuka, którą widziałyśmy w sobotę tak spodobała się Młodej, że ogląda zwiastun przedstawienia raz po raz, mnie też sadza przed laptopem i każe obejrzeć choć już prawie jedenasta i mówi, że koniecznie musi wybrać się na ten spektakl jeszcze raz, a w prezencie gwiazdkowym chciałaby dostać karnet na cały rok do tego teatru.

po chwili dodaje, że jeśli to niemożliwe, to zadowoli się nawet jednym biletem.

piątek, 7 listopada 2014

czwartek, 6 listopada 2014

persony


przyjechała Pani A. w kremowej kurteczce i wyraźnie dłuższymi włosami, dostałam od niej w prezencie dwie choineczki z barwionego szkła, które nie czekając na zimowe święta ustawiłam na środku stołu, a także kolczyki srebrne z kryształami przez nią wykonane, które też założyłam od razu. w siłowni trwa walka o przywrócenie starego instruktora jogi, może to właśnie jego miał na myśli autor napisu na ścianie sklepu spożywczego, wymalowanego wielkimi literami PERSONA NON GRATA, który zauważyłam kilka dni temu, ciekawe że graficiarze takie pojęcia zaczerpnięte z łaciny znają, bezbłędnie piszą i w ten sposób się wyrażają. wysłuchałam koncertu gitarowego, tak zagranego, że słuchając zdawało się jakby to była muzyka fortepianu, to przez te basy, powiedział Młody, o grze muzyka, który grał tak jakby już dawno połączył się z gitarą.

środa, 5 listopada 2014

nierychło


w przychodni specjalistycznej starsza pani podchodzi do rejestracji, i wyraźnie poirytowanym głosem mówi:
- proszę pani, osoby które przyszły po mnie już weszły do lekarza!
- do jakiego? - pyta kobieta w białym uniformie.
- do gastrologa - odpowiada niecierpliwa pacjentka nachylając się do okienka.
- a jak się pani nazywa? - pyta rejestratorka.
- Nierychło.

z trudem powstrzymywałam się od śmiechu.

wtorek, 4 listopada 2014

kamień


Ten kamień jest kamieniem, jest także zwierzęciem, jest także bogiem, jest także buddą, nie obdarzam go czcią i miłością, dlatego, że kiedyś mógłby stać się tym czy owym, ale dlatego, że jest kamieniem, że dziś, teraz, jawi mi się jako kamień, właśnie dlatego go kocham i widzę sens i wartość w każdej jego żyłce i zagłębieniu, w żółtej i szarej barwie, w twardości, w dźwięku, jaki z siebie wydaje, gdy go ostukuję, w jego suchej albo wilgotnej powierzchni. Niektóre kamienie są w dotyku jak oliwa albo mydło, inne jak listki, jeszcze inne jak piasek, a każdy jest szczególny, każdy na swój sposób wymawia Om, każdy jest cząstką brahmana, ale jednocześnie i zupełnie tak samo jest kamieniem, jest gładki jak oliwa albo jak mydło, i właśnie to mi się podoba, właśnie to wydaje mi się cudowne i godne uwielbienia.
Hermann Hesse, Siddhartha



wszystko jest w kamieniu

trawa, w której leży
wiatr, który go owiewa
cień, który na niego pada
cała przeszłość i przyszłość wszechświata zamknięta jest w kamieniu

popatrz na ten kamień i odkryj w nim drapieżnego jastrzębia
polującego tygrysa,
kroczącego dumnie pawia
zobacz boga, buddę

zobacz w kamieniu życie
zobacz w nim całe swoje życie
ono też jest w kamieniu

poniedziałek, 3 listopada 2014

niedziela, 2 listopada 2014

metody


pierwszą brodawkę złapałam w szkole podstawowej. pojawiła się nagle na środkowym palcu prawej ręki na wysokości pierwszego więzadła. nie było w tym nic niezwykłego, dużo dzieci miało w tym czasie brodawki. nie tylko nie odwiedziłam lekarza (cel wizyty musiał być ważny i uzasadniony), ale i nie powiedziałam o niej Mamie. sama się nią zajęłam.

podpatrując B. z długimi warkoczami w kolorze słomy, która siedziała w pierwszej ławce w rzędzie pod oknem, tuż przy katedrze, obserwowałam jak przeprowadza operacje usuwania brodawek ze swoich rąk. jej metoda polegała na wycinaniu ich żyletką (kto pamięta ostrzałki na żyletki w tornistrze), i dezynfekowaniu zranionych miejsc atramentem (ach te czasy przednabojowe). mnie ten sposób wydawał się bardziej przerażający niż skuteczny (o tym że taki nie był świadczyło, że operacje trzeba było powtarzać). postanowiłam zatem eksperymentować z innymi chemikaliami. a że właśnie dostałam nową pastę do zębów, to smarowałam moją kurzajkę białym jak śnieg mazidłem. i ona w końcu zniknęła.

drugą brodawkę złapałam dwa tygodnie temu. i tym razem postanowiłam nie iść do lekarza, i zawierzyć medycynie ludowej. nim sięgnęłam po pastę do zębów, zastanawiając się czy te obecne na rynku mają choć jeden składnik, identyczny z tymi produkowanymi dziesiątki lat temu, postanowiłam wypróbować sposób przekazany mi onegdaj - nałożenie plastra czosnku na zmienioną skórę i pozostawienie go na noc. po kilku dniach zaobserwowałam poprawę, ale prawdziwą zmianę w czarny strupek dopiero gdy zaaplikowałam rozgnieciony ząbek (konieczne jest przy tym zabezpieczenie zdrowej skóry plastrem).



sobota, 1 listopada 2014

dusza



Moja dusza nie może opowiadać i nie znać jakiejś prawdy,
moja dusza może tylko płakać i śmiać się, i załamywać ręce,
moja dusza nie może pamiętać i bronić się,
moja dusza nie może rozważać i poświadczać.
Kiedy byłam dzieckiem zobaczyłam morze: było błękitne,
w młodości napotkałam na kwiat: był czerwony,
teraz jest obok mnie obcy: bez koloru,
lecz nie lękam go się bardziej niż dziewica lękała się smoka.
Kiedy rycerz przybył zaopiekować się dziewicą w czerwieni i bieli,
miałam podkrążone oczy.


Edith Södergran, Moja dusza
tłumaczył Ryszard Mierzejewski


moja dusza nie może rozpaczać, płakać, załamywać się i żałować
nie może zamartwiać się, gryźć ani upadać na duchu
moja dusza nie może dygotać ze strachu niczym liście osiki
nie może dać zwieść się pozorom ani obłudnikom.

moja dusza może tylko śmiać się, żartować i podskakiwać z radości
może bujać w obłokach, psocić, stawać na głowie i żyć ponad stan
moja dusza może znać język słoni, ropuch, lwów, czarnoksiężników
może dawać dobry przykład i rozbijać bank.