poniedziałek, 28 września 2015

szczęście


Moje włosy są szczęśliwe
i skóra jest szczęśliwa.
Skóra drży ze szczęścia.

Oddycham szczęściem zamiast powietrza
powoli i głęboko,
jak człowiek, co uniknął śmiertelnego
niebezpieczeństwa.


Anna Świrszczyńska, Szczęście



czuję te słowa.

wyobrażam sobie ich kolory, barwę aury,
która unosi się nad kartką papieru jak złoty obłoczek.
wiem, że Poetka była szczęśliwa.

jaka była szczęśliwa gdy pisała o szczęściu!

potrafiła stan euforii nakreślić kilkoma zdaniami
(wiersz jest dłuższy, tu prezentuję fragment,
ale już ten niewielki oddaje to coś).

to niebywała sztuka.

Czesław Miłosz dobrze ją rozumiał i wychwalał:
Stara czarownica pisze tak, jak żadna poetka polska się nie odważyła.(...)
Treścią jest dziękczynienie, a wiadomo,
że trzeba naprawdę doznać takiego uczucia wdzięczności,
żeby na podobną pieśń się zdobyć.


niedziela, 27 września 2015

medytowanie



Medytowanie nie oznacza walczenia z problemem.
Medytowanie to obserwowanie.
Potwierdza to uśmiech na twoich ustach.
Mówi on, że traktujesz siebie z łagodnością,
a w twoim sercu świeci słońce świadomości.
Kontrolujesz sytuację.
Jesteś sobą
i udało ci się osiągnąć pewien spokój.


Thích Nhất Hạnh

sobota, 26 września 2015

inni


uwielbiam Mistrza Tolle.

nikt nie tłumaczy trudnych prawd, tak dobitnie i zabawnie jak On.

podziwiam Go za mądrość, otwartość i szczególne poczucie humoru.

jeśli chcesz się pośmiać z siebie, z własnego ego, koniecznie posłuchaj.

piątek, 25 września 2015

piołun



Dziś jest mój dzień podtrzymujący skutki przeprowadzonej diety wg pomysłu pani Dąbrowskiej. Efekty głodowania miały być spektakularne, ale takich nie zaobserwowałam. Jeśli jakieś się pojawiły, a chcę wierzyć, że tak było, to zmiany nastąpiły na tak subtelnym poziomie, że nie sposób ich uchwycić gołym okiem.


A więc zjadłam: cztery rzodkiewki, cztery malutkie jabłuszka z wyschniętą skórką, 0,5 litra soku z marchwi, 0,25 soku z grejpfruta (dobry wpływ Pani A., serwowane przez nią własnoręcznie wyciskane soki pozwoliły mi przełamać niechęć do tego cytrusowego owocu) i trzy miski zupy z cukinii, papryki i pora. Ten gorący posiłek zafundowałam sobie dopiero o dziesiątej wieczorem.

Z tą zupą wiąże się dziwna historia. W południe ugotowałam dwie zupy - pomidorową z makaronem dla rodziny oraz jarzynową dla siebie. Do mojej zupy dodałam świeże pomidory malinowe i cukinię z ekologicznej uprawy (tak zachwalał ją Dziadek, który nam ją sprezentował). Zupa wyglądała i pachniała jak zwykle, jednak była tak gorzka, że nie byłam w stanie jej zjeść. Smakowała jak piołun i najbardziej gorzkie lekarstwa. Po zjedzeniu jednej łyżki, musiałam płukać usta wodą z cytryną, aby pozbyć się gorzkiego smaku. I tę czynność powtórzyłam kilkakrotnie. Nie dowierzając własnym zmysłom skosztowałam jeszcze zupy z garnka, ta też była przeraźliwie gorzka. Z obawą o swoje poczucie smaku, spróbowałam zupy pomidorowej, i ta okazała się dobra, a w porównaniu z moją, nad wyraz smakowita. Jednak dodatek oliwy nie pozwalał mi na zjedzenie jej. Więc obeszłam się smakiem, aż do wieczora kiedy ponownie ugotowałam zupę z cukinii. Tym razem wzięłam te sklepowe cukinie i kosztowałam każdy składnik przed wrzuceniem do garnka.

Ile w życiu ugotowałam litrów zup, tego nie jestem w stanie policzyć. Choć późno osiągnęłam samodzielność w tej materii. Jednak po raz pierwszy przydarzył mi się taki przypadek. Sprawdziłam w internecie, i jak zwykle wszystkowiedzący forumowicze winą za gorzki smak potraw obarczają jesienną cukinię, i to właśnie tę ekologiczną, z przydomowych upraw. Jedna internautka po tym jak cukinia zepsuła jej obiad, zrobiła śledztwo i stwierdziła, że za gorycz odpowiadają kukurbitacyny, które są toksyczne. Inni zaś twierdzą, że nasiona cukinii podobnie jak pestki dyni, zawierające kukurbitacyny mają działanie przeciwrobaczne, zabijają tasiemce, glisty i owsiki. Najbardziej przeraziła mnie wiadomość, podana przez polski tabloid, o zgonie niemieckiego emeryta, w następstwie zatrucia po zjedzeniu potrawki z gotowanej cukinii, którą denat otrzymał od swojego sąsiada.

Dzięki bogom za obdarzenie mnie wrażliwym zmysłem smaku, zdolnym ostrzegać przed śmiercionośnymi toksynami.

czwartek, 24 września 2015

eliksir



17 września wieczorem na lotnisku Malpensa w Mediolanie Teatr La Scala wystawił operę Esisir d’Amore Gaetano Donizettiego.

Chcialabym, zeby lotnisko we Frankfurcie sprawilo podroznym dzisiaj taka niespodzianke
i pozwolilo mi byc świadkiem tak niezwykłego wydarzenia.

Spedze na nim akurat tyle czasu, ze moglabym zobaczyc cala opere wraz z proba generalna.

środa, 23 września 2015

Orzeł



Z głębin Warszawy wyłonił się
majestatyczny orzeł

Wzleciał wysoko na wyżyny nieba
i ukrył w chmurach

Teraz, szerząc nauki Buddy szybuje
w całym swoim majestacie

Budząc zachwyt ludzi.

Berni Tetsugen Glassman


4 sierpnia 2015 Andrzej Getsugen Krajewski otrzymał od Roshi Tetsugena Bernie Glassmana przekaz Inka, Mistrza Zen z tytułem Roshi.


Kilka osób zapytało, co właściwie oznacza moje buddyjskie imię Getsugen.
Otóż oznacza ono Zamglony Księżyc.
Nie taki wyraźny, jak wyrżnięty z kryształu na niebie,
lecz raczej niejasny, tajemniczy księżyc ukryty w chmurach.
Symbol najwyższego oświecenia.
Dla nieobeznanych z buddyjską symboliką, musi to brzmie dziwnie?
Otrzymałem je dawno temu od mojego nauczyciela Roshi'ego Genpo,
jako ‘mantrę na drogę’ – wskazówkę, bym nie starał się wszystkiego zrozumiec.
Andrzej Getsugen Krajewski

wtorek, 22 września 2015

napełniona



Jestem napełniona miłością,
jak wielkie drzewo wiatrem,
jak gąbka oceanem,
jak wielkie życie cierpieniem,
jak czas śmiercią.


Anna Świrszczyńska, Jestem napełniona miłością


jestem napełniona szczęściem
jak muszla odgłosami morza
jak ucho cichym szeptem

poniedziałek, 21 września 2015

sielanka


O jak wygodnie
rozsiadla się z nogami
w moim mięsie
moja dusza, co stworzyla
mięso galaktyk.


Anna Świrszczyńska, Sielanka bez ironii


przezywam wlasnie sielankę bez ironii.

moja dusza rozsiadla sie w moim ciele,
z wyciagnietymi nogami i rozcapierzonymi rękami.

slonce galaktyk czuwa nade mna.

dobrze jej.

niedziela, 20 września 2015

rzesa



Jestem lekka
jak rzesa wiatru.

Anna Świrszczyńska


jestem swiatlem,
ktore wypelnia niebo

jestem lekka jak oddech

moje rece dotykaja gwiazd

sobota, 19 września 2015

rozdrapy


Na końcu piętnastego rozdziału Buszującego w zbożu, którą czytam po raz pierwszy w nowym tłumaczeniu Magdaleny Słysz, znalazłam wiecznie aktualną maksymę:

Cholerne pieniądze. Zawsze człowiek ma z ich powodu rozdrapy. J.D. Salinger


Jak dowodzi językoznawca Jan Miodek, to piękne słowo rozdrapy, do życia powołał recenzent dzienników Jarosława Iwaszkiewicza, pisząc Nikt pewnie go nie kocha, nie pochyla się nad jego troskami, rozdrapami, bólem, a zwłaszcza starością. Ów rozdrap, zdaniem profesora, to typowa formacja potencjalna, zbudowana w całkowitej zgodzie z regułami naszego systemu gramatycznego, wywiedziona od podstawy czasownikowej rozdrapać przez odrzucenie wygłosowej cząstki -ać - tak jak czołg, ubaw, zwis, skłon, wylew.

Polecam krotki wykład prof. Jana Miodka nt. rozdrapow, choć nie mogę zgodzić się z jego opinia przypisująca autorstwo rozdrapów dziennikarzowi gazety wyborczej. Moim zdaniem tłumaczka Salingera wykorzystała ten pomysł słowotwórczy wcześniej. Jej tłumaczenie pochodzi bowiem z 2007 roku, a wspomniana recenzja z 2012.

środa, 16 września 2015

czystosc



Czy w dzien, czy w nocy
mam w sobie zawsze
swiatlo.
Wsrod halasu i zametu
mam w sobie cisze.
Zawsze
mam w sobie cisze i swiatlo.

Anna Świrszczyńska, Jest we mnie swiatlo



wedrowalam czerwonymi skalami masywu Esterel
przepelniona wielka czystoscia i wiatrem.

ciezkie chmury sklanialy sie do placzu.

zanurzalam sie w morskich falach
blogoslawiac gwiazdy, drzewa i ludzi na drogach.

wtorek, 15 września 2015

gosc



dzien toczyl sie tak szybko,
spacerami po filmowym C. i zabytkowym M.,
ze nie zdazylam otworzyc nawet
Jakiegoz to goscia mielismy Czeslawa Milosza,
ksiazki o Annie Swirszczynskiej, ktora zabralam
ze soba w podroz.

poniedziałek, 14 września 2015

filozofia



Jesteś dzieckiem słońca, od niego pochodzisz,
tak samo jak pochodzisz od Ziemi…
Jesteś z Ziemią bardzo głęboko związany.
Ziemia jest w tobie.
To nie jest nic trudnego – to dużo prostsze niż filozofia.

Thích Nhất Hạnh



jest we mnie morze
jestem z nim głęboko związana
chłonę każdą fale, która nadpływa
to nie jest nic trudnego

jest we mnie słonce
jestem z nim głęboko związana
pragnę, by dotarł do mnie każdy promień światła

jestem dzieckiem słońca, wody i ziemi
to nic trudnego



niedziela, 13 września 2015

omackiem



Najpiękniejsze jest to co jeszcze nieskończone
Niebo pełne gwiazd niezapisane jeszcze przez astronomów
szkic Leonarda i urwana wzruszeniem piosenka
Ołówek pędzel zawieszone w powietrzu


Julia Hartwig, Po omacku


najpiekniejszy moment
lecialam wsrod chmur i ponad chmurami
w bialej gestwinie samolot unosil sie jakby
po omacku

sobota, 12 września 2015

cena



Bądź sobą. Życie jest cenne takie, jakie jest.
Już teraz masz wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia.
Nie musisz za niczym gonić, z niczym się zmagać,
ani niczego szukać.
Po prostu bądź.
Thich Nhat Hanh


życie jest takie cenne
cenniejsze niż największy skarb
jest tak cenne, że aż bezcenne

każda chwila jest ważna
każda jest ważniejsza niż
to sobie możesz wyobrazić

nie musisz robić nic
po prostu usiądź
bądź
otwórz się na szczęście, które niesie ta chwila


piątek, 11 września 2015

najważniejsze



Chcę, żebyście pamiętali, że każdy liść fruwający, który można widzieć, każdy śmieć, który można dotknąć, każdy smak czy zapach, czy szum wiatru jest ważniejszy od wszystkich dzieł sztuki i sukcesów artystycznych.
Alina Szapocznikow

czwartek, 10 września 2015

klops


Chudnę nadal, mimo wczorajszego wzbogacenia diety kaszą gryczaną z oliwą i bułką grahamką z masłem. Jak widać, te smakowitości nie zaburzyły mojego wewnętrznego odżywiania. Dziś zjadłam na drugie śniadanie twarożek ze śmietaną i rzodkiewkami. Mam nadzieję, że to przystopuje spadek wagi. Dobry boże spraw, żebym nie chudła już więcej!


Rozmowa z ekspedientką z osiedlowego spożywczaka:
- Czy te śliwki są smaczne? – pytam ekspedientkę rozkładającą produkty na półkach.
- Nie wiem, nie jadłam śliwek – odpowiada młoda czarnowłosa o zamyślonym spojrzeniu.
- Są bardzo dobre – wtrąca się do rozmowy starsza ekspedientka z działu mięsnego. - Kupuję je codziennie, są takie słodkie, i dobrze odchodzą od kości. - dodaje.

Biedna kobieta, pomyślałam, przesiąkła nie tylko zapachem sprzedawanego mięsa i wyrobów wędliniarskich, ale i fachową terminologią. Dla niej śliwki są z kośćmi, nie z pestkami. Podobne językowe nawyki stosuje IKEA nazywając wegetariańskie wyroby klopsikami. Otóż ten potentat meblowy przedstawił jako nowość w swoich restauracjach wegańskie klopsiki. Nikt z PR-owców nie sprawdził, że zgodnie ze słownikiem języka polskiego, klops to:
1) duszony kotlet z mielonego mięsa
2) potrawa z mielonego mięsa upieczonego w jednej bryle, a potocznie niepowodzenie.
Prof. Doroszewski pisze o klopsie wprost, że to mielone mięso, najczęściej wołowe i wieprzowe, jako danie odpowiednio przyprawione, to też pieczeń rzymska.
Dla wegan ta nazwa po prostu kojarzy się z mięsem. Niczego tu nie zmienią zapewnienia, że składniki (wnętrze) jest wegańskie. O ile zamierzeniem restauratora było wprowadzenie dania, którym mogliby posilić się wegetarianie podczas zakupów, to mu się to nie udało. Nazwa ta może ich tylko odstraszać. Tak jak mnie. Po danie zwane klopsem wegetariańskim sięgną tylko mięsożercy z chorą i obolałą wątrobą, szukający w zmienionym składzie ratunku dla gastrycznych dolegliwości.
Jako wegetarianka od dwudziestu lat, protestuję przeciwko wprowadzaniu nazw dań mięsnych dla posiłków wegetariańskich. Nie jestem językoznawcą, ale dla mojego ucha lepiej brzmiałyby: kuleczki wegańskie czy kuleczki z ciecierzycy.

środa, 9 września 2015

wychodzenie


Życie jest zbyt krótkie
żeby budzić się rano z żalem.

Dlatego kochaj ludzi, którzy traktują cię z szacunkiem
I zapomnij o tych, którzy tego nie czynią
Uwierz, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

Jeśli pojawi się szansa, łap ją!
Jeśli zechce odmienić twoje życie, pozwól jej na to.

Nikt nie powiedział, że życie jest łatwe
Obiecywano jedynie, że będzie warte życia.
(ćwiczenie z tłumaczenia z włoskiego, poranna rozrywka umysłowa)


Wychodzę z diety. Zakończyłam ją wczoraj w 25 dniu. Wieczorem zjadłam kalafior z wody doprawiony łyżeczką oliwy z oliwek i nasionami lnu. To była bomba energetyczna. Po posiłku, odechciało mi się spać. Najchętniej poszłabym pobiegać lub robić cokolwiek innego. W przypływie troski o garderobę, która piętrzyła się w kuchni od trzech tygodni zdjęta z łazienkowych sznurków, zajęłam się prasowaniem.
Dziś waga dalej pokazuje 57. Codzienną sałatkę (zielona sałata, pomidor, ogórek małosolny, zielony) uzupełniłam oliwą. Na drugie śniadanie zjadłam kaszotto czyli moją wersję risotta - kaszę gryczaną z porami i cebulą. Oprócz jabłek, pochłonęłam dwie gruszki i winogrona. Teraz marzę już tylko o kromce chrupiącego razowca z masłem i kupieniu biletów na samolot, który zawiezie mnie do F.


wtorek, 8 września 2015

25


Dajcie mi waszych zmęczonych i biednych
wasze tłumy, które marzą, żeby oddychać wolnością
dajcie tych, których odrzucono na innych brzegach
przyślijcie ich, bezdomnych, przegonionych przez sztormy
Wznoszę dla nich moją lampę, niechaj ich prowadzi do tych złotych drzwi.

(słowa wypisane na nowojorskiej Statule Wolności)


Przekroczyłam 57 kg, co oznacza, że waga dalej idzie w dół. W ubiegłym tygodniu waga utrzymywała się praktycznie niezmieniona, i już myślałam, że tak zostanie. A tu taka niespodzianka. Zastanawiam się czy powinnam już przestać się głodzić, czy jeszcze wytrzymać kilka dni do zakładanych czterech tygodni. Boję się, że poranne spojrzenie w lustro kolejnego dnia może być dla mnie zbyt trudne. Ten szkielet to chyba nie ja.

niedziela, 6 września 2015

23



Dzień rozpoczęłam musem z jabłek, połowy grejpfruta, dwóch garści szpinaku, i połowy pomarańczy (moje małe odstępstwo od diety). Do tego zupa baza i kapuśniak (prawdziwa odmiana).
Ruch: półtoragodzinna wycieczka rowerowa, z której wróciłam wykończona.

czwartek, 3 września 2015

20



Zastanawiam się kiedy zakończyć dietę. Nie czuję się dobrze. Moje dolegliwości nie mają związku z tym swoistym głodowaniem. Jednak biorąc pod uwagę, że wychodzenie z diety trwa tyle co 1/3 całego okresu postu, powinnam już zacząć o tym myśleć. Im dłuższa dieta, tym dłuższe wychodzenie.



Odwiedziłam nowopowstałą pijalnię soków. Najbardziej pożądany lokal w czasie diety. Jest w nim wszystko czego potrzeba do szczęścia głodującemu. Soki z krajowych i egzotycznych owoców i warzyw oraz ich zielonych części. Wypiłam litr soku z marchwi, buraka i grejpfruta. Na wynos wzięłam marchewkę z pomarańczą. Absolutna pychota.

Postuluję, aby sokopijalnie były obecne na każdej ulicy, a soki dotowane przez państwo jako jedna z form realizacji polityki społecznej państwa (jak kiedyś chleb, a teraz bary mleczne). Co ciekawe, sprawdziłam, że sprzedaż soku lub surówki z jabłek, soków czy jogurtów przelanych do szklanek, w barach mlecznych jest dotowana przez państwo.

Dlaczego nie iść dalej, i dotacją nie objąć pijalni soków. Byłoby to zdrowsze dla społeczeństwa i w efekcie korzystniejsze dla budżetu kraju. A pijalnia, do której chodzę, nie świeciłaby pustkami.