Żyj brudniej, jedz czyściej. Robynne Chutkan
Czytam fascynującą książkę
Dobre bakterie Robynne Chutkan, której autorka,
doświadczony lekarz, specjalista chorób układu pokarmowego
zachęca do odważnego podejścia negującego wiele utartych konwencji.
Czytam i notuję jej zalecenia:
- w kąpieli korzystaj z samej wody bez mydła (
wolno być troszkę brudaskiem),
- używaj perfum na bazie olejków eterycznych, nie alkoholu,
- do kosmetyków do włosów i skóry wykorzystuj jadalne składniki i sporządzaj je samodzielnie,
- myj głowę olejkami eterycznymi lub rozcieńczonym octem jabłkowym zamiast szamponu,
- regularnie się poć, u ludzi, którzy systematycznie ćwiczą, występuje większa różnorodność gatunkowa bakterii jelitowych,
- ubrudź sobie ręce uprawiając własny ogród albo balkon,
- otwieraj okna, wpuszczenie świeżego powietrza do mieszkania podniesie jakość i różnorodność mikroorganizmów w twoim domu,
- nie kąp się częściej niż co drugi dzień (każdy człowiek pachnie, nie ma w tym nic dziwnego),
- nie myj włosów szamponem nie częściej niż raz w tygodniu,
- unikaj szamponów zawierających takie detergenty jak sodium laureth sulfate lub sodium lauryl sulfate, które mogą zwiększyć wrażliwość na toksyny i ich przepuszczalność przez skórę (sprawdzam wszystkie szampony w moim domu mają ten pierwszy składnik),
- nie stosuj chemicznych środków czyszczących w gospodarstwie domowym (tu wypadam lepiej, bo używam wody z octem spirytusowym w rozpylaczu własnej produkcji),
- nie używaj płynu do płukania ust (to akurat mi się podoba, bo mimo problemów z dziąsłami nigdy nie stosowałam rady dentystki, używania płynów równie często jak szczoteczki do zębów i pasty, a od dziecka znany mi był sposób mycia zębów solą kuchenną),
- na skórę nakładaj tylko takie produkty, które możesz zastosować do wewnątrz (ta wskazówka też zyskuje moją aprobatę, bo od jakiegoś czasu w mojej łazience króluje olej kokosowy, olej z pestek winogron i rycynowy, jako maseczkę stosuję znowu śmietankę homogenizowaną albo serek bieluch z łyżeczką soku z cytryny, zapomniałam zupełnie o kremach, gdzieniegdzie walają się resztki tradycyjnych kosmetyków w plastikowych pudełkach oraz preparaty z filtrem, choć i te ostatnie, jak się okazuje, można znaleźć w naturalnej formie).
Szukam w internecie alternatywnych metod mycia włosów. Od lat zmieniam kolor z pierwotnego na oczywisty, w dodatku stosowane przeze szampony zawierają paskudnie niebezpieczny detergent laureth siarczan sodu. Kilka godzin później znam już kilka sposobów, z których odrzucam:
1) ten na bazie mydlnicy lekarskiej i innych ziół (z lenistwa, wymagają gotowania ok. 15 minut),
2) z sody oczyszczonej (nie przekonuje mnie ta płukanka, recenzje internetowych eksperymentatorów też nie są pochlebne).
Decyduję się przetestować ten wykorzystujący mąkę żytnią. Ma najwięcej pozytywnych opinii internautek i wydaje się najprostszy do wykonania. W pełni naturalny, i mieści się w moim pojęciu środków nadających się do zastosowania, wszak niemowlęta ze zmianami skórnymi kąpie się w krochmalu. Kupuję kilo mąki żytniej 720 w szarym papierowym worku. Do wanny biorę porcelanową miskę, kubek, i butelkę octu jabłkowego. Przygotowana mikstura okazuje się zbyt rzadka, nie ma konsystencji papki, ale już jej nie zagęszczam, bo jest jej bardzo dużo. Dwa razy nakładam na włosy szampon z mąki i obficie spłukuję. Mam uczucie, że włosy są umyte, ale dziwnie suche, natomiast skóra głowy sprawia wrażenie nietkniętej. Ulgę przynosi mi płukanka z octu. Włosy stają się miękkie, i zaczynają wreszcie przypominać moje. Mam obawy czy dobrze wypłukałam mąkę, czy nie zostały mi białe grudki we włosach. Na mokre nakładam kilkakrotnie olejek arganowy do włosów.
Wrażenia po wysuszeniu – włosy są puchate, ciężkie, sztywne. Zdecydowanie niemiłe w dotyku. Nie mam ochoty przeczesywać ich palcami. Szampon z mąki nie nadaje się do zabrania na siłownię, tym bardziej płukanka z octu. Mimo tych niezbyt przyjemnych wrażeń, nie rezygnuję z testowania produktów spożywczych na sobie. Chcę jeszcze wypróbować maseczkę z żółtka jajka, mycie włosów samą wodą z octem oraz żel z siemienia lnianego.