czwartek, 29 października 2015
plażowanie
siedzę między dwiema topolami
na drewnianej ławce.
w stercie zeschniętych liści zakopuję stopy
jak w piasku.
marzę żeby zanurzyć się cała w szeleście tych żółtych liści i ukryć przed zbliżającą nocą.
jedyne co mnie przeraża to ciemność.
po lewej stronie jakiś mężczyzna
rozłożył na trawie zestaw szklanych butelek i metalowych szejkerów.
ćwiczy żonglerkę.
podziwiam jego zręczność.
ten aspirujący do miana barmana profesjonalisty ekwilibrysta na pewno nie boi się mroku.
środa, 28 października 2015
jasność
widziałam dzisiaj taki czysty kawałek nieba, najprawdziwszy błękit,
jakiego nie widziałam od miesiąca.
oślepiająca jasność.
wtorek, 27 października 2015
nalot
Nalot biedronek to też objaw jesieni. W moim pokoju jest ich obecnie szóstka. Dokładnie tyle widzę krążących na ścianie wokół telewizora. Miłośniczki kina i melomanki, które znam jeszcze z konkursu Chopinowskiego. Pewnie kilka siedzi też gdzieś w ukryciu.
Rano znalazłam jedną w lodówce. Leżała bez ruchu, z podwiniętymi łapkami. Zgubiło ją łakomstwo czy nieuwaga? Ciekawe jak długo tkwiła w lodowatej chłodni, czy jeszcze żyje i ma szansę wybudzić się z tego przedwczesnego zimowego snu? Wzięłam ją na rękę i zaniosłam na słońce. Położyłam na pleckach jak dziecko. Po niecałej minucie biedroneczka poruszyła energicznie kończynami, odwróciła się na brzuszek i odfrunęła.
A ja wróciłam do czytania Izrael już nie frunie Pawła Smoleńskiego, książki wcale nie o lataniu.
A ja wróciłam do czytania Izrael już nie frunie Pawła Smoleńskiego, książki wcale nie o lataniu.
poniedziałek, 26 października 2015
jesień
Ludzie powariowali z powodu jesieni. Trochę słońca i złocistości na drzewach potrafiło doprowadzić spokojnych i wyciszonych w stan szaleństwa. Niektórzy chodzą parkowymi ścieżkami tak, żeby wpaść w największe kopce liści (to ja) i szurają nogami tworząc kolorowe kłęby takie, że aż dreszcze przechodzą (to też ja, gdy nie jestem leguanach). Inni zbierają liście z ziemi, albo zrywają co piękniejsze okazy wprost z drzew. Po czym te cieniutkie jak papier listeczki chowają do książek- zielników delikatnie wyciągając wszystkie rąbki, albo pakują je do pudełek i wysyłają pocztą przyjaciołom w prezencie. Liście z Beskidów dla Euzebii. Liście z Genui dla Dewy. Jeszcze inni, jak moja gospodyni, ranki spędzają z miotłą w ogrodzie tropiąc zaciekle najdrobniejszy przejaw upadającej jesieni, jakby zeschnięty listek leżący na podejściu był czymś złym i wstydliwym, czego należałoby się natychmiast pozbyć.
niedziela, 25 października 2015
kawałek
Czuję trwający czas,
jak czuje go się w godzinę śmierci.
Jakbym tylko zmysłem czasu chwytała świat,
jakby istnienie było tylko czasem.
Zanurzona w jego wspaniałości
wstrząsającej
czuję każdą sekundę szczęścia, jak nadchodzi,
dopełnia się, rozkwita
według przyrodzonego sobie sposobu,
niespieszna jak owoc,
zdumiewająca jak bóstwo.
Anna Świrszczyńska
ciąg dalszy wiersza o szczęściu.
co za przepiękny wiersz.
każdą sekundę czyni szczęśliwą
pośród wstrząsającej wspaniałości
dopełnia sobie tylko znanym sposobem
codzienne istnienie.
czytanie tego wiersza po kawałku to jakby
obserwowanie rozkwitającego kwiatu
nieśpiesznie
i zagłębianie się w jego uderzająco słodkie
wonności.
sobota, 24 października 2015
przestrzeń
Nie ma nic bardziej czułego i wrażliwego niż przestrzeń, jest to
najwyższy rodzaj współczucia. Umożliwia ona, by wszystko się wydarzało,
nie zmusza niczego, aby szybciej się rozpuściło, nigdy nie stanowi
przeszkody w czymkolwiek, utrzymuje wszystko w całości i przenika. Jest
informacją i współczuciem. Jeżeli potrafimy jej doświadczać, widzimy, że
jest to prawdziwe przeżycie, a nie tylko koncepcja. Oczywiście na
początku jest to tylko pewien pogląd, ale jeśli próbujemy zawsze
doświadczać przestrzeni zobaczymy, że oznacza ona absolutną wolność. Nie
ma niczego bardziej ostatecznego i radosnego niż absolutna wolność.
Karol Ślęczek, Naszym domem jest oświecenie
przestrzeń
wolność
oświecenie.
Karol Ślęczek, Naszym domem jest oświecenie
przestrzeń
wolność
oświecenie.
czwartek, 22 października 2015
narzeczona
Jeśli oczekuje się śmierci jako narzeczonej, to przyjdzie jako narzeczona.
Świetlana Aleksijewicz, Cynkowi chłopcy
Świetlana Aleksijewicz, Cynkowi chłopcy
Wielkie współczucie dla żołnierzy radzieckich, którzy walczyli w Afganistanie. Ogromny żal z powodu ofiar tej wojny. Na wojnie nie ma zwycięzców. To prawda, która przebija z każdej linijki tej książki.
Aleksijewicz wsłuchuje się w relacje żołnierzy i ich bliskich jak terapeuta i spowiednik. Otwiera pełne zrozumienia i litości serce, a oni swoje dusze. Jej pisanie ma moc oczyszczającą. Przypomina mi się myśl sformułowana przez Karen Blixen Można znieść wszystkie smutki jeśli się je opisze (cytuję z pamięci), i ona zdaje się przyświecać białoruskiej pisarce w pracy. Można znieść wszelki ból i rozpacz, byle zostały opisane, byle pozostał ślad o tych zdarzeniach. Cierpienia nie znikają bez śladu, nawet jeśli giną ci, którzy je spowodowali, i ci, którzy wycierpieli bezpośrednio. Cierpienie ofiar zatacza kręgi i wraca. Jest stale obecne wokół nas. Nigdy nie znika bezpowrotnie.
Największymi ofiarami są żołnierze radzieccy, tzw. internacjonalistyczni. Specjaliści od zabijania. Dopiero po wojnie zrozumieli, że zostali wykorzystani, że są wspólnikami zbrodni. Ciężko żyć z takimi myślami. Aż pół miliona żołnierzy radzieckich zostało wysłanych do Afganistanu. Wielu zginęło (oficjalne statystyki podają, że 16 tysięcy osób), wielu zostało trwale okaleczonych.
Najbardziej bolą relacje matek, którym wojna zabrała synów. Nie potrafię ich czytać. Czuję tę matczyną rozpacz aż do trzewi. Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie jak to jest stracić dziecko, jedynego syna na wojnie. Ukochane dziecko. Wszystko boli, cały świat się załamuje.
Najbardziej bolą relacje matek, którym wojna zabrała synów. Nie potrafię ich czytać. Czuję tę matczyną rozpacz aż do trzewi. Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie jak to jest stracić dziecko, jedynego syna na wojnie. Ukochane dziecko. Wszystko boli, cały świat się załamuje.
Polskie media przypięły Aleksijewicz etykietkę reportażystki, od czego ona się odżegnuje. Swoich utworów nie nazywa reportażami (prasowymi), lecz pamiętnikami, dziennikiem. Jej ambicją jest pisać jak Ryszard Kapuściński, którego uważa za wybitnego przedstawiciela gatunku. Niemniej nie jest to jednak literatura na miarę Kapuścińskiego, przynajmniej nie ta książka.
środa, 21 października 2015
werdykt
Chciałam skomentować werdykt jury konkursu
chopinowskiego, które uhonorowało nieznanego mi wcześniej Koreańczyka (nie
słyszałam go w przesłuchaniach) i dopiero na piątym miejscu uplasowało mojego
faworyta Toniego, ale bez komputera jest to niemożliwe.
Pisanie na smartfonie to wysoko podniesiona
poprzeczka. To rzecz trudna i jak na razie dla mnie nie do pokonania. Nie potrafię
na nim kopiować, wklejać, przesuwać, pisać kursywą. A całe moje pisanie wydaje
się takie fragmentaryczne. Bo tylko tyle z niego widzę. Podgląd postów jest
nieczytelny, ponieważ mój smartfon redaguje je w kolumnie o szerokości 1
centymetra. Nie potrafię zrozumieć dlaczego. I wcale nie pyta o pozwolenie na tę ekstrawagancję.
wtorek, 20 października 2015
przyjaciel
Naszym najlepszym przyjacielem jest umysł. Karol Ślęczek
Święto muzyki trwa. Wszystkich namawiam do włączenia telewizorów. Raz na pięć lat można. Nawet trzeba, napełnić się dźwiękami i nasycić pięknem. Dziś popisów finalistów słuchają ze mną cztery biedronki. Wszystkie ulokowały się wokół odbiornika. Podfruwają w czasie muzycznego uniesienia, widać upodobały sobie mocne i zdecydowane brzmienia 16- letniego Kanadyjczyka Toniego.
Ci którzy nie zdążyli przeżyć konkursowych przesłuchań, jutro mają szansę włączyć się w to wielkie narodowe słuchanie - występ laureatów w tvp kultura wieczorową porą albo z yt przez aplikację Chopin competition 2015.
Raz po raz ściszam dźwięk, żeby przeczytać fragment Cynkowych chłopców Swietłany Aleksijewicz, tegorocznej noblistki z dziedziny literatury. Tej książki nie można przeczytać jednym tchem. Każda opowiedziana historia przeszywa serce. (Informacja dla miłośników tej pisarki, Aleksijewicz gościła dzisiaj w Krakowie w ramach festiwalu literatury.)
poniedziałek, 19 października 2015
Chopin
W pokoju z dwiema biedronkami słucham Chopina. Koncert e-moll op. 11 po raz trzeci. Nie potrafię powiedzieć czyja gra podoba mi się najbardziej. Każdy finalista konkursu Chopinowskiego zasługuje na uznanie. Jestem zahipnotyzowana tą muzyką. Obezwładniona. Nie mogę robić nic innego poza słuchaniem. Muzyka jest wszędzie. W moich włosach, swetrze i pościeli, w której leżę.
Dotychczas nieruchome biedronki szybują z zadziwiającą prędkością. Chopin rozbudził w nich pragnienie latania. Muzyka wiruje w powietrzu jak wiosenny wiatr. Moja słowiańska dusza szczególnie zachwyca się pięknem i prostotą wykonania polskiego muzyka, ale urok osobisty łotysza nie pozwala jej o nim zapomnieć.
niedziela, 18 października 2015
odurzenie
W samym środku deszczowego odurzenia,
w zdruzgotanej wiatrem szarości
tego popołudnia: ruch wstrzymany,
nagle oaza ze światła
i cisza, jakby całej przyrodzie
zabrakło tchu. A ja siedzę
lekkomyślnie lekko ubrana
jedynie w twoje słowa,
jak pod opieką dzwonu dla nurka,
całkiem bez świata.
Dagmar Nick, Tylko chwila
tłumaczyła Diana Koprowiak
w samym środku niedzielnego odurzenia
w rozleniwionej niegraniczoną beztroską różowej złotości
otwiera się błękit tak spokojny,
jakiego nie widziałam przedtem
i światło rozjaśnione nutą wielkiej świadomości.
siedzę bez tchu
jakby w oczekiwaniu na cud
lekkomyślnie ubrana
pod pretekstem pisania tego wiersza.
sobota, 17 października 2015
raczej
Nie chodzi o to, żeby być cały czas szczęśliwym, bo to uczucie przychodzi i odchodzi. Ma być dobrze - to znaczy ma być miłość. Miłość w każdym wymiarze: do zwierząt, do najbliższych, do siebie. Miłość zawsze i po raz pierwszy, ze wszystkimi konsekwencjami. Jestem stara i jedyna z tego korzyść jest taka, że wiem, iż to jest najważniejsze. I nie chodzi o to, że szukam nowej miłości dla siebie. Raczej uczę się ją rozpoznawać dookoła. Marianne Faithfull
raczej uczę się
niż rozumiem
raczej próbuję niż potrafię
raczej śmieję się niż płaczę
raczej podziwiam niż nienawidzę
raczej tańczę niż gotuję
raczej kocham niż żartuję
raczej fruwam niż marzę
raczej o świcie niż w ciemnościach
raczej owcą niż wilkiem
raczej w ciszy niż ze słuchawkami
raczej bezgranicznie niż nieszczęśliwie
raczej z kwiatami niż na śniegu
raczej razem niż w tłumie
raczej świadomie niż dokładnie
raczej dobrze niż źle
piątek, 16 października 2015
logoterapia
Ten kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to jak żyje. Friedrich Nietzsche
Cytat zaczerpnęłam z książki Człowieka w poszukiwaniu sensu Viktora Frankla, psychiatry, który spędził wiele lat w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Przeczytałam ją jednym tchem. Po pierwsze dlatego, że jest szczerze i zwyczajnie dobrze napisana, po drugie dlatego, że zawsze frapowało mnie jak to jest przeżyć coś tak niewyobrażalnie koszmarnego jak obóz koncentracyjny. Jak zachować spokój umysłu wobec ogromnego, nieracjonalnego cierpienia (z drugiej strony czy cierpienie może być racjonalne, co może je uzasadnić).
W tej niewielkiej książeczce Frankl opisuje nie tylko swoje traumatyczne przeżycia z obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej (stracił wówczas żonę, rodziców, brata, wszystkich najbliższych z wyjątkiem siostry), lecz również zasady opracowanej przez siebie metody leczenia zaburzeń psychicznych, zwanej logoterapią (od logos sens). Jedno z podstawowych założeń logoterapii mówi, że głównym celem człowieka nie jest dążenie do przyjemności, ani unikanie bólu, lecz właśnie poszukiwanie sensu w swoim życiu. Dlatego właśnie jesteśmy nawet gotowi cierpieć, oczywiście pod warunkiem, że nadamy naszemu cierpieniu jakieś znaczenie.
Uznając za najważniejsze dla człowieka odnalezienie sensu życia, autor pomagał zarówno towarzyszom niedoli, jak i pacjentom odnaleźć sens swojego życia.Człowiek musi mieć powód, aby być szczęśliwym. Gdy jednak takowy odnajduje, automatycznie doświadcza szczęścia. Jak widać, istoty ludzkie nie gonią ze szczęściem jako takim, lecz szukają powodu, dzięki któremu staną się szczęśliwe. Powód ten możemy odnaleźć, między innymi urzeczywistniając potencjalny sens nieodłącznie obecny, choć często na pierwszy rzut oka, niewidoczny, w każdej życiowej sytuacji.
A człowiek, którego poszukiwania sensu zostaną zwieńczone sukcesem, nie tylko staje się szczęśliwy, ale także zdobywa umiejętność radzenia sobie z cierpieniem.
Fragmenty książki z przedmową do niej możesz przeczytać tu, a o życiu i dorobku tego wielkiego człowieka tutaj.
Uznając za najważniejsze dla człowieka odnalezienie sensu życia, autor pomagał zarówno towarzyszom niedoli, jak i pacjentom odnaleźć sens swojego życia.Człowiek musi mieć powód, aby być szczęśliwym. Gdy jednak takowy odnajduje, automatycznie doświadcza szczęścia. Jak widać, istoty ludzkie nie gonią ze szczęściem jako takim, lecz szukają powodu, dzięki któremu staną się szczęśliwe. Powód ten możemy odnaleźć, między innymi urzeczywistniając potencjalny sens nieodłącznie obecny, choć często na pierwszy rzut oka, niewidoczny, w każdej życiowej sytuacji.
A człowiek, którego poszukiwania sensu zostaną zwieńczone sukcesem, nie tylko staje się szczęśliwy, ale także zdobywa umiejętność radzenia sobie z cierpieniem.
Fragmenty książki z przedmową do niej możesz przeczytać tu, a o życiu i dorobku tego wielkiego człowieka tutaj.
czwartek, 15 października 2015
wolność
- Żyjesz? - pyta Pani A. z troską w elektronicznym liście między wywodem na temat zdrowego odżywiania, a wzmianką o filmie Tam i z powrotem z Januszem Gajosem, o ludziach skłóconych z rzeczywistością", którzy mają jedno pragnienie: chcą wolności.
- Żyję i to nawet dobrze żyję. - odpowiadam.
środa, 14 października 2015
czwartek, 8 października 2015
potrzeba
Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cię pełnym życia i rób to. Ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia.
Howard Thurman
środa, 7 października 2015
młodość
fajny film wczoraj widziałam...
Młodość Paolo Sorrentino.
przepiękne zdjęcia
powolna narracja
prawdziwi bohaterowie
i temat ni o starości, ni o młodości
przepełnia mnie wielkie piękno tego filmu
wtorek, 6 października 2015
tatuaż
już w szpitalu
myślałam o tym by ukryć blizny na nodze
które zostały mi po operacyjnym leczeniu złamania trzech kości
pół metra blizn
rozrzuconych po całym prawym podudziu i kostce
wyobrażałam sobie
jak pięknie wyglądałyby pokryte barwnymi
egzotycznymi kwiatami, z zielonymi liścmi,
z których wychylałyby się główki aniołów, czerwone serca i postacie buddów
nie pobiegłam do salonu tatuażu
nie tylko dlatego, że nie mogłam chodzić
po roku czekała mnie kolejna operacja
a w dodatku usłyszałam, że blizny nie mogą być pokrywane tatuażami
nic bardziej mylnego
teraz wiem, że
można to robić i robi się
ozdabiając bajkowymi rysunkami zmienione chorobą i operacjami ciało
kobiecy biust po mastektomii
odzyskuje dawny powab i czar
rekonstrukcja nie jest już jedynym wyborem
jest jednym z wyborów
osobisty tatuaż to coś więcej niż zabieg chirurgiczny
to zdobienie skóry, które pozwala oderwać się od cierpień,
zamknąć pewien etap w życiu,
i wyrazić to co w duszy gra
poniedziałek, 5 października 2015
nietrwałość
Potrzebujemy nietrwałości, aby możliwa była sprawiedliwość społeczna, aby możliwa była nadzieja.
Jeśli cierpisz, to nie z powodu nietrwałości.
Cierpisz z powodu
wiary w trwałość.
Kiedy umiera kwiat, nie cierpisz za bardzo, bo
rozumiesz, że kwiaty są nietrwałe.
Nie możesz jednak zaakceptować
nietrwałości twojej ukochanej
i będziesz bardzo cierpieć, kiedy
odejdzie.
Wejrzyj głęboko w nietrwałość - a zrobisz coś,
co możesz
zrobić najlepszego, aby ją właśnie teraz uszczęśliwić.
Jeżeli jesteś
świadomy nietrwałości -
jesteś kochający, mądry, pozytywnie nastawiony
do życia.
Nietrwałość jest dobrą wiadomością.
Bez niej nic nie jest
możliwe.
Z nią – wszystko otwarte na zmiany.
Zamiast narzekać,
powinniśmy mówić:
Nietrwałości, życzymy ci długiego życia!
Nietrwałość
jest narzędziem naszego oswobodzenia. Thich Nhat Hanh
nietrwałości, życzę ci długiego życia!
jak najdłuższego.
daj mi poznać twoje jasne oblicze.
dobre wiadomości
niech rozkwitają i usychają jak kwiaty.
otwieram się na zmiany.
niedziela, 4 października 2015
gdziekolwiek
Dobrze być tutaj!
Dobrze być gdziekolwiek!
Kieth Richards (tym okrzykiem wita się na koncercie ze swoimi fanami)
moje gdziekolwiek
to leśna droga, którą przejeżdżam rowerem od sztucznego jeziora do zamkowego parku
(obowiązkowa trasa cyklistów na zamknięcie sezonu, jakże długiego w tym roku)
to zapach mokrego igliwia i ściętych drzew
(marzę by zabrać do domu te wonne bale drewna)
to październikowy żar (znowu przydają się zaciemnione okulary)
to zagadkowa zaduma i wyjątkowe rozmarzenie (czy nie mogłabym pozostać w tej puszczy na zawsze)
to niepohamowane podskoki serca (nie chcę nic więcej, tak dobrze jest być!).
sobota, 3 października 2015
sprawdzian
co się śni poetom?
czasem śni im się znajomy, a czasem nieznajomy
mnie dwa tygodnie temu przyśniła się
instruktorka jogi, ta która zna Pana A. i dla której on też był ważny
(a może dalej jest),
rozmawiałyśmy.
i ta rozmowa była
fizycznie zbliżająca.
zbudziłam się
pamiętając dobrze cały sen i nasze ramiona.
senne ślady zapisałam w czerwonym notesie.
przypomniałam je sobie wczoraj
po tym jak
rozmawiałyśmy po zajęciach jogi.
zaczęło się jak zwykle
jak się czujesz, kiedy następne warsztaty,
i taka bliskość się pojawiła
wobec nieuniknionego wyjazdu Pani M. do bel paese
prawdopodobnie na stałe.
najbrzydszy miesiąc w roku ma być sprawdzianem
czy można żyć na obczyźnie
i dobrze czuć się w domu za miastem i dwoma kotami.
trzymałyśmy się za ręce
przez dłuższą chwilę.
mam nadzieję, że szeroko otworzą się drzwi i okna
że powieje dobry wiatr.
dla niej.
piątek, 2 października 2015
zwyczajność
najbardziej cenię sobie zwyczajność.
zwłaszcza zwyczajność.
dzień i noc.
rytmiczną powtarzalność.
wdzierające się słońce i przeciągający się wieczór.
codzienność.
moją małą stabilizację.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




