wtorek, 31 marca 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
akceptacja
Kiedy mówisz "tak" temu, co jest, współistniejesz z mocą i inteligencją samego życia. Tylko wtedy możesz zmieniać świat na lepsze. Prostym, ale ważnym ćwiczeniem duchowym jest akceptacja wszystkiego, co się wydarza w TERAZ - wewnątrz i na zewnątrz.
Taki stan wewnętrznego braku oporu otwiera cię na bezwarunkową świadomość, nieskończenie potężniejszą od ludzkiego umysłu. Ta bezkresna inteligencja może wtedy wyrażać siebie poprzez ciebie i pomagać ci zarówno od wewnątrz, jak i na zewnątrz. Dlatego właśnie zaniechanie wewnętrznego oporu powoduje, że sytuacja zmienia się na lepsze.
Czy ja mówię, "Ciesz się tą chwilą. Bądź szczęśliwy"? Nie.
Pozwól tej chwili być taką, jaką jest. To wystarczy.
Akceptacja nie akceptowalnego jest najpotężniejszym źródłem uczucia czystej wdzięczności na tym świecie. Eckhart Tolle
kolejne cytaty z książki Cisza przemawia, którą właśnie czytam.
i następne ćwiczenie duchowe, polecane przez Tolle.
akceptacja wszystkiego, co wydarza się teraz - wewnątrz i na zewnątrz.
to zadanie na całe życie.
niedziela, 29 marca 2015
objedzona
Zasada kuchni społecznej jest prosta: informacja o wydarzeniu pojawia się na facebooku, o konkretnej porze w ustalonym miejscu spotykają się pasjonaci kuchni, w tym przypadku wegańskiej, którzy przynoszą swoje wiktuały albo płacą wstępne - 15 złotych i jedzą do woli ile zapragnie ich wygłodniała dusza. Dzień był zbyt krótki na gotowanie. Wybrałyśmy z Młodą tę drugą wersję, łatwiejszą. W modnym klubie na stołach przypominających ławki szkolne, rozstawiono półmiski, talerze, blachy do pieczenia. Niektóre z dań były podpisane przez autorów. To ułatwiało degustację. Gdy przyszłyśmy, wszystkie stoliki były już zajęte. Udało nam się dosiąść do dwóch młodych kobiet. Niestety, zapomniałyśmy zabrać własnych talerzy i sztućców. Więc pierwsze dziesięć minut zajęło nam organizowanie stołowych nakryć. Zaczęłam od gorących pierogów z soczewicą i ruskich, po te mogłam sięgać palcami. Później skosztowałam kilka rodzajów pasztetów z soczewicy i nieokreślonych warzyw. Po nich buraki z rukolą na zaostrzenie apetytu i surowa marchew z łagodnym sosem. Na deser - mufinka z orzechami (dla mnie hit), spory kawałek murzynka z bananami i bakaliami, słodkie kulki, babki, kuleczki, owocowe frykasy. Młoda pałaszowała te wegańskie przysmaki z trochę mniejszym apetytem, bo wyszła z domu później ode mnie, po zjedzeniu miski zupy z czerwonej soczewicy. I to było jej zdaniem najlepsze wegańskie jadło tego dnia.
Atmosfera wśród biesiadników była bardzo wesoła, dania znikały szybko, mimo panujących w lokalu ciemności. Planujemy wybrać się na następne spotkanie społecznej kuchni, przypadające w maju, zabierając ze sobą obowiązkowo Młodego oraz coś z własnych najlepszych potraw i wypieków.
sobota, 28 marca 2015
ekozakupy
Zwariowane zakupy, trochę zbytku, i trochę niezbędnych na co dzień ekoproduktów.
Po porannej lekturze artykułu Jak dobrze być sknerą, opisującej między innymi sylwetkę 72-latki, która zrezygnowała z pieniędzy, zauważając przy tym, że im bardziej ascetycznie żyje, tym bardziej jest zadowolona, bo nie tylko zniknęły jej dotychczasowe lęki, ale odnalazła równowagę, ciszę myśli i spokój ducha, postanawiam: będę kontrolować wydatki i świadomie robić zakupy ograniczając ich ilość do tego, bez czego nie może się obejść moja rodzina (to pojemne określenie, w istocie tylko ja wiem co się za nim kryje). Przede wszystkim nie będę ulegać impulsywnym zakupom nikomu nie potrzebnych, aczkolwiek urokliwych drobiazgów: wzorzystej rozmaitości foremek z papieru na mufinki, ani papierowych serwetek! To było rano.
Po południu jakbym zapomniała o tych przyrzeczeniach i u niewysokiego Hindusa w pomarańczowym turbanie kupiłam – pastę do zębów miswak, jej głównym składnikiem jest czysty ekstrakt roślinny miswak, czyli słynne drzewo arakowe, które porasta południowe tereny Afryki i wschodnią część Indii (gałązki tego drzewa w rzeczywistości od wieków służyły jako szczoteczka do zębów i są jej najstarszą formą), dwa woreczki kurkumy 100% naturalnej (skoro jem tę przyprawę w celach leczniczych, to chcę poznać jej prawdziwy smak, nie tylko jej europejską łagodną wersję), herbatę zieloną ze Sri Lanki w dużej puszce, i kadzidełka kasturi ręcznie robione, które polecił ten zabawny sprzedawca przekonując, że warszawskie ceny po jakich sprzedawał produkty, są w istocie cenami niskimi. Pierwszy raz od dwudziestu lat, zdecydowałam się na kadzidełka inne niż Satya Sai Baba z Bangalore. Kasturi to kadzidełka o aromacie piżma, które tworzy wyjątkowa kompozycja zapachowa, uzyskana wyłącznie z naturalnych składników roślinnych, bez udziału składnika zwierzęcego. Są cenione zarówno przez buddyjskie, jak i hinduskie traktaty ajurwedyjskie jako źródło uzdrawiające i wspomagające różne dolegliwości. U pszczelarza, którego zmagania z całym rojem pszczół można było podziwiać na ekranie monitora (owady wędrowały nie tylko po jego nagim ciele, ale wchodziły też do otwartych ust) kupiłam dwa duże słoje miodu: spadziowy z propolisem i rzepakowy (bo najbardziej lubię miód o delikatnym smaku w jasnym kolorze czyli mniszkowy, rzepakowy i malinowy). Z targowych przysmaków skosztowałam liofilizowane owoce: maliny, truskawki, ananas (pycha) i wypiłam herbatkę z setki ziół o tymiankowej nucie, w istocie smaczną, oraz sok z karczocha (ohyda!). Nie zdążyłam przymierzyć butów leguano, dających uczucie chodzenia na bosaka lub skarpetkach antypoślizgowych, ale zrobię to jutro.
Po cichu przesuwam datę wprowadzenia zasad minimalizmu zakupowego na kwiecień i w duchu przyznaję, że żadna z zakupionych dzisiaj rzeczy nie była mi potrzebna.
piątek, 27 marca 2015
kadzidła
Wieczór wiosenny
niknie zapach kadzidła
zapalę drugie
Buson (1784)
lubię domy pachnące kadzidłem.
czwartek, 26 marca 2015
ćwiczenie
Strumień myśli posiada olbrzymią bezwładność i z łatwością może cię za sobą zawlec. Każda myśl udaje, że jest niesłychanie ważna. Chce bez reszty pochłonąć twoją uwagę. Oto nowe ćwiczenie duchowe: nie traktuj swoich myśli zbyt poważnie. Eckhart Tolle
Mogłabym zacytować książkę Cisza przemawia w całości. Uwielbiam Tolle, myśliciela, który mówi i pisze w sposób tak przystępny, że otwiera się przestrzeń. Ten wywodzący się z Europy filozof i mistyk nie identyfikuje się z żadną tradycją religijną. W swoich naukach odwołuje się do czystego ducha, czystego doświadczania Teraz, i świadomości przeżywanej chwili. Jego książki czyta się jak poezję. Nie ma w nich trudnych pojęć ani nieznanych wyrazów, treść przyjmuje formę możliwie najprostszego z przekazów.
Zaproponowane ćwiczenie Nie traktuj swoich myśli zbyt poważnie - to ćwiczenie na całe życie. Już je sobie zadałam. Wy też spróbujcie. Na pewno Wam się uda.
środa, 25 marca 2015
pieszo
jak mówią sadhu, jeżeli nie dojdziesz na piechotę tam, gdzie chcesz dojść, nie zobaczysz rzeczy, których szukasz. Tiziano Terziani
jak mówią sadhu, jeżeli nie dojdziesz na piechotę tam
gdzie chcesz dojść, nie zobaczysz rzeczy, których szukasz.
na piechotę
o własnych siłach
z domu do pracy, z pracy do domu
do kina, teatru, centrum handlowego, na zebranie szkolne
to mój codzienny sposób poruszania się.
raz w miesiącu tramwajem na wizytę lekarską
trzy razy w tygodniu samochodem na jogę.
w wakacyjnym nastroju zdarza mi się wsiąść do pociągu
bylejakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, także autobusowy.
chciałabym wierzyć w to, co głoszą sadhu
że idąc pieszo, zobaczę rzeczy, których szukam
że zobaczę najważniejsze.
gdyby chodzić mogło znaczyć dojść...
czyżby moja ignorancja była zbyt wielka i nie pozwalała mi na to.
z tą (po części uświadomioną) nieświadomością kontynuuję szukanie.
wtorek, 24 marca 2015
przypadki
lubię dni z przypadkami, takimi, które zaskakują i potrafią zmienić zwyczajny dzień w klejnocik z perłą – wybieram się na ślub, a po ceremonii otrzymuję zaproszenie na weselny obiad i zostaję, w zachwycie nad atmosferą i podawanymi przysmakami; idę na zakupy, i w ulubionej księgarni wpadam na spotkanie autorskie z dziennikarzem, piszącym o najwybitniejszych przedstawicielach polskiej chirurgii, co sprawia, że zamiast wkładania produktów do koszyka i wyszukiwania masła w promocji, przenoszę się w świat wielkich lekarzy, którzy pacjenta widzą jako całość, a nie oderwane członki i organy; sprezentowane bilety, to jedne z najmilszych niespodzianek, przyjemność podwójna, bo miły jest zarówno moment otrzymania podarunku jak i sam koncert; wiadomość o wygraniu konkursu fotograficznego przez Panią E. premiowanego książką o mądrości i cudach świata roślin, mały cud w wielkiej sieci.
sobota, 21 marca 2015
miłości
pierwszy dzień wiosny: o 7,30 rano pozornie przypadkowy telefon od Pana T. przypominający o wieczornym wyjściu do operetki, na które wcześniej wielkodusznie podarował nam bilety, wyprawiam Młodych na sobotnie zajęcia, a sama udaję się po drobne zakupy, pośpieszne, niemniej obfite, śniadanie nad najświeższą gazetą, ekspresowa wizyta u krawcowej po odbiór sukienki (ach te uzdrawiające diety, po których garderoba wymaga ingerencji nożyczek), oraz u kwiaciarki, która dzieli się ze mną bólem po śmierci swojego męża sześć lat temu, tarmoszenie Maurycego, niezmiennie najpiękniejszego i najbardziej miękkiego kota świata, oraz najważniejszy punkt dnia - misterium cywilne w zabytkowym dworku w obecności tłumacza przysięgłego, para młoda piękna i przepełniona miłością, trudno od nich oderwać oczy, on i ona jak dwa splecione ze sobą dojrzałe drzewa, przepłakałam prawie całą ceremonię zaślubin, wypiłam w słońcu kieliszek szampana i zjadłam, gdzieś gdzie diabeł mówi namaste, odświętny obiad na włoską nutę, strasznie dużo wina i miłości. późnym wieczorem w filharmonii, wśród zapachu naftaliny i dusznych perfum, podziwiałam występy artystów baletu, balet kocham ponad wszelkie sceniczne śpiewy i dźwięki, wracając myślami do scen z tego przepełnionego uczuciami dnia.
piątek, 20 marca 2015
ocalenie
Rób, co do ciebie należy, a czy świat zostanie uratowany, czy nie, to nie zależy od ciebie. Bhagawadgita
wierzę, że świat zostanie uratowany
bo jest piękny
dobry
niezwykły
więc robię co mam do zrobienia
ani trochę mniej ani trochę więcej
tyle ile mogę ile jest potrzebne
wyrabiam swoją codzienną normę pańszczyzny i kieratu
wiem, że to nie ode mnie zależy czy świat zostanie zbawiony
ale codziennie rano po przebudzeniu mam uczucie, że
czeka właśnie na moją pomoc
i, że to mnie przyjdzie go ocalić
podziwiam na stronie najpopularniejszej internetowej wyszukiwarki wiosenną grafikę, kwiaty w pełnym rozkwicie, rozbudzone chabry i bratki, maki, tulipany, wyraziste jak żywe, od godziny dziesiątej z minutami cały pokój przemieszcza się na słoneczną stronę budynku, najpierw przez szybę okienną i podwójnie złożoną folię ze starej dyskietki, przyglądamy się rozżarzonemu do czerwoności słońcu, na kulminacyjny moment wychodzimy tylnym wyjściem na parking i obserwujemy zwiększające się zaćmienie, słońce wygląda jak stalowa kula wyciągnięta z hutniczego pieca, wspominamy ostatnie zaćmienie, każdy ma swoją historię: ja z malutkimi Dziećmi, których to zupełnie nie interesowało, siedziałam na balkoniku, wśród drzew, przed wspólnie zasadzonym modrzewiem, i przyglądałam się zachmurzonemu słońcu przez okulary z gazety. jakiś mężczyzna opowiada, że w 1999 w Zawierciu w zakładzie pracy wstrzymano na czas zaćmienia produkcję przędzy i cała załoga licząca 800 osób wyległa na dwór obserwować ten cud natury, nie było łatwo zatrzymać produkcję, ale widać kierownik miał fantazję i się udało.
czwartek, 19 marca 2015
strach
pewien mongolski mnich, zapytany czy odczuwa strach przed śmiercią, odpowiedział: „Strach? Nie mogę się doczekać, kiedy umrę! To życie jest nudne! Chciałbym zobaczyć, jakie będzie następne".
środa, 18 marca 2015
sadhu
Raz spotkałem pewnego sadhu, który powiedział mi coś bardzo interesującego. Nie wiem, czy to prawda, ale wydawało mi się, że miało to jakiś sens. Mówił, że dziewięćdziesiąt osiem myśli na sto pomyślanych przez człowieka to są myśli, które były już przez niego pomyślane. Myśli też się powtarzają. Dlatego warto je zatrzymać, uciszyć je całkowicie, aby znaleźć potem, być może w ciszy, jedną czy dwie myśli, ale zupełnie nowe. Myślimy wciąż to samo, inni też myślą to samo, ale zatrzymać się i pomyśleć coś innego?! Tiziano Terziani
wtorek, 17 marca 2015
euforia
jasność wiosny i czający się w powietrzu obowiązek reinkarnacji
zostawiam w domu znużone bezczynnością skórzane rękawiczki i twarzową czapkę
puchowy płaszcz odwieszam w szafie z niewypowiedzianym pożegnaniem
myślę o duszy drzew i kwiatów, wszystkich zdrewniałych łodygach i konarach, które wkrótce ożywi słońce
co dla nich oznacza to przebudzenie
czy ja też mogłabym okryć się kwiatami jak majowa łąka
albo zamienić w krople deszczu zraszające barwne pąki?
idę alejką centrum handlowego i czuję na sobie wzrok mijanych ludzi
czyżby moja wiosenna euforia była aż tak widoczna
nie chcę, żeby wzięto mnie za szaloną
ale muszę przekazać im całą moją radość.
poniedziałek, 16 marca 2015
grejpfrut
Trzeba przede wszystkim kochać świat; jeżeli człowiek pokochał bodaj grapefruita i odkrył w nim piękno - będzie zbawiony. Siegfried Sassoon
moja pierwsza głodówka w dzień Ekadashi:
godzina 4.55 – pobudka
godzina 5.00 -5.30 – poranna medytacja
Do biura wzięłam dwie cytryny i trzy czerwone jabłka na wszelki wypadek - postnik, koło ratunkowe początkującego głodomora.
godzina 8.00 – szklanka naparu z czystka wypita przy biurku.
9.20 – kubek gorącej wody z odrobiną cytryny (uwielbiam). Współpracownicy skonsumowali swoje pierwsze śniadanie. Zaczynam odnosić wrażenie, że czegoś mi brakuje.
10.20 – kolejny kubek gorącej wody. Każdy łyk wydaje mi się darem bogów, rozgrzewa i wzmacnia. Czuję się senna. Do dwunastej w nocy czytałam Listy Sylwii Plath, z których pochodzi powyższy cytat. Książka zawiera wybór korespondencji z lat 1950 - 1963, czyli od ukończenia przez poetkę 18 lat aż do śmierci, w wieku 30. Podoba mi się egzaltacja z jaką pisze do matki. Te wykrzykniki, przepełniające listy. I podpisy! Stanowią krótkie podsumowanie treści listu i emocji towarzyszących przedstawianym wydarzeniom. Mówią wiele o niej samej, o kruchości i delikatności jej natury.
11.20 – trzeci kubek gorącej wody. Unikam tych konsumujących przyniesione z domu posiłki. Mam za sobą już rozmowę o kawie i kiszonych burakach. Ponieważ moje kiszenie buraków się nie udało, poszukuję przyczyn, a koleżanka zza biurka obiecuje przynieść słoiczek swoich kiszonek do skosztowania. – Jeszcze tylko brakuje, żebyśmy zaczęli tutaj ćwiczyć jogę – rzuca Pan K. rozbawiony niezmiennym od miesiąca tematem dyskusji.
12.20 – czwarty kubek gorącej wody. Marzę o soku z marchwi. A to dopiero za cztery godziny.
13.20 – ostatnia porcja gorącej wody z cytryną. Dobrze, że nie mam nawału pracy, bo chodzę na spowolnionych obrotach. Udało mi się nawet uszczknąć trochę czasu na pogawędkę z Panią E.
Po południu wypiłam 1,5 litra soku z marchewki i błyskawicznie zasnęłam.
niedziela, 15 marca 2015
wybór
uroda - dar od losu czy atrybut szczęścia.
obdarzony urodą może być szczęśliwy.
nierzadko jest, ale czasami nie.
ten brzydki do szczęścia ma dalej.
jakby pod górkę.
jakby stale w pogoni za.
po drodze zatrzymują go konsultacje w klinikach plastycznych i seanse u psychoanalityków.
zewnętrzny przymus bycia urodziwym i konieczność dostosowywania się do oczekiwań otoczenia,
sprawiają, że nieładnemu żyje się ciężko.
jakby się nie starał, zadowolenie z życia zdaje się być poza jego zasięgiem.
często ograniczają go jakieś niewidzialne przeszkody, nie do końca uświadomione (to te same, które pojawiają się z wiekiem, i dotykają starsze osoby),
ale też te całkiem namacalne, które świadczą o tym, jak silne są złe instynkta w naturze ludzkiej.
Lizzie Velasquez wybrała szczęście.
nie był to łatwy wybór zważywszy na okoliczności. a jednak jej się udało.
podziwiam tę zachwycającą Kobietę.
sobota, 14 marca 2015
chęć
Uczciwie trzeba przyznać, że świat jest cudowny, nic na to nie można poradzić, po prostu cudowny. Jeżeli jestem w stanie poczuć się częścią tego cudu - nie ty, który masz dwie ręce i dwoje oczu, ale jeżeli esencja ciebie samego czuje się częścią tego cudu - czegóż mógłbyś chcieć więcej? Czego? Nowego samochodu? Tiziano Terziani
uczciwie przyznaję, że nasz świat jest cudowny,
nic na to poradzić nie mogę, po prostu cudowny,
jak żaden inny z istniejących światów albo jak wszystkie światy,
razem wzięte, których jeszcze nie poznałam.
czuję, że jestem częścią tego cudu.
ja z zielonymi oczami i pracowitymi rękoma.
esencja mnie samej we mnie i na zewnątrz mnie czuję się częścią tego cudu.
jestem pewna, że tak jest i że tak będzie.
z ręką na sercu przyznaję, że nie chciałabym niczego więcej,
żadnego nowego samochodu, ani modnego domu,
ale nie miałabym nic przeciwko kilku nowym książkom (Dramaty Ibsena,
w nowych przekładach z języka norweskiego Anny Marciniakówny
(w tomie pierwszym: Dom lalki [Nora], Upiory, Wróg ludu, Dzika kaczka, Rosmersholm),
i nowemu plecakowi na matę (bo bardzo podoba mi się manduka),
oraz barwnym spodniom do jogi, po których fruwają motyle.
piątek, 13 marca 2015
zaszczęśliwienie
– Jak się nazywa to uczucie w głowie, uczucie tęsknego żalu, że rzeczy są takie, jakie najwyraźniej są?
– Chyba smutek, panie. A teraz...
– Jestem zasmutkowany. Terry Pratchett
– Jak się nazywa to uczucie w sercu, uczucie wielkiej radości, że rzeczy są takie, jakie najwyraźniej są?
– Chyba szczęśliwość, pani.
– Jestem zaszczęśliwiona.
poniedziałek, 9 marca 2015
kroczki
Medytuję codziennie od miesiąca.
Wiecie jak się czuję? Dziwnie. Kocham cały świat. Bezgranicznie. Nie odczuwam złości. W miejsce złości pojawia się czasami lekka irytacja, która szybko mija. A później nieoczekiwane współczucie, dla siebie (bo to dzieje się niezależnie od mojej woli, od ja) oraz dla przedmiotu mojej irytacji (ten będzie istnieć zawsze).
Medytuję albo rano przed pracą, nim wstanie życie domowe, albo wczesnym wieczorem (późny wieczór zupełnie się nie sprawdza ze względu na pojawiającą się senność). Prawie zawsze jest to godzina, czasami trochę krótsza, czasami trochę dłuższa.
Co jeszcze? Zdecydowanie łatwiej mi się medytuje. Nie mam problemu z koncentracją na oddechu (anapana). Myśli nie są ciężkie. Otoczenie wydaje mi się piękniejsze z każdym dniem. Zachwyca słońce, niebo, i ściernisko, które mijam w drodze do pracy. Aż boję się pomyśleć, co będzie dalej. Jeszcze więcej euforii? Jeszcze więcej spokoju? Ktoś powiedział, że największym szczęściem jest spokój umysłu. Miał rację.
Nieważne, że stan oświecenia jest poza zasięgiem mojego obecnego wcielenia. Ważne są małe kroki, każdy kroczek, który robię.
sobota, 7 marca 2015
dieta
Wczoraj minęły cztery tygodnie odkąd ostatni raz jadłam chleb, makaron i ser. Onegdaj, oprócz warzyw i owoców, podstawowe składniki mojej diety. Od miesiąca nie zjadłam kawałeczka czekolady ani żadnych słodkości (wyjątkiem - czekoladowe ciasto z buraków). Nie piję herbaty czarnej ani kawy. W zupełności wystarcza mi woda, yerba mate, herbata zielona. Moje menu nie jest dietą bezglutenową ani dietą Ewy Dąbrowskiej. To moja autorska dieta, która wynika z potrzeby zmiany i zamiaru odkwaszenia organizmu. W żadnym wypadku nie oznacza umartwiania się. Moja dieta to zaspokajanie własnych smaków i upodobań. Leczniczo jest w niej kurkuma w niespotykanych ilościach, z dodatkiem niemałej ilości pieprzu czarnego i cynamonu. Do tego, od kilku dni na rozbudzenie - łyżka oleju lnianego, uzupełniona w ciągu dnia kilkoma porcjami siemienia lnianego (mielonego tuż przed spożyciem). Wszystkie posiłki zjadam w czasie dnia pracy, a popołudniami piję duże ilości własnoręcznie przygotowywanych soków warzywnych. Marchew łączę z burakiem. To daje dużo radości. Świeżo wyciskane soki są przepyszne, nic nie jest w stanie równać się ich smakowi, a ich dodatkową zaletą jest to, że niezwykle zdrowe.
Od marca postanowiłam pościć w dni Ekadashi. Za radą poznanej niedawno kobiety, zdecydowałam odciążyć organy wewnętrzne od uciążliwości nieustannej pracy. Taki urlop dla mojego wnętrza przez dwa dni w miesiącu. Pierwszy dzień Ekadashi (5 marca) – był dniem zakończenia mojej głodówki. Kolejny wypada 16 marca.
Wyznawcy hinduizmu uważają, że przestrzeganie postu w Ekadashi pomaga duszy osiągnąć wyzwolenie z cyklu narodzin i śmierci. Wielu joginów pości dwa razy w miesiącu w Ekadashi. Czas ten został tak ustalony w oparciu o efekty jakie Księżyc wywiera na nasze ciało i umysł. Medycyna ajurwedyjska radzi pościć, aby zachować i polepszyć zdrowie. Twierdzi, że post w Ekadashi zapobiega wielu chorobom i uzdrawia. Ponieważ jemy regularnie, a proces całkowitego strawienia pokarmów zajmuje długi czas, to jelita są zmuszone do prawie ciągłej pracy. Tylko w czasie całodobowego postu mogą odpocząć i nabrać siły. Podczas głodówki ciało przełącza swoja aktywność z trawienia pożywienia na oczyszczanie z toksyn. Oprócz tego Ekadashi sprzyja oczyszczeniu na poziomie fizycznym, mentalnym i duchowym. Pomyślnie wpływa na praktykę postu i medytacji.
Jak piszą znawcy tematu, w ten dzień najlepiej jest modlić się i medytować. Dzień ma być wypełniony spokojem, w miarę możliwości trzeba zdystansować się od ziemskich spraw, przeznaczając ten czas na pracę nad sobą i duchowe samodoskonalenie. Na poziomie fizycznym, postu można przestrzegać na dwa sposoby: poprzez powstrzymanie się od pożywienia i wody, tak zwana sucha głodówka, albo poprzez powstrzymanie się od spożywania roślin strączkowych i zbóż, w tym ryżu, kukurydzy, grochu, soi oraz ich przetworów (to sposób dla tych, którzy nie są jeszcze gotowi na post całkowity). Nigdy jednak, nie należy spożywać jakichkolwiek smakołyków, jedzenie powinno być proste, minimalnie przyprawione, w żadnym wypadku nie wolno się przejadać.
Na koniec uwaga, jeśli zdecydujecie się na post absolutny w dzień Ekadashi, to pamiętajcie, że kolejny dzień jest dniem wychodzenia z głodówki i należy ostrożnie wprowadzać produkty do jadłospisu, sięgając wyłącznie po lekkostrawne potrawy, takie jak: soki owocowo-warzywne, zupy i wywary z jarzyn oraz kasze.
czwartek, 5 marca 2015
banany
W poniedziałek cały dzień na wykładzie o zdrowym odżywianiu. Zmysłowa niczym Nigella dietetyczka przekonywała nas do pięciu posiłków dziennie i stałego odkwaszania organizmu jako sposobu na zabezpieczenie przed rakiem. Na specjalnym urządzeniu, oprócz wagi, można było poznać ilość wody, mięśni, kości, a także wiek metaboliczny oraz wskaźniki: podstawowej przemiany materii i trzewnej tkanki tłuszczowej. Największą sensację budzili oczywiście ci odmłodzeni przez maszynę (też ja) albo mocno postarzali, którzy mogliby już dziś przejść na emeryturę (otyli panowie). Od środy pijemy wodę z octem jabłkowym (całe piętro), a od dzisiaj po jednej łyżce oleju lnianego, jak w sanatorium dla dzieci, gdzie każdy musi wypić równą porcję tranu. Tak śmiesznie to jeszcze w korpo nie było, odkąd pracuję w pokoju wieloosobowym. Wszędzie trwają dyskusje o dietach i sposobach zachowania lub odzyskania zdrowia. Prym wiodą ci, co sami kiszą buraki, pieką chleb na zakwasie i własnoręcznie przygotowują ocet jabłkowy. Wszystkie zalecenia dietetyczki przegryzam słodziutkimi bananami ze sklepu ekologicznego i nie mogę przestać zachwycać się ich smakiem. Tak cudownie się czuję, że przyszedł mi na myśl wiersz Jarosława Iwaszkiewicza (Architektura).
A przez podłużne okno z boków i na przodzie
Na niebie widać będzie uśmiech dnia różany.
I gdy przepłyną rzeką wschodnich mędrców łodzie,
Pachnieć będą melony, jabłka i banany.
aby i u Was pachniało dojrzałymi owocami: melonami, jabłkami, mandarynkami i bananami. aby na niebie było widać uśmiech dnia różany.
niedziela, 1 marca 2015
poprawa
w końcu
jest poprawa.
po
dwóch dniach głodówki, podczas których piłam tylko gorącą wodę - to naprawdę ohyda (!),
dwóch i pół dnia na sokach owocowych i warzywnych (w ruch poszła zakurzona sokowirówka, z widoczną naklejką, produkt doceniony złotym medalem na międzynarodowych targach poznańskich oraz stary kochany blender) z przewagą musu jabłkowego (sposób na oczyszczanie wątroby wg Tombaka), które zakończyłam dużą dawką nektaru z pomarańczy
(na oczyszczenie krwi i limfy),
dziś pierwszy popołudniowy posiłek przy rodzinnym stole -
gotowane brokuły, papryka i marchew,
i przejmujące uczucie sytości.
co za piękne uczucie.
a jeszcze piękniejsze jest to, że mam różowiejący język
i czuję wyraźny spokój w zatokach i nosogardzieli,
żadnych boleści i nieokreślonych ruchów.
od trzech godzin nie używam chusteczek higienicznych i
wreszcie mogę skakać na trampolinie nie patrząc na stopy i bez obawy, że spadnę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)