środa, 29 kwietnia 2015

subito



wyruszam w coroczną podróż do kraju, który kocham i za którym tęsknię.

do zobaczenia wkrótce.

wtorek, 28 kwietnia 2015

uderzenie



podobno Winston Churchill określił historię ludzkości w ten sposób: jedna cholerna rzecz za drugą.
dla mnie historia ludzkości to jedna cudowna wiosna za drugą.


uderzyło mnie piękno
kontury drzew były zielone i takie wyraźne
forsycje całe w złotych kwiatach
chmury na wyciągnięcie ręki
a w powietrzu taka czystość i cisza przenajświętsza,
że poczułam jakbym w tej właśnie chwili się urodziła
i otworzyła oczy po raz pierwszy
na ten cudowny świat


piątek, 24 kwietnia 2015

widok


Do szczęścia, jak niewiele potrzeba do szczęścia! (…) najbardziej subtelna, delikatna, najmniej ważna rzecz, szelest jaszczurki, oddech, spojrzenie oczu – to co małe, tworzy największe szczęście. Trwaj w ciszy. Friedrich Nietzsche


do szczęścia potrzeba mi:
oddechu
ciszy
świadomości
bycia jednością z życiem
mądrego słowa (Eckharta Tolle)
bratnich dusz
natury
śmiechu


cyrkowe zwierzęta (pięć wielbłądów, trzy słonie, struś, trzy lamy, dwie żyrafy) na tle bloków i samochodów zadziwiają przechodniów. z rozłożonymi najbliżej ogrodzenia wielbłądami, można zrobić sobie zdjęcie. struś szuka kontaktu z ludźmi (czyli ze mną), może dlatego że nie ma towarzysza swojego gatunku. słonie drepczą wewnątrz obozowiska nieomal nieruchomo, odgrodzone od innych zwierząt cienkim sznurem (może pod napięciem) przestępują z nogi na nogę, ten ruch przypomina mi kołysanie osieroconych dzieci w łóżeczku, gdyby zrobiły obrót lub dwa kroki, staranowałyby ogrodzenie, jasne jest, że to nie natura każe im tkwić tak w jednym miejscu. wielbłąd wystawia pysk pod ogrodzeniem jakby chciał się do kogoś przytulić, wielbłądzica karmi małego wielbłąda.

niezwykły widok jak na centrum wielkiego miasta,
trochę jak z Felliniego, trochę jak ze snu.

czwartek, 23 kwietnia 2015

zmęczenie



brak powietrza w biurowych przestrzeniach,
nadmiar osób i nieustający hałas
zbyt wcześnie dzwoniący budzik
brak soku z marchewki,
cena tego warzywa poszybowała w górę, więc sokowirówka wróciła do piwnicy
wkładanie butów innych niż leguany,
nieomal słyszę głośny protest stóp wzbraniający przed kontaktem z balerinami i butami na obcasie
ciężko cokolwiek napisać
czuję się taka zmęczona
marzę żeby zasnąć
żeby zapaść się w głęboki sen od czubka głowy po koniuszki palców.

zasypiam
na dwanaście godzin z dwoma przerwami.

środa, 22 kwietnia 2015

modlitwa



Boże, bądź w mojej głowie i w mym pojmowaniu
Boże, bądź w moich oczach i w mym spoglądaniu
Boże, bądź w moich ustach i w mym przemawianiu
Boże, bądź w mym języku i w mym smakowaniu
Boże, bądź w moich wargach i w mym pozdrawianiu

Boże, bądź w moim nosie i w moim wąchaniu/wdychaniu
Boże, bądź w moich uszach i w moim słuchaniu
Boże, bądź w moim karku i w moim poddaniu
Boże, bądź w moich barkach i w moim dźwiganiu
Boże, bądź w moim grzbiecie i bądź w moim trwaniu

Boże, bądź w moich rękach i w moim sięganiu/przyjmowaniu
Boże, bądź w moich dłoniach i w moim działaniu
Boże, bądź w moich nogach i w moim stąpaniu
Boże, bądź w moich stopach i w mym pewnym staniu
Boże, bądź w moich stawach i w mym uwikłaniu

Boże, bądź w moich trzewiach i w mym odczuwaniu
Boże, bądź w mych jelitach i w mym wybaczaniu
Boże, bądź w moich lędźwiach i w mym spółkowaniu
Boże, bądź w moich płucach i w mym oddychaniu
Boże, bądź w moim sercu i w mym miłowaniu

Boże, bądź w mojej skórze i w mym dotykaniu
Boże, bądź w moim ciele i w mojej boleści
Boże, bądź we krwi mojej i w mej witalności
Boże, bądź w moich kościach i w mym przemijaniu
Boże, bądź przy mej śmierci i mym zmartwychwstaniu


Tradycyjna modlitwa zaczerpnięta z książki Prayer by Night
autorstwa wielebnego Jima Cottera


wtorek, 21 kwietnia 2015

protest


Przytupują do taktu niedźwiedzie
skacze lew przez płonące obręcze,
małpa w żółtej tunice na rowerze jedzie,
trzaska bat i kołysze oczy zwierząt,
słoń obnosi karafkę na słowie,
tańczą psy i ostrożnie kroki mierzą.

Wstydzę się bardzo, ja - człowiek.

Źle się bawiono tego dnia:
nie szczędzono hucznych oklasków,
chociaż ręka dłuższa o bat
cień rzucała ostry na piasku.

Wisława Szymborska


W poniedziałek rano chodnik wokół miejsca, w którym był rozstawiony namiot cyrkowy zeszłej jesieni, pokryły czerwone pieczęcie. Krwistą farbą napisano Cyrk bez zwierząt. Nad napisem wizerunek słonia z podniesioną trąbą. Co dziesięć metrów kolejny dramatyczny znak. Na słupie - nieduży plakat obwieszczający Trąbimy przeciw cyrkom. Na polanie zauważam dziś stojące dwa duże białe wozy, o nietypowych kształtach i rozmiarach, z obcymi tablicami rejestracyjnymi. To oznacza, że już wkrótce znowu rozbije się tutaj obóz cyrkowców i w niedługim czasie pojawią się cyrkowi akrobaci wraz z egzotycznymi zwierzętami.

Do cyrku nie chodzę. Tak jak nie chodzę do rzeźni i nie przyglądam się temu co dzieje się tam ze zwierzętami. Nigdy nie zaprowadziłam dzieci do cyrku. To mój osobisty protest. Na to co ludzie zgotowali swoim mniejszym braciom. Nie mogę patrzeć na wykorzystywanie zwierząt przez człowieka. Żal mi tych niewinnych bezbronnych stworzeń, które przez całe życie, zmuszane są do odgrywania upokarzających ról ku uciesze gawiedzi. Jak niewolnicy, albo niesłusznie skazani, którzy przez proceduralną pomyłkę znaleźli się w celi śmierci i nie mogą się z niej wydostać.

Wszystkich namawiam do rezygnacji z tej rozrywki. Trzeba nam chleba, nie igrzysk.



poniedziałek, 20 kwietnia 2015

pierwsza



mijająca mnie na ulicy kobieta, tak usilnie przypatrywała się moim stopom, że omal nie spadła z krawężnika. cała jej fizjonomia wyrażała zdziwienie gdy oglądała się za mną. to była pierwsza osoba, która zlustrowała mnie w tak jawny i bezceremonialny sposób. zazwyczaj ludzie nie zwracają na mnie uwagi gdy idę w butkach, bo, jak chcę wierzyć, są tolerancyjni, otwarci i nie boją się nowości ani modnych nowinek.

z drugiej strony to bardzo zabawne uczucie, nosić na sobie coś co wprawia innych w takie zdumienie.

niedziela, 19 kwietnia 2015

niedziele


w niektóre niedziele porządkujemy
pokoje i rozmowy
korzystamy też
ze słońca
i zrywamy stokrotki
na pochyłych trawnikach

Albane Gellé
tłum. Ryszard Mierzejewski


w niektóre niedziele zaszywam się
z książką i muzyką
czytam też
dawno nadesłane listy
i przypominam sobie jak często pisałeś
Bo tylko raz na jakiś czas
Całujesz mnie na dobry dzień

piątek, 17 kwietnia 2015

rzecz


Nietzsche powiedział, że oddech jest tą „najmniejszą rzeczą”, która tworzy „największe szczęście”.

najmniejsza rzecz, zupełnie niewidoczna, a jednak istniejąca,
ukryta za innymi rzeczami
dana każdemu na wyłączność.

jej bezmiar i cudowność można odkryć w każdej chwili, i każdym miejscu.

ta rzecz potrafi zatrzymać potok myśli i zwolnić machinę świata.


Bądź świadomy swojego oddechu tak często jak to możliwe i tak często jak sobie o tym przypomnisz. Rób tak przez rok, a doświadczysz dużo większej przemiany niż gdybyś uczęszczał na wszystkie kursy. I masz to zupełnie za darmo.

Bycie świadomym oddechu odwraca uwagę od myśli i tworzy przestrzeń. Jest to jedna z cudownych metod generowania świadomości. Pomimo faktu, że pełnia świadomości istnieje już w nie przejawionym wymiarze, jesteśmy tu po to by wnieść ją na ten plan. Bądź świadomy swojego oddechu. Zauważaj doznania jakie ze sobą niesie.

Doprawdy możesz być świadomy tylko jego. Cała reszta jest pamięcią lub oczekiwaniem, a więc myślą. W istocie oddychanie nie jest czymś co robisz, lecz czymś czego jesteś świadkiem gdy się dzieje. A wydarza się on sam z siebie. Czyni go inteligencja wewnątrz ciała. Wszystko co musisz „robić” to patrzeć jak to się wydarza. Nie ma w tym żadnego napięcia ani wysiłku. Dostrzegaj również krótkie przerwy w oddechu, a zwłaszcza ten krótki moment na końcu wydechu, zanim znów wciągniesz powietrze.


środa, 15 kwietnia 2015

coraz



Kolejny dzień ekadashi. Wcześniej planowałam, że będę na minimum owocowo-ziołowym: kiwi, jabłka, a do picia czystek i yerba. Niestety, koło ósmej uległam dużej filiżance kawy z artystycznie spienionym mlekiem podanej przez K. (rzadko grzeszę, ale jak grzeszę to właśnie tak!). Do tej pysznej kawy zjadłam małego dojrzałego banana. I potem trudno mi już było ograniczyć się w konsumpcji. W sumie zjadłam: cztery kiwi, trzy jabłka, jednego banana, i wypiłam trzy kubki różnorakich musów owocowych z zieleniną (pietruszka i szpinak).

Coraz bardziej lubię te dni.



wtorek, 14 kwietnia 2015

instynkt



Odkąd chodzę w leguanach szukam ziemi i trawy. Wodzę nosem nisko jak psiak i sprawdzam podłoże. Instynkt podpowiada mi, którą drogą iść, aby przejść po prawdziwej ziemi jak najdłużej. Gdy znajdę poletko trawy w tej zabetonowanej dżungli, cieszę się jak zwierz. Wiem już dlaczego czworonogi na smyczy wypatrują najmniejszych skraweczków czarnego podłoża i biegną do nich z całych sił ciągnąc za sobą niepodzielających tej fascynacji właścicieli. Poznałam tę zmysłową przyjemność jaką daje stąpanie po miękkiej powierzchni bosą stopą (czyli nieobutą łapą). Doznanie miękkości i sprężystości ziemi, to jak przeniesienie się w inny wymiar – z miasta na nadmorską plażę, z dorosłości w dzieciństwo. Skoro poczujesz tę ukrytą harmonię, zdasz sobie sprawę, że nie jesteś od niej oddzielony – a kiedy będziesz tego świadomy, staniesz się prawdziwym uczestnikiem - mówi Tolle. Moimi największymi wrogami są teraz betonowe kostki chodników, i czujni obywatele, taksujący surowym wzrokiem tych niestosujących się do powszechnych zasad. Chodzenie po trawnikach zdaje się być społecznie nieaprobowane. Dlaczego? Na szczęście zniknęły już złowrogie tabliczki nie deptać trawników, które zdawały się utrudniać zsynchronizowanie z całością życia. Chciałabym, aby zastąpiły je nowe z napisem deptajmy, ale koniecznie na bosaka.


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

list


ten pożegnalny list do przyjaciół napisał Gabriel Garcia Marquez, wybitny pisarz kolumbijski, autor słynnej powieści "Sto lat samotności", laureat literackiej Nagrody Nobla z 1982 roku. pisarz wycofał się z życia publicznego gdy zachorował na nowotwór złośliwy układu limfatycznego.


Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.

Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę. Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości! Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).

Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.

Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł. Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył. Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz. Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.

Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.

Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni. Prześlij te słowa komu zechcesz. Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj. I jeśli tego nie zrobisz, nigdy nic się nie stanie. Teraz jest czas. Pozdrawiam i życzę szczęścia!

Gabriel Garcia Marquez, List do przyjaciół, tłumaczenie Zdzisław Jan Ryn


niedziela, 12 kwietnia 2015

leguany



pierwszy raz włożyłam moje czarne leguany w czwartek: miałam je na sobie przez kwadrans rano w drodze do pracy i po południu w drodze powrotnej. tak mi się spodobało, że wyszłam w nich też wieczorem na spotkanie matek-organizatorek studniówki oraz na wizytę w izbie przyjęć. te parę godzin sprawiły, że rozbolały mnie pięty, dokładnie ich końcowe partie, tak jak to czasem się zdarza gdy podwinie się skarpeta. ból nie zniknął po zdjęciu butów, ale też nie zniechęcił mnie przed założeniem ich w piątek. to był dzień, w którym stopy zdecydowanie zaczęły przyzwyczajać się do obuwia, dyskomfort jaki odczuwałam zaczął się zmniejszać. w sobotę - było jeszcze lepiej. a na dzisiejszym spacerze poczułam wielką przyjemność! nie wiedziałam, że takich wrażeń może dostarczać zwyczajne chodzenie po trawie. stopy zapadały się w niej jak w miękkim dywanie. specjalnie unikałam ścieżek wyłożonych kostką brukową czy kamieniem, wybierając drogę bardziej naturalną, żeby poczuć tę miękkość. na prawdę dziwiłam się tym wszystkim ludziom chodzącym w butach, jak mogą pozbawiać się tak wspaniałych wrażeń i swoistego masażu. namawiałam Młodych na porzucenie trampek i adidasów, ale nic z tego.

po zdjęciu leguanów dalej czuję jak pulsują mi stopy. to jest bardzo miłe doznanie, które uświadamia mi jak ważne jest chodzenie na bosaka dla mięśni stopy i całego ciała. już chyba nie będę umiała chodzić inaczej.

przy okazji, znalazłam informację o tym, jak pasjonaci chodzenia na bosaka zorganizowali w ubiegłym roku zbiorowe wejście na Śnieżkę. w relacji z tego wydarzenia możecie zobaczyć, w jakich butkach teraz chodzę.

sobota, 11 kwietnia 2015

jelita


czytam fascynującą książkę o ludzkich jelitach Giulii Enders, prawdziwą kopalnię wiedzy o naszym wnętrzu. lekko i dowcipnie napisana Historia wewnętrzna, przybliża sposób funkcjonowania niedocenianego organu - jelit i całego przewodu pokarmowego. w książce można znaleźć odpowiedź na wiele nurtujących pytań: co to jest ślina, skąd się bierze nieświeży oddech i jak mu zaradzić, do czego służy tak naprawdę wyrostek robaczkowy... pierwsze strony tego vademecum poświęcone są wypróżnianiu, w tym także prawidłowej pozycji jaką należy przyjąć na sedesie (dla przypomnienia zamieszczam graficzny instruktarz).

fachowym opisom towarzyszą zabawne ilustracje wykonane przez siostrę autorki Jill Enders. książka została okrzyknięta bestselerem gdy w Niemczech sprzedano 4 miliony egzemplarzy. co ciekawe badaczka ma zaledwie dwadzieścia cztery lata, więc możemy spodziewać się jeszcze niejednego hitu popularyzującego tematykę medyczną jej autorstwa.

piątek, 10 kwietnia 2015

siedzenie


siedzę na słońcu i myślę
jaka jestem szczęśliwa
mam na nogach nowe leguany i wiatr rozwiewa mi włosy.
na prawdę nie potrzebuję niczego więcej.

środa, 8 kwietnia 2015

teraz



Będę czymkolwiek chcesz, abym było – mówi życie lub TERAZ. Będę traktować cię w taki sposób w jaki ty traktujesz mnie. Jeśli postrzegasz mnie jako problem, będę nim, jeśli traktujesz mnie jak przeszkodę – i nią się stanę. Eckhart Tolle


życie może być czymkolwiek zechcesz,
krwawą tragedią rodem z Szekspira albo wymuszonym blogiem,
radosną powiastką z morałem albo happeningiem z tysiącem fejsbukowych zwolenników,
może też być minimalistycznym postem i nic nieznaczącą kreską pomiędzy dwoma datami: urodzenia i śmierci. Kto mógłby życzyć sobie więcej?

wtorek, 7 kwietnia 2015

płaszczyzna


płaszczyzna jeziora odcina
ziemię od jej odbicia
jak płetwa

w spokojny dzień
wszystkiego jest dwa razy tyle
z wyjątkiem zmarszczek na wodzie.


William Peskett, Crom - kwiecień 1969
tłumaczył Jarosław Anders



w spokojny dzień
wszystkiego jest dwa razy tyle
z wyjątkiem zmarszczek na twarzy
i wichrowych chmur

cień żywopłotu skrywa ciało rozdartego śmiercią
granatowego gołębia

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

świętowanie


dzisiaj zjadłam jedno jabłko i siedem słodkich owoców kiwi,
wypiłam litr marchewkowego soku z pękatego kubka.

smaczne i zdrowe świętowanie.

niedziela, 5 kwietnia 2015

klejnoty


Dlatego właśnie święta są po całym roku
W takich odstępach czasu z rzadka rozrzucone,
Aby nie zatraciły swojego uroku,
Jak klejnoty zdobiące tu i tam koronę.
William Shakespeare

świętowanie zaczęłam jeszcze przed wielkim śniadaniem czytając Młodym na głos dwa rozdziały książki Cisza przemawia Eckharta Tolle. przy stole Pan T. wspominał Babcię T. (minęło sześć i pół roku od jej śmierci), a także Xawerego Dunikowskiego, znanego rzeźbiarza, który przeżył Auschwitz i dożył wieku 89 lat. artysta opuścił obóz skrajnie wyczerpany ważąc 40 kg. podobno co roku przeprowadzał głodówkę przez kilka tygodni (nie znalazłam potwierdzenia tej informacji w internecie, ale odnotowuję licząc na dobrą pamięć Pana T.). finał smakowitej obfitości - mazurek kajmakowy do filiżanki zielonej herbaty, a po nim koncert gitarowy w salonie z utworami Cohena i Kaczmarskiego. na moją prośbę Młoda zagrała kilkakrotnie Zegarmistrza, którego uwielbiam: A kiedy przyjdzie także po mnie, Zegarmistrz światła purpurowy, By mi zabełtać błękit w głowie, To będę jasny i gotowy. kontynuując poranny temat, obejrzeliśmy dziewięciominutowy filmik Skąd pochodzą nasze myśli? z miniwykładem Tolle. miałam nadzieję, że tak postawione pytanie wyda się Młodym interesujące. o czwartej po południu rozesłałam smsy z życzeniami wspominając przy tym Pana A., który zwyczajowo kartki świąteczne wypisywał w święta (od tego są święta, argumentował). zachwycając się tłumaczeniem Stanisława Barańczaka, przewertowałam Sonety Shakespeare'a, i wysłuchałam załączonej do książki płyty z interpretacją niektórych utworów, w wykonaniu Marka Konrada. obejrzeliśmy powtarzaną w telewizji komedię Maverick z Jodie Foster i Melem Gibsonem, a później zobaczyłam sama - Najpotężniejszy Dokument o Duchowości i Szczęściu - Eckhart Tolle, dostępny w wersji polskiej na yt, który szczególnie polecam z okazji świąt, życząc Wszystkim, aby Wielkanoc nigdy nie zatraciła dla Was uroku, by była jak klejnoty zdobiące tu i tam koronę.



sobota, 4 kwietnia 2015

tego


Tego wieczoru - szczęście
Kiedy myłem sobie nogi
I dwa albo trzy słowa.

Kaito, w tłumaczeniu Czesława Miłosza


tego wieczoru - szczęście
kiedy myłam sobie ręce
nic się nie wydarzyło.

piątek, 3 kwietnia 2015

olejek


Mam przemarzniętą głowę w noc deszczową wymieszaną ze śniegiem,
i choćby miało to być tłumaczone moim odrętwieniem, to świat
jest dla mnie tak dziwnie postarzały i powolny, i ociężały,
gwiazdy wydają mi się tak kruche jak czaszki.
Myślę teraz krętymi myślami i widzę kogoś innego
moje ramiona, żałosne małe ramiona, podrapane jak u kota.
Takie zadrapania leczą podobnie jak te najlepsze, najbardziej wyszukane szwy,
z przerzedzającymi się, żółtoczerwonymi, cienkimi nitkami strupów.

Håkan Sandell, Północne myśli
tłumaczył Ryszard Mierzejewski


mam przemarzniętą głowę w kwietniowy dzień wymieszany z zimą
choć może to być tłumaczone zmęczeniem, to odpuściłam sobie
głodówkę w dzień ekadashi, biurowy świat
był dla mnie zbyt szybki i wirujący,
linijki pism wydawały mi się błyszczące jak płatki śniegu.
myślę teraz pachnącymi obrazami i widzę urzekający zapach
mojej twarzy w lustrze pokrytej olejkiem z białej stulistnej róży.
różany olejek uspakaja i poprawia nastrój, niczym najbardziej poszukiwany
terapeuta, łagodzi także zadrapania i dodaje blasku zmęczonej klimatyzacją skórze.

czwartek, 2 kwietnia 2015

wszystko



W mojej chacie nie ma wiosny
Nie ma nic,
Jest wszystko.


Basho, w tłumaczeniu Czesława Miłosza


w moim mieszkaniu jest wiosna
żółte płatki w dwóch donicach ustawionych bliziutko siebie
gałęzie wierzby w szklanym wazonie obtoczone kuleczkami srebrnych bazi
w świecznikach jasnokremowe świece niczym aniołowie strzegą pierwszych śladów przebudzenia
w moim mieszkaniu jest wszystko


środa, 1 kwietnia 2015

prawda


Prawda jest taka: nie jesteś kimś, kto jest świadomy drzewa, myśli, uczucia, doświadczenia.
Ty jesteś uwagą, lub świadomością, w której i poprzez, którą wszystko to się objawia.
Eckhart Tolle


na tę prawdę mam takie określenie - każdy jest bogiem.
w istocie nie ma innych – wszędzie i zawsze spotykasz tylko siebie.