czwartek, 31 grudnia 2015

sylwester



Sylwester w pracy, to dzień inny niż wszystkie. Cisza na korytarzu. Jak się na kogoś wpadnie, to jakby się ducha spotkało. Przerażenie! Jest ktoś w biurowcu oprócz mnie?! W pokoju słychać tylko klimatyzację. Telefon dzwoni tak rzadko, że podejrzewam, iż jest zepsuty. Piję herbatę o romantycznej nazwie ogród miłości, z kandyzowanych wiśni, czarnego bzu, dzikiej róży, hibiskusa, i cieszę się z zasłyszanej wiadomości, że u Pani D. wszystko OK mimo przeprowadzonej amniopunkcji. Jem przesłodkie ptysie z bitą śmietaną i przysłuchuję się opowieściom koleżanki o karierze męża, emerytowanego funkcjonariusza policji, który prawie cały zawodowy czas spędził rozgryzając zagadki kryminalne. Łatwo nie miał. Praca ciężka, zupełnie inna niż ta w telewizyjnych serialach, gdzie sprawcę zawsze znajduje się w 45 minut, choć trup się ścielił równie gęsto. Układam z kolegą B. listę filmów i seriali, które muszę zobaczyć. Zapisuję trzy żółte karteczki pod jego dyktando. Na dziś wieczór planuję obejrzeć te z pierwszej, w tym dwie francuskie komedie. Czytam wiadomości polskiej agencji prasowej nt. oryginalnych projektów ustaw zgłaszanych we włoskim parlamencie. Podoba mi się szczególnie ta o ochronie życia osłów (koniecznie należy zaprzestać żartów na temat tego zwierzęcia) oraz aby nałożyć na gminę obowiązek posadzenia drzewa po śmierci każdego mieszkańca, który nie ukończył 50 lat. Myślę o ustawach, które wprowadziłabym będąc radną. Przede wszystkim ustanowiłabym Wigilię i Sylwestra dniem wolnym od pracy (dość łączenia pracy ze świętowaniem, cieszmy się chwilą), wprowadziłabym zakaz przemysłowej produkcji zwierząt, a także nakazałabym urzędom gminnym sadzenie drzew na urodziny każdego obywatela jako prezent państwa dla jubilatów. W końcu wysyłam smsy z życzeniami noworocznymi życząc, aby Nowy Rok był 2016 razy lepszy niż ten, który mija. I wychodzę z pracy. Wam też tego życzę.

środa, 30 grudnia 2015

wtorek, 29 grudnia 2015

mróz


Był wtorek, mróz.
Jestem samotnicą, pomyślała.
Kocham ludzi, ale dobrze pracuje mi się tylko
z dala od stada, z jednym biurkiem w pokoju,
i najlepiej śpi w pojedynczym łóżku.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

prezenty



W łazience wyczuwam cytrusowe aromaty, które roztaczają nowe glicerynowe mydła: mango i pomarańczy z dodatkiem papryczki chili, ich intensywność wzrasta w czasie użycia, i z każdym oddechem czuję wzmagającą tęsknotę za gorącymi egzotycznymi plażami i czystym bezbronnym niebem. Przy lustrze znalazła swoje miejsce smukła buteleczka olejku arganowego o słonecznej barwie, którego kilka kropel stosuję na zmianę z olejem z opuncji figowej, naturalnym botoksem. Pod choinką dalej stoi w złotej terebeczce zestaw różnorakich herbat (earl grey, darjeling) mojego ulubionego producenta, o nazwie brzmiącej niczym nazwisko hinduskiego maharadży. W szafie zawisł nowy element (mojej niezbyt pokaźnej) garderoby - szara koszulka z krótkim rękawkiem z wymownym nadrukiem ORE HUGS na kieszonce, poprzedzająca go literka M ze stali nierdzewnej, akcentuje tę wewnętrzną potrzebę właścicielki, z którą się jeszcze publicznie nie odważyła ujawnić, ale gdy tylko nadejdą cieplejsze dni, to z pewnością zdecyduje się na ten uczuciowy coming out.


niedziela, 27 grudnia 2015

grzech


Mój nauczyciel powiedział mi kiedyś:
"Ludzie mówią, że jest wiele różnych grzechów i cnót,
ale ja myślę, że jest tylko jeden grzech."
Gdy zapytałem co jest owym grzechem, odpowiedział:
"Pozwolić, by choć jeden oddech pozostał nieświadomy."

mistyk Hazrat Inayat Khan
(Maciej Wielobób, Ciało, oddech, uważność w pozycjach jogi)

sobota, 26 grudnia 2015

gdzie


Gdzie, oprócz chwili obecnej, można spotkać Wieczność?
C.S. Lewis


gdzie, oprócz domu, można spotkać Wszechświat?
gdzie, oprócz oczu, można spotkać Miłość?
gdzie, oprócz śmiechu, można znaleźć Zrozumienie?
gdzie, oprócz kwiatów, można znaleźć Przebudzenie?

piątek, 25 grudnia 2015

filharmonia



Przed głównym wejściem do filharmonii zawisł okazały pęk jemioły.
Jeszcze nie widziałam całującej się pod nim pary.

czwartek, 24 grudnia 2015

prosiątko



Jeśli będziesz przestrzegać postu przez cały dzień, to wieczorem zobaczysz złote prosiątko. - mawiali w wigilię czescy rodzice swoim dzieciom. Gdybym wiedziała o tym zwyczaju wcześniej, to pościłabym przez cały „szczodry dzień” (štědrý den czyli 24 grudnia). Bo bardzo chciałabym zobaczyć złote prosiątko. I złotego karpia, złote mrówki i złotą kurę. Cały złoty żłobek. Chciałabym porozmawiać ze wszystkimi zwierzętami. Złotym głosem szeptałabym im do ucha słodkie słowa, pełne miłości i nadziei. Zaprosiłabym je do domu, posadziłabym przy długim kuchennym stole, i podałabym wigilijne przysmaki: barszcz z uszkami, paszteciki z kapustą i grzybami, sałatkę jarzynową z majonezem. A na deser solidną porcja słodkości: sernik z włoskimi orzechami i rodzynkami, polany czarną czekoladą oraz bûche de Noël, francuską roladę. Po świątecznej wieczerzy wybralibyśmy się na długi spacer parkowymi alejami wśród złotych drzew.

Najszczodrzejszego dnia Wam życzę!

środa, 23 grudnia 2015

ocean



To ciało to nie ja.
Nie jestem ograniczony moim ciałem.
Jestem życiem bez granic.
Nigdy się nie narodziłem
i nigdy nie umarłem.

Spójrz na ocean i na niebo pokryte gwiazdami,
manifestacje mojego cudownego, prawdziwego umysłu.

Thich Nhat Hanh


nigdy się nie narodziłam
i nigdy nie umarłam.

to ciało to nie ja.

jestem nieograniczona.

poruszam się wraz z falami oceanu.
rozszerzam niczym kosmos.

wtorek, 22 grudnia 2015

świat



Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem. Gabriel García Márquez

niedziela, 20 grudnia 2015

biurko



uświąteczniłam swoje biurko:

ręcznie robioną bombką, prezent od Pani N.
aniołkiem z białego kordonka, zawieszonym na kloszu stojącej lampy
srebrnymi gwiazdkami (to też dzieło uczestników warsztatów terapeutycznych,
tyle małych oczek i zagmatwanych pętelek)
oraz śmiesznym ludzikiem z piernika, którego można kupić na świątecznym jarmarku
(pachnie tak, że mam go ochotę od razu zjeść).

sobota, 19 grudnia 2015

bieganie



Biegnąc, nic nie robię, tylko biegnę. Zasadniczo biegnę w pustce. Innymi słowy, biegnę po to, żeby osiągnąć pustkę. Haruki Murakami (tłum. Jędrzej Polak)


biegnę.
z domu wyciąga mnie słońce
i potrzeba ruchu.
całe moje ciało domaga się powiewu wiatru i nieba.

biegnę w górę,
mijam klinikę poprawiającą urodę (mogłabym zrobić w niej każdy zabieg, jaki tylko przyszedłby mi do głowy, nieomal nie wychodząc z domu),
dwie przecznice domów z ogródkami, o których Pan W. mówi, że to jedyne miejsce w wielkim mieście, w jakim chciałby zamieszkać,
mały cmentarz, gdzie właśnie odbywa się ceremonia pogrzebowa, słychać śpiew kapłana i żałobników, z zatrzymujących się samochodów jeszcze wysiadają na czarno ubrane młode kobiety z czerwonymi różami, gdy docieram do dzikiego niewielkiego parku.

robię dwa duże okrążenia po szutrowych ścieżkach.
niewielkie wzniesienia prowadzą mnie raz
w górę, raz w dół.
czasem zbaczam z drogi, aby poczuć pod stopami prawdziwą ziemię.
biegnę,
nic nie robię,
tylko biegnę.

piątek, 18 grudnia 2015

tajemnica



Ośmielam się podnieść wzrok
ponad suche wierzchołki drzew,
nie widzę Boga, ale jego światłość
olśniewa wszystko.

Ze wszystkich rzeczy wiem jedno,
co moje serce czuje:
jestem młody, żywy, samotny,
a moje ciało zużywa się.

Wkrótce zasnę w wysokich trawach
na brzegu rzeki, pod nagimi
drzewami, wtedy wzniosę się w chmury
aby żyć bez młodości.

Pier Paolo Pasolini, Tajemnica
(za www.goldenline.pl/grupy/Literatura_kino_sztuka/ludzie-wiersze-pisza)


jestem żywa i samotna,
zanurzona w smutnej pieśni.
moje ciało zużywa się,
a ja ośmielam się mieć nadzieję na
olśniewające zakończenie.

podnoszę śmiało wzrok
ponad rozpadające się stada czarnych ptaków
i poszarzałe kłęby nieskończonego nieba.

ze wszystkich rzeczy wiem to,
co czuje moje serce:
pragnę życia w miłości,
i gdy zasnę
w wysokich skałach wśród rozłożystych traw,
wzniosę ten sam okrzyk do boga.

bez wątpienia,
On pragnie tego samego.


czwartek, 17 grudnia 2015

nic



Pamiętasz tę chińską różę, którą zasadziliśmy zeszłej wiosny?
No więc ona zakwitła.
Poza tym nic nowego.

Brian Patten, Nasze życie stało się takie puste
tłumaczył Andrzej Szuba


z Młodą w wielkim łóżku
trzy odcinki amerykańskiego serialu muzycznego dla nastolatków (drugi sezon),
który zwykle oglądamy weekendami.
poza tym nic nowego.

środa, 16 grudnia 2015

wyspa



Budda nauczał, że istnieje bardzo bezpieczne miejsce,
do którego możemy zawsze wracać, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.
To miejsce to wyspa naszego prawdziwego ja.
Bezpieczna wyspa, na którą możemy wracać znajduje się wewnątrz nas.
Żadne życiowe burze nie mają tam do nas dostępu. (…)
Kiedy powracasz do uważnego oddychania, wracasz do samego siebie
i dotykasz bezpiecznej wyspy wewnątrz siebie.
Możesz tam odnaleźć swoich przodków, swój prawdziwy dom, a także Trzy Klejnoty.

Thích Nhất Hạnh


wracam do oddechu, do wdechu i wydechu.

świadomym oddechem idę do siebie samej.

przybliżam się do bezpiecznej wyspy wewnątrz mnie,
do najprawdziwszego domu.

wtorek, 15 grudnia 2015

odpowiedź


Objadam się pieczonymi w maśle bananami z cynamonem posypanymi mieszanką mielonych pestek dyni, słonecznika, siemienia lnianego. Ten zimowy przysmak mogę jeść bez znudzenia o każdej porze dnia.

Czytam odpowiedź administratora osiedla, do którego napisałam egzaltowanego mejla po tym, jak wycięto bez konsultacji z mieszkańcami krzewy sprzed mojego bloku. Na mój apel: Ziemia jest naszym wspólnym domem, o który możemy zadbać tylko my sami, nikt inny za nas tego nie zrobi, zakończony żądaniem podjęcia konkretnych działań na rzecz środowiska w postaci zasadzania drzew, administrator obiecuje nasadzenia w 2016 drzew z gatunku niskopiennych (czyli miniaturek), a przeprowadzoną wycinkę tłumaczy, że zostały przycięte zgodnie ze sztuką ogrodniczą krzewy, które zagrażały bezpieczeństwu mieszkańców.

Jakich konkretnie mieszkańców bezpieczeństwo zostało zagrożone przez te zwyczajne rośliny, trudno zgadnąć. Stuletnich staruszek, papużek nierozłączek? Świnek morskich czy krasnoludków? Pan W. podsumował tę lakoniczną odpowiedź, że wycięte krzewy należały do nieznanej nam odmiany ludożerców, ciemną nocą napadających na spacerowiczów. Coś w tym musi być. Odnoszę wrażenie, że administracja, ma wielką misję zniszczenia każdego najmniejszego skrawka starej, żywotnej, bezwstydnie wolnej, nieograniczonej nakazami administracyjnymi roślinności. I nie spocznie dopóki nie wytnie ostatniej niezmodyfikowanej genem karłowatości gałązki i słusznych rozmiarów korzenia.

Rozmawiam z Panią A. przez telefon, gdy dostaję smsa od Młodej. Zawiadamia, że udało jej się zdjąć klipsa ze swetra dla Pana W. Ze sklepu (salon sieciówki) wyszłam w filmowym stylu, wszystkie bramki przeraźliwie dźwięczały sygnalizując problemy techniczne. Moje przejście też zostało odnotowane rykiem czujnej syreny. Jednakże, ani ja, ani ochroniarz nie mieliśmy wątpliwości co do tego, że to nie mój zakup jest ich przyczyną. Kiwnęliśmy nawet do siebie znacząco głowami. Tym bardziej zdziwiłam się, gdy w domu okazało się, że kupiłam sweter z gustowną przypinką.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

nastawienie


I oto pewien mnich zbliżył się do Błogosławionego, a zbliżywszy się doń, pozdrowił go i usiadł obok. Usiadłszy obok, ów mnich tak rzekł do Błogosławionego: Cóż więc, panie, kieruje tym światem, cóż nim miota, cóż takiego go sobie podporządkowuje? Nasze nastawienie duchowe, o mnichu, kieruje tym światem, miota nim, podporządkowuje go sobie. Ummaggasutta


Świat jest taki jakim myślisz, że jest.
Świat jest taki jakim chcesz, żeby był.
Jesteś odpowiedzialny za sposób, w jaki świat się przejawia.

niedziela, 13 grudnia 2015

smile



wszechobecne kolędy i wzruszający głos Nata Kinga Cole, jednego z najlepszych wykonawców muzyki świątecznej, przypomniały mi tę piękną piosenkę.
smile. niektórzy mówią o niej, najpiękniejsza piosenka świata. też tak sądzicie?




Przy okazji oglądam na yt filmiki z Charlie Chaplinem.
Zadziwiające jest, że Chaplin był nie tylko aktorem i reżyserem, ale także pisał scenariusze i muzykę filmową do swoich filmów. Wychował się w skrajnej biedzie, z powodu ubóstwa i trudnych warunków matka oddała go wraz z bratem do sierocińca (motyw samotnego biednego dziecka w filmie Brzdąc nie jest tylko filmową kreacją). Uczęszczał do szkoły dla sierot i biednych dzieci. Jako pięciolatek po raz pierwszy wystąpił na scenie w musicalu, wyręczając w tym chorą matkę, której głos odmówił posłuszeństwa. Był niewiarygodnie przystojny, więc nie dziwi mnie, że czterokrotnie zawierał związek małżeński i miał jedenaścioro dzieci (jedno zmarło trzy dni po porodzie) z dwiema żonami. Według wikipedii w telewizyjnym serialu dokumentalnym, Miejskie legendy, opowiedziano historię o tym jak Chaplin wziął udział w konkursie na swojego sobowtóra w San Francisco i przegrał, nie doszedłszy nawet do finału.

sobota, 12 grudnia 2015

Horacjusz



Horacjusza wydania weneckie
I trochę czarnej kawy po obiedzie,
Lepszego tytoniu szczypta, bzy tureckie
I dobry duży księżyc, który wzejdzie:
Oto wszystko, co mi może zniszczyć polska "rewolucja",
Ciemna gawiedź w rękach smutnych psychopatów.
Konstanty Ildefons Gałczyński
(pod linkiem interpretacja wiersza w wykonaniu Daniela Olbrychskiego)

wiersz bardzo na czasie.

piątek, 11 grudnia 2015

serial



Wciągnął mnie serial.
w którym pomarańczowy staje się nowym czarnym.
Oglądam z wypiekami
odcinek za odcinkiem,
sezon za sezonem.
(na szczęście wyemitowano tylko trzy sezony, więc nie spędzę całej zimy przykuta do laptopa).

Do głównej bohaterki
trochę mi blisko (kolor skóry i włosów), a trochę daleko (preferencje seksualne).
Ale patrząc na nią wyobrażam sobie siebie
wplątaną w przestępstwo.
Byłam blisko.
Jako dziecko rozważałam popełnienie wielkiej zbrodni.
Był to jedyny sposób rozwiązania sytuacji, w której się znalazłam.
Przerastała mnie.
I nikt nie mógł mi pomóc, bo nie wiedział nic o moich problemach.
Byłam doskonała w ukrywaniu przed światem swoich lęków i rodzinnych trudności.
I fatalna w porozumiewaniu się.
Brałam jednak wówczas pod uwagę możliwość odsiadki.
Czymże była ona przy tej drugiej ewentualności - uwolnieniu się od trwającego koszmaru?
Nagrodą, tylko i wyłącznie, tak mi się wtedy zdawało.

Bogowie uchowali mnie przed tym doświadczeniem.
Jakby mieli dla mnie inne zadanie, inny los na loterii,
niż ten, który chciałam wyciągnąć, całkiem przegrany.

Więzienie to straszny świat.
ale wiem, że także tam można wzrastać i się rozwijać.

czwartek, 10 grudnia 2015

przepracowanie



umęczona jestem.

mija piąty tydzień akupunktury, dwa razy w tygodniu.
ciągle brakuje mi czasu i pieniędzy.

plecy i barki mam całe w sińcach, to pozostałość po chińskich bańkach i igłach.
ze wstydu nie idę na badania okresowe, na które kieruje mnie pracodawca.
przesuwam termin tłumacząc się przeziębieniem.

przeziębiona też jestem.
jak tu nie być, skoro wszyscy w pracy są chorzy.
taki styl. przychodzą do biura, zamiast chorować w domu.
ze współpracownikami raźniej.
można dostać wsparcie psychiczne, kubek gorącej herbaty,
i wymienić informacje o skuteczności leków bez recepty.

na biurku każdy ma w widocznym miejscu jakiś płynny medykament w kolorowym opakowaniu lub blister tabletek, ostentacyjnie podrzuca paczkę chusteczek papierowych lub wzdycha, że właśnie się skończyły.

niektórzy nawet gdy wezmą urlop na podratowanie zdrowia, potocznie zwany elcztery,
to potrafią także w tym czasie pojawić w pracy, przypadkiem, od niechcenia,
żeby dopilnować najbardziej pilnych i ważnych spraw, jakby bez nich świat mógłby się zawalić.
jeśli są szefami, to ich pojawienie wytrąca z równowagi podwładnych i zwiastuje małe trzęsienie ziemi, powodując, że słyszą oni dochodzące z różnych stron niezrozumiałe okrzyki: umrzemy z przepracowania.

wtorek, 8 grudnia 2015

paf


Umrzyj, zanim umrzesz naprawdę. Później już nie ma takiej szansy. C.S. Lewis

Dostaję wiadomość od Pani A, w której pisze, że nieomal umarła od boleści migrenowych. Współczuję głęboko i pocieszam. A potem wyobrażam sobie, że sama umieram, tak na prawdę, mój duch opuszcza moje ciało, i widzę je leżące bezwładnie jak znoszone stare ubranie. Nikomu niepotrzebne.
Więc piszę ostatniego posta, którego zamierzam opublikować po śmierci. Pożegnanie zza światów. Refleksje transcendentalne. Zaczynam jak zwykle cytatem z Terzianiego: Moja śmierć - paf! - można się uśmiać! Chwila zastanowienia, czy umarłam na prawdę, czy to nie jest żart wszechmogącego. Może tylko wydłużył się sen i stał głębszy niż zwykle. Może jeszcze wróci mi oddech i napełnią powietrzem płuca? A jednak rzecz śmieszna. Samo roztrząsanie tego gdzie jestem, w jakim świecie lub bardo, jest szalone. Mogłabym powiedzieć, że konam ze śmiechu na samą myśl, gdybym żyła i gdybym mogła myśleć. A może właśnie się stało - Za datą urodzenia pojawił się myślnik i kolejna data - śmierci. Już zdaje mi się, że ktoś zbliża się do mnie i pragnie przywitać. Już prawię widzę Mamę, Babcię i dalszych krewnych, za którymi tęsknię. Jeszcze mogę spojrzeć na ziemię. Jeden rzut oka na konary drzew w rogu okna, kubek z herbatą i zdjęcia Dzieci na biurku, niedoczytaną gazetę.
Muszę jeszcze tylko pamiętać, żeby dać Młodej hasło do bloga...

poniedziałek, 7 grudnia 2015

najlepsza



Najlepsza poezja przypomina nam to, o czym zapomnieliśmy, że to wiemy. Brian Patten


moją najlepszą jest poezja Miłosza.
nieomal każdy wiersz każda linijka
przypomina mi to, o czym zapomniałam, że wiem.

najlepsza z najlepszych,
zawsze tworzy tę chwilę bez myśli,
kiedy wiem, że wiem (i nie muszę już rozmyślać ani szukać dalej).
jak długo śpiewana mantra.

niedziela, 6 grudnia 2015

maść



Czuję trwający czas,
jakże potężnie czuję trwający czas.

Zapadam się,
zapadam w czas.

Anna Świrszczyńska, Szczęście


czuję trwający czas
tych dwóch dni
soboty
i niedzieli w łóżku.
czterdziestą pierwszą godzinę.
ósmy odcinek pierwszego sezonu serialu,
w którym pomarańczowy staje się nowym czarnym.
w pokoju unoszący się intensywny zapach olejków: kamforowego, eukaliptusowego, goździkowego i mentolu, składników maści tygrysiej,
jedynego lekarstwa (oprócz wody utlenionej do płukania gardła),
którym się leczę.
ten wynalazek chińskiego zielarza wcieram w skronie, okolice uszu, nosa i prawego ramienia.

zapadam się w głębię puchowego pierza.


sobota, 5 grudnia 2015

przyzwoitość





Ojciec mawiał: "Jest mi obojętne, skąd kto pochodzi. Musi być uczciwy - i to wystarczy".
To proste zdanie zachowało dla mnie sens na całe życie.
Władysław Bartoszewski

czwartek, 3 grudnia 2015

gaj



Na corocznej wystawie
impresji natury
w gaju oliwnym
nad Morzem Jońskim
demonstrował
motyl
ciszę
jednego ospałego przedpołudnia
szukając promieni słońca
prześwitujących poprzez
zielone gałązki orchidei
jak publiczność
w skrawku cienia
kiedy górski strumyk
przemyka się szemrając
między wypolerowanymi kamieniami
aby powtórnie pozbierać się
na następnej półce skalnej
dla utrwalenia
odbicia w tafli wody

Oddvar Rakeng, Cisza
tłumaczyła Ewa Jarvoll Nilsen




marzę o oliwnym gaju i zgłębiającym milczenie mężczyźnie
jednego ospałego popołudnia.

środa, 2 grudnia 2015

koło



Pomyśl, ile ptaków umiera w tym właśnie momencie, ile mrówek zostaje rozdeptanych,
ilu ludzi umiera od chorób, starości i przemocy.
Wszyscy umierają.
Pięknie mówi Kriszna, że wszystko, co się rodzi, umiera, i wszystko, co umiera, rodzi się.
Ja też koniec odczuwam jako początek.
Początek jest moim końcem, koniec jest moim początkiem.
Coraz bardziej jestem przekonany, że typowo zachodnią iluzją jest myśl,
że czas jest prosty, liniowy i że idziemy wciąż do przodu, że tak właśnie wygląda postęp.
Nie ma go.
Czas nie jest ukierunkowany, nie idzie wciąż do przodu, ale powtarza się,
wiruje dookoła siebie.
Czas jest kołowy.
Czuję to bardzo wyraźnie.
Widać to w banalnych faktach i w powtarzających się wciąż wojnach.
Tiziano Terziani


myślę, że jeśli czas jest kołowy
to krążę w pętli czasowej już ósmy rok.

zapętlona jestem
tymi samymi
obrazami strojów, twarzy, pięter.

powtarzalność zdarzeń i banałów
sunie za mną krok w krok szarym korytarzem.

emocje, których nie znałam wcześniej,
dopadają mnie jak pory roku
wiosna, lato, jesień, zima.

dni są takie podobne.
co rano ciche tit budzika wyrywa mnie z głębokiego snu,
lustro windy uspakaja wioząc w górę jak do nieba.

wierzę, że koniec jest początkiem
a początek końcem
wszystkiego.
dobrego.

wtorek, 1 grudnia 2015

smaczliwka



Objadam się gruszką awokado. Na śniadanie nieomal codziennie. Ten tłusty owoc zjadam w formie kanapki. Łączę z ciemnym przypieczonym pieczywem. Idealnie komponuje się z chlebem z ziarnami, bez mąki.

Do miąższu smaczliwki (słyszeliście, jakby ktoś zawołał: Nie chcesz tej smacznej śliwki!, a echo odbijało dżwięki od skał) o konsystencji kremu, dodaję kilka kropel cytryny i odrobinę soli.

To danie nie ma sobie równych w prostocie i wyrafinowaniu.