niedziela, 29 kwietnia 2012
baba
moja ulubiona piosenka sprzed lat,
odgrzebana,
odsłuchana,
w wykonaniu Nataszy Iwanowej.
piosenki Osieckiej - nieśmiertelne.
poezja najczystsza.
ech, my baby, durne baby.
Ta największa, ta zewnętrzna
kiedyś była już zamężna,
a tu znowu jej się przyśnił nowy ktoś.
Stoi w lustrze i nie widzi,
i niczego się nie wstydzi,
wyobraża sobie chyba jakieś coś.
Ej, ty baba, durna baba,
ty masz chyba głowę słabą,
on przy tobie to jest książę, pamięć sparz!
Ej, ty baba, durna baba,
tycie rzeczy odłóż na bok,
nie dla takiej szarej myszy wielki fart!
Ta nieduża, ta środkowa,
ta ma serce niczym kowal
i marzenia urzędniczki z dawnych lat:
chce mieć kogoś solidnego,
nie zanad rozwydrzonego
i czasami bez okazji dostać kwiat.
Oj, ty baba, durna baba,
ty masz chyba głowę słabą,
on przy tobie to jest książę, pamięć sparz!
Oj, ty baba, durna baba,
tycie rzeczy odłóż na bok,
nie dla takiej szarej myszy wielki fart!
Ta maleńka, ta skulona,
tajemnicza i szalona -
ona znowu chce zawrócić z drogi czas.
Dałaby do piekła nura,
żeby czasem dzwonił z biura
i zanucił przez telefon jeszcze raz.
Ej, ty baba, durna baba,
ty masz chyba głowę słabą,
on przy tobie to jest książę, pamięć sparz!
Ej, ty baba, durna baba,
tycie rzeczy odłóż na bok,
nie dla takiej szarej myszy wielki fart!
Ej, ty baba, durna baba,
nie odkładaj sprawy na bok,
kto do rymu tu pasuje? Chyba ja!
Na, na, na....
Kto do rymu tu pasuje? Chyba ja!
Agnieszka Osiecka, Oj ty babo
sobota, 28 kwietnia 2012
zmiana
życie zweryfikowało moje plany.
Hannibal,
mam nadzieję,
poczeka na mnie.
Jak łatwo przychodzi nam pewność
że oczekiwania się spełniają
powolny krok w spokojny dzień
łaska deszczu przyjaźń pewność że się obudzimy
Niech nas opuszczą niepokoje
to jest zwyczajny dzień a to jest szczęśliwa chwila (...)
Julia Hartwig, Nawet muzyka
odwiedzam z Principessą ulubioną księgarnię.
piję kawę.
napis zdobiący ścianę nad kasami informuje:
kawa wymaga szacunku
przysłowie arabskie
do kawy książka.
poezja Ten cały Brecht. Przekłady i szkice.
muszę czytać poezję,
tak jak muszę pić, spać i medytować.
piątek, 27 kwietnia 2012
antycyklon
jutro jadę w samo oko antycyklonu,
któremu na imię Hannibal.
Naszym największym wrogiem, jest nasze wyobrażenie wroga. Bobby Hinkle
czwartek, 26 kwietnia 2012
fryzjer
dziś u fryzjera spędziłam pięć godzin.
dwie czekając na swoją kolej,
dwie jako przedmiot uwagi fryzjera,
jedną w oczekiwaniu
na rezultaty sztuki fryzjerskiej
na głowie Młodego.
pierwszą godzinę czekania
umiliłam sobie shoppingiem.
kupiłam ostatni tom wierszy
Wisławy Szymborskiej
Wystarczy.
dobry tytuł,
wystarczy.
wystarczył,
na kolejne godziny.
czytałam wiersz za wierszem.
tomik szczególny,
pośmiertny,
zawiera zaledwie trzynaście utworów
i szereg notatek Poetki uzupełnionych komentarzami redakcyjnymi.
swoisty singiel poetycki.
nożyczki błyskały w powietrzu,
włosy prężyły się na grzebieniu,
a ja przemierzałam
kraj, który jest wszędzie i nazywa się Poezja.
Przyśniło mi się, że czegoś szukałam
gdzieś chyba schowanego albo zgubionego
pod łóżkiem, pod schodami,
pod starym adresem.
Grzebałam w szafach, pudłach i szufladach
pełnych na próżno rzeczy nie do rzeczy.
Wyciągałam z walizek
poodbywane lata i podróże.
Wytrząsałam z kieszeni
uschnięte listy i nie do mnie liście.
Przebiegałam zdyszana
przez swoje, nieswoje
niepokoje, pokoje.
Grzęzłam w tunelach śniegu
i niepamiętaniu.
Wikłałam się w kolczastych krzakach
i domysłach.
Rozgarniałam powietrze
i dziecinną trawę.
Usiłowałam zdążyć
zanim zapadnie zeszłowieczny zmierzch,
klamka i cisza.
W końcu przestałam wiedzieć
czego szukałam tak długo.
Zbudziłam się.
Spojrzałam na zegarek.
Sen trwał niecałe dwie i pół minuty.
Oto do jakich sztuczek zmuszony jest czas,
odkąd zaczął natrafiać
na uśpione głowy.
Wisława Szymborska, W uśpieniu
środa, 25 kwietnia 2012
kultowa
siedzieć z depresją przy jednym stoliku
nie lubię.
wolę siedzieć sama
i wsłuchiwać się w rozmowy toczące się obok.
czy poznali się dzisiaj, czy wczoraj,
czy znają się od roku.
kobieta z depresją
nie podniosła oczu,
przysiadła się bez słowa do mojego stolika,
bez spojrzenia,
bez uśmiechu.
o tej porze w barze
są wolne stoliki.
przesiadam się na miejsce zwolnione przez parę,
która właśnie wyszła.
dawno tu nie byłam.
moja ulubiona knajpa,
uznawana za kultową wśród wegetarian
wielkiego miasta.
gotują tu według pięciu przemian.
tak jak ja gotuję.
gotują od dziesięciu lat,
od tylu ilu mieszkam w wielkim mieście.
na wszystkich ścianach kolorowe freski,
smoki, tygrys, kwiaty,
na różowym suficie złote gwiazdy.
obrusy przeraźliwie wzorzyste i pomięte.
krzesła i stoły z demobilu.
w kącie pianino,
stare, pewnie rozstrojone.
muzyka gra cicho z głośników.
kelnerki tupią obcasami o kamienną podłogę.
soczewica po hindusku,
z ryżem i orzeszkami ziemnymi,
mocno zapieczona,
z curry i kolendrą.
ciągle jeszcze mi smakuje.
dawno tu nie byłam.
smakuję, nie śpiesząc się.
nie lubię.
wolę siedzieć sama
i wsłuchiwać się w rozmowy toczące się obok.
czy poznali się dzisiaj, czy wczoraj,
czy znają się od roku.
kobieta z depresją
nie podniosła oczu,
przysiadła się bez słowa do mojego stolika,
bez spojrzenia,
bez uśmiechu.
o tej porze w barze
są wolne stoliki.
przesiadam się na miejsce zwolnione przez parę,
która właśnie wyszła.
dawno tu nie byłam.
moja ulubiona knajpa,
uznawana za kultową wśród wegetarian
wielkiego miasta.
gotują tu według pięciu przemian.
tak jak ja gotuję.
gotują od dziesięciu lat,
od tylu ilu mieszkam w wielkim mieście.
na wszystkich ścianach kolorowe freski,
smoki, tygrys, kwiaty,
na różowym suficie złote gwiazdy.
obrusy przeraźliwie wzorzyste i pomięte.
krzesła i stoły z demobilu.
w kącie pianino,
stare, pewnie rozstrojone.
muzyka gra cicho z głośników.
kelnerki tupią obcasami o kamienną podłogę.
soczewica po hindusku,
z ryżem i orzeszkami ziemnymi,
mocno zapieczona,
z curry i kolendrą.
ciągle jeszcze mi smakuje.
dawno tu nie byłam.
smakuję, nie śpiesząc się.
wtorek, 24 kwietnia 2012
procent
rozliczenie podatkowe gotowe,
jeden procent podatku przekazany.
w tym roku przekazałam swój procent
fundacji rak'n'roll.
w poprzednich latach były to fundacje:
AKOGO? Ewy Błaszczyk i MIMO WSZYSTKO Anny Dymnej.
jak podaje Ministerstwo Finansów,
liczba podatników, którzy w ubiegłorocznych zeznaniach
wpisali w odpowiednie pole numer KRS
wybranej przez siebie organizacji,
wyniosła jedynie 38% ogółu podatników.
dzięki ich dyspozycjom w roku 2010
fiskus przekazał organizacjom pozarządowym
ponad 357 milionów złotych.
najważniejszy jest sam fakt oddania
jednego procentu podatku dochodowego
dla organizacji pożytku publicznego.
pieniądze nie wpadną do czarnej dziury budżetu,
tylko wspomogą potrzebujących.
może to być najlepiej wydany procent naszego podatku.
jeden procent podatku przekazany.
w tym roku przekazałam swój procent
fundacji rak'n'roll.
w poprzednich latach były to fundacje:
AKOGO? Ewy Błaszczyk i MIMO WSZYSTKO Anny Dymnej.
jak podaje Ministerstwo Finansów,
liczba podatników, którzy w ubiegłorocznych zeznaniach
wpisali w odpowiednie pole numer KRS
wybranej przez siebie organizacji,
wyniosła jedynie 38% ogółu podatników.
dzięki ich dyspozycjom w roku 2010
fiskus przekazał organizacjom pozarządowym
ponad 357 milionów złotych.
najważniejszy jest sam fakt oddania
jednego procentu podatku dochodowego
dla organizacji pożytku publicznego.
pieniądze nie wpadną do czarnej dziury budżetu,
tylko wspomogą potrzebujących.
może to być najlepiej wydany procent naszego podatku.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
dieta
wiosna i lato to idealna pora
na zmiany w odżywianiu.
moje ciało ich potrzebuje.
szukam czegoś nowego.
na diecie wegetariańskiej jestem
od kilkunastu lat.
podstawą mojej diety są owoce i warzywa,
ale też razowy chleb, ryż i makaron.
ideą surowego jedzenia
zainteresowałam się kilka lat temu.
kocham surowizny,
kocham surowe warzywa i owoce.
kocham soki, sałatki, szejki.
nigdy wcześniej nie zdecydowałam się
przejść na witarianizm.
jednak w tym roku chciałabym zobaczyć
jak to jest być tylko na surowym.
w moich dzisiejszych posiłkach
stosunek przetworzonych produktów
(chleb, masło, ser)
do surowych wyniósł około 1:1.
póki nie ma świeżych owoców
będę trzymać się tej proporcji.
później zwiększę ilość surowizny.
uwielbiam smak surowego jedzenia.
uwielbiam też podpatrywać witarian,
przygotowujących swoje posiłki.
na zmiany w odżywianiu.
moje ciało ich potrzebuje.
szukam czegoś nowego.
na diecie wegetariańskiej jestem
od kilkunastu lat.
podstawą mojej diety są owoce i warzywa,
ale też razowy chleb, ryż i makaron.
ideą surowego jedzenia
zainteresowałam się kilka lat temu.
kocham surowizny,
kocham surowe warzywa i owoce.
kocham soki, sałatki, szejki.
nigdy wcześniej nie zdecydowałam się
przejść na witarianizm.
jednak w tym roku chciałabym zobaczyć
jak to jest być tylko na surowym.
w moich dzisiejszych posiłkach
stosunek przetworzonych produktów
(chleb, masło, ser)
do surowych wyniósł około 1:1.
póki nie ma świeżych owoców
będę trzymać się tej proporcji.
później zwiększę ilość surowizny.
uwielbiam smak surowego jedzenia.
uwielbiam też podpatrywać witarian,
przygotowujących swoje posiłki.
niedziela, 22 kwietnia 2012
sobota, 21 kwietnia 2012
koniec
dzisiaj mógłby być koniec świata.
dzisiaj, jutro lub pojutrze.
ale go nie będzie.
nie będzie końca świata dzisiaj.
nie będzie go jutro,
nie będzie pojutrze.
na przekór katastroficznym prorokom,
obmyślającym nowe daty końca świata,
i tym, którzy w kataklizmie upatrują wyzwolenia,
końca świata nie będzie.
jeśli kiedykolwiek nastąpi taki dzień,
że świat zechce zmienić formę,
odbędzie się to tak,
że nie dostrzeżemy tej zmiany wcale.
ten dzień będzie dla nas taki sam jak każdy inny,
zwyczajny, szary lub słoneczny dzień.
jedynym pewnym końcem świata jest nasz prywatny koniec.
ten może zdarzyć się już dziś,
może jutro, lub pojutrze.
najpewniejszy koniec jaki jest,
i który zawsze kończy się sukcesem.
W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Czesław Miłosz, Piosenka o końcu świata
oczywiście można podejść do końca świata i tak,
jeśli ktoś o takim końcu marzy.
piątek, 20 kwietnia 2012
znaleziska
znaleziska z ulubionego portalu:
As saying goes; a girl is usually weak
but a mother is always strong.
Love is not a SIN, love is SACRED, no matter if you are gay or straight.
You were created that way and have a right to be yourself and happy,
as long as you are breathing. Wish all the best for you.
I just noticed something.
Most middle-eastern individuals have really nice eyes.
Dear YT please remove dislike button from all his songs
and replace it with awesome button,
those poor people are miss-guided!
If you like this movie, please buy the original DVD.
As saying goes; a girl is usually weak
but a mother is always strong.
Love is not a SIN, love is SACRED, no matter if you are gay or straight.
You were created that way and have a right to be yourself and happy,
as long as you are breathing. Wish all the best for you.
I just noticed something.
Most middle-eastern individuals have really nice eyes.
Dear YT please remove dislike button from all his songs
and replace it with awesome button,
those poor people are miss-guided!
If you like this movie, please buy the original DVD.
czwartek, 19 kwietnia 2012
dedykacje
wiersz którego nie ma.
zamiast niego są dedykacje,
dziesiątki dedykacji.
nieskończona ilość dedykacji.
autorka Ambar Past nie zapomina o nikim,
każdemu chce ofiarować swój wiersz.
pochyla się nad każdym istnieniem.
zna wartość życia.
wiersz o ludziach, o uczuciach.
odnoszę wrażenie,
że sama autorka była już wszystkimi osobami,
którym dedykuje wiersz.
zdaje mi się,
że ja też już nimi byłam,
tymi wszystkimi kobietami i mężczyznami,
starcami i dziećmi,
byłam, jestem i będę.
wiersz zdaje się nie mieć końca,
przytaczam jedynie jego fragment.
Dedykuję ten wiersz mężczyznom którzy nigdy się ze mną nie przespali
dzieciom których nigdy nie miałam
wierszom których nikt nie napisał
Dedykuję ten wiersz matkom które nie kochały swych dzieci
Tym co pomarły samotnie w hotelu
i nikt im nie towarzyszył
Dedykuję ten wiersz autorowi graffiti na murach
Mężczyźnie i kobiecie
Bezimiennemu na torturach
Temu co nawet swego nie zdradził imienia
Dedykuję ten wiersz tym co krzyczą z bólu
Także położnicom
I krzykaczom na dworcu autobusowym
przy portalach bramy wejściowej na targowisko
Dedykuję ten wiersz samobójcom
Zapomnianym poetom
pokutującym w jakiejś antologii
Temu co myje trupy w kostnicy
Kobietom które sypiają ze wszystkimi
Tym co zawsze kładą się do łóżka samotnie
Dedykuję ten wiersz kumom i kumplom
którzy uprawiają miłość jakby byli z kamienia
Tym którzy obmywają się wodą z filiżanki
w Wielki Piątek i zamieniają się w ryby
Człowiekowi który chciał stać się krukiem
i tym wszystkim którym się śni że potrafią latać
Dedykuję ten wiersz Panu Gwiaździstej Nocy
Ognistemu Ptakowi
Szlochającym Muchom
i Zielonym Deszczom
Strażnikowi Miodu
Wspólnocie Braci Mniejszych
Człowiekowi w Masce która płacze
Chropowatemu Ślimakowi Ziemi
Wodzie Tryskającej z Czterech Stron Świata
Zbieraczowi Kory Drzewnej na Wino Ceremonialne
Dedykuję mój wiersz tym co grają na flecie i biją w bęben przed praniem
bielizny w oczku wodnym
Tej co pluszcze się w górskim wodospadzie a włosy płucze wywarem
z lilii
Tej co karmi piersią swe dziecko podczas zbiorów trzciny cukrowej
Tym co szukają tęczy w oleistej kałuży
Wioślarzom których ramiona śpiewają
Tym co podstawiają napój z kukurydzy pod deszcz żeby wypłukać
z niego wapno
Tym co wodą napełniają dzbany
i przemierzają autostrady
Dziewczynce która zobaczyła świetliki
Dziewczynce z latarką w ręku
Dzieciom które skaczą po tlącym się ściernisku
Tym co biegają po ogniu
Tym co chowają swych zmarłych pod podłogą w kuchni
i śpiewają pośród szczątków
Temu co chce oszukać swą śmierć w łóżkach nieboszczyków
Temu co schodzi z gór aby nie poparzyły go gwiazdy
Temu co chwyta śmierć za rękę i prosi ją do tańca
Tym co mają wiele synowych i noszą iguany we włosach
Czarnoskórym sprzedawcom lodów na ziemi gorącej
Poławiaczom krewetek witającym o świcie kometę
Temu co podwija koszulę i woła o siekierę
Tej co sprzedaje tamales z rozmaitym farszem
Tym co zrywają kukurydzę żeby zjadać ją na surowo
i uwiązują za ogon psa – złodzieja kurczaków
Tym co potrząsają kastanietami
i zabijają z miłości
Tym co chowają się w mysią dziurę na pogrzebie przyjaciela
Poecie który nie potrafi zejść z dachu bo jest za bardzo zakochany
Temu co robi ile może
Dedykuję ten wiersz tym co nie chodzą do kawiarni
ani na basen nie umieją rozmawiać przez telefon
Tym co nie przestępują progu banków
i nie pokazują się w telewizji
Tym co chodzą do wieczorowej podstawówki
i otrzymują listy miłosne z błędami ortograficznymi
Poetom którzy nie napiszą żadnego wiersza
Kelnerom przełykającym swoje poczucie godności
Staruszkom piorącym cudze ubrania
tym co nie mają odwagi powiedzieć tego co myślą
ani podnieść głosu
Tym co nie odważą się być szczęśliwe bez zgody mężczyzny
Tym co śpią gdzie popadnie a w tłumie nie pisną ani słowa (...)
Ambar Past, Dedykacje,
w tłumaczeniu Krystyny Rodowskiej,
Umocz wargi w kamieniu, PRZEKŁADY Z POETÓW LATYNOAMERYKAŃSKICH
okładka książki Amber Past
pt. Conjuros y ebriedades : cantos de mujeres mayas,
wydana w Meksyku w 1997.
wymowna w mocy.
zamiast niego są dedykacje,
dziesiątki dedykacji.
nieskończona ilość dedykacji.
autorka Ambar Past nie zapomina o nikim,
każdemu chce ofiarować swój wiersz.
pochyla się nad każdym istnieniem.
zna wartość życia.
wiersz o ludziach, o uczuciach.
odnoszę wrażenie,
że sama autorka była już wszystkimi osobami,
którym dedykuje wiersz.
zdaje mi się,
że ja też już nimi byłam,
tymi wszystkimi kobietami i mężczyznami,
starcami i dziećmi,
byłam, jestem i będę.
wiersz zdaje się nie mieć końca,
przytaczam jedynie jego fragment.
Dedykuję ten wiersz mężczyznom którzy nigdy się ze mną nie przespali
dzieciom których nigdy nie miałam
wierszom których nikt nie napisał
Dedykuję ten wiersz matkom które nie kochały swych dzieci
Tym co pomarły samotnie w hotelu
i nikt im nie towarzyszył
Dedykuję ten wiersz autorowi graffiti na murach
Mężczyźnie i kobiecie
Bezimiennemu na torturach
Temu co nawet swego nie zdradził imienia
Dedykuję ten wiersz tym co krzyczą z bólu
Także położnicom
I krzykaczom na dworcu autobusowym
przy portalach bramy wejściowej na targowisko
Dedykuję ten wiersz samobójcom
Zapomnianym poetom
pokutującym w jakiejś antologii
Temu co myje trupy w kostnicy
Kobietom które sypiają ze wszystkimi
Tym co zawsze kładą się do łóżka samotnie
Dedykuję ten wiersz kumom i kumplom
którzy uprawiają miłość jakby byli z kamienia
Tym którzy obmywają się wodą z filiżanki
w Wielki Piątek i zamieniają się w ryby
Człowiekowi który chciał stać się krukiem
i tym wszystkim którym się śni że potrafią latać
Dedykuję ten wiersz Panu Gwiaździstej Nocy
Ognistemu Ptakowi
Szlochającym Muchom
i Zielonym Deszczom
Strażnikowi Miodu
Wspólnocie Braci Mniejszych
Człowiekowi w Masce która płacze
Chropowatemu Ślimakowi Ziemi
Wodzie Tryskającej z Czterech Stron Świata
Zbieraczowi Kory Drzewnej na Wino Ceremonialne
Dedykuję mój wiersz tym co grają na flecie i biją w bęben przed praniem
bielizny w oczku wodnym
Tej co pluszcze się w górskim wodospadzie a włosy płucze wywarem
z lilii
Tej co karmi piersią swe dziecko podczas zbiorów trzciny cukrowej
Tym co szukają tęczy w oleistej kałuży
Wioślarzom których ramiona śpiewają
Tym co podstawiają napój z kukurydzy pod deszcz żeby wypłukać
z niego wapno
Tym co wodą napełniają dzbany
i przemierzają autostrady
Dziewczynce która zobaczyła świetliki
Dziewczynce z latarką w ręku
Dzieciom które skaczą po tlącym się ściernisku
Tym co biegają po ogniu
Tym co chowają swych zmarłych pod podłogą w kuchni
i śpiewają pośród szczątków
Temu co chce oszukać swą śmierć w łóżkach nieboszczyków
Temu co schodzi z gór aby nie poparzyły go gwiazdy
Temu co chwyta śmierć za rękę i prosi ją do tańca
Tym co mają wiele synowych i noszą iguany we włosach
Czarnoskórym sprzedawcom lodów na ziemi gorącej
Poławiaczom krewetek witającym o świcie kometę
Temu co podwija koszulę i woła o siekierę
Tej co sprzedaje tamales z rozmaitym farszem
Tym co zrywają kukurydzę żeby zjadać ją na surowo
i uwiązują za ogon psa – złodzieja kurczaków
Tym co potrząsają kastanietami
i zabijają z miłości
Tym co chowają się w mysią dziurę na pogrzebie przyjaciela
Poecie który nie potrafi zejść z dachu bo jest za bardzo zakochany
Temu co robi ile może
Dedykuję ten wiersz tym co nie chodzą do kawiarni
ani na basen nie umieją rozmawiać przez telefon
Tym co nie przestępują progu banków
i nie pokazują się w telewizji
Tym co chodzą do wieczorowej podstawówki
i otrzymują listy miłosne z błędami ortograficznymi
Poetom którzy nie napiszą żadnego wiersza
Kelnerom przełykającym swoje poczucie godności
Staruszkom piorącym cudze ubrania
tym co nie mają odwagi powiedzieć tego co myślą
ani podnieść głosu
Tym co nie odważą się być szczęśliwe bez zgody mężczyzny
Tym co śpią gdzie popadnie a w tłumie nie pisną ani słowa (...)
Ambar Past, Dedykacje,
w tłumaczeniu Krystyny Rodowskiej,
Umocz wargi w kamieniu, PRZEKŁADY Z POETÓW LATYNOAMERYKAŃSKICH
okładka książki Amber Past
pt. Conjuros y ebriedades : cantos de mujeres mayas,
wydana w Meksyku w 1997.
wymowna w mocy.
środa, 18 kwietnia 2012
dzwonek
od kilku dni telefon dzwoniący w domu
przypomina nam o świętach.
o świętach zimowych,
świętach bożego narodzenia.
za sprawą Młodej, czy raczej sprawką,
motyw jingle bells został ustawiony
jako dzwonek telefonu domowego.
z każdym dzwonkiem w domu jest bardziej świątecznie.
śnieg prawie pada za oknem,
choinka pachnie w salonie,
pod nią piętrzą się prezenty.
w takt muzyki w kuchni
mieszają się odświętne smaki i zapachy.
rosną pragnienia i oczekiwania.
jeden dzwonek.
i nieustające święta przez cały rok.
przypomina nam o świętach.
o świętach zimowych,
świętach bożego narodzenia.
za sprawą Młodej, czy raczej sprawką,
motyw jingle bells został ustawiony
jako dzwonek telefonu domowego.
z każdym dzwonkiem w domu jest bardziej świątecznie.
śnieg prawie pada za oknem,
choinka pachnie w salonie,
pod nią piętrzą się prezenty.
w takt muzyki w kuchni
mieszają się odświętne smaki i zapachy.
rosną pragnienia i oczekiwania.
jeden dzwonek.
i nieustające święta przez cały rok.
wtorek, 17 kwietnia 2012
porozumienie
porozumienie dusz między pokoleniami.
rozmawiamy o poezji.
dla Młodej Bursa to objawienie.
klnie tak prawdziwie i naturalnie.
dla mnie to poezja zbyt młodzieżowa
i anachroniczna zarazem.
młodszej generacji podoba się:
Pantofelek i Modlitwa dziękczynna z wymówką,
mój typ to Nadzieja.
Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.
Andrzej Bursa, Pantofelek
Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
Andrzej Bursa, Nadzieja
rozmawiamy o poezji.
dla Młodej Bursa to objawienie.
klnie tak prawdziwie i naturalnie.
dla mnie to poezja zbyt młodzieżowa
i anachroniczna zarazem.
młodszej generacji podoba się:
Pantofelek i Modlitwa dziękczynna z wymówką,
mój typ to Nadzieja.
Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.
Andrzej Bursa, Pantofelek
Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
Andrzej Bursa, Nadzieja
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
poniedziałek
wszystkie dni tygodnia lubię tak samo.
ale niektóre lubię bardziej od innych.
wśród moich ulubionych jest
piątek, sobota, niedziela
(wiadomo weekend)
i środa, dzień moich urodzin.
z pozostałych dni
poniedziałek niechlubnie wysuwa się na prowadzenie.
jego słabością jest to,
że następuje po weekendzie
i że jest dniem roboczym.
w poniedziałki
często jestem niewyspana.
tak jak dzisiaj.
dlatego dziś po pracy przemierzałam wielkie miasto
z zamkniętymi oczami.
dziesięć kroków w ciemności
i otwarcie oczu.
kilka kroków z otwartymi oczami
i kolejne dziesięć z zamkniętymi.
bardzo relaksujące.
ból głowy minął mi od razu.
mój rekord to osiemnaście kroków
z zamkniętymi oczami.
ale niektóre lubię bardziej od innych.
wśród moich ulubionych jest
piątek, sobota, niedziela
(wiadomo weekend)
i środa, dzień moich urodzin.
z pozostałych dni
poniedziałek niechlubnie wysuwa się na prowadzenie.
jego słabością jest to,
że następuje po weekendzie
i że jest dniem roboczym.
w poniedziałki
często jestem niewyspana.
tak jak dzisiaj.
dlatego dziś po pracy przemierzałam wielkie miasto
z zamkniętymi oczami.
dziesięć kroków w ciemności
i otwarcie oczu.
kilka kroków z otwartymi oczami
i kolejne dziesięć z zamkniętymi.
bardzo relaksujące.
ból głowy minął mi od razu.
mój rekord to osiemnaście kroków
z zamkniętymi oczami.
niedziela, 15 kwietnia 2012
siedzenie
Siedzę, aby zakotwiczyć swe życie w pewnych nastrojach,
zorganizować to życie wokół serca i umysłu,
i aby promieniować ku innym tym wszystkim, co odnalazłem.
I choć wstrząsają mną silne wichry,
powracam do tego podstawowego sposobu życia.
Why I Sit Paul R. Fleischman - psychiatra, nauczyciel Vipassany
zorganizować to życie wokół serca i umysłu,
i aby promieniować ku innym tym wszystkim, co odnalazłem.
I choć wstrząsają mną silne wichry,
powracam do tego podstawowego sposobu życia.
Why I Sit Paul R. Fleischman - psychiatra, nauczyciel Vipassany
sobota, 14 kwietnia 2012
dar
Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
Czesław Miłosz, Dar
dzień taki radosny.
słońce wstało wcześnie, pracowałam w domu.
szpaki przysiadły na gałęziach czereśni.
nie było rzeczy, którą chciałabym mieć,
nie było człowieka, którego życiem chciałabym żyć,
nie było innego miejsca na ziemi, w którym chciałabym być,
czułam się doskonale w swoim ciele,
wstając widziałam czarnozielone konary drzew i dachówki domów.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
Czesław Miłosz, Dar
dzień taki radosny.
słońce wstało wcześnie, pracowałam w domu.
szpaki przysiadły na gałęziach czereśni.
nie było rzeczy, którą chciałabym mieć,
nie było człowieka, którego życiem chciałabym żyć,
nie było innego miejsca na ziemi, w którym chciałabym być,
czułam się doskonale w swoim ciele,
wstając widziałam czarnozielone konary drzew i dachówki domów.
piątek, 13 kwietnia 2012
znużenie
Nuży mnie Miłość; w Rymie podniet już nie znajdę;
Tylko - ciekawa rzecz - z Pieniędzy wciąż mam frajdę.
Hilaire Belloc, Znużenie życiem,
w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
nuży mnie miłość,
w pracy podniet już nie znajdę,
tylko - ciekawa rzecz - z kina wciąż mam frajdę.
dziś oglądałam Nietykalnych.
bardzo dobra zabawa.
Tylko - ciekawa rzecz - z Pieniędzy wciąż mam frajdę.
Hilaire Belloc, Znużenie życiem,
w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
nuży mnie miłość,
w pracy podniet już nie znajdę,
tylko - ciekawa rzecz - z kina wciąż mam frajdę.
dziś oglądałam Nietykalnych.
bardzo dobra zabawa.
czwartek, 12 kwietnia 2012
łuk
święta minęły mi z filmem koreańskim.
obejrzałam wcześniej nieoglądane filmy
reżysera Kim Ki-duka:
łuk,
wiosna, lato, jesień, zima,
i raz jeszcze wcześniej widziane:
pusty dom,
samarytanka.
łuk to jeden z najdziwniejszych
i najpiękniejszych filmów,
jakie widziałam.
na barce żyją ze sobą stary rybak i młoda dziewczyna.
dziewczyna nie jest córką, ani wnuczką mężczyzny.
przez dziesięć lat nie zeszła na ląd ani razu.
starzec planuje poślubić ją
w dniu jej siedemnastych urodzin.
mężczyzna zajmuje się przepowiadaniem losu.
by poznać przyszłość strzela z łuku
do portretu Buddy,
przed huśtającą się na huśtawce dziewczyną.
na barce pojawia się młody mężczyzna.
czy dziewczyna odważy się uciec z młodzieńcem,
i wrócić do szukających ją rodziców,
czy zostanie ze starcem.
postać dziewczyny kojarzy mi się
z postacią porwanej i zniewolonej
Nataschy Kampusch, która nie ukrywała swojego
emocjonalnego stosunku do oprawcy.
niektórzy psychologowie uważają,
że jej uczucia wykraczały poza uczucia ofiar porwań,
i że w jej przypadku nie należy mówić
o tzw. syndromie sztokholmskim,
ale syndromie Nataschy Kampusch.
na podobny syndrom chorobowy
cierpi dziewczyna z łuku.
trudno przestać myśleć o tym filmie.
o twarzach aktorów, o muzyce.
podobnie jak o innych filmach tego reżysera.
polecam wszystkie.
wiosna też jest dziełem wybitnym.
o ciągłości losu,
o nieuchronności zdarzeń.
można w niej zobaczyć samego Kima,
który gra dorosłego mnicha.
dopiero teraz zauważyłam, że dobiłam setki.
z okazji setnego posta idę wznieść toast
lampką czerwonego wina.
sto lat!
obejrzałam wcześniej nieoglądane filmy
reżysera Kim Ki-duka:
łuk,
wiosna, lato, jesień, zima,
i raz jeszcze wcześniej widziane:
pusty dom,
samarytanka.
łuk to jeden z najdziwniejszych
i najpiękniejszych filmów,
jakie widziałam.
na barce żyją ze sobą stary rybak i młoda dziewczyna.
dziewczyna nie jest córką, ani wnuczką mężczyzny.
przez dziesięć lat nie zeszła na ląd ani razu.
starzec planuje poślubić ją
w dniu jej siedemnastych urodzin.
mężczyzna zajmuje się przepowiadaniem losu.
by poznać przyszłość strzela z łuku
do portretu Buddy,
przed huśtającą się na huśtawce dziewczyną.
na barce pojawia się młody mężczyzna.
czy dziewczyna odważy się uciec z młodzieńcem,
i wrócić do szukających ją rodziców,
czy zostanie ze starcem.
postać dziewczyny kojarzy mi się
z postacią porwanej i zniewolonej
Nataschy Kampusch, która nie ukrywała swojego
emocjonalnego stosunku do oprawcy.
niektórzy psychologowie uważają,
że jej uczucia wykraczały poza uczucia ofiar porwań,
i że w jej przypadku nie należy mówić
o tzw. syndromie sztokholmskim,
ale syndromie Nataschy Kampusch.
na podobny syndrom chorobowy
cierpi dziewczyna z łuku.
trudno przestać myśleć o tym filmie.
o twarzach aktorów, o muzyce.
podobnie jak o innych filmach tego reżysera.
polecam wszystkie.
wiosna też jest dziełem wybitnym.
o ciągłości losu,
o nieuchronności zdarzeń.
można w niej zobaczyć samego Kima,
który gra dorosłego mnicha.
dopiero teraz zauważyłam, że dobiłam setki.
z okazji setnego posta idę wznieść toast
lampką czerwonego wina.
sto lat!
środa, 11 kwietnia 2012
bóg
Jeżeli tedy nie uczynisz się równy Bogu, nie zdołasz pojąć Boga.
Gdyż podobne jest poznawane przez podobne.
Wyrwij się z tego, co cielesne,
i urośnij na miarę tego ogromu, który jest bez miary.
Wznieś się ponad wszelki czas i stań się wieczny, wtedy pojmiesz Boga.
Pomyśl, że także dla ciebie nie ma niemożliwości.
Zważ, że ty także jesteś nieśmiertelny
i że jesteś zdolny objąć wszystkie rzeczy myślą,
poznać wszelką umiejętność i wszelką naukę.
Znajdź swój dom w legowisku wszelkiego żywego stworzenia.
Bądź wyższy niż wszelka wysokość i niższy niż wszelkie głębiny.
Zbierz w sobie wszystkie sprzeczne właściwości,
chłód i gorąco, suchość i płynność.
Myśl, że jesteś równocześnie wszędzie, na lądzie, na morzu, w niebie.
Myśl, że jeszcze nie zostałeś poczęty,
że jesteś jeszcze w łonie matki,
że jesteś młody, że jesteś stary,
że umarłeś, że jesteś w świecie pozagrobowym.
Obejmij myślą to wszystko równocześnie,
wszystkie czasy i miejsca,
wszystkie substancje i cechy, i wielkości razem.
Wtedy będziesz mógł pojąć Boga.
Ale jeżeli zamkniesz swoją duszę w ciele
i będziesz siebie poniżać, mówiąc:
Nic nie wiem, nie nie mogę,
boję się ziemi i morza,
nie mogę wznieść się do nieba,
nie wiem, czym byłem ani czym będę -
wtedy co masz z Bogiem wspólnego?
Dziękuję Panu Czesławowi Miłoszowi
za znalezienie tego pięknego cytatu,
za przetłumaczenie i zamieszczenie go w tomiku Nieobjęta ziemia.
Gdyż podobne jest poznawane przez podobne.
Wyrwij się z tego, co cielesne,
i urośnij na miarę tego ogromu, który jest bez miary.
Wznieś się ponad wszelki czas i stań się wieczny, wtedy pojmiesz Boga.
Pomyśl, że także dla ciebie nie ma niemożliwości.
Zważ, że ty także jesteś nieśmiertelny
i że jesteś zdolny objąć wszystkie rzeczy myślą,
poznać wszelką umiejętność i wszelką naukę.
Znajdź swój dom w legowisku wszelkiego żywego stworzenia.
Bądź wyższy niż wszelka wysokość i niższy niż wszelkie głębiny.
Zbierz w sobie wszystkie sprzeczne właściwości,
chłód i gorąco, suchość i płynność.
Myśl, że jesteś równocześnie wszędzie, na lądzie, na morzu, w niebie.
Myśl, że jeszcze nie zostałeś poczęty,
że jesteś jeszcze w łonie matki,
że jesteś młody, że jesteś stary,
że umarłeś, że jesteś w świecie pozagrobowym.
Obejmij myślą to wszystko równocześnie,
wszystkie czasy i miejsca,
wszystkie substancje i cechy, i wielkości razem.
Wtedy będziesz mógł pojąć Boga.
Ale jeżeli zamkniesz swoją duszę w ciele
i będziesz siebie poniżać, mówiąc:
Nic nie wiem, nie nie mogę,
boję się ziemi i morza,
nie mogę wznieść się do nieba,
nie wiem, czym byłem ani czym będę -
wtedy co masz z Bogiem wspólnego?
Dziękuję Panu Czesławowi Miłoszowi
za znalezienie tego pięknego cytatu,
za przetłumaczenie i zamieszczenie go w tomiku Nieobjęta ziemia.
wtorek, 10 kwietnia 2012
życie
Nie ma i nie może być nic droższego
dla jakiejkolwiek rozumnej istoty niż życie...
Śmierć to dziwadło,
odrywające widza od wielkiej sceny,
zanim skończy się sztuka,
która go nieskończenie interesuje.
Casanova, Pamiętniki
Jacek Kaczmarski,
dokładnie osiem lat temu został oderwany od wielkiej sceny.
dla jakiejkolwiek rozumnej istoty niż życie...
Śmierć to dziwadło,
odrywające widza od wielkiej sceny,
zanim skończy się sztuka,
która go nieskończenie interesuje.
Casanova, Pamiętniki
Jacek Kaczmarski,
dokładnie osiem lat temu został oderwany od wielkiej sceny.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
stop
okazuje się, że molestowanie
jest nie tylko domeną kościoła katolickiego.
społecznościom buddyjskim
problem ten też nie jest obcy.
polska społeczność buddyjska
zdecydowanie przeciwstawia się temu zjawisku.
w ramach działań wspierających
ofiary molestowania powstał
portal Budda zatroskany molestowanie.
jest nie tylko domeną kościoła katolickiego.
społecznościom buddyjskim
problem ten też nie jest obcy.
polska społeczność buddyjska
zdecydowanie przeciwstawia się temu zjawisku.
w ramach działań wspierających
ofiary molestowania powstał
portal Budda zatroskany molestowanie.
niedziela, 8 kwietnia 2012
zajączka
w moim domu prezenty wielkanocne przynosi Zajączka.
dziś rano Zajączka przyniosła mi
książkę Stinga TEKSTY I PRZEKŁADY,
w tłumaczeniu Lesława Halińskiego.
miło czyta się komentarze Stinga do piosenek.
ciekawe i poetyckie.
fajnie czyta się też teksty piosenek po angielsku.
jest w nich muzyka.
książka ma piękną oprawę graficzną.
co do tłumaczeń z języka angielskiego,
trudno jest mi je ocenić.
niektóre wydają się brzmieć dobrze.
Sting w przedmowie do książki pisze,
że teksty i muzyka są wzajemnie od siebie zależne.
podobna relacja zachodzi pomiędzy ubraniem i manekinem,
po oddzieleniu ich od siebie,
zostaje naga kukła i sterta materiału.
dalej zadaje sobie pytanie:
czy teksty jego piosenek to poezja,
czy może coś zupełnie innego.
chociaż nigdy nie uznawał się za poetę,
ta książka wygląda jak tomik wierszy.
w końcu obwieszcza:
Wkraczam więc oto, nieco strwożony,
na terytorium czystej poezji.
podoba mi się wiele utworów zamieszczonych w książce,
wśród nich między innymi:
wyrwa w moim życiu,
niech przyjdzie noc,
pragnienie śmierci,
bądź spokojne serce moje.
ich tytuły same układają się w wiersz.
fragment jednej z piosenek,
będącej nieformalnym hymnem
ruchu ekologicznego, wykorzystywanej także
przez amerykańskie rozgłośnie radiowe
jako ilustracja muzyczna tragedii z 11 września:
Jeśli krew popłynie, gdy ciało zespoli się ze stalą
I zaschnie w świetle zachodzącego słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje plamy
Lecz w naszych umysłach zostanie ślad
Być może ten ostatni akt
Miał rozstrzygnąć odwieczny spór
Przemoc niczemu nie służy i nigdy nie służyła
Tym, co się zrodzili pod gniewną gwiazdą
Przypomina o naszej kruchości
Deszcz wciąż będzie padał
Jak łzy z gwiazdy, jak łzy z gwiazdy
Deszcz wciąż będzie nam przypominał
O naszej kruchości, o naszej kruchości
Sting, KRUCHOŚĆ, w tłumaczeniu Lesława Halińskiego
dziś rano Zajączka przyniosła mi
książkę Stinga TEKSTY I PRZEKŁADY,
w tłumaczeniu Lesława Halińskiego.
miło czyta się komentarze Stinga do piosenek.
ciekawe i poetyckie.
fajnie czyta się też teksty piosenek po angielsku.
jest w nich muzyka.
książka ma piękną oprawę graficzną.
co do tłumaczeń z języka angielskiego,
trudno jest mi je ocenić.
niektóre wydają się brzmieć dobrze.
Sting w przedmowie do książki pisze,
że teksty i muzyka są wzajemnie od siebie zależne.
podobna relacja zachodzi pomiędzy ubraniem i manekinem,
po oddzieleniu ich od siebie,
zostaje naga kukła i sterta materiału.
dalej zadaje sobie pytanie:
czy teksty jego piosenek to poezja,
czy może coś zupełnie innego.
chociaż nigdy nie uznawał się za poetę,
ta książka wygląda jak tomik wierszy.
w końcu obwieszcza:
Wkraczam więc oto, nieco strwożony,
na terytorium czystej poezji.
podoba mi się wiele utworów zamieszczonych w książce,
wśród nich między innymi:
wyrwa w moim życiu,
niech przyjdzie noc,
pragnienie śmierci,
bądź spokojne serce moje.
ich tytuły same układają się w wiersz.
fragment jednej z piosenek,
będącej nieformalnym hymnem
ruchu ekologicznego, wykorzystywanej także
przez amerykańskie rozgłośnie radiowe
jako ilustracja muzyczna tragedii z 11 września:
Jeśli krew popłynie, gdy ciało zespoli się ze stalą
I zaschnie w świetle zachodzącego słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje plamy
Lecz w naszych umysłach zostanie ślad
Być może ten ostatni akt
Miał rozstrzygnąć odwieczny spór
Przemoc niczemu nie służy i nigdy nie służyła
Tym, co się zrodzili pod gniewną gwiazdą
Przypomina o naszej kruchości
Deszcz wciąż będzie padał
Jak łzy z gwiazdy, jak łzy z gwiazdy
Deszcz wciąż będzie nam przypominał
O naszej kruchości, o naszej kruchości
Sting, KRUCHOŚĆ, w tłumaczeniu Lesława Halińskiego
sobota, 7 kwietnia 2012
kolorowo
dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem porządków
i świątecznych przygotowań.
cała rodzina, za wyjątkiem Principessy,
osłabionej atakiem wirusa,
sprzątała domostwo.
odkurzało się podłogi i dywany,
czyściło świeczniki,
wycierało kurze z półek i parapetów,
myło się łazienki,
przecierało szyby okien od wewnątrz
(bo zimno i śnieg),
robiło się pranie,
rozwieszało pranie.
a gdy wszystko już było wysprzątane,
i mieszkanie pachniało świętami,
rozpoczęło się wielkie gotowanie.
i już nie mogłam się dostać do kuchni.
- ciebie nie wpuszczają, bo nie lubią dyrygentów!
- oni lubią tylko muzykę.
kolorowych świąt.
błękitnych,
zielonych,
żółtych,
różowych,
pomarańczowych
świąt.
błękitnych jak niebo,
zielonych jak wiosenna trawa,
żółtych jak żonkile i tulipany,
różowych jak policzki dziecka,
pomarańczowych jak mandarynki.
i świątecznych przygotowań.
cała rodzina, za wyjątkiem Principessy,
osłabionej atakiem wirusa,
sprzątała domostwo.
odkurzało się podłogi i dywany,
czyściło świeczniki,
wycierało kurze z półek i parapetów,
myło się łazienki,
przecierało szyby okien od wewnątrz
(bo zimno i śnieg),
robiło się pranie,
rozwieszało pranie.
a gdy wszystko już było wysprzątane,
i mieszkanie pachniało świętami,
rozpoczęło się wielkie gotowanie.
i już nie mogłam się dostać do kuchni.
- ciebie nie wpuszczają, bo nie lubią dyrygentów!
- oni lubią tylko muzykę.
kolorowych świąt.
błękitnych,
zielonych,
żółtych,
różowych,
pomarańczowych
świąt.
błękitnych jak niebo,
zielonych jak wiosenna trawa,
żółtych jak żonkile i tulipany,
różowych jak policzki dziecka,
pomarańczowych jak mandarynki.
piątek, 6 kwietnia 2012
legalizm
jestem kompletnie zdezorientowana
jeśli chodzi o to co jest legalne
a co nie jest w sieci.
co można oglądać,
a czego nie można,
co można skopiować,
a czego nie można,
co można ściągnąć,
a czego nie można,
co można cytować,
a czego nie można.
zamknięto portale umożliwiające oglądanie filmów.
jednocześnie prawie wszystko można zobaczyć teraz
w sieci bez najmniejszych problemów.
on line ostatnio widziałam:
skafander i motyl,
zapiski z toskanii,
inna siostra,
lope.
filmy, których nie udało mi się zobaczyć w kinach,
ani telewizji.
oczywiście gdyby nie ulubiony mój portal,
nie zobaczyłabym ich nigdy.
i może nic by się nie stało,
książkę na podstawie,
której nakręcono film pierwszy czytałam,
drugi film nie jest dziełem wybitnym,
podobny do miliona innych,
trzeci może kiedyś wypatrzyłabym w telewizji.
najgorzej z tym czwartym,
nie był u nas wyświetlany w kinach,
więc i na dvd pewnie też się nie pojawi.
a co zyskaliby producenci z mojego nieoglądania.
jaką odnieśliby korzyść.
czy moja nieznajomość tych filmów
przyniosłaby im zysk?
jakiej wielkości byłyby to profity?
zyski, których nie ma,
mniejsze czy większe od moich strat?
a jakie byłyby straty twórców,
gdyby ich dzieła,
nie dotarły do wszystkich odbiorców.
niezadowolenie,
niespełnienie,
cierpienie,
a może żal,
że nie trafiły pod strzechy?
jeśli chodzi o to co jest legalne
a co nie jest w sieci.
co można oglądać,
a czego nie można,
co można skopiować,
a czego nie można,
co można ściągnąć,
a czego nie można,
co można cytować,
a czego nie można.
zamknięto portale umożliwiające oglądanie filmów.
jednocześnie prawie wszystko można zobaczyć teraz
w sieci bez najmniejszych problemów.
on line ostatnio widziałam:
skafander i motyl,
zapiski z toskanii,
inna siostra,
lope.
filmy, których nie udało mi się zobaczyć w kinach,
ani telewizji.
oczywiście gdyby nie ulubiony mój portal,
nie zobaczyłabym ich nigdy.
i może nic by się nie stało,
książkę na podstawie,
której nakręcono film pierwszy czytałam,
drugi film nie jest dziełem wybitnym,
podobny do miliona innych,
trzeci może kiedyś wypatrzyłabym w telewizji.
najgorzej z tym czwartym,
nie był u nas wyświetlany w kinach,
więc i na dvd pewnie też się nie pojawi.
a co zyskaliby producenci z mojego nieoglądania.
jaką odnieśliby korzyść.
czy moja nieznajomość tych filmów
przyniosłaby im zysk?
jakiej wielkości byłyby to profity?
zyski, których nie ma,
mniejsze czy większe od moich strat?
a jakie byłyby straty twórców,
gdyby ich dzieła,
nie dotarły do wszystkich odbiorców.
niezadowolenie,
niespełnienie,
cierpienie,
a może żal,
że nie trafiły pod strzechy?
czwartek, 5 kwietnia 2012
zupa
zachwyciła mnie prostotą przygotowania.
zupa z cukinii.
krem.
trzy, cztery cukinie pokrojone w plastry
duszę z cebulą i oliwą w żeliwnym garnku.
po kilku minutach dodaję wodę.
gotuję kilka minut.
całość miksuję blenderem,
dodając wcześniej kilka garści ziaren słonecznika,
i jeden kubeczek prawdziwej śmietany.
pycha.
wrogowie cukinii się nią zajadają,
nie orientując się wcale, że cukinia
jest głównym składnikiem tej zupy.
ze względu na nich nazwałam tę zupę seledynową.
zupa z cukinii.
krem.
trzy, cztery cukinie pokrojone w plastry
duszę z cebulą i oliwą w żeliwnym garnku.
po kilku minutach dodaję wodę.
gotuję kilka minut.
całość miksuję blenderem,
dodając wcześniej kilka garści ziaren słonecznika,
i jeden kubeczek prawdziwej śmietany.
pycha.
wrogowie cukinii się nią zajadają,
nie orientując się wcale, że cukinia
jest głównym składnikiem tej zupy.
ze względu na nich nazwałam tę zupę seledynową.
środa, 4 kwietnia 2012
reklama
czas rozliczeń podatkowych.
świąteczny czas.
czas obdarowywania
jednym procentem podatku.
wśród potrzebujących
fundacja rak'n'roll.
oto jej kampania reklamowa,
z piękną Chustką w roli głównej.
świąteczny czas.
czas obdarowywania
jednym procentem podatku.
wśród potrzebujących
fundacja rak'n'roll.
oto jej kampania reklamowa,
z piękną Chustką w roli głównej.
wtorek, 3 kwietnia 2012
praca
kolejna wizyta u dentysty.
ból budzi mnie w nocy
nie wiem gdzie dokładnie boli
wiem tylko która strona
nie wiem czy góra czy dół
reaguje na słodko.
a to już coś, coś wiemy.
zgorzel
gangrena
czyli zakażenie bakteriami beztlenowymi
polega na obumarciu, rozpadzie
a następnie gniciu tkanek w żywym organizmie.
z tego powodu kiedyś najczęściej amputowano kończyny.
zgorzel zęba pachnie charakterystycznie.
dentyści żartują,
że doświadczony stomatolog
wyczuje zgorzel zęba po zapachu z drugiego gabinetu.
oprócz dentystów
zachowaniu naszego zdrowia
służy praca komórek naprawczych.
tych miliony milionów
nie dba czy dzień czy noc,
pracuje.
ból budzi mnie w nocy
nie wiem gdzie dokładnie boli
wiem tylko która strona
nie wiem czy góra czy dół
reaguje na słodko.
a to już coś, coś wiemy.
zgorzel
gangrena
czyli zakażenie bakteriami beztlenowymi
polega na obumarciu, rozpadzie
a następnie gniciu tkanek w żywym organizmie.
z tego powodu kiedyś najczęściej amputowano kończyny.
zgorzel zęba pachnie charakterystycznie.
dentyści żartują,
że doświadczony stomatolog
wyczuje zgorzel zęba po zapachu z drugiego gabinetu.
oprócz dentystów
zachowaniu naszego zdrowia
służy praca komórek naprawczych.
tych miliony milionów
nie dba czy dzień czy noc,
pracuje.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
staruszka
czy tę 86-letnią akrobatkę można nazwać staruszką?
Miasto gęste od krytych pasaży, wąskich
placyków, arkad,
schodzące tarasami ku morskiej zatoce.
I ja, zapatrzony w młode piękno,
cielesne i nietrwałe,
jego ruch taneczny wśród starych kamieni.
Kolory sukien według letniej mody,
stuk pantofelka na dallach sprzed stuleci,
cieszą mnie swoim obrzędem powrotu.
Dawno zostawiłem za sobą
zwiedzania katedr i wież warownych.
Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija,
duch lotny mimo siwizny i chorób starości.
Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie.
Czesław Miłosz, NA MOJE 88 URODZINY
Miasto gęste od krytych pasaży, wąskich
placyków, arkad,
schodzące tarasami ku morskiej zatoce.
I ja, zapatrzony w młode piękno,
cielesne i nietrwałe,
jego ruch taneczny wśród starych kamieni.
Kolory sukien według letniej mody,
stuk pantofelka na dallach sprzed stuleci,
cieszą mnie swoim obrzędem powrotu.
Dawno zostawiłem za sobą
zwiedzania katedr i wież warownych.
Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija,
duch lotny mimo siwizny i chorób starości.
Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie.
Czesław Miłosz, NA MOJE 88 URODZINY
niedziela, 1 kwietnia 2012
dziennik
skończyłam czytać Dziennik Julii Hartwig.
wspomiennik, raczej.
więcej w nim wspomnień niż opisów bieżących wydarzeń.
pięknie pisany, wycyzelowany.
słowa proste, idealnie pasujące,
jak szyte na miarę.
zadziwia aktywność twórcza poetki,
mimo wkroczenia w czwarty akt,
nie zwalnia tempa.
pisze, czyta, tworzy
jak młody, pełnoetatowy poeta.
wyraża jasno swoje poglądy polityczne,
zbliżone zresztą do moich.
chwała Jej za przytoczenie ciekawych cytatów:
Nakarm wszystkie rzeczy strawą, kóra im podpowiada.
Pokarmem dla duszy jest powietrze i przestrzeń,
nakarm ją więc światłem i przestrzenią,
ale pokarmem ciałą jest szampan i ostrygi.
Nakarm je więc szampanem i ostrygami
dzięki czemu zasłużysz na wesołe zmartwychwstanie,
jeżeli takowe w ogóle istnieje. Henry Miller
Co do mnie, to u kresu życia podejrzewam,
że w zasadzie poezja jest w intonacji,
w pewnym oddechu zdania. Borghes
dalej czytam Miłosza.
wspomiennik, raczej.
więcej w nim wspomnień niż opisów bieżących wydarzeń.
pięknie pisany, wycyzelowany.
słowa proste, idealnie pasujące,
jak szyte na miarę.
zadziwia aktywność twórcza poetki,
mimo wkroczenia w czwarty akt,
nie zwalnia tempa.
pisze, czyta, tworzy
jak młody, pełnoetatowy poeta.
wyraża jasno swoje poglądy polityczne,
zbliżone zresztą do moich.
chwała Jej za przytoczenie ciekawych cytatów:
Nakarm wszystkie rzeczy strawą, kóra im podpowiada.
Pokarmem dla duszy jest powietrze i przestrzeń,
nakarm ją więc światłem i przestrzenią,
ale pokarmem ciałą jest szampan i ostrygi.
Nakarm je więc szampanem i ostrygami
dzięki czemu zasłużysz na wesołe zmartwychwstanie,
jeżeli takowe w ogóle istnieje. Henry Miller
Co do mnie, to u kresu życia podejrzewam,
że w zasadzie poezja jest w intonacji,
w pewnym oddechu zdania. Borghes
dalej czytam Miłosza.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



