piątek, 31 sierpnia 2012
koszulka
się głosuje, się pomaga.
głosuje się na koszulkę młodego twórcy,
Niemęża Chustki.
głosowanie na stronach osławionej twarzoksiążki.
koszulka twórcy nr 4 i 5.
teraz modna jest zupa. portal na którym królują młodzi.
wrzucają swoje ulubione zdjęcia, filmy, muzykę.
każdy wrzuca co chce i nie jest posądzany o spamowanie.
Młoda założyła swoją stronę właśnie na tym portalu.
początkowo nazwała ją zupą swojej ulubionej postaci z mangi.
podsunęłam Jej nazwę zupa z trupa.
może się przyjmie.
czwartek, 30 sierpnia 2012
powolnie
Powolnie umiera
Ten, kto nie podróżuje,
Ten, kto nie czyta,
Ten, kto nie słucha muzyki.
Ten, kto nie obserwuje.
Powolnie umiera
Ten, kto niszczy swą miłość własną,
Ten, kto z nikąd nie chce przyjąć
pomocy.
Powolnie umiera
Ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
Ten, kto odtwarza codziennie te same ścieżki,
Ten, kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia,
Ten, kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru,
Ten, kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym.
Powolnie umiera
Ten, kto unika pasji i wiru emocji,
Które przywracają oczom blask
I serca naprawiają.
Powolnie umiera
Ten, kto nigdy nie opuszcza swojego przylądka,
Gdy jest nieszczęśliwy w miłości lub w pracy.
Ten, kto nie podejmuje ryzyka spełnienia
swoich marzeń,
Ten, kto nigdy choćby raz w życiu nie odłożył na
bok racjonalności.
Lentamente muore
chi diventa schiavo dell'abitudine,
ripetendo ogni giorno gli stessi percorsi,
chi non cambia la marcia,
chi non rischia
e chi non cambia colore dei vestiti,
chi non parla a chi non conosce.
Lentamente muore
chi fa della televisione suo guru.
Lentamente muore chi
evita una passione,
chi preferisce il nero sul bianco e
i puntini sulle "i" piuttosto che un insieme di emozioni,
proprio quelle che fanno brillare gli occhi,
quelle che fanno di uno sbadiglio un sorriso,
quelle che fanno battere il cuore davanti all'errore e ai sentimenti.
Lentamente muore
chi non capovolge il tavolo,
chi è infelice sul lavoro,
chi non rischia
la certezza per l'incertezza per inseguire un sogno.
chi non si permette almeno
una volta nella vita di fuggire ai consigli sensati.
Lentamente muore
chi non viaggia, chi non legge,
chi non ascolta musica,
chi non trova grazia in se stesso.
Lentamente muore
chi distrugge l'amor proprio
chi non si lascia aiutare.
Lentamente muore
chi passa i giorni a lamentarsi della
propria sfortuna o della pioggia incessante.
Lentamente muore
chi abbandona un progetto prima di iniziarlo,
chi non fa domande sugli argomenti che non conosce.
Evitiamo la morte a piccole dosi ricordandoci sempre
che essere vivo richiede uno sforzo di gran lunga maggiore
del semplice fatto di respirare.
środa, 29 sierpnia 2012
szczury
W świątyni dołączyło do mnie około trzydziestu mnichów
i świeckich wyznawców wyznawców Buddy.
Nie starczyło nawet łóżek dla wszystkich,
wielu musiało spać na podłodze.
Czasami pod kołdry zakradały się nam węże i szczury.
Młodsi mnisi bardzo się ich bali. A ja im często powtarzałem:
"Szczurom też jest zimno. Wpuście je pod kołdrę,
żeby i one mogły się ogrzać i przespać".
Szczury do dzisiaj wchodzą mi pod kołdrę,
kilka przychodzi przytulic mi się do szyi.
Są dla mnie jak dzieci. Raz pewien niedobry szczur schował
mi gdzieś różaniec. Wtedy przemówiłem do niego tak,
żeby go nastraszyć: "ty mały szkodniku, po co ci różaniec?
Nie możesz go zjeść. Oddaj mi go. Jeśli nie oddasz,
to cię otruję". Widocznie mnie usłyszał, bo niedługo
potem różaniec pojawił się z powrotem przy moim łóżku.
Liao Yiwu Prowadzący umarłych Opowieści prawdziwe
czytam czwartą książkę o Chinach
i stale dziękuję, że tam nie mieszkam
i nie przeżywam tego co autorzy i bohaterowie opowieści:
Czerwony pył
Zupa z trawy
W domu smoka
Prowadzący umarłych.
jak ujął to jeden z bohaterów W domu smoka
Kto tamtego nie przeżył, nie zrozumie, jak dobrze jest dziś na wsi.
Nie zrozumie, ile mamy dziś szczęścia i bogactwa.
Włodzimierz Kalicki
polecam wszystkie.
wtorek, 28 sierpnia 2012
pożytek
Ani matka, ani ojciec, ani żaden krewny nie może nam
przynieść większego pożytku niż nasz własny, opanowany umysł.
(źródło: znalezione w sieci)
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
imbecyl
filmem Zakochani w Rzymie Woody Allen
wprowadził do słownika nowe znaczenie słowa imbecyl .
imbecyl to ten, który wyprzedza epokę.
oczywiście mowa o reżyserze,
który rolą w Rzymie wraca na ekran po sześciu latach przerwy.
Allen człowiek bez określonego wieku.
może grać pięćdziesięciolatka,
siedemdziesięciolatka i stulatka.
wszystkie role popisowe.
wiek widać po stroju, szczególnie po spodniach z paskiem,
których linia góruje nad talią,
i w które zawsze wsadzona jest koszula.
uwielbiam Allena od Manhattanu,
który oglądałam jako licealistka.
do dziś pamiętam plakat z tego filmu i wzruszenie, gdy go zobaczyłam.
wcześniej zachwycałam się skeczami Allena, tymi w stylu:
-Chciałem mieć psa. Ale moi rodzice byli na to za biedni
i kupili mi mrówkę. lub: Nie wiem czy istnieje życie pozagrobowe,
ale warto zabrać ze sobą zmianę bielizny.
kilka jego filmów lubię szczególnie, kilka mniej,
ale nie ma dla mnie tak na prawdę znaczenia,
czy film jest arcydziełem czy tylko dziełem.
ważne, że to jest jego film.
lubię je wszystkie ze względu na specyficzny
intelektualny,
"nowojorski",
przegadany,
rozhisteryzowany klimat i dowcip.
każdego roku z niecierpliwością wyczekuję premiery.
i nie mogę sobie wyobrazić tego roku, gdy nie wypuści on nowego filmu.
od 1992 roku zdecydowanie oddzielam Allena artystę od Allena człowieka.
niedziela, 26 sierpnia 2012
weekend
weekend powinien trwać trzy dni,
od piątku do niedzieli.
absolutnie nie dwa.
dwa dni to zdecydowanie za mało
żeby wypocząć,
żeby poczytać,
żeby się wyspać,
żeby pomedytować,
żeby pooglądać filmy,
żeby poćwiczyć ciało,
żeby pogadać,
żeby nacieszyć się czasem i przestrzenią.
dziś czuję się jakbym była w środku czegoś,
co nie wydarzy się do końca,
co zmieni swój bieg omijając właściwe zakończenie.
tak jak gdyby ostatnia szpula filmu zaginęła w dusznym mroku
i zaczęto wyświetlać nowy film bez pokazania końca poprzedniego.
sobota, 25 sierpnia 2012
księżyc
Prawdy szukaj w medytacji, a nie w zakurzonych księgach.
Aby ujrzeć księżyc, patrz w niebo, a nie w sadzawkę. Babaji
czytam właśnie Przebudzanie świętego ciała Tybetańska joga oddechu
i ruchu Tenzina Wangyala Rinpocze.
szukam księżyca patrząc w niebo,
zaraz siadam do medytacji.
zdaniem Tenzina Wangyala wszyscy jesteśmy wariatami.
każdy z nas widział osobę, która szła przez miasto
mrucząc coś do siebie pod nosem. o takich ludziach zwykle mówimy,
że mają nierówno pod sufitem, że pomieszało im się w głowach.
nie różnimy się od tych ludzi wcale.
nasze i ich myśli gonią tak samo szybko przez cały czas.
jedyna drobna różnica tkwi w tym, że my potrafimy
swoje myśli zachować dla siebie. a oni nie.
w istocie wszyscy jesteśmy wariatami.
piątek, 24 sierpnia 2012
mistrzowie
w poprzednim poście zacytowałam Eckharta Tolle.
gdy zaczęłam wyszukiwać tłumaczeń cytatów odkryłam, że Tolle
proponuje technikę medytacji zbliżoną do Vipassany.
nazywa wszystko po swojemu, ale sedno jest to samo:
obserwacja doznań zachodzących w ciele w określonym kierunku.
Tolle nie jest moim mistrzem, ale należy do kręgu osób, które poważam.
przy okazji przypomniałam sobie moich Mistrzów,
tj. osoby, które w pewnych okresach mojego życia
odgrywały w nim ważną rolę,
odkrywały nieznane lądy,
inspirowały do poszukiwań, zmian, pogłębiania zainteresowań.
niektórych poznałam osobiście, niektórych przez ich dzieła.
wszystko zaczęło się niewinnie, tj. od literatury:
z jednej strony rosyjskiej czyli Fiodora Dostojewskiego,
z drugiej paranaukowej - Ericha von Däniken'a.
wkrótce pojawił się Martin Gray, wraz z książką Siły życia
i Thích Nhất Hạnh ze swoim zenem i uważnością.
potem była joga, którą ćwiczę z przerwami już dwadzieścia lat,
a wraz z nią: Maria P., Ravi Javalgekar, B.K.S. Iyengar.
potem pojawiło się wielkie zainteresowanie buddyzmem
i mistrzami zostali - Dalajlama i Tenzin Wangyal Rinpoche,
którzy są nimi nieodmiennie do dziś.
naturalną kontynuacją było zgłębianie zagadnień świadomego umierania
wraz z: Sogjalem Rinpocze i Elisabeth Kübler-Ross.
dalej zainteresowanie zdrowym odżywianiem, które wzbudzili
i rad udzielali Krzysztof R. oraz Michał Tombak.
całkiem niedawno zaczęła interesować mnie poezja.
w tej dziedzinie moimi przewodnikami zostali: Czesław Miłosz i Julia Hartwig.
przed wszystkimi moimi Mistrzami chylę głowę.
dziękuję, że byliście.
dziękuję, że jesteście.
bez was nie byłabym tym, kim jestem.
łatwiej iść dalej gdy wiem, że tam dokąd idę już byliście.
łatwiej iść dalej gdy wiem, że tam dokąd idę Wy jesteście.
czwartek, 23 sierpnia 2012
akceptacja
Zaakceptuj, a potem działaj.
Zaakceptuj cokolwiek zawiera chwila obecna, tak jakbyś to sam wybrał.
Eckhart Tolle Potęga teraźniejszości
środa, 22 sierpnia 2012
paczka
przełom w walce z paleniem.
na chlubne pierwsze miejsce wysunęła się Australia,
która wprowadziła najostrzejsze przepisy na świecie.
papierosy w tym kraju będą sprzedawane w szarooliwkowych
opakowaniach bez logo. na paczkach będą umieszczane napisy
ostrzegające przed szkodliwością palenia oraz sugestywne zdjęcia.
producenci tytoniu jeśli chcecie przeżyć na rynku, musicie się przebranżowić!
proponuję zabrać się za slow food, chusty do noszenia niemowląt,
i poduszki do medytacji.
wtorek, 21 sierpnia 2012
wizyty
wizyty u pediatry i u dentysty
nadszarpnęły mój spokój i stępiły wrażliwość.
czuję tylko ból zęba.
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
opalenizna
pracodawca do pracownika:
- lubię jak jesteś taki opalony,
bo bardziej mi wyglądasz na niewolnika.
(http://zuch.blox.pl/html)
jestem opalona za sprawą kremu z masłem kakaowym.
kupiłam go skuszona zapachem.
pachnie niezwykle,
latem, swobodą, wiatrem.
podobnie jak żel pod prysznic.
opalenizna okazała się efektem dodatkowym.
teraz bardziej wyglądam na niewolnika.
niedziela, 19 sierpnia 2012
wieża
wieża ciśnień z widokiem na pszczyński zamek i starówkę.
w środku restauracja w stylu steampunk.
jedno z must visit destination w Polsce.
niestety padła mi bateria w telefonie,
i nie mogłam zrobić więcej zdjęć.
tych kilka, które zrobiłam, zamieszczam.
kuchnia z wieży nie rzuca na kolana.
przynajmniej mnie nie rzuciła.
risotto z zielonym groszkiem, które zamówiłam,
było zbyt rzadkie i rozgotowane.
wybroniło się jedynie dzięki dużej ilości parmezanu.
jednak wodną wieżę odwiedza się nie dla jedzenia.
lecz dla widoków.
a te z restauracji, zlokalizowanej na najwyższym,
ósmym piętrze, są najlepsze.
widok wnętrz i widok z wieży zaspokoją najbardziej
wymagających poszukiwaczy doznań estetycznych.
sobota, 18 sierpnia 2012
nieoczekiwane
skończyłam wreszcie książkę Kelle Hampton
Piękno nieoczekiwanego.
bardzo piękna i wzruszająca książka.
pierwszą połowę przeczytałam w księgarni,
ocierając ukradkiem łzy.
autorka opisuje przeżycia związane
z narodzinami drugiej córeczki, która urodziła się
z syndromem Downa, pierwszy najtrudniejszy rok -
od głębokiego żalu, smutku i rozpaczy do akceptacji,
spokoju i szczęścia, proces przemian wewnętrznych i integracji.
bardzo osobista książka.
dziękuję Kelle za tę pozycję.
jej bloga czytam już prawie rok, ale przyznaję,
że często zamiast na czytaniu koncentrowałam się na podziwianiu
zdjęć i warsztatu fotograficznego autorki.
bo zdjęcia kelle są niesamowite! patrząc na nie w każdym czuję miłość.
polski wydawca pozbawił książkę zdjęć.
jej lektura dała mi zatem sposobność skupienia się na tekście.
dzięki temu lepiej poznałam samą Kelle, jej myśli, emocje, pragnienia.
z tekstu książki wyłania się niezwykle silna osoba.
mocna, twórcza i mądra, którą chciałoby się znać osobiście
i mieć za przyjaciółkę.
nieoczekiwanie spotkałam się dziś z A.
dobrze było Ją zobaczyć znowu po dwóch latach.
przez ten czas nic się nie zmieniła.
jak zwykle ten sam dowcip, uśmiech i ciepło.
piątek, 17 sierpnia 2012
tak
tak jak pojawiła się ziemia i słońce
tak każdy odnajdzie swoją drogę.
będzie przyjacielem najserdeczniejszym
zamieszka w domu wśród kwiatów.
tak jak rozszczepia się powietrze w kropli rosy
tak każdy zrozumie codzienność.
zobaczy gdzie zaczyna się i kończy życie,
odkryje w pełni swoją moc i mądrość.
a oto filmowy kawałek pt. poezja w wielkim mieście.
dzieło, które nazwą i tematyką wpisuje się w charakter mojego bloga,
powstało na kanwie utworu Sens Czesława Miłosza.
lubię takie kawałki.
- Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
Co było niepojęte, będzie pojęte.
- A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?
Gdyby tak było, to jednak zostanie
Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
I protestuje, woła, krzyczy.
czwartek, 16 sierpnia 2012
komary
komary nie dawały mi spać w nocy.
brzęczały nade mną od drugiej do czwartej nad ranem.
nie wiem dokładnie jakie miały zamiary.
uznałam a priori, że nie pokojowe.
dźwięki, które wydawały były szczególnie niemiłe,
wysokie świsty z nerwowym dzwonieniem.
rozbolały mnie od nich uszy i głowa.
o spaniu nie mogło być mowy.
ta nierówna z początku walka - ja śpiąca, sama - one dwa, aktywne,
zakończyła się moim zwycięstwem.
dwa do zera. bingo.
żadnych remisów, żadnych dogrywek.
czyste zwycięstwo.
nie wiem czy w tym nocnym starciu jakieś znaczenie miał fakt,
że to były samice.
samcom komarów wystarczy nektar z kwiatów.
środa, 15 sierpnia 2012
piosenka
miły dzień.
odwiedziłam stare kąty i dostałam dwa przemiłe smsy od znajomej z dawnych czasów.
życie jest takie piękne.
przypomniał mi się ten wiersz-piosenka.
na ulubionym portalu znalazłam całkiem nowe wykonanie.
odświeżone młodością, odnowione gitarą.
zamieszczam, bo coś takiego jest dobre na zakończenie remontu.
chwilo trwaj, efekcie remontów trwaj,
końcu świata nie przybywaj.
W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Czesław Miłosz, Piosenka O Końcu Świata
wtorek, 14 sierpnia 2012
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
obóz
w obozie pracy w Chinach nie przeżyłabym roku.
pierwsi umierali inteligenci.
w stanie permanentnego głodu pierwsi umierali,
ci którzy nie potrafili kłamać, kraść, oszukiwać.
praca ponad siły
wieczny głód
indoktrynacja
krytyka
wycieńczenie organizmu
donosicielstwo
samotność
nieustanna kontrola
przeczesywanie myśli.
z wielkim bólem myślę o tych, co odeszli
i o tych, co przeżyli to piekło.
w czasie wielkiego głodu w Chinach w latach 1957-1961
zmarło wg różnych szacunków od 30 do 60 milionów ludzi.
niedziela, 12 sierpnia 2012
zupa
czytam teraz przejmującą, bardzo poetycką książkę
Zhanga Xianlianga Zupa z trawy Dziennik z chińskiego gułagu.
leżała na półce w biblioteczce trzynaście lat
nie wzbudzając mojego zainteresowania.
nie wiem nawet skąd się wzięła, kto ją kupił lub dostał.
zaczęłam ją czytać dopiero po lekturze Czerwonego pyłu Ma Jiana, książki też niezwykłej.
oto fragmenty Zupy z trawy:
Mała część jeziora istnieje do dziś i nadal wygląda urzekająco.
Kiedy nad wodą wieje letnia bryza, trzciny szepczą między sobą,
a wiatr unoszący się nad resztkami dawnego naturalnego
jeziora dołącza się do nich jakby echem, niczym stara kobieta,
która zawodzi pieśń niskim głosem. W południe podnosi się gęsta mgła
i nad przypominającą lustro taflą niosą się nawoływania wodnego ptactwa.
Od czasu do czasu jakiś ptak rozpościera skrzydła i podrywa się do lotu,
a potem ląduje na szczycie trzcinowego lasu. Zatoczywszy parę kręgów
niczym refren piosenki. Widząc to skazańcy przenoszą się myślami do innego świata. (...)
Wdychając ów zielony zapach ziemi, miałem wrażenie, że moje ciało rozrasta się
i staje przezroczyste. Może zjadłem za dużo zupy z traw i zgromadzony chlorofil
łączył się z całą zielonością świata - w każdym razie przez chwilę przestałem
odczuwać głód. Zamiast tego zaczęło mi się wydawać, że jestem delikatnym zielonym liściem, beztroskim i butnym. (...)
Odstępując od swego zwyczaju, zaczął od cytatu, często występującego
wtedy w prasie: "Wschodni Wiatr wziął górę nad Wiatrem Zachodnim,
sytuacja jest bardzo dobra!"
Zdanie to wypowiedział przewodniczący Mao zeszłego roku w Moskwie.
Brzmiało jeszcze całkiem świeżo w naszych uszach. Stary Komisarz zacytował
na początek ten i inne slogany, by uprzedzić ewentualne wątpliwości,
jakie mogłyby nam się nasunąć.
"Sytuacja jest wprawdzie bardzo dobra, ale wciąż jeszcze istnieją wrogowie!
Można dotrzeć do dna Żółtej Rzeki, lecz serca ludzkie są niezgłębione!
Gęste lasy przyciągają różne rodzaje ptactwa! Ci, co jedzą dynie,
mogą także jeść śmierdzące pluskwy!.."
kupiłam Piękno nieoczekiwanego Kelle Hampton.
nie mogłam już dłużej czytać tej książki w księgarni.
co kilka kartek chwytałam za chusteczkę, by powstrzymać napływające łzy.
w miejscu publicznym - męczące.
kupiłam też kolejną książkę o Chinach autorstwa Liao Yiwu
pt. Prowadzący umarłych Opowieści prawdziwe Chiny z perspektywy nizin społecznych. książka stanowi zbiór kilkudziesięciu wywiadów z przedstawicielami najniższych warstw chińskiego społeczeństwa. handlarz ludźmi, trędowaty, śpiewak uliczny dają obraz prawdziwych Chin. książka zakazana w Chinach.
sobota, 11 sierpnia 2012
wdzięczność
jestem wdzięczna za wczesne przebudzenie się,
za poranną dwugodzinną medytację,
za deszcz, który padał i pada i zatrzymał mnie w domu.
jestem wdzięczna za widok z mojego okna,
który wypełnia stalowoszara chmura ogromna
masywna jak mur nie do przebycia.
jestem wdzięczna za czas, który jest
za herbatę, którą piję
za książkę, którą czytam.
jestem wdzięczna za życie.
piątek, 10 sierpnia 2012
sąsiedzi
wpisy fejsbukowe, zainicjowane przez Młodą, a zakończone przez mnie:
mam nadzieję, że moi sąsiedzi lubią Master of Puppets.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi lubią Personal Jesus.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi lubią Marylina Masona.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi lubią gdy śpiewam Run Away.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi lubią muzykę.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi potrzebują muzyki jak powietrza.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi są tolerancyjni.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi pamiętają, że byli kiedyś młodzi.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi potrafią wybaczać.
mam nadzieję, że moi sąsiedzi lubią swoich sąsiadów.
czwartek, 9 sierpnia 2012
możliwości
Wolę kino.
Wolę koty.
Wolę dęby nad Wartą.
Wolę Dickensa od Dostojewskiego.
Wolę siebie lubiącą ludzi
niż siebie kochającą ludzkość.
Wolę mieć w pogotowiu igłę z nitką.
Wolę kolor zielony.
Wolę nie twierdzić,
że rozum jest wszystkiemu winien.
Wolę wyjątki.
Wolę wychodzić wcześniej.
Wolę rozmawiać z lekarzami o czymś innym.
Wolę stare ilustracje w prążki.
Wolę śmieszność pisania wierszy
od śmieszności ich niepisania.
Wolę w miłości rocznice nieokrągłe,
do obchodzenia na co dzień.
Wolę moralistów,
którzy nie obiecują mi nic.
Wolę dobroć przebiegłą od łatwowiernej za bardzo.
Wolę ziemię w cywilu.
Wolę kraje podbite niż podbijające.
Wolę mieć zastrzeżenia.
Wolę piekło chaosu od piekła porządku.
Wolę bajki Grimma od pierwszych stron gazet.
Wolę liście bez kwiatów niż kwiaty bez liści.
Wolę psy z ogonem nie przyciętym.
Wolę oczy jasne, ponieważ mam ciemne.
Wolę szuflady.
Wolę wiele rzeczy, których tu nie wymieniłam,
od wielu również tu nie wymienionych.
Wolę zera luzem
niż ustawione w kolejce do cyfry.
Wolę czas owadzi od gwiezdnego.
Wolę odpukać.
Wolę nie pytać jak długo jeszcze i kiedy.
Wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość,
że byt ma swoją rację. Wisława Szymborska
a oto moja wersja:
wolę filmy.
wolę dzieci.
wolę dęby pod Szyndzielnią.
wolę Miłosza od Kochanowskiego.
wolę siebie kochającą przyjaciół
niż siebie kochającą naród.
wolę mieć w pogotowiu plaster z opatrunkiem i kartę bankomatową.
wolę kolor jasnoszary.
wolę nie twierdzić,
że wszystko jest zdeterminowane w momencie narodzin.
wolę przypadki.
wolę przychodzić później.
wolę rozwijać skrzydła.
wolę rozmawiać z lekarzami o astrologii i cyklach biorytmicznych.
wolę zdjęcia z lustrzanki cyfrowej.
wolę mistrzów buddyjskich od księży katolickich.
wolę dobroć i współczucie.
wolę Ziemię, Księżyc i Słońce.
wolę kraje Starej Europy od afrykańskich państewek.
wolę puste mieszkanie od zagraconego.
wolę piękno porządku od piękna chaosu.
wolę internet od programu telewizyjnego.
wolę Pustkę.
wolę naturę w każdej postaci.
wolę oczy zielone albo niebieskie we mnie wpatrzone.
wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość,
że nie stanę się Buddą w tym życiu.
środa, 8 sierpnia 2012
sztuka
litera
wers
wiersz
powieść
dzieło
arcydzieło.
autor
twórca
stwórca
artysta.
Sztuka.
sztukę pojmuję jak Vonnegut,
czyli nie jako sposób na zarabianie pieniędzy,
lecz jako sposób na rozwój duszy.
tworzenie sztuki jest ważne,
niezależnie od tego jak nam to wychodzi,
dobrze czy źle.
możemy śpiewać pod prysznicem,
tańczyć do muzyki z radia,
snuć opowieści,
fotografować,
tworzyć biżuterię,
pisać wiersze dla przyjaciół.
nieważne jaki będzie efekt,
to wszystko jest tworzeniem sztuki.
za to otrzymamy ogromną nagrodę,
to co stworzyliśmy.
dlatego twórzmy sztukę każdego dnia.
sama najbardziej lubię pisać wiersze,
bo wolę śmieszność pisania wierszy
od śmieszności ich niepisania i fotografować.
nie oceniam efektów swojej twórczości,
nie ma to dla mnie znaczenia.
największą radość daje mi sam proces tworzenia.
(znalezione w sieci)
wtorek, 7 sierpnia 2012
hałas
Nadejdzie dzień, gdy człowiek będzie musiał walczyć
z bardzo niebezpiecznym wrogiem swojego zdrowia - hałasem -
tak samo, jak kiedyś walczył z cholerą i dżumą. Robert Koch
hałas jest szkodliwy dla człowieka.
jego zbyt duże natężenie może prowadzić do uszkodzenia narządu słuchu.
mniejsze wartości natężenia negatywnie wpływają na psychikę.
do hałasu nie można się przyzwyczaić.
zamiast przyzwyczajenia następuje najwyżej
adaptacja patologiczna.
symbolika hałasu jest jednoznacznie negatywna.
zarówno według Biblii jak i Koranu koniec świata
ma być oznajmiony hałaśliwym zgiełkiem.
życie w przeszłości było ciszą. dopiero w XIX wieku
wraz z wynalezieniem maszyn narodził się hałas.
naprzeciwko mojego domu znajduje się sklep spożywczy.
na jego dachu zainstalowano hałaśliwie działający wentylator.
wydobywające się z niego dźwięki dokuczają nam szczególnie
w nocy i weekendy, gdy miasto naturalnie wycisza swoje hałasy,
i najbardziej latem kiedy okna są otwarte przez cały czas.
ubiegły rok strawiłam na interwencje telefoniczne.
w efekcie postawiono malutką zagrodę wzdłuż jednej ścianki wentylatora.
dziś wystosowałam pismo do właściciela sklepu.
zobaczymy ile trzeba będzie czekać na konkretne efekty.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
duszno
zmęczona chowam się w pościeli
zwijam w kłębek
zamykam oczy
znikam.
przez zamknięte powieki
dostrzegam kontury smutnych postaci.
otaczają mnie ciasnym kręgiem
przenikają przez głowę.
duszno mi.
niedziela, 5 sierpnia 2012
zwycięstwo
wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo.
wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo.
wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo.
myślałam, że nie potrzebuję już takiej muzyki.
ale w tej jest taka moc,
że muszę jej słuchać.
szczególnie z tym podkładem filmowym.
na ziemię powaleni wstajemy, nie giniemy.
dziś rodzinna wycieczka po małopolskich zamkach:
Tęczyn i Babice.
zamek Tęczyńskich w Rudnie widziałam po raz pierwszy.
zwany kiedyś "drugim Wawelem" dziś stanowi ruinę.
od trzech lat jest odbudowywany.
miałam okazję porozmawiać z brygadzistą, który szczyci się
pracą przy odbudowie zamku. pokazywał nam "swoje" rusztowanie
na wieży i zakres prac do skończenia.
z powodu braku środków finansowych odbudowa będzie
prawdopodobnie przerwana. a szkoda!
położenie zamku jest bajeczne, na szczycie wzgórza,
ze wszystkich stron lasy, gdzieniegdzie polany, rzadka zabudowa.
piękne tereny spacerowe i trasy rowerowe. dodatkowy
atut to niewielka ilość turystów. pewnie dlatego, że
zamek nie jest udostępniany do zwiedzania.
później były Babice, odwiedzane po raz kolejny.
po spacerze do zamku, jak zwykle zwiedzanie skansenu
i odpoczynek w zabytkowej karczmie przy kawie z bitą śmietaną.
w skansenie niespodzianka - święto miodu i dużo drobnych sprzedawców.
o dziwo, nie zakupiliśmy miodu lecz wypieki z tradycyjnej
piekarni. Młoda wybrała sobie słonego precla ze śmietaną i sezamem,
a Pan W. ciastko owsiane z amarantusem.
dla Młodego kupiłam ogromne serce z piernika z lukrowanym napisem
KOCHAM CIĘ. podobno owe serce może leżakować rok bez utraty
walorów smakowych. postanowiliśmy jednak nie czekać tak długo
z degustacją, i zjeść je w dniu powrotu Młodego z Mazur, czyli w czwartek.
Principessa zastrzegła, że ona nie będzie tą, która wręczy mu prezent.
jasne, że nie. ja nią będę.
sobota, 4 sierpnia 2012
inne
Niechaj, Ci którzy nigdy się nie bali,
że będą mieli nienormalne dziecko podniosą rękę.
Nikt nie podniósł.
Wszyscy myślą o tym tak, jak myśli się o trzęsieniu ziemi,
jak myśli się o końcu świata.
Jak myśli się o czymś, co zdarza się tylko raz.
Ja końca świata zaznałem dwukrotnie. Jean-Luis Fournier
po południu w ulubionej księgarni przy dwóch kawach przeczytałam
książkę Tato, gdzie jedziemy? Jeana-Luisa Fournier'a.
przejmująca, bardzo poetycka książka.
zapiski ojca dwojga dzieci nie takich jak inne.
książka o bólu, cierpieniu, napisana przez satyryka.
w zabawny sposób przedstawia trudne do wyrażenia emocje
rodzica, którego los doświadczył dwukrotnie chorymi dziećmi.
często jego głos brzmi jak czarny humor,
a zamiast śmiechu u czytelnika pojawiają się łzy.
powyżej zacytowałam w całości jeden z pierwszych rozdziałów
tej wyjątkowej książki. gdy byłam w ciąży też miałam takie obawy.
o badaniach prenatalnych nie było w ogóle mowy,
a dzieci chore i niepełnosprawne rodziły się zawsze.
moim dwom koleżankom z pracy urodziły się dzieci nie takie jak inne.
jedno zmarło w kilka dni po porodzie, drugie żyło półtora roku.
przez całą swoją ciążę myślałam właśnie o nich.
problem choroby ich dzieci rozwiązuje się obecnie przez podawanie
kobietom planującym zajście w ciążę i będącym w ciąży kwasu foliowego.
mam nadzieję, że dowiedziały się o tym i ich kolejne dzieci urodziły się zdrowe.
piątek, 3 sierpnia 2012
spotkanie
idę z otwartym umysłem, bez oczekiwań, bez postanowień.
nie wiem zupełnie co powiem,
nie wiem co zrobię,
nie wyobrażam sobie tego spotkania w żaden sposób.
po prostu pustka.
a czas jakby stanął w miejscu.
i znowu jestem małą dziewczynką.
i przypominają mi się te dawne wszechogarniające uczucia,
ten dobrze znany lęk.
idę z powrotem z otwartym umysłem, bez obaw i zmartwień,
wyzwolona od wiecznego ciężaru
jakby pustka umysłu pochłonęła moje wyobrażenia i lęki,
jakby pozwoliła mi być.
czwartek, 2 sierpnia 2012
remont
zaczęliśmy przygotowania do remontu,
właściwie mini-remontu.
pierwszy etap, który rozpocznie się jutro to kafelkowanie balkonu
i malowanie ściany balkonowej w sypialni.
drugi - w najbliższym czasie - to malowanie pokoju Młodego.
w kącie sypialni leżą od wczoraj
trzy paczki grafitowych kafli, worki kleju i fugi.
dlatego zaraz wyłączę komputer, odłączę monitor,
zakryję szmatą pudło i drukarkę,
przeniosę książki do salonu, a sterty starych gazet wyrzucę do kosza.
lubię remonty ze względu na efekty, jakie przynoszą.
lubię remonty, bo tworzą nową przestrzeń,
nowe kolory, nowe wrażenia.
lubię remonty, bo lubię znaleźć się w nowym wnętrzu
i obserwować to, co się zmieniło.
nic nie jest wieczne, wszystko się zmienia. anicca.
środa, 1 sierpnia 2012
zmęczenie
jestem tak zmęczona, że nie mam siły pisać.
wstawanie o czwartej czterdzieści rano,
żeby medytować przez godzinę zaczyna być męczące.
chce mi się spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












