niedziela, 31 marca 2013

rzeczy


Gdyby rzeczy mówiły - ale gdyby mówiły, mogłyby i kłamać.
Zwłaszcza te zwykłe i mało cenione, żeby nareszcie zwrócić na siebie uwagę.
Groza pomyśleć, co by mi opowiedział twój urwany guzik,
a tobie - klucz do moich drzwi, stary mitoman.
Wisława Szymborska


gdyby rzeczy mówiły – ale gdyby zaczęły mówić mogłyby mówić bez końca.
skoro posiadłyby umiejętność prowadzenia rozmowy,
po dziesiątkach wieków milczenia
gadulstwo byłoby ich cechą powszednią.
znikłoby pojęcie ciszy,
bo przemowy rozgadanych rzeczy nie miałyby końca.
mówiłyby do ludzi, innych rzeczy i siebie samych.
nigdy nie potrzebowałyby snu,
nie milkłyby wieczorem,
koniec z odpoczynkiem człowieka,
koniec z beztroskim zagrzebywaniem się w pościeli.
człowiek przed pójściem spać
musiałby wprowadzić materię ożywioną rozmową
w stan uśpienia za pomocą środków farmakologicznych.
ale czy wtedy rzeczy spałyby snem długim nieprzerwanym,
czy nie miałyby koszmarów i nie krzyczałyby przez sen.

piątek, 29 marca 2013

figle


drażni mnie śnieg, który pada dzisiaj.
nie takiej oczekiwałam pogody pod koniec marca.

natura zawsze płata figle.
lecz jeśli śnieg musi padać,
to wolałabym, żeby padał żółty.
świat wyglądałby wtedy bardziej świątecznie.

czwartek, 28 marca 2013

stół


na stole postawiłam kurę ze słomy, nieomal naturalnej wielkości,
z czerwonym dziobem i grzebieniem,
z jej grzbietu wynurza się krzaczek calanchoe o żółtych płatkach.
kurze z uwagą przyglądają się słomiany ptak i jeż
przyczepione podstawami z magnesu do drzwi lodówki.

w wysokie świeczniki wsadziłam strzeliste białe świece.

na głębokie talerze nałożyłam spaghetti
z sosem pomidorowym zapieczone żółtym serem.

dwa wysmukłe kielichy napełniłam francuskim winem
z jasnych winogron (prezent od Pani A.)

a teraz siedzę przy tym stole
i układam listę świątecznych potraw i ciast,
które zamierzam przygotować.

z założenia te święta mają być minimalistyczne:
minimum porządków, minimum zakupów,
minimum wysiłku i czasu poświęconego na przygotowania.
a jednak z wiekiem, co zauważam z pewnym rozczarowaniem,
inaczej rozumiem pojęcie minimum,
to, co kiedyś stanowiło minimum, nie przypomina tego z dziś.

wracam myślami do francuskiego filmu, który widziałam po południu,
Wspaniała i zastanawiam się
czy zawsze trzeba udowadniać, że się jest najlepszą,
czy trzeba być najlepszą, by zdobyć miłość,
czy nasze codzienne zmagania nie czynią z nas nadzwyczajnych,
czy wspaniała bez miejsca na podium nie jest każda z nas.

zainteresowanym filmem podpowiem, że obecnie
rekordzistką w maszynopisaniu jest Barbara Blackburn,
z wynikiem 1060 znaków na minutę na klawiaturze w układzie Dvoraka.

środa, 27 marca 2013

sprawunki


świąteczne sprawunki zamówiłam w tym roku przez internet.

kilogramy pomarańcz i jabłek,
brzoskwinie w syropie i ananasy w plastrach,
moje ulubione casarecce,
przyjechały w wielkich koszach wniesione przez młodego mężczyznę.
długo nie mógł złapać tchu, gdy dotarł do nas na drugie piętro,
a tyle chciał nam powiedzieć.

zaproponowałam mu coś do picia,
odmówił tłumacząc, że wodę ma w samochodzie,
a noszenie sprawunków jest lepsze niż siłownia.

z każdego jego słowa czułam radość z tego co robi.
jakby dowożenie zakupów do domu klientów
było tym co sobie wymarzył,
jakby pracował w swoim własnym sklepie
i wyskoczył na chwilę podrzucić coś klientce,
a nie dla marketowego potentata.


wtorek, 26 marca 2013

gwiazdy


w wigilijny wieczór ojciec
zabrał dzieci na pustynię.

niech każdy wybierze sobie po jednej gwieździe - powiedział,
takiej która spodoba się wam najbardziej.
to będzie wasz bożonarodzeniowy prezent.

mała Jeanette wybrała Wenus,
najpiękniejszą z gwiazd.
jej nazwa brzmiała jak imię kobiety,
którą chciałaby się stać.

z początku ojciec nie zgadzał się z jej wyborem.
Wenus to nie gwiazda, lecz planeta - przekonywał.
w końcu jednak ustąpił i podarował jej Wenus.

wiele lat później wspominał te niezwykłe prezenty,
które dał swoim dzieciom,
bo na nic innego nie było go stać.
plastikowe zabawki, które dostały inne dzieci
dawno się już zepsuły,
a wy zawsze będziecie mieć swoje gwiazdy.
gdziekolwiek będziecie będą wam towarzyszyć,
ich blask będzie trwał wiecznie.


poniedziałek, 25 marca 2013

książki


czytam Ślady małych stóp na piasku Anne-Dauphine Julliand
i Smak dżemu i masła orzechowego Lauren Liebenber.

przeczytałam Dom z papieru Carlosa Marii Domingueza.

układam listę lektur do przeczytania w czasie świąt i majówki:
Smuga cienia Josepha Conrada,
Dwie kobiety Doris Lessing,
Bóg zwierząt Aryn Kyle.

niedziela, 24 marca 2013

korespondencja






Dear Barack Obama,
It's Sophia Bailey Klugh, your friend who invited you to dinner.
You don't remember okay that's fine.
But I just wanted to tell you that I am so glad you agree
that two men can love each other,
because I have two dads and they love each other,
but at school kids think that it's gross and weird."






Thank you for writing me such a thoughtful letter about your family.
Reading it made me proud to be your president
and even more hopeful about the future of our nation.

In America, no two families look the same.
We celebrate this diversity.
And we recognize that whether you have two dads or one mom
what matters above all is the love we show one another.
You are very fortunate to have two parents who care deeply for you.
They are lucky to have such an exceptional daughter in you.




sobota, 23 marca 2013

Nanga




jestem tego pewny
w głębi duszy o tym wiem, że
gdzieś na szczycie góry wszyscy razem spotkamy się.

piękny tekst
wielkie ambicje i plany
nieprzeciętna siła ducha.
więcej na blogu Sen Nanga.

a nawiasem mówiąc zima w Himalajach
przypomina wiosnę w wielkim mieście.

piątek, 22 marca 2013

majątek



chciałabym w dniu swojej śmierci
nie mieć żadnego majątku.
dobra nabyte rozdać wcześniej,
nie zostawiać najbliższym rzeczy do podziału.

chciałabym ostatni rok przed śmiercią
trwać w ascetycznym minimum.
mieć tylko to, co niezbędne:
łóżko, talerz, łyżkę, laptop.
okno.
nic więcej.

ograniczenie posiadania jest
jednym elementem procesu przygotowań do wielkiego dnia.

czwartek, 21 marca 2013

kurs


polecam 21 dniowy kurs medytacji on line po angielsku.
mini wykłady, mantry i medytacja.
wystarczy się zalogować,
znaleźć wolny czas i miejsce do medytacji.

dziś zaczął się 11. wykład.
nadrabiam zaległości sprzed kilku dni.
całość - inspirująca.



środa, 20 marca 2013

uszczęśliwianie


uszczęśliwia mnie
pisanie listów, wierszy, dedykacji,
życzeń świątecznych, pism urzędowych, postów bloga,
czytanie Dalajlamy, Miłosza, Julii Hartwig i Jacka Kerouacka,
przytulanie Dzieci, obejmowanie, kizianie, mizianie,
śmiech, uśmiech, żartowanie,
picie świeżo parzonej kawy ze spienionym mlekiem,
w sieciowej księgarni albo restauracji tonącej w kwiatach,
w której rozbrzmiewa muzyka fortepianu,
obserwowanie spadających płatków śniegu
(i roztrząsanie kwestii skąd się bierze śnieg wiosną)
medytowanie,
dotykanie pustki jeszcze cichszej,
milczenie,
cisza.


dziś przypada międzynarodowy dzień szczęścia
ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2012 roku.
rezolucja stwierdza, że dążenie do szczęścia jest
podstawowym celem człowieka, i uznaje
potrzebę bardziej zrównoważonego i sprawiedliwego
podejścia do rozwoju gospodarczego.

Zgromadzenie Ogólne ONZ w swej uchwale zwróciło się do
wszystkich państw członkowskich, organizacji systemu
Narodów Zjednoczonych i innych organizacji międzynarodowych
do obchodów Międzynarodowego Dnia Szczęścia w odpowiedni sposób,
w tym poprzez edukację i publiczne działania podnoszące świadomość
społeczeństwa w dążeniu do szczęścia.

według najnowszego rankingu, przeprowadzonego w 2012 roku,
najwyższy poziom HPI (Światowego Indeksu Szczęścia)
osiągnęły takie kraje jak Kostaryka, Wietnam i Kolumbia,
natomiast na dole skali znalazły się Botswana, Czad i Katar.
Polska zajęła w rankingu 71 miejsce.

Arystoteles twierdził, że gdy dusza osiągnie optymalną,
przeznaczoną dla danej jednostki postać,
to wtedy jednostka ta osiągnie trwałe szczęście i cnotę (eudajmonia).
dusze ludzkie są niepowtarzalne, dlatego to,
co jest dobre dla jednego człowieka,
niekoniecznie musi być dobre dla drugiego.
dobro zatem jest pojęciem subiektywnym
i zależy od mnóstwa różnych czynników.
próba uszczęśliwiania wszystkich poprzez tworzenie
idealnego państwa jest więc mrzonką,
która w istocie może tylko wszystkich unieszczęśliwić.
w swoim postępowaniu człowiek powinien kierować się
„złotym środkiem”, który jest określany przez jego rozum,
gdyż jest to droga do osiągnięcia szczęścia,
najwyższego dobra, które jest naszym celem ostatecznym.

(źródło: wikipedia)

wtorek, 19 marca 2013

Malala


Today I have achieved my dream of going back to school.
Malala Yousafzai

pakistańska nastolatka i blogerka
przeciwstawiała się talibom i wszystkiemu, co sobą reprezentują.
na blogu pisała o swoich doświadczeniach w dolinie Swat.
podpisywała się jako Gul Makai, ze względów bezpieczeństwa.
jej prawdziwe imię oznacza niosąca w sobie cierpienie,
a to do niej nie pasowało - żartowała.
w październiku 2012 roku została postrzelona w głowę
i szyję przez zamachowców talibów.

jej ojciec Ziauddin Yousafzai jest poetą.

Malala otrzymała za swój blog prestiżowe nagrody.
w tym miesiącu została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla.

Jestem w złym nastroju, od jutra zaczynają się zimowe wakacje.
Dyrektor naszej szkoły zapowiedział wakacje,
ale nie wspomniał, kiedy znów zaczniemy szkołę.
Wszystkim dziewczynom odebrało to radość z nadchodzącej przerwy,
bo wiemy, że talibowie wydali zakaz edukacji dla nas
i że to może oznaczać, że prędko tu nie wrócimy.
Ja wierzę, że szkoła będzie ponownie otwarta,
ale i tak patrzyłyśmy na budynek, jakby to był ostatni raz.


dziś Malala wróciła do szkoły.
rozpoczęła naukę w prywatnej szkole dla dziewcząt
w Birmingham w Wielkiej Brytanii.
jej czesne opłaca rząd pakistański.

trzymam kciuki za Malalę, za tę cudowną waleczną dziewczynę.

poniedziałek, 18 marca 2013

szklanka


nie znoszę pytań z testów psychologicznych w rodzaju
czy twoim zdaniem szklanka zapełniona w połowie
jest pełna czy pusta.

według mnie szklanka zapełniona w połowie jest pełna i pusta.
jest w połowie pełna i w połowie pusta
równocześnie.

nie ma dokładniejszej odpowiedzi niż ta.
i prawdziwszej.

co można wywnioskować z tej odpowiedzi?
że jest szklanka, jest substancja płynna i jest pustka,
a ja nie jestem pesymistką.


niedziela, 17 marca 2013

istnienia


moje odkrycie z ostatnich dni - Ko Un,
poeta południowokoreański.

oskarżony o zdradę stanu i skazany na dwadzieścia lat
pozbawienia wolności, Ko Un ślubował w więziennej celi,
że jeśli kiedykolwiek wyjdzie na wolność,
upamiętni oddzielnym wierszem każdego człowieka,
którego spotkał osobiście bądź znał z historii.

słowa dotrzymał.
ten były mistrz buddyjski i bojownik o wolność i prawa człowieka
napisał dotychczas cztery tysiące wierszy
zawartych w trzydziestu tomach
pt. Maninbo dziesięć tysięcy istnień.
wiersze pisane z buddyjskim współczuciem dla
wszystkich cierpiących istot,
tworzą swoisty poetycki kosmos,
pozbawiony odpowiedników w światowej literaturze.


oto wiersz z tomu czwartego pt. Hui-ja
w tłumaczeniu Mieczysława Godynia

Z rękami jeszcze mokrymi od zmywania naczyń
idzie do czarnej olszyny i płacze do woli,

aż się ukaże twarz jej zmarłej matki.
Niebo usiane ziarnami światła.
Wschodzą gwiazdy.


a jak nadzwyczajnie poeta recytuje swoje wiersze,
przekonajcie się sami.



piątek, 15 marca 2013

pomyślność


Przez dwanaście lat ludzie wraz z dewami zastanawiali się:
“Czym jest pomyślność?”
Lecz nie udało im się określić trzydziestu ośmiu rodzajów pomyślności,
które przynoszą szczęście.
Dopiero Pan dew [Budda] pouczył o tym, co niweczy wszelkie zło;
przynosząc korzyść całemu światu, wymieńmy zatem te pomyślności.
- Oto co słyszałem:
Pewnego razu Błogosławiony przebywał w Sāvatthi,
w gaju Jeta, w klasztorze Anāthapindiki.
Głęboką nocą, w gaju Jeta pojawiła się dewa
o nadzwyczajnej piękności i rozświetlając swoją urodą
cały gaj podeszła do Buddy.

Stanęła przed nim i pozdrowiwszy z szacunkiem Błogosławionego,
zajęła miejsce z boku.
Stanąwszy z boku dewa zwróciła się do Buddy:
Wiele dew i ludzi, tęskniąc za szczęściem,
zastanawiało się, czym jest pomyślność.
Proszę, wytłumacz, czym jest największa pomyślność.

Unikanie głupców, przebywanie w towarzystwie mędrców,
oddawanie honoru, gdzie honor należny – oto największa pomyślność.
Odpowiednie miejsce zamieszkania, plon dobrych uczynków z przeszłości,
właściwe dążenia – oto największa pomyślność.
Szeroka wiedza i umiejętności, doskonała samodyscyplina,
stosowne słowa – oto największa pomyślność.
Służenie swoim rodzicom, troska o współmałżonka i dzieci,
spokojny zawód – oto największa pomyślność.
Szczodrość, życie w zgodzie z Dhammą, troska o krewnych,
nieskazitelne uczynki – oto największa pomyślność.
Unikanie zła i odrzucanie zła, powstrzymanie się od środków odurzających,
pilność w czynach zgodnych z Dhammą – oto największa pomyślność.
Szacunek, pokora, zadowolenie, wdzięczność,
słuchanie nauk Dhammy we właściwym czasie – oto największa pomyślność.
Wyrozumiałość, poddanie się przewodnictwu osób szlachetnych i naśladowanie ich,
dyskusja na temat Dhammy we właściwym czasie – oto największa pomyślność.
Gorliwa praktyka, życie w czystości, zrozumienie Szlachetnych Prawd,
doświadczanie Nibbany – oto największa pomyślność.
W obliczu przeciwności losu zachowanie spokojnego, czystego umysłu,
wolnego od smutku i strachu – oto największa pomyślność.
Ci, którzy postępują w ten sposób, w każdych okolicznościach są niezwyciężeni,
bezpieczni gdziekolwiek się udają – oto największa pomyślność.

czwartek, 14 marca 2013

powrót


Urszuli Kozioł dedykuję

pora powrócić do nie wiem
na pytanie tyle razy zadane
kim jestem
milczę
co mogę powiedzieć jeszcze
skoro już tyle o sobie powiedziałam
o podróżach zamierzonych niezmierzonych
w nieokreślonych kierunkach
dotąd nie dotarłam do odpowiedzi
nie spotkałam tego
kto wie kim jestem
ani tego kto wie kim on jest

pora powrócić do nie wiem
być jak kamień
który pytany o to kim jest
nie odpowie że jest kamieniem
choć w głębi swego kamiennego serca czuje
że jest bytem trwale skamieniałym
pogodzony ze stanem bezruchu
ciągnie wieczność w mroczną pustkę

być człowiekiem jak kamień
rzucony znikąd na ziemię
trwać w zaufaniu do rzeczywistości
po latach wszystkiego
w pył szary się rozsypać
innym ludzkim kamieniom na oparcie
pośród tej ziemi dla tej ziemi
niczym więcej dotąd aż dalej nie
wiem

środa, 13 marca 2013

niszowa


Pani N. do mnie:
jesteś najbardziej niszową osobą jaką znam.

Gdy ktoś kilka lat po mojej śmierci otworzy mój grób,
będzie on pełen nie kości,
ale wierszy napisanych w ciemności tego grobu.
Ko Un (고은)

wtorek, 12 marca 2013

poniedziałek, 11 marca 2013

kazanie


Czy wiesz, w jaki sposób Kaśjapa został pierwszym patriarchą?
Budda zamierzał właśnie objaśnić pewną sutrę
tysiąc dwustu pięćdziesięciu bhikku,
którzy czekali na jego słowa odziani w święte szaty,
siedząc ze skrzyżowanymi nogami.
A Budda nie wypowiedział ani jednego słowa.
Trzymał jedynie kwiat w ręku.
Wszyscy bhikku wydawali się zakłopotani.
Jedynie Kaśjapa uśmiechał się.
Oto w jaki sposób Budda wybrał Kaśjapę
i uczynił zeń pierwszego patriarchę.
To wydarzenie stało się znane powszechnie
jako kwiatowe kazanie, chłopcze.
Udałem się na chwilę do kuchni,
wziąłem ze stołu banana i wróciłem do dyskusji.
- Teraz powiem ci, czym jest nirwana!
- Czym?
Zjadłem banana, rzuciłem skórkę na ziemię i nie powiedziałem nic.
Po chwili milczenia oznajmiłem:
- To bananowe kazanie.
- Ho, ho! - wykrzyknął Japhy.

Włóczędzy Dharmy, Jack Kerouac



niedziela, 10 marca 2013

zalecenia


obiecałam kiedyś, że podam zalecenia kręgarki
dotyczące prawidłowej postawy.
oto one:

nie zakładaj nogi na nogę
nie krzyżuj nóg pod krzesłem
w pozycji siedzącej pochyl się zginając w biodrach

w pozycji stojącej nie wysuwaj nogi do przodu
nie stój na jednej nodze
obciążaj równomiernie obie nogi
nie wciągaj brzucha
nie prostuj pleców
nie napinaj pośladków

w toalecie siadaj na brzegu deski sedesowej, nie głęboko
zegnij się w biodrach
panowie stoją na ugiętych nogach
z wypchniętymi do tyłu pośladkami.

przed siusianiem wskazane podskoki!

sobota, 9 marca 2013

marokanka


staruszka o zielonych błyszczących oczach
ubrana w czerni.
na jej twarzy przysiada pszczoła.
zaczyna wędrówkę wolnymi krokami.
stara kobieta szybkim ruchem chwyta owad dłonią.
otwiera zaciśnięte palce i przygląda się mu uważnie.
po chwili rozpoznaje, że to pszczoła,
która wyleciała z jej ula.
uśmiecha się do niej.
- coś ty głupia zrobiła? -
mówi dźwięcznie w języku tamazight
- zmęczyłaś się, zakurzyłaś,
odpocznij trochę i wracaj do domu,
albo nie, sama cię odniosę.

pszczoła chodzi po ręce kobiety.
rozumie słowa staruszki, które brzmią
dla niej jak najsłodsza pieszczota.

tylko udomowiona pszczoła wie jak przywołać starą kobietę
do domu gdy jej potrzebują.

piątek, 8 marca 2013

kwiaty


co za dzień!
dostałam cztery róże.
trzy cytrynowe i jedną w kolorze burgunda.
stoją razem z żółtymi tulipanami w jednym wazonie.
ledwie się mieszczą.

czterech dobrze znanych mi mężczyzn weszło
do mojego pokoju zaraz z rana.
szli rządkiem jeden za drugim.
dwóch pierwszych niosło czerwone róże.
jeden wręczył kwiat mnie, drugi Pani R.
życzyli nam zdrowia i czegoś tam jeszcze,
czego konkretnie nie pamiętam.

po południu w sklepie samoobsługowym dostałam
trzy żółte róże od nieznajomego mężczyzny.
powiedział przy tym coś miłego.
w ramach promocji firmy, promował uśmiech, radość, spontaniczność.

dostałam też życzenia, w których nazwano mnie Feministką.
to był chyba najlepszy prezent, jaki dostałam dzisiaj.
bo lubię to słowo, jest bardzo kobiece,
tak kobiece jak dzisiejsze święto,
i pasuje do mnie jak ulał.

dzień kobiet lubię coraz bardziej.
im więcej mam lat, tym więcej dostrzegam piękna w tym święcie.
jest piękne jak kobieta,
ciepłe jak wiosenne kwiaty i słońce,
ważne jako okazja do uświątecznienia się
i spotkań kobiet z kobietami.

wieczorem od Młodej dostałam małą figurkę Buddy
i świąteczne uściski.
w głębi serca każda kobieta jest feministką.


czwartek, 7 marca 2013

fryzura


włosy w nowym odcieniu zdobią moją głowę
fryzjerka od koloru ma jutro zabieg usunięcia znamienia
o groźnie brzmiącej charakterystyce
bukiet żółtych tulipanów stoi w wazonie na moim biurku
tulipan z rozszarpanymi płatkami w kolorze amarantu
wręczyłam Młodej w przeddzień święta
dla podtrzymania tradycji wręczania kwiatów z okazji
dałam się zaprosić jutro Panu W. na film,
który chciał zobaczyć w poniedziałek
czas biegnie, ale nie goni
oby Pani G. wróciła z kliniki z dobrym wynikiem.

środa, 6 marca 2013

poeta




poszukuję prawdy
jestem optymistką
wierzę, że idę dobrą drogą
chociaż moja podróż toczy się wolno,
i chciałabym znaleźć drogę krótszą,
albo dostać gwarancję, że dojdę do końca,
że zdążę dotrzeć do celu,
nim minie mój czas.
wiem, że są krótsze drogi
i są ludzie, którzy nimi podążają
ale ja jestem człowiekiem, który
idzie nierównym tempem,
dwa kroki w przód i jeden w tył,
a czasami kręci się w kółko za czymś,
co przypomina sen albo marzenie,
albo szukając nie wiadomo czego,
zagrzebuje się wgłąb siebie na jakiś czas
i droga, którą podążam wydłuża się jak wszechświat.
przyjęłam ograniczenia mojej wędrówki
i trwam w samotności.

wtorek, 5 marca 2013

włóczędzy


czytam Włóczęgów Dharmy Jacka Kerouaca
i zachwycam się jego pisaniem.
pisarz jest mi szczególnie bliski przez swoje pragnienie
osiągnięcia oświecenia i fascynację buddyzmem.


Siadam ze skrzyżowanymi nogami
i wymieniam imiona wszystkich moich przyjaciół,
krewnych i wrogów, starając się nie wyrażać gniewu,
wdzięczności czy jakiegokolwiek innego uczucia.
Wypowiadam wówczas taką mniej więcej formułę:
„Japhy Ryder, jednako obojętny, jednako kochany,
niech jednako stanie się buddą”,
a potem wymieniam dalej:
„David O. Selznick, jednako obojętny, jednako kochany,
niech jednako stanie się buddą”.
Podałem tylko przykład,
bo nigdy nie wymieniłem nazwiska Davida O. Selznicka,
a wymieniam jedynie imiona ludzi, których znam.
A to z prostej przyczyny, że wypowiadając słowa:
„Niech jednako stanie się buddą”,
staram się przywołać w pamięci ich twarze, oczy,
tak jak ty, kiedy myślisz o Morleyu,
od razu przypominasz sobie jego niebieskie oczy za szkłami okularów.
„Niech jednako stanie się buddą” - powtarzasz,
myśląc o jego oczach, i istotnie dostrzegasz tajemnicę pogody
i prawdy jego drogi do oświecenia.
A potem myślisz o oczach twego wroga i kontynuujesz sentencję: „
Niech jednako...” - To wspaniałe, Ray! -
Japhy otworzył swój notatnik i zapisał moją modlitwę,
potrząsając z podziwu głową.




poniedziałek, 4 marca 2013

głowa


zadbane przedmieście.
zza zielonego żywopłotu wyjeżdża nagle długa ciężarówka.
spadam z niewysokiego murku z brązowej cegły.

podążam śladem samochodu zaciekawiona skąd wyjechał tak duży pojazd
i jak zmieścił się w przydomowej przestrzeni.

wchodzę na podwórze.
na ziemi blisko budynku leży zakrwawiona głowa mężczyzny,
kilkakrotnie większa od normalnej.

wywrócona do góry nogami spogląda na mnie badawczo.
porusza się energicznie i wydaje niezrozumiałe dźwięki,
jakby chciała mi coś przekazać.

jej ruchy przerażają mnie.
uciekam.

podczas późniejszych spotkań,
wracam myślami do zdarzenia z głową.
zastanawiam się co mam robić: czy zawiadomić policję
czy raczej rozpocząć samodzielnie śledztwo w przebraniu.

to tylko fragment snu.
ciekawe na ile wyceniłby go Pan Niedola,
tytułowy bohater opowiadania Trumana Capote,
który trudnił się skupywaniem snów.
kupował sny po pięć i po dziesięć dolarów.
przejmując sny pozbawiał ich pierwotnych właścicieli cząstki siebie,
zabierał im życie.

niedziela, 3 marca 2013

Rodriguez


dziś oglądałam z Młodzieżą Sugar mana.

specjalnie nie czytałam recenzji wcześniej.
nie wiedziałam więc nic ponad to, że film dostał Oskara,
nie wiedziałam nawet w jakiej kategorii.

rzadko kiedy brak recenzji okazuje się najlepszą recenzją,
ale w tym przypadku tak było.
nie wiedziałam czy film, który oglądam jest
filmem dokumentalnym o osobie, która żyła faktycznie
czy też jest totalną fikcją.
dzięki temu więcej myślałam o bohaterze.

na początku sądziłam, że muzyk żył w istocie,
do czasu gdy podano, że zginął śmiercią samobójczą.
film miał być filmem optymistycznym
uznałam więc, że wydanie dwóch płyt i kompletne
zapomnienie autora w Stanach,
przy równoczesnym ogromnym sukcesie w RPA,
musi być czystą fantazją.
później wyobrażałam sobie, że jakiś inny słynny artysta, taki jak np.
Bob Dylan wydał te płyty pod pseudonimem,
wszak Piotr Fronczewski wystąpił jako Franek Kimono,
mógł też i Bob przybrać imię Sixto Rodriguez.

dopiero w domu odkryłam, że treść film jest prawdziwa.
to jest dopiero magia.

ta historia utwierdza w przekonaniu, że życie przerasta fikcję,
że zawsze może nas zaskoczyć,
że to co wiemy o świecie i o nas samych to tylko część prawdy.
całości możemy nie poznać nigdy.
bo całość składa się z tego,
co dzieje się tu i teraz i tam na drugiej półkuli,
a może też i z tego co na Marsie lub innej planecie,
i tego co działo się przed naszym urodzeniem i po nim,
tego co przeżywamy na jawie, w myślach i tego co we śnie
i tego co widzą i mówią inni
i jak doświadczają rzeczywistości w swoich myślach i snach.

mozaika emocji, myśli, obrazów, dźwięków.





I wonder how many times you've been had
And I wonder how many plans have gone bad
I wonder how many times you had sex
I wonder do you know who'll be next
I wonder I wonder, wonder I do

I wonder about the love you can't find
And I wonder about the loneliness that's mine
I wonder how much going have you got
And I wonder about your friends that are not
I wonder I wonder, I wonder I do

I wonder about the tears in children's eyes
And I wonder about the soldier that dies
I wonder will this hatred ever end
I wonder and worry my friend
I wonder I wonder wonder don't you?

I wonder how many times you been had
And I wonder how many dreams have gone bad
I wonder how many times you've had sex
And I wonder do you care who'll be next
I wonder I wonder, wonder I do

piątek, 1 marca 2013

przedwiośnie


pachnie wiosną od kilku dni.
to jeszcze nie jest prawdziwa wiosna.
ale coś czuje się w powietrzu.

wczoraj nad rzeką w samym środku wielkiego miasta,
widziałam stado kaczek.
dreptały wzdłuż brzegu po lekko zazielenionej trawie.
kacze panie i kaczy panowie.

Pani R. wróciła do pracy po kilku miesiącach nieobecności.
nie jestem już sama w szklanej wieży.
znowu mam się z kim śmiać i z kim omawiać codzienne zdarzenia,
choć w zdecydowanej większości nasze rozmowy
koncentrują się teraz na stanie zdrowia Pani R.
i symptomach chorobowych.

Dzieci pożegnały Miss A., która uczyła ich angielskiego przez pięć lat.
sama niewysokiego wzrostu, gdy zaczęła przychodzić do nas,
przewyższała je o głowę.
teraz oni patrzą na nią z wysoka,
a Młody przewyższa ją prawie o dwie głowy.

obyło się bez płaczu i większych emocji.
tylko mnie zakręciły się łzy wzruszenia
gdy pisałam słowa podziękowania na pamiątkowej karcie:
za wszystkie godziny lekcyjne spędzone razem,
za odkrywanie zawiłości gramatyki angielskiej,
a szczególnie, za uświadomienie nam, że w języku angielskim istnieje
więcej niż jeden czas Present Continuous...


była też ostania partia scrabble po angielsku
i słodkie ciastka gigantycznych rozmiarów
mocno nasączone alkoholem.
i przyrzeczenie spotkania na kolejnej partyjce
już w innej relacji niż nauczyciel-uczeń.