poniedziałek, 30 września 2013

podziękowania


dziękuję niebu, że nauczono mnie czytać i pisać
że nauczono szukać i wyszukiwać
że nauczono rozumieć i roztrząsać

dziękuję niebu, że dano mi zdolność patrzenia
widzenia, obserwowania, zauważania, wnikania
że dano umiejętność słyszenia i słuchania

dziękuję niebu, że otaczano mnie miłością
zrozumieniem, spokojem, cierpliwością, czułością
że otaczano ramionami i zaufaniem

dziękuję niebu, że użyczano mi schronienia
siły, ciepła, nadziei, pożywienia
że użyczano mi książek i pomysłów na życie

dziękuję niebu, że dzielono się ze mną mądrością
słońcem, widokami z księżyca i samolotu
że dzielono się ze mną opłatkiem i zwykłymi nowinami

niedziela, 29 września 2013

przebudzeni


najlepsze, co może spotkać człowieka osadzonego
w więzieniu to poznanie i pogłębianie praktyki medytacyjnej.

wielki szacun, dla ludzi, którzy propagują wśród polskich
więźniów ideę medytacji buddyjskiej.





przebudzeni to stowarzyszenie, które swoją działalność
opiera na zasadach buddyjskiego wolontariatu
wspierając osoby osadzone w zakładach karnych.

jest to stowarzyszenie, któremu można przekazać swój 1% podatku.
w przyszłym roku to zrobię.

sobota, 28 września 2013

świadomość


Dopóki nie uczynisz nieświadomego - świadomym,
będzie ono kierowało Twoim życiem,
a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.


C. G. Jung

czwartek, 26 września 2013

tydzień


w tym tygodniu w okolicy mojego domu
natknęłam się na zwłoki trzech zwierząt:
- kota dachowca, osobnik dorosły,
biały w czarne łatki,
- czarnego, małego kotka, najwyżej dwumiesięcznego,
(widziałam jego bliźniaka, identycznej wielkości,
o tym samym umaszczeniu, przebiegającego przez ulicę,
nie zatrzymał się przy martwym bracie),
- szczura, tłusty, nieduży, o długości tułowia
nie większej niż dwadzieścia pięć centymetrów.
wszystkie te stworzenia zginęły pod kołami samochodów.

martwe ciało białego kota przeniesiono na pobocze drogi.
zwłoki kotka i szczura przeobrażają się w deszczu.

w tym tygodniu stłukł się mój ulubiony czajniczek do herbaty
z kamienia, przywieziony z Chin przez Pana M.
rozbił się na bardzo wiele kawałeczków.
skorupki wyrzuciłam.

środa, 25 września 2013

róża


Bóg
rozkwita
jak róża
na barku słonia
który przystaje
aby przepuścić mrówkę.

Hafiz

abyśmy dostrzegli najmniejsze stworzenie
abyśmy przystanęli, aby przepuścić mrówkę
aby na naszych ramionach zakwitły pąki róż.

wtorek, 24 września 2013

odlot


w niedzielę widziałam je po raz ostatni,
tę niesforną zgraję skrzydlatych demonów
rezydujących na dachu i zanieczyszczających
odchodami moje balkony.

uformowały się w klucz.
i tak uszeregowane przefrunęły nad moją głową
dumnie jak orkiestra paradna,
raz, dwa, trzy okrążenia, głośno trzepocząc skrzydłami
zniknęły w przestworzach.

nie ma ich już drugi dzień.
widać, że zniknęły na dobre.
odleciały na zimę.
może nie do ciepłych krajów,
ani nad Nil lub do Acapulco,

ale gdzieś na południe europy,
by powrócić w marcu,
jak to gołębie grzywacze mają w zwyczaju.

póki co jeszcze ciepła jest jesień,
lecz odchodzi, już prawie w drzwiach.


niedziela, 22 września 2013

ostrzeżenie


na ścieżce rowerowej, którą odkryłam za wielkim miastem
pod znakami ścieżka dla rowerów widnieją
napisy uwaga pies.

rowerzysto,
uważaj na groźne pittbulle, dogi, rottweilery, owczarki
moskiewskie, kaukaskie, kanaryjskie i te z majorki,
molosy, mastify, i inne bysiory,
pospolite kundle, ratlerki, miniaturki.
rowerzysto,
uważaj na ich właścicieli dresiarzy, złomiarzy,
złodziei, przemytników, dealerów, więźniów na przepustce,
tych nadpobudliwych i pobudzonych lekami, pijanych,
obłąkanych, szaleńców, wariatów, nawiedzonych,
szczególnie w czasie pełni.
uważaj, rowerzysto.



sobota, 21 września 2013

luz


czas to tylko wrażenie, wrażenie subiektywne.
czas nie istnieje.
mały okruch wieczności jest taki sam, jak jej wielka część.
więc wyluzuj!


piątek, 20 września 2013

gdybym


Gdybym miał przedstawić czym jest dla mnie świat
wziąłbym chomika albo jeża albo kreta,
posadziłbym go na fotelu wieczorem w teatrze
i przytykając ucho do mokrego pyszczka
słuchałbym co mówi o świetle reflektorów,
o dźwiękach muzyki i ruchach baletu.

Czesław Miłosz


moje dzisiejsze zakupy:
- olej arganowy 100 ml z pomką, prosto z Maroka
(stosuję od dwóch lat, dla odmładzających właściwości),
- olej kosmetyczny kokosowy tłoczony na zimno w słoiczku
(pachnie uroczo, rzekomo bakteriobójczy, wspomaga gojenie się ran),
- olej kosmetyczny z orzechów macadamia z pipetą
(mercedes wśród olejków - reklamowała sprzedawczyni),
- siedem jajek od zielononóżki zagrzebanych w pachnącym sianku,
- woreczek majeranku 100 g, za namową Pani E.,
- sok z aloesu, litrowy, do kuracji Słoneckiego
(na czczo po łyżce soku z aloesu, cytryny i oliwy z oliwek,
przy okazji przypomniałam sobie o ssaniu oleju -
oczyszczającej metodzie Tombaka),
- olej kukurydziany (do celów kulinarnych i innych także),
- ałun (dla Młodego, niezbędnik golącego się mężczyzny,
tamuje krwawienie, można go też stosować jako naturalny dezodorant).

gdybym miała przedstawić czym jest dla mnie zdrowie
ułożyłabym same naturalne produkty i kosmetyki
na półkach supermarketu
i przytykając ucho do mokrego pyszczka chomika albo kota
słuchałabym co mówi o odżywczych składnikach,
o uzdrawiających dietach i niezawodnych miksturach.

środa, 18 września 2013

blizna


mam na sobie pół metra blizn,
z czego najwięcej na prawej nodze.
lubię moje blizny.
nigdy się ich nie wstydziłam.
chodzę z gołymi nogami w krótkich spodniach
i niezakrywających kolan spódnicach,
nie stosuję żadnych terapii niwelujących blizny.

krótko po operacji był czas, że
chciałam przykryć blizny tatuażem.
szczególnie, tę wokół kostki,
która jest najwidoczniejsza.
zmieniłam zdanie, gdy przeczytałam
historię opisaną przez Cejrowskiego.
bo blizny robią wielkie wrażenie na Indianach.
w ich mniemaniu człowiek, który nosi na ciele ślady tak
ciężkich przeżyć, musi być obdarzony Wielką Mocą.

zwyczajna blizna bywała dla podróżnika często przepustką
na tereny zamknięte dla białych,
kartą wstępu na sekretne indiańskie obrzędy,
pogrzeby, porody, odczynianie uroków -
wszystko to czego nie pokazuje się obcym.

co ciekawe Indianie prosili podróżnika,
żeby nigdy przy nich nie zdejmował koszuli,
bo na Wielką Moc niebezpiecznie jest patrzeć.
w dodatku ich szaman stwierdził, że człowiek przecięty
w taki sposób nigdy się nie zrasta.
tylko umiera.
a jeśli jeszcze nie umarł, to znaczy,
że był znacznie silniejszy
od tego, co chciało go skrzywdzić.

czuję, że z bliznami jestem silniejsza niż bez nich.


wtorek, 17 września 2013

wyłącznie


Tatusiu, czy istnieje życie pozagrobowe?

Synku, WYŁĄCZNIE!


Sławomir Mrożek

poniedziałek, 16 września 2013

roshi






Roshi leży w łóżku
ze strudzoną miną
Żył dotąd z żywymi
ze zmarłymi ginął
Znów prosi o drinka
(cuda nad cudami)
Wojuje z pokojem
wojuje z wojnami
Zasiada na tronie
z Twarzą Niebywałą
i wojuje z Niczym
które Czymś się stało
Po suszonych śliwkach
tak w żołądku błogo
Nikt nie chce do Nieba
w Piekle też nikogo


- Mount Baldy, 1996
Roshi w wieku 89 lat, Leonard Cohen
w przekładzie Daniela Wyszogrodzkiego


takie cudne wiersze znalazłam
w książce Księga Tęsknoty Leonarda Cohena.

zwróćcie uwagę na strój buddyjskiego mnicha,
w który ubrany jest Cohen.
artysta spędził pięć lat w ośrodku buddyjskim
na Mount Baldy w okolicach Los Angeles.
wstawał o 2.30 rano i przygotowywał posiłki dla swojego
rōshiego, mistrza zen, a później medytował.
w ciągu tych lat stał się innym człowiekiem.
właśnie temu nauczycielowi poświęcony jest ten wiersz
i wiele innych z tomu Księga Tęsknoty.

niedziela, 15 września 2013

niepokorna


czytam Niepokorną córkę Xuan Phuong, Daniele Mazingarbe,
książkę którą znalazłam w jednej z moich ulubionych księgarni w mniejszym mieście,
podczas ostatniej wizyty.

wybrałam ją głównie ze względu na tematykę - losy wietnamskiej kobiety,
(którą życie związało z partyzanckim ruchem oporu,
i która w skrajnej nędzy samotnie wychowywała troje synów),
oraz nazwisko tłumaczki - Moniki Warneńskiej.

bo Wietnam jest moją wielką miłością.
to kraj w którym spędziłam trzy tygodnie wiele lat temu
podróżując z młodzieżowym biurem podróży
(istniejącym do teraz),
i który zapadł mi w serce,
tak jak Chiny, Tybet, Indie i Nepal,
i do którego mam nadzieję jeszcze powrócić.



sobota, 14 września 2013

wynalazek


obudziłam się wcześnie.
padał deszcz.
niebo było szare, jesienne, mroczne.

wyjrzałam przez okno.
poczułam zimno, smutek, pustkę.

pomyślałam, jak dobrze byłoby mieć w domu
swoje własne podręczne słońce,
włączane na pilota,
w kształcie kuli,
które emitowałoby światło i ciepło
o mocy równej prawdziwemu słońcu.
w ciągu pogodnego dnia domowe słońce ładowałoby się jak bateria,
a później na życzenie właściciela
emitowałoby tę słoneczność.
wśród wielu programów do wyboru znalazłyby się -
pierwszy dzień wiosny, letnie popołudnie, upalny wieczór,
gorączka nocy, na rozgrzanym dachu.

w taki szary dzień jak dzisiaj
włączałabym małe słońca w każdym pokoju.

piątek, 13 września 2013

fortepian


Po wysłuchaniu Mozarta
(co zdarzało mi się często)
Zawsze dźwigałem
Fortepian na szczyt
Mount Baldy
I z powrotem
I nie mówię
O elektronicznej klawiaturze
Tylko o koncertowym
Fortepianie
Wykonanym z betonu
Teraz kiedy umieram
Nie żałuję
Ani kroku



Leonard Cohen, Głos Pana
w przekładzie Daniela Wyszogrodzkiego

czwartek, 12 września 2013

fado


To, co robię, jest jak fado, muzyka żalu.
Moja opowieść to historia kogoś, kto ciągle upada.
Jestem po drugim rozwodzie,
nie udało mi się utrzymać wielkiej miłości,
przez którą kiedyś umarłem.
I też żyję. Tak bywa.
Potrzebuję uzasadnienia tego,
że w ogóle jestem na tym świecie.
Dlatego śpiewam.

Marek Dyjak





barowy grajek, z wykształcenia hydraulik
o urodzie typa spod ciemnej gwiazdy
chropowaty, mocny głos
alkoholik, stuprocentowy pijaczyna
ekskluzywny menel
rozbijał bary, rozbijał siebie
chciał iść na dno i leciał jak siekiera
uległ autodestrukcji, powiesił się
próba samobójcza prawie mu się udała
uratowała go żona
choć małżeństwa nie dało się uratować
trzeźwiejący człowiek to nie jest człowiek do życia
od roku ponownie rozwiedziony
nie pije od czterech lat
alkohol jest jak skorpion
ciężko żyć ze skorpionem w jednym akwarium.

środa, 11 września 2013

esencja


Myślę, że chodzi o znalezienie czegoś,
co jest ponad oczywistościami życia,
ponad pracą, rodziną, pieniędzmi.
Kiedy odnajdziesz wartości wewnętrzne widzisz,
że wokół ciebie jest miłość.
Ale to wymaga czasu, medytacji, patrzenia w głąb siebie.
Nie trafisz na to na zewnątrz, jedynie w sobie.
Ale kiedy już znajdziesz w sobie miłość, zobaczysz ją w ludziach,
których spotykasz i we wszystkim, co cię otacza.

Nie wydaje mi się, żeby świat bez wojen był w ogóle możliwy.
Ale to, co możemy zrobić, to osiągnąć stan pokoju wewnętrznego.
Często jesteśmy rozdarci na kilka części, które są w konflikcie.
Mantry i medytacja, którymi się dzielimy,
pomagają zjednoczyć wszystkie części nas.
Taki jest nasz wkład w to, by czynić świat bardziej pokojowym,
chronić przed wojnami.
Nie koncentruj się na wojnach i konfliktach.
Znajdź tę część siebie, która jest pokojem
i wzmacniaj ją, akcentuj w codziennym życiu.
Wtedy nie musisz się martwić o przyszłość,
czy kiedykolwiek świat będzie oazą pokoju, czy nie.
Zobaczymy. Zaczynamy od dziś i każdy zaczyna od siebie.
To jest ten kawałek świata, na który mamy wpływ.

Deva Premal


mantra Gayatri w wykonaniu Devy Premal z płyty The Essence,
ulubionej płyty Cher, przy której piosenkarka ćwiczy jogę.
jak mówi słucha tylko tej jednej.




wtorek, 10 września 2013

wirus


Młodych zaatakował wirus.

gorączka, wymioty, majaczenia, ból gardła, poty,
przychodnia, diagnoza, infekcja wirusowa,
mierzenie temperatury,
sen ciągły z krótkimi przerwami na picie, okłady, kąpiele, siusiu,
głodówka, osłabienie, monodieta,
płukanie gardła roztworem z rumianku (azulan),
obowiązkowe dwie tabletki radirexu,
problemy z przełykaniem, flegma, niewyraźna mowa,
oglądanie telewizji, przywilej chorego.

strzepywanie słupka rtęci z dwóch termometrach,
zmiana pościeli, piżam, wietrzenie pokoi,
gotowanie kasz: kukurydzianej i gryczanej,
karmienie, pojenie, pocieszanie, czytanie na głos Przeminęło z wiatrem,
i zdziwienie - tlc nie emituje już moich ulubionych programów.

poniedziałek, 9 września 2013

obdarowanie


Boże, obdarz mnie spokojem, bym zaakceptowała
Rzeczy, których nie mogę zmienić,
Odwagą, bym zmieniła rzeczy, które zmienić mogę,
I mądrością, bym umiała je rozróżnić.


spokoju, odwagi i mądrości,
nie tylko sobie życzę.

niedziela, 8 września 2013

pomiędzy


Nadzwyczajnie podobała mi się droga,
w której dzikości było coś odwiecznego.

Jack Kerouac

przejechałam na rowerze czterdzieści kilometrów.
nie bolą mnie nogi, nie bolą ręce, ani plecy.
tylko ta jedna część ciała, która znajduje się pomiędzy.


sobota, 7 września 2013

gęsi


Nie musisz być dobra
Nie musisz iść na kolanach
sto mil przez pustynię, pokutując.
wystarczy jeżeli pozwolisz zwierzątku twego ciała
kochać, co pokochało.
Mów mi o twojej rozpaczy, ja opowiem moją.
A tymczasem dalej trwa świat.
Dalej słońce i przezroczyste kamyki deszczu
suną przez krajobrazy,
nad łąki i głębokie drzewa,
nad góry i rzeki.
Znów dzikie gęsi, wysoko w czystym błękicie,
lecą z powrotem do domu.
Kimkolwiek jesteś, choćbyś była bardzo samotna,
świat ofiarowuje się twojej wyobraźni,
woła do ciebie jak dzikie gęsi, cierpko, pobudzająco,
coraz to oznajmiając, gdzie jest twoje miejsce
w rodzinie ziemskich rzeczy.


Mary Oliver, Dzikie gęsi
w tłumaczeniu Czesława Miłosza

piątek, 6 września 2013

jednostajność


czas spędzony w pracy bez pracy
jest tym czasem kiedy zegary tracą zdolność
panowania nad wskazówkami
sekundnik zamiera przerażony jednostajnością zdarzeń
z lękiem obserwuje ciszę i brak ruchów palców na klawiaturze
minuty następują wolniej, jakby nie miały dokąd pójść
godziny suną ruchem posuwistym jak ślimaki
nie ma znaczenia fakt czy w biurze jest szef czy szef szefów
czy też nie ma ich obu
osoba przyzwyczajona do dużego tempa pracy
jest tą sytuacją zadziwiona
odczuwa nieokreślony dyskomfort
coś ją ściska i coś uwiera
w ciągu tych godzin pustych jak wydmuszka jajka
usilnie chroni swoje aktywne ja przed zastojem
wypełnia czas w najróżniejszy sposób
głównie rozmowami, obserwacjami, rozważaniami, rozmyślaniami
mając na uwadze, żeby wypełnienie było treściwe i sensowne
a jego efekt służył przyszłym efektom
a nawet przewyższył wszystko, to
co wcześniej zostało powiedziane, zrobione, napisane


czwartek, 5 września 2013

pomyłka


- dzień dobry ... przez pomyłkę wybrałem ten numer.
- nic nie szkodzi, dzień dobry.
- nie miałem żadnej sprawy ... przepraszam.
- rozumiem, nic się nie stało, życzę miłego dnia.
- ... do widzenia.
- do widzenia, panu.


jeśli szukasz prawd

nie wkraczaj na trakt
trakty wiodą ku

a prawda jest tu


Edward Estlin Cummings
w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka

środa, 4 września 2013

japonia


zanurzamy się w Japonii, w jej kulturze, sztuce, sporcie, języku.
to co zapowiadał nasz były prezydent, noblista -
budowanie drugiej japonii, stało się faktem.
w naszym domu nastała japońska era.

Młoda rozpoczęła naukę języka japońskiego i karate,
na boczny tor poszła ukochana kiedyś szermierka.
japońska nauczycielka i białe kimono skradły jej serce.

podobno kiedy Japończyk poznaje Polaka,
odnajduje w nim bratnią duszę.
bo łączy ich wiele: tradycja szlachecka,
przywiązanie do honoru, ziemi i rodziny,
do takich wartości jak lojalność i przyjaźń,
a ich problemy jakkolwiek wyjątkowe by nie były,
okazują się niezwykle podobne.
jak powiedział jeden z byłych japońskich premierów
Polska i Japonia to prawie sąsiedzi,
dzieli je w końcu tylko jeden duży las
.

czytam rozważania Haruki Murakamiego o bieganiu
zawarte w książce pt. O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu.
pisarz jest wytrawnym biegaczem, maratończykiem.
biega codziennie przez godzinę od trzydziestu lat,
sześć dni w tygodniu.
raz do roku bierze udział w maratonach,
także w tych najdłuższych, 100 kilometrowych.
Murakami bieganie traktuje jako swoisty wentyl
bezpieczeństwa, medytację, inspirację,
tę codzienną czynność, która nie tylko wypełnia dzień,
ale sprawia, że staje się on lepszy, radośniejszy.

czytam tę książkę i biegam.
samo bieganie nie służy moim okaleczonym wypadkami
i operacjami nogom, ale lektura książki sprawia, że idąc unoszę się nad ziemią
wydłużam krok i drogę do pracy zamieniam w przebieżkę.


wtorek, 3 września 2013

radości


wpadła mi w ręce w księgarni biała książeczka
zatytułowana Radości.
moją uwagę przykuła śnieżnobiała okładka
z tytułem na środku - jak logo - napisanym piktogramami.
nazwiska autora próżno szukać na okładce.
pojawia się dopiero na skrzydełkach obwoluty - Grzegorz Kwiatkowski.
książka w formie i treści minimalistyczna,
napisana prawdziwie, z żarem.
ostatnie słowa wielu wierszy stanowią tytuły tych utworów.
zabieg ciekawy, przedłuża brzmienie przeczytanego wiersza
jak użycie prawego pedału pianina.

radość taką książkę znaleźć,
choć tytułowych radości w tym tomiku niewiele,
ale jest prostota i siła wypowiedzi.
i jest prawda, o którą w poezji tak trudno.

wiersz otwierający:

wiosną wędrowaliśmy z bratem po lasach
żeby pozbierać i zakopać zdechłe sarny
które nie przeżyły zimy
albo wpadły w sidła
i wykrwawiły się

to były nasze najpiękniejsze lata:
taczka pełna sosnowych gałązek i smugi krwi
i uczucie radości po dobrze wykonanej robocie

Grzegorz Kwiatkowski, Radości


i jeszcze jedna radość - kolejne przejmujące
wystąpienie Malali Yousafzai, walecznej pakistańskiej nastolatki,
postrzelonej przez talibów, za to że sprzeciwiła się zamykaniu szkół w swoim kraju,
która dziś w Birmingham otworzyła największą publiczną bibliotekę w Europie.






poniedziałek, 2 września 2013

więcej


z wiekiem wydaje mi się, że rozumiem więcej,
z akcentem na wydaje mi się,
bo więcej to wcale nie jest tak wiele,
tylko więcej,
więcej niż nic, więcej niż mniej.

niedziela, 1 września 2013

odsypianie


odsypiam wielką podróż sprzed tygodnia.

przez dwa dni weekendu spałam 22 godziny,
dwa razy po dziesięć godzin w nocy
i dwie godziny wczoraj po południu.

czuję się niesamowicie wypoczęta i wzmocniona.
od lat nie spałam tak długo.
jak duże musiałam mieć niedobory snu, skoro zazwyczaj
taka dawka snu wystarcza mi na cztery dni aktywnego życia.