poniedziałek, 31 marca 2014
niedziela, 30 marca 2014
piękno
morze u sufitu
niebo nad podłogą
piękno niezmierzone
chmura w czekoladce
jaśmin w buteleczce
budda na obrazku
śnieg w szklanej kuli
tygrys na balkonie
róża w zamku z piasku
księżyc na talerzu
sosna w pamiętniku
złoto w kropli deszczu
sobota, 29 marca 2014
rzeczy
chciałabym zobaczyć rzeczy takie jakimi są
krzesło, które stoi przy moim biurku czy na pewno jest krzesłem
czy meblem z czterema wyłamanymi nogami
a ten but, który uwiera mnie do krwi i zdziera skórę przy ścięgnie achillesa
czy jest moim wyobrażeniem o niezgrabnym obuwiu czy narzędziem tortur
a ta krew, która płynie z rany czy jest rzeczywista
czy może jej wcale nie ma, a może jest to miejsce
gdzie zaczyna się ganges albo ocean spokojny
czerwienieje od czerwcowych maków.
piątek, 28 marca 2014
samãdhi
myśli coraz wolniej
przesuwają się nad horyzontem
ocean odbija niebo - niebo ocean
szumi coraz ciszej - ustaje
za widnokręgiem empatyczna mądrość
nabiera kształtów - wiruje
olśniewa - promieniuje blaskiem
w dziesięciu kierunkach
każda cząstka wszechświata
przyjmuje właściwą formę
przestrzeń i radość są integralne
Budda otwiera oczy - katharsis
światło zmywa splamienia
oświecenie doświadcza się
koniuszkami zmysłów
znika forma - rozpuszcza się ego
wszystkie zjawiska są puste z natury
mają charakter podobny do snu
jak chmury - są złudne i niestałe
z pustki wyłania się świat
czysty i doskonały
nie jesteśmy ciałami - posiadamy je
dla dobra wszystkich
Frederick Rossakovsky-Lloyd, Samãdhi
czwartek, 27 marca 2014
mars
gdybym nagle umarła
to wyobraźcie sobie że poleciałam na marsa
z biletem w jedną stronę
z misją zasiedlania czerwonej planety
najnowocześniejszym statkiem kosmicznym wznosiłabym się dziewięć miesięcy
w czasie lotu i na miejscu
nie mogłabym rozmawiać przez skype'a ani przez komórkę
nie mogłabym pisać bloga ani listów e-mail ani tych pisanych odręcznie
komunikacja byłaby utrudniona
ale nie rozpaczajcie i nie smućcie się
nie będę daleko
zawsze będę w pobliżu
będę tak blisko jak to tylko możliwe
najbliżej was
pomyślcie też, że spełniło się moje największe marzenie -
znalazłam się w przestrzeni kosmicznej, to podobno metafizyczne przeżycie
środa, 26 marca 2014
poszerzenie
W słoneczne dni świat staje się dwakroć większy.
Andrzej Stasiuk
słońce poszerza dzień
więcej przestrzeni dla chmur, obłoków i czarnych ptaków
więcej miejsca dla rozkwitających forsycji i fioletowo-żółtych rabat
więcej pragnień o podróżach, człowieka aż nosi, w podróż by się wybrał,
nawet blisko, albo i daleko, choć pieniędzy na zbytki
nie ma i wskazane oszczędzanie,
więcej planów przeróżnych, a to jeden w konkursie poetyckim myśli
wziąć udział, a drugi na kurs javy chce się zapisać, i mimo przeszkód
formalnych, rzecz się udała, od przyszłego tygodnia zaczyna zajęcia,
trzeci wybiera się na dni otwarte uczelni medycznej,
chociaż do rozpoczęcia studiów jeszcze dwa lata,
większa potrzeba wygrzewania się w słońcu, człowiek by się chętnie z kotem
zamienił, na ławeczce przycupnął, świeże powietrze chłonął całym jestestwem,
futerko nastroszył, pazurki naostrzył, marzył o dziecięcych zabawach
w kotka i myszkę, albo oczka by zamknął i śnił słodkie sny o wielkości,
albo mruczał by sobie nostalgiczne murmurando aaa...
wtorek, 25 marca 2014
niezmiernie
leżę w łóżku
ze szczęścia nie mogę zasnąć
nie mogę zamknąć oczu, żeby nie przestał mi się śnić ten sen na jawie
co za niezmierny stan
poniedziałek, 24 marca 2014
skakanie
od jakiegoś czasu wieczorne ablucje w łazience kończę serią podskoków
setka na dobranoc, z wymachami rąk nad głową i wokalem.
to bardzo wciągający zwyczaj.
im więcej skaczesz, tym częściej chcesz to robić.
dlaczego małe dziecko skacze przez cały dzień?
od świtu do zmierzchu, od przebudzenia do zaśnięcia
bo powtarzalny ruch wprawia je w świetny nastrój
a dobry humor sprzyja rozwojowi.
skakanie jest dobre nie tylko na poprawę stanu psychicznego.
podskoki pobudzają układ krążenia i system limfatyczny.
szczególnie limfa wymaga naszej aktywności.
a nic tak nie pobudza tego płynu ustrojowego jak wyskoki na batucie.
trampoliny jeszcze nie mam ale wkrótce zamierzam ją nabyć.
na razie do treningów służy mi dywanik łazienkowy.
niedziela, 23 marca 2014
mnich
czasami myślę, że jestem jak mnich, który we śnie ujrzał się jako motyl,
a po przebudzeniu nie wiedział czy jest mnichem, który śnił, że jest motylem,
czy też jest motylem, któremu się śni, że jest mnichem.
sobota, 22 marca 2014
anioły
w księgarni wybieram tytuł za tytułem i zanurzam się w ich zawartość:
Inny też, Filozofia Kaizen, Bóg nie jest urojeniem, Klangor
Ku życiu, które ma sens, Moja Francja, Antologia polskiego reportażu XX wieku.
czytam w całości tekst Iłłakowiczówny o zabójstwie prezydenta Narutowicza,
i wynotowuję najciekawsze fragmenty filozofii kaizen,
Co mi się w sobie najbardziej dziś podoba?, oraz wiersz Urszuli Kozioł
Kiedyś chciałam. rozmyślam nad słowami poetki: Wiersz niosąc nas
różnymi drogami i w różne przestrzenie, może zmienić nas ze zwykłych
zjadaczy chleba w anioły, jak chciał Słowacki.
zmieniłam się w anioła
wiersze różnymi drogami niosły mnie w przestrzenie wszechświata
przemierzyłam tysiące godzin tworząc słowo
dotarłam na orbitę księżyca i jeszcze dalej z powrotem
bielą rozpostartych skrzydeł
zakrywam ubóstwo ziemi i niedoskonałość
piątek, 21 marca 2014
21
rozsłonecznione niebo w najjaśniejszym odcieniu błękitu
zieleniejące listki traw i krzewów
wszechobecne zdziwienie i niedowierzanie
łagodny słodki zapach świeżości.
zmianę czuje się w powietrzu.
ludzie oddychają sercem.
piękny początek wiosny.
i mój jogiczny rekord warty odnotowania -
20 lub 21 (obydwie liczby są równie prawdopodobne) cykli powitania słońca
zrobiłam dzisiaj w takim tempie jak nauczyciel.
a jakie to tempo, musicie sobie wyobrazić, skoro ci, którzy potrafią
dotrzymać kroku instruktorowi, podkreślają tę swoją umiejętność,
a mnie udało się to po raz pierwszy.
czwartek, 20 marca 2014
tort
Czy ty pracujesz dla pracy czy dla tortu czekoladowego?
Remigiusz Grzela
zdecydowanie dla tortu śmietankowego, sernika na zimno, maślanych chałek
dla magii kinowych obrazów
dla zapachu świeżo wydrukowanej książki
dla chwili złapanej lustrzanką cyfrową
dla pizzy w ulubionym lokalu
dla soczystych jabłek, pomarańczy, dojrzałych owoców kiwi, truskawek
dla marszów wśród stromych urwisk i wysokich lasów
dla łączności telefonicznej z ukochanymi
dla maty do jogi i miękkiego fotela
dla przechadzek, spacerów, wędrówek i schadzek
dla przyszłych nieznanych dziś pragnień
środa, 19 marca 2014
wiecznikarstwo
Niccolò Tucci do Tiziano Terzaniego:
Dlaczego nie przestaniesz wreszcie uprawiać tego
dzien...nikarstwa i nie spróbujesz zająć się trochę wieczn...nikarstwem?
(cytat pochodzi z Nic nie zdarza się przypadkiem Tiziano Terzani,
w tłumaczeniu Anny Osmolskiej-Mętrak)
i ja sobie zadaje to pytanie.
wtorek, 18 marca 2014
albo
Mój smutek to mój zamek, który jak orle gniazdo leży wysoko
na szczytach gór pomiędzy chmurami:
nikt go zdobyć nie może.
Mam tylko jednego przyjaciela: to echo.
A dlaczego echo jest moim przyjacielem?
Bo kocham mój smutek, a echo mi go nie zabiera.
Mam tylko jednego powiernika: to cisza nocy.
A dlaczego cisza nocy jest moim powiernikiem?
Bo milczy.
Soren Kierkegaard Albo-albo
w przekładzie Jarosława Iwaszkiewicza
czytam pamiętniki, które pisałam od trzynastego do dwudziestego pierwszego roku życia.
wyjęłam je ze skrytki wśród ubrań z zamiarem zniszczenia.
cztery osiemdziesięciokartkowe zeszyty. pierwszy w kratkę, pozostałe gładkie,
oprawione w kolorowe gazety i kartki z kalendarza.
czwarty brulion zaczęłam cytatem z Kierkegaarda, który zamieszczam powyżej.
smutek był mi kiedyś bliski.
byłam przepełniona melancholią, dumna i chmurna.
na nieomal każdej stronie romantyczny płacz lały się łzy me czyste, rzęsiste,
młodość górna i durna jak u wieszcza Adama.
trudno mi odnaleźć siebie w tej dawnej sprzed lat
i zrozumieć przedstawione smutki i rozpacze.
te stany są mi obce, choć oczywiście niezupełnie.
nasuwa się pytanie czy to na prawdę jestem ja w tych zapiskach, albo moja część,
albo to jakiś literacki wytwór, modna kreacja, którą stworzyłam.
przyjaciółki dawno pozbyły się dziecięcych pamiętników.
dość dowodów ośmieszających autorki, które teraz są poważanymi matkami i żonami,
śmiałymi busienesswomenkami i nieustraszonymi profesorkami.
dość sekretnych szczegółów, które nie powinny się wydobyć na światło dzienne.
jednak po ostatniej lekturze nie mam odwagi wyrzucić zeszytów.
gdybym to zrobiła, czułabym się jakbym samodzielnie się okaleczyła,
jakbym przebiła brzuch kolczykiem, złamała paznokieć albo dwa
i zdarła do krwi skórę z obu kolan.
już czuję jak mnie boli.
poniedziałek, 17 marca 2014
wywiadówka
przed wywiadówką wstępuję do księgarni i przeglądam nowości z poezją,
obfitość dzieł poetów, poetek niewiele, do stolika zabieram dziesięć cieniutkich
jak liście tomików, już wiem, że nie zdążę, ale co tam, tylko kwadrans, góra dwa,
tak rzadko bywam teraz w mieście, w pamięci zostają mi wiersze
młodego krakowianina portretujące dziewczyny i kobiety, z którymi obcował,
po drodze wpadam jeszcze do baru wege na małe co nie co,
o dziwo znajduję wolny stolik, zupa dnia się skończyła, jaka,
ekspedientka za kasą nie wie, sprzedawała ją cały dzień ale niezbyt uważnie,
proszę kelnerkę o szybkie podanie zamówionej porcji cieciorki ze szpinakiem,
bo za pięć minut zaczyna się zebranie, i ze spokojem sprawdzam ulubione strony
na oldskulowym smartfonie, liczę, że spotkanie z nauczycielką nie rozpocznie się
punktualnie, albo przed nim odbędzie się pogadanka psychologa na temat uzależnień
lub innych zagrożeń czyhających na młodzież, czas to rzecz względna,
pojawia się gdy go potrzebujesz, wpadam do szkoły, lekki nieład we włosach,
wargi zdążyłam przejechać raz szminką, szatniarka uśmiechem, a może to woźna,
wita mnie jak starą znajomą i wręcza klucz do sali nr 26, gdzie podobno czeka
już sporo rodziców, bo wychowawca zajęty na innym posiedzeniu,
pod drzwiami faktycznie stoi garstka dorosłych, dziwię, że tak mało,
ale powoli się schodzą, dosiada się do mnie matka przyjaciela mojego syna,
i od niej dowiaduję się, że zebranie było zaplanowane trzydzieści minut później,
o czym mój Jedyny nie raczył poinformować, czy powinnam być oburzona
czy raczej zirytowana, zastanawiam się, jak zwykle monolog na temat słabych wyników
w nauce, dzieci się nie uczą, nie chcę generalizować, ale klasa równoległa ma lepsze
oceny i inne podejście do nauki w ogóle, nie uważają na lekcji, gadają, używają komórek,
nie mam siły zabierać im telefonów, przecież oni są już prawie dorośli, a co z wycieczką
do oświęcimia odzywa się jakaś matka z tyłu z czarnymi włosami w okularach,
właśnie, jesteśmy ciekawi, bo chcemy, odzywają się głosy z trzech ostatnich ławek,
żeby nasze dzieci tam pojechały, to nie jest rozrywka, to ciężka wycieczka,
ale trzeba ich traktować poważnie, nauczycielka wykręca się, że wyjazd nie jest
w programie, można zorganizować ale tylko w sobotę, tak zdecydował dyrektor,
i chwała bogu myślę sobie, jaka mądra decyzja, to jedno pokolenie nie odwiedzi muzeum
auschwitz, obca mu będzie indoktrynacja ideą wojny, totalitaryzmu, zagłady.
niedziela, 16 marca 2014
sobota, 15 marca 2014
piątek, 14 marca 2014
czwartek, 13 marca 2014
rozmyślania
rozmyślam nad przeznaczeniem. co komu jest dane.
dlaczego jednych los obdarza ponad miarę,
wobec drugich jest okrutny, a jeszcze innych nigdy nie zauważa.
po co wypadki, przypadki, incydenty, wojny.
niespodziewane zdarzenia niczym załamania na szczytach morskich fal
wyrzucają jednych na brzeg rajskich wysp w niewysłowione bogactwo i piękno,
a drugim skracają życie gwałtowną i ciężką śmiercią.
zastanawiam się czy można uciec od fatum.
jak długo będziemy żyć, nie wie nikt, ani jak umrzemy.
chwila za chwilą zbliżamy się do przeznaczonego końca.
tak jak osoby, które zmarły z rąk nożowników w chińskim mieście,
w prowincji Junnan, pierwszego marca.
dzień ten zaczął się dla nich jak zwykle.
obudzeni brzaskiem dnia wstali z łóżek,
zjedli pośpieszne śniadanie, wypili zieloną herbatę.
w ciągu dnia rozmyślali o drodze, jako dopełnieniu życia
i możliwościach, które pojawią się w podróży.
wieczorem w holu dworca kolejowego stali w oczekiwaniu na pociąg
i w kolejkach do kas biletowych.
ogromne cierpienie i stracone najcenniejsze życie w przerażeniu, ciemności,
przez głupotę, bezmyślność, bezgraniczną nienawiść.
jak wielka musi być nienawiść żeby zabić jednego człowieka,
a jak wielka żeby zabić trzydzieści osób.
jak wielka musi być nienawiść żeby zranić jednego człowieka,
a jak wielka żeby zranić sto czterdzieści osób.
nie chcę więcej o tym rozmyślać.
na tym dworcu kolejowym Pan M. był pół godziny przed masakrą.
środa, 12 marca 2014
ten
Ten, kto pragnie zwieźć do domu całe bogactwo Indii,
musi nosić bogactwo Indii w sobie.
James Boswell
ten, kto nosi w sobie bogactwo Indii, musi nosić całą spuściznę Miłosza
ten, kto ma w sobie złoto obrazów Klimta, niech nosi kosmos zamknięty w łupince orzecha
ten, kto nosi powietrze znad wierzchołków dachsteinu,
musi mieć w kieszeniach lawendowe kwiaty, serca z papieru, zdrewniałe ogonki jabłek
wtorek, 11 marca 2014
może
może mogłabym stać się Julią Hartwig lub Ewą Lipską
może mogłabym pisać wiersze barwne jak pisanki
może mogłabym tworzyć poematy małe jak laskowe orzeszki
i głębokie jak haiku Issy
może moje słowa docierałyby do samego środka duszy
i rozjaśniały chmurność poranka oraz ciemność nocy
może złożone drukiem w książce wyglądałyby jak
czerwone róże rozsypane na śnieżnym puchu
albo jak motyle, które przysiadły na chwilę na płatkach lotosu.
może
poniedziałek, 10 marca 2014
sesja
wczorajsze warsztaty jogi z akompaniamentem muzycznym na żywo
to była dla Młodej pierwsza sesja jogi z instruktorem.
ona na różowej macie, ja na granatowej.
praktyka jogi i relaksacji z doświadczoną instruktorką przy dźwiękach niezwykłych
instrumentów, takich jak: australijskie didgeridoo, indyjska tabla, bansuri,
kanjira, afrykańska kalimba, wśród osób początkujących to
z pewnością był dobry początek.
po tym nowym doświadczeniu Młoda wyznała, że zajęcia się jej podobały,
bo skupienie, bo rozciąganie ciała, bo ćwiczenia z oddechem bliskie medytacji,
tylko jedna rzecz przeszkadzała w uzyskaniu całkowitej równowagi
i wewnętrznego spokoju, ten szept bezsprzecznie pochodzący z sąsiedniej maty,
zdecydowanie z ust mamy, który z początku niezbyt wyraźnie, a z czasem
coraz bardziej uzmysławiał jej że źle wykonuje asanę.
niedziela, 9 marca 2014
codzienność
Nie ma oświecenia poza życiem codziennym.
Przed oświeceniem - rąb drewno, noś wodę.
Po oświeceniu - rąb drewno, noś wodę.
przed oświeceniem - gotuj, sprzątaj, rób sprawunki, opiekuj się dziećmi i zwierzętami
po oświeceniu - gotuj, sprzątaj, rób sprawunki, opiekuj się dziećmi i zwierzętami
sobota, 8 marca 2014
obowiązek
Nie ma drugiego obowiązku, który byśmy tak bardzo lekceważyli,
jak obowiązek bycia szczęśliwym. Robert Louis Stevenson
wypełniając swój nadrzędny życiowy obowiązek po przebudzeniu przez godzinę
czytałam w łóżku wiersze mistrza Miłosza na trąbach i na cytrze,
ćwiczyłam jogę, sesje jogi to najprostsze uszczęśliwienie ciała i duszy,
wysyłanie tej szczególnej cząstki siebie za góry, za czas,
spacerowałam pod żarzącym słońcem marca, czasami podbiegając,
to najlepsza rozgrzewka, konieczna gdy wychodzę z domu zbyt późno,
odwiedziłam ulubioną księgarnię, gdzie przy soku ze świeżych pomarańczy,
przeglądałam książki o szczęściu i jodze, zachowaniu formy, czyli jak wyglądać
dziesięć lat młodziej, oparłam się rozdętej pokusie - 25 procent taniej
na wszystkie książkowe pozycje, układałam odświętne kwiaty w wazonach,
żółte i różowe tulipany oraz róże, to najmilszy upominek tego dnia,
wysyłałam specjalne esemesy z życzeniami do wspaniałych kompanek,
i czytałam te otrzymane od nich, bardzo miłe, ale nie zginęłam w nadmiarze och i ach,
medytowałam - tylko pół godziny, ale zawsze, wspominałam wczorajszy
wieczór z namiętnością flamenco, ponoć najtrudniejszy taniec na świecie,
podziwiany w loży wraz z Panią M. i Panią E. i ambasadorem, jakie zioło
palił ten który tak się przedstawił nie wiem, bo imię ambasadora też zostało
okryte tajemnicą, zdumiałam się staniem na głowie Młodego, całkiem nieźle
opanował tę asanę w szkole na zajęciach wf, odnotowałam sobie cytat
przypisywany Dalajlamie - celem życia jest bycie szczęśliwym i użytecznym.
piątek, 7 marca 2014
obłuskiwanie
dobrze pamiętam tę chwilę pod starą topolą
leżę z policzkiem na trawie
otwartym wnętrzem dłoni dotykam fosforyzujących kamieni
obłuskuję myśli poprzez wdech i wydech
bliskość cudu nienazwanego
zrozumienie śmiechu i płaczu nadchodzi
życie zmienia się z labiryntu
w prostą ścieżkę
czwartek, 6 marca 2014
myśli
Jeżeli myślimy o kimś z miłością, ta osoba pewnie to poczuje.
Nasze pełne miłości myśli bezpośrednio i najbardziej
dobroczynnie oddziałują na nas samych.
Thích Nhất Hạnh
myślcie z miłością o świecie, o ludziach, o sobie samych.
myślcie z miłością.
środa, 5 marca 2014
niezmiennie
otwieram książkę, która leży blisko przy moim łóżku
od trzech lat niezmiennie kocham
te wiersze z lat siedemdziesiątych i nowsze, pisane
tam, gdzie urodziwe dziewczyny chodzą boso, a długowłosi brodaci
młodzieńcy przewiązują czoło wstążką, wzorem Czerwonoskórych
przez tego, co próbował bronić świętych gajów czy góry Synaj
całe życie słuchający oceanu, napojony blaskiem jak roślina wodą
wiersze czy proza poza intencją i uzasadnieniem
z których wynika prawda ostateczna.
dla mnie czytanie Czesława Miłosza to wielki niekończący się dar.
wtorek, 4 marca 2014
poniedziałek, 3 marca 2014
wzajemność
W jednym kwiecie możesz zobaczyć cały Wszechświat.
Jeżeli spojrzymy na kwiat uważnie i z otwartym sercem, możemy dostrzec,
że żaden z jego elementów nie jest kwiatem.
Wnikając głęboko w naturę kwiatu: widzimy chmury, bowiem kwiat
nie może istnieć bez deszczu; widzimy słońce, które jest kwiatu potrzebne do życia;
widzimy ziemię i ogrodnika, przestrzeń i czas – wszystkie czynniki,
które razem wzięte stworzyły kwiat.
Taka jest właśnie natura wspólnoty - wszystko, co żyje wzajemnie
się przenika i miesza. Nic nie może istnieć w pojedynkę, samo w sobie.
Thích Nhất Hạnh
niedziela, 2 marca 2014
sobota, 1 marca 2014
parapet
zaglądam do pokoju córki, królestwo bez królowej czy pobojowisko,
na podłodze trudno postawić stopę, żeby na coś nie nadepnąć, docieram do łóżka,
najmniej zagraconego miejsca w pokoju, siadam i obserwuję cały rozgardiasz,
który rozciąga się od okna do drzwi, od biurka po łóżko, moją uwagę przykuwa parapet,
o szerokości dwudziestu centymetrów, wygląda na najgęściej zabałaganioną przestrzeń,
ilość rzeczy przypadająca na ten skrawek wystarczyłaby do zapełnienia całkiem sporej
walizki: dwa puste kubki ceramiczne, ten z napisem Mój Ty PROSIACZKU słodki
pamięta jeszcze czasy wczesnego dzieciństwa właścicielki, dwa numery wysokich obcasów,
pierwszy o Dianie Nyad, 66 letniej amerykańskiej pływaczce, która jako pierwsza
na świecie przepłynęła dystans z Kuby na Florydę, 177 kilometrów, bagatela,
bez klatki zabezpieczającej przed rekinami, drugi o Madonnie Buder, zwanej także
żelazną zakonnicą, która poświęciła się bogu i sportowi, jako 82-latka ukończyła
Ironman, wyścig cztery razy trudniejszy niż olimpijski triatlon,
mały atlas anatomiczny, kiedyś należał do mnie, muszla z morza czarnego, prezent,
ostatni duży format (w którym nie ma nic ciekawego do czytania),
pomarańczowy dezodorant fun sensation, wydruki komputerowe 10 kart z wymaganiami
na pasy karate, biały stanik sportowy, tekturowe pudełko w niebieskie kwiaty po miskach
zara home, dziwię się, że nie spadło, bo to największy przedmiot w okolicy,
i ledwo się trzyma, ładowarka do telefonu, słuchawki nauszne jaskrawoczerwone,
gruba gumka do włosów, cztery podpaski, piórnik wypełniony długopisami i ołówkami,
kalendarz, w którym posiadaczka zapisuje wszystkie treningi karate od początku,
kto prowadził, co ćwiczono, z kim najwięcej ćwiczyła, notowanie to rytuał
tak samo ważny jak same ćwiczenia, podręczniki szkolne do matematyki i edb, co za
dziwny przedmiot, teczka papierowa żółta, pożółkła ze starości gazeta,
z jakiego powodu właśnie ona tu leży nie wiem, etui na komórkę dla sportowców,
do zaczepienia na rękę, i jak przejść od znaków codzienności do spraw ostatecznych
zastanawiam się, w rodzinnym domu, nawet mucha ma oblicze buddy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

