środa, 30 kwietnia 2014
po
nie odespałam jeszcze podróży do wielkiego świata, tych trzynastu godzin w samochodzie, spacerów po mieście, godzinnego stania w kościele, gdy przyszliśmy wszystkie miejsca siedzące były już zajęte, można było usiąść jedynie w kaplicy, ale oglądanie ceremonii pierwszej komunii na telebimie nie wydawało mi się pociągające, nie odzyskałam jeszcze sił po obfitych posiłkach i wspólnym biesiadowaniu, nieomal wszyscy siedzący przy jednym stole, nosili to samo nazwisko, moje drugie, ani po zwiedzaniu biblioteki narodowej, to cudo możecie podziwiać na trzech ostatnich zdjęciach poniedziałkowego posta, jestem strasznie śpiąca, mam ciężkie powieki, czuję, że gdybym je zamknęła to zapadłabym się w błogą ciemność, tę senność czuję w całym ciele, a najbardziej w głowie, głowę mam bardzo śpiącą, inne części ciała nie manifestują tak wyraźnie zmęczenia, a może reagują inaczej na brak snu, albo nie odbieram dobrze sygnałów, które wysyłają, bo z pewnością wewnętrzne organy też chciałyby zasnąć, mój żołądek, śledziona, wątroba, serce, wyobrażam sobie jak tęsknią za głębokim odpoczynkiem, nieokreślonym, słodkim nicnierobieniem, zagrzebaniem się w puchu, słońcu, trwaniu w ciszy i bezruchu. a przede mną kolejny wyjazd zaczynający się od weekendu. cieszą mnie wasze wejścia na bloga, każde odwiedziny, każdy nowy kraj na mapie gości, witam wszystkich nowych czytelników, i starych oczywiście też, nisko się kłaniam, ręce składam w geście namaste, na wysokości serca, to miejsce w Indiach uważane jest za siedzibę boskości w człowieku, bądźcie szczęśliwi, fajnie, że jesteście.
wtorek, 29 kwietnia 2014
ta
Poetą jest ten który pisze wiersze
I ten który wierszy nie pisze
Poetą jest ten który zrzuca więzy
I ten który więzy sobie nakłada
Poetą jest ten który wierzy
I ten który uwierzyć nie może
Poetą jest ten który kłamał
I ten którego okłamano
Ten który upadł
I ten który się podnosi
Poetą jest ten który odchodzi
I ten który odejść nie może
Tadeusz Różewicz, Kto jest poetą
poetką jest ta która pisze wiersze
i ta która wierszy nie pisze
poetką jest ta która maluje powieki na złoto i pomarańczowo
i ta która nigdy nie popada w przesadę
poetką jest ta która w kąpieli płacze nad niespełnionymi pragnieniami
i ta która zapomniała o marzeniach
poetką jest ta która robi selfie białym smartfonem
i ta która zasadza przed blokiem kwiaty na wiosnę
poetką jest ta która biegnie pod górę
i ta która się cofa
ta z szarym yorkiem
i ta z dwoma kotami
ta z przeszłością
i ta bez przyszłości
ta która ma pomysł na życie
i ta która złożyła u boga reklamację
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
nowalijki
zajadam się zielonością cukinii, kiwi, świeżych i kiszonych ogórków, skończył się post pory zimowej, wymuszony przez naturę, jedyny ważny, nie ustanowiony nakazem religijnym, ten katolicki dla mnie, wegetarianki, jest niezrozumiały, niewłaściwe wydaje mi się zalecanie niejedzenia mięsa tylko raz w tygodniu, dlaczego raz, proporcje powinny być odwrócone, kościół winien zalecać powstrzymywanie się od mięsa przez cały tydzień, nie tylko ten wielki, i nie traktować tego jako wyrzeczenie, ale jako obowiązek wobec siebie i przyrody, czy to aby nie św. Franciszek nazwał zwierzęta mniejszymi braćmi, więc wbijam zęby w rzodkiewki, pomidory, pomarańcze, stęskniona smakiem, delektuję się czerwienią, na talerzu dwie kromki chleba razowego z ziarnami słonecznika (spadek od Pani L., która na jednodniowym urlopie) posmarowane masłem i pastą z zielonych oliwek, obok grube plastry kiwi, surowego ogórka, w kawałkach twarda łodyga selera, gryzę, chrupię, napawam się, w drodze do domu wypatruję żółcieni i różu w trawie i na drzewach, na lekcji jogi ćwiczy przede mną nowa uczennica, spod mocno wyciętej koszulki wyłania się na prawym barku i plecach barwny tatuaż, z kwiatami i zegarem, który wskazuje wpół do drugiej, zastanawiam się czy to godzina jej urodzenia czy chwila objawionej miłości.
czwartek, 24 kwietnia 2014
przysłówka
co jeszcze dokładnie szkoda nie wiem dlaczego
słyszałam a jakże niemniej bardzo dziękuję
w tym celu ciekawie pachnie lawendą zaglądam
polecam się jasne pamiętaj z przyjemnością
chętnie zapowiada się z pozdrowieniami
szczególnie mi miło tęsknię wyglądam
wydawał się bardzo dlaczego a jednak
może nie może do zobaczenia przytulam
pa
środa, 23 kwietnia 2014
jedność
jeśli wszyscy są jednością, to czy ja jestem tym samym co moja sąsiadka, wdowa z pierwszego piętra, ta co pali papierosy wchodząc i wychodząc z budynku, albo mieszkająca obok niej matka trójki dzieci, nauczycielka religii w szkole ponadpodstawowej, której męża budowlańca spotykam w sklepie zawsze z dwoma butelkami piwa w ręce, albo starą zakonnicą od trzydziestu lat opiekującą się porzuconymi dziećmi o zdeformowanych ciałach i mózgach w stanie płynnym, czy niewidomą kobietą weterynarzem, która leczy zwierzęta nie widząc ich, albo indyjskim chłopcem, którego trudności w szkole wynikają z dysleksji, a jeśli jesteśmy jednością, to oznacza, że mogę zaprzyjaźnić się ze wszystkim ludźmi żyjącymi na ziemi, o różnokolorowej skórze, pochodzeniu, wykształceniu, mówiących niezrozumiałymi językami, i oczywiście z tymi, których mijam rano w drodze do pracy, właśnie rano przyszło mi to głowy, poznajemy się z widzenia, ale się sobie nie kłaniamy, a może mogłabym zbliżyć się do tych, których spotykam w szkole włoskiego, i którzy uśmiechają się sympatycznie, ale czy powinnam też być za pan brat z ortodoksyjnymi talibami, którzy nie rozstają się z bronią, a każdą kobietę uważają za istotę gorszą i wymagającą kurateli, czy mogłabym też polubić się z młodym mężczyzną, wilkołakiem, na oko trzydziestoletnim, którego mijam w drodze do pracy i czasami po południu, nawet kilka razy dziennie, zawsze z psami u boku, dwoma starymi kundlami, o czarnej podpalanej sierści, bez blasku, kręcą się apatycznie, w wielką sobotę o wpół do szóstej rano widziałam jak obchodził z psami kubły śmietnika, i z ciekawością do nich zaglądał jakby czegoś szukał, jego czarne oczy mają w sobie całe szaleństwo wszechświata, i nadużywany alkohol, łykane psychotropy, gęsty smutek i beznadzieję, unikam jego spojrzeń, bo mi się robi przeraźliwie ciężko, aż do trzewi, pod tymi jego spojrzeniami zdaje mi się jakby wkrótce miała być popełniona jakaś zbrodnia, a ja byłabym jedynym świadkiem i być może jedyną osobą zdolną jej zapobiec, nie wiem czy do końca, więc przechodzę na drugą stronę drogi, o tę szerokość ulicy czuję się bezpieczniejsza, zostawiam jego myśli, nie wchodzę w mroczny świat, on też do sklepu chodzi po piwo, czy tylko po piwo puszkowe, nie wiem.
wtorek, 22 kwietnia 2014
nieograniczone
kim jesteś?
Kiedy w pełni zaakceptujesz to, że nie wiesz, ogarnie cię stan spokoju i jasności,
który bliższy jest temu, kim naprawdę jesteś, niż mogłaby być jakakolwiek twoja myśl.
Bo określanie siebie za pomocą myśli to ograniczanie siebie.
Eckhart Tolle
nie wiem kim jestem
nie wiem kim byłam
nie wiem kim będę
ale wiem że jestem
wiem że byłam
wiem że będę
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
wypróżnianie
ja w temacie wypróżnienia, bo mnie Córka natchnęła pytaniem, czy już o tym pisałam na blogu, a ja faktycznie pisać nie pisałam, tak dosłownie, bo w skrócie zasady konieczne do stosowania przedstawiłam po pierwszej czy drugiej wizycie u kręgarki Pani E. (numeru nie podaję, bo się już pogubiłam w tych e, same panie E. wokół mnie, jak onegdaj panowie A. i w dodatku lekarze), która do tego dużą wagę przywiązuje, i każdego pacjenta czy to mężczyznę czy kobietę instruuje co i jak, a do instruktarzu służy jej trzymana w szafie nakładka na muszlę, która wymusza prawidłową pozycję, Młoda omal nie zemdlała, a przyszła z nadwyrężonym biodrem i kolanem, jak Pani E. z szafy ten instrument dydaktyczny wyjęła, cały czas monologizując na temat, a że w naszej łazience damskiej, niebieskiej, stanął właśnie stołeczek adapter do prawidłowego korzystania z toalety, to mam poczucie, że z tą bezcenną wiedzą powinnam się podzielić, że skorzystają czytelnicy i mam nadzieję, że idea się rozszerzy, bo chorób układu wydalniczego jest wiele, a częściowo można by im zapobiec, w ten prosty sposób. odsyłam do strony Wikipedii, toaleta na kucąco, która kieruje też do stronki angielskojęzycznej. i zamieszczam krótki film na temat.
niedziela, 20 kwietnia 2014
sobota, 19 kwietnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
poemat
chwytam chwilę i wygrzewam się na słońcu jak stara kotka.
wśród wysokich wieżowców i jaskrawo rozzieleniałych drzew,
przede mną plac zabaw dla dzieci ogrodzony niskim płotkiem,
po prawej stronie rojna ulica, która prowadzi wprost do mojego biura
i domu, w słońcu nawet szum samochodów ma uspokajający odgłos,
dzwonię do Młodej (problem z łącznością, włącza się automatyczna sekretarka),
potem do Młodego (bardzo krótka rozmowa, czuję że przeszkadzam mu
w oglądaniu telewizji), Pana W. (nigdy nie udaje mi się połączyć z nim
za pierwszym razem, o ile w ogóle ma ze sobą telefon, i nie trzeba mu zadawać
kłopotliwego pytania do czego służy smartfon, bo na pewno nie odpowie że do
dzwonienia, raczej - że do czytania książek, rozgrywania partii szachów
albo nawigacji gps) i Pani E. (udaje nam się pogadać już za trzecim wybraniem
numeru), z bloku naprzeciwko, wychodzi mężczyzna z czymś w ręce, co wygląda
z daleka na bukiet róż, a z bliska okazuje się wiązanką dorodnego bukszpanu
przyozdobionego różnokolorowymi pisankami, symbolem świątecznego czasu,
obok mężczyzny podskakuje wesoło mała dziewczynka w różowych rajtuzach.
siedzę w słońcu i czuję, że jak u Miłosza, cała ziemia jest niby poemat.
czwartek, 17 kwietnia 2014
krzesło
W domu miałem trzy krzesła - jedno dla samotności,
drugie dla przyjaźni, trzecie dla towarzystwa.
Henry David Thoreau
w pokoju mam jedno krzesło - dla torebki.
siedzenie na zafu przy niziutkim biurku ma tę zaletę,
że przy komputerze spędzam zdecydowanie mniej czasu niż kiedyś,
a sam kąt biurkowy jest jeszcze bardziej mój, bo nikt z domowników
w pozycjach skrzyżnych nie gustuje.
dlatego też pewnie wpadła mi w oko książka Tatami kontra krzesła,
i kupiłam ją w zajączkowym prezencie Młodemu.
choć niestety mimo obiecującego wiele tytułu, autor nie podziela mojego poglądu
na temat wyższości życia na poziomie podłogi, a wręcz przeciwnie, przytacza opinię
jakoby niski wzrost Japończyków był wynikiem życia na tatami (poprzez osłabienie stawów),
i tylko dzięki następującemu od XIX wieku otwarciu Japonii na świat oraz stałej
popularyzacji krzeseł nastąpiła zasadnicza zmiana wzrostu w populacji.
środa, 16 kwietnia 2014
parasolka
lubię to zdjęcie.
tyle razy chciałam je zamieścić, ale nie było okazji.
a teraz jest.
zimny deszcz pada i o parasolce lepiej nie zapominać.
staram się pamiętać. bo jak biorę, to nie pada.
taka prosta zależność.
zdjęcie zrobiłam w czasie ubiegłorocznych wakacji we Włoszech.
nie ma na nim moich nóg, ani mojej parasolki.
ale jest ruch,
jest szarość i biel,
jest kamień,
jest nieostrość i nieokreśloność.
to wszystko lubię.
wtorek, 15 kwietnia 2014
zemsta
mam takie dziwne odczucie, że prawo karmy
jest w istocie prawem zemsty, odwetem za doznaną krzywdę.
zemsta następuje z rąk innej osoby, ale jej nieuniknioność
i zasada odpłacenia złem za zło, wet za wet, są wyraźne.
to mi się nie podoba.
złota reguła etyczna mówi
rób innym to, co byś chciał, żeby tobie robili (w ujęciu pozytywnym),
albo nie rób drugiemu co tobie nie miłe (w ujęciu negatywnym),
więc skoro ktoś zrobił coś złego, to nauka powinna dotrzeć do delikwenta,
ale nie powinno go spotykać to samo.
nie zgadzam się, aby było mu być czynione coś równie niedobrego,
tak jak nie zgadzam się, żeby morderców karano karą śmierci.
przecież świat nie powinien zmierzać do zwiększenia cierpienia
lecz do wyzwolenia z cierpienia, a prawo karmy, mam wrażenie, że cierpienie
sankcjonuje, a nawet go przysparza.
po co to globalne wyrównanie rachunków, swoiste zawieszenie krzywdy
w czasie i skazywanie innych na rolę kata albo strażnika więziennego,
nadzorującego wykonanie kary. nie pojmuję.
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
pożądanie
O, wczesnym rankiem myślę, że będę żył wiecznie!
Moje radosne ciało spowija mnie
Jak spowijają trawę chmury zieleni.
Robert Bly, Poemat w trzech częściach
w tłumaczeniu niezrównanej Julii Hartwig
wczesnym rankiem i późnym wieczorem myślę, że będę żyła wiecznie
moje oczy zamykają się i otwierają niezauważalnie
przez okno wpada niekończący się granat pragnień
i pożądana najbardziej ochota na życie
niebo rozprzestrzenia się po pokoju jak boski żart
lampa zdaje się być małą chmurą poszarzałą ze starości
niedziela, 13 kwietnia 2014
uzupełnienie
uzupełniam posty treścią dni ostatniego tygodnia.
siedzę po turecku, przy biurku, które obniżyłam tak, że mogę siedzieć na podłodze
w dowolnej pozycji, w siadzie japońskim, półlotosie, lub po turecku i pisać.
razem z Młodymi odkręciłam nogi, a blat położyłam na dwóch plastikowych pudłach
z ikei, onegdaj służących do przechowywania zabawek.
siedzę na poduszce zafu i macie zabuton z łuski gryczanej,
których zwykle używam do medytacji.
moje nogi i plecy są z tej zmiany wyraźnie zadowolone.
piątek, 11 kwietnia 2014
Babcia
Babcia wkładała zieloną sałatę do miednicy z zimną wodą, na pół godziny,
żeby wyszły z niej wszystkie ślimaki.
Babcia wieczorami klęczała na jednym kolanie pochylona nad kremowym
radioodbiornikiem, z którego wydobywały się chrapliwe dźwięki radia wolna europa.
przy ciągłych trzaskach zasypiałam.
chodziłyśmy z Babcią po zioła, maliny, ostrężyny do cygańskiego lasu,
w którym nie było cyganów, ale było dużo owoców.
cyganie za to kwaterowali na podwórku kamienicy, w której mieszkała.
codziennie się awanturowali.
rano Babcia przygotowywała rumianek albo dziurawiec,
strasznie nie lubiłam pić tych ziołowych naparów.
spałyśmy w jednym dużym łóżku, które u wezgłowia miało półkę z książkami,
wśród nich była Mała Dorrit Dickensa i Pan Tadeusz, w kieszonkowym wydaniu,
dostałam je po jej śmierci.
Babcia nauczyła mnie pić mocną herbatę.
wszystkie Mama Babcia i ja taką piłyśmy.
czajniczek świeżo parzonej esencji stał zawsze w kuchni gotowy do podania.
Babcia często mówiła mi jak cię widzą tak cię piszą
i że dziewczyna powinna być do tańca i do różańca,
starałam się być taką jaką oczekiwała,
choć różańca poza dniem pierwszej komunii i wizyty u fotografa
nazajutrz, w rękach więcej nie miałam.
Babcia Anna urodziła się w Wilnie, jej rodzicami byli Anisja i Bazyli.
w Wilnie zakochała się i wyszła za mąż.
w wieku dwudziestu sześciu lat urodziła tam jedyną córkę, moją Mamę.
czwartek, 10 kwietnia 2014
urojenie
Za każdym wschodem słońca wyrzekam się zwątpień nocy
i witam nowy dzień drogocennego urojenia.
Czesław Miłosz
minął kolejny dzień drogocennego urojenia.
środa, 9 kwietnia 2014
ślimaki
młoda żona nigdy nie rozmawiała o duchowości, co za niedorzeczny
temat, zapytana nie wiedziałaby co odpowiedzieć,
ale kiedy zaczynało padać, to wychodziła przed dom zbierać ślimaki,
żeby nie rozjechały ich samochody
nieświadome niczego ślimaki
gdy był mały, matka wysyłała do na pola, żeby porozmawiał z ryżem,
te rozmowy miały mu pomóc szybciej rosnąć
łaskawy rozgadany ryż
za każdym razem kiedy Mahatma Ghandhi zjadł kęs koziego mięsa
czuł się bardzo źle, nie trawił i kiedy w nocy próbował zasnąć,
wydawało mu się, że słyszy w żołądku beczenie zjedzonej kozy
łkająca z bólu i rozpaczy koza
wtorek, 8 kwietnia 2014
zieleń
Ogień w liściu i trawa
tak zielona, ze każde lato
wydaje się latem ostatnim.
Wiatr wieje, liście
mienią się w słońcu,
każdy dzień dniem ostatnim.
Czerwona salamandra
tak zimna i tak
łatwa do schwytania, sennie
porusza łapkami
i długim ogonkiem. Trzymam
dłoń otwartą, niech idzie.
Każda minuta minutą ostatnią.
Denise Levertov, Żyjąc
w tłumaczeniu Czesława Miłosza
trawa taka jaskrawozielona, że od patrzenia
rozbolały mnie oczy.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
zamęt
Wewnątrz mnie jest zamęt jaskółek,
Ptaki lecące przez dym
I konie galopujące w podnieceniu przez łąki porośnięte niską trawą.
Robert Bly z tomu Silence in the Snowy Fields,
w tłumaczeniu Julii Hartwig
wewnątrz mnie jest zamęt i zmęczenie internetem, tym co czytam i co piszę,
tymi 758 postami, które publikuję prawie codziennie, pisanie ich
stało się zadaniem domowym, którego nigdy nie lubiłam odrabiać,
i o którym w szkole zapominałam często, z włoskiego niestety dalej zapominam,
jak można się nauczyć języka mając takie podejście do pracy domowej,
ptaki przelatują przeze mnie, jakbym była żerdzią w kurniku,
irytują mnie ich wysokie dźwięki, dlaczego jest ich tak wiele tutaj,
końca drogi nie widać, a może idę labiryntem do swojego środka,
dlatego wędrówka nie ma właściwej perspektywy, poznanie duchowe jest
poszukiwaniem poznania, tym jedynym celem, za którym warto podążać,
choć tak trudno wyobrazić sobie rezultaty poznania samego siebie,
poczekam na głęboki nurt i porywisty wiatr, który jak galopujące
po sawannie zebry przemieni czerń w biel i biel w czerń, wtedy
wszystko będzie inne niż przedtem, ja też.
niedziela, 6 kwietnia 2014
sobota, 5 kwietnia 2014
najazd
najechali na nas cudzoziemcy.
proporcje płci kształtują się 1:1,
proporcje nacji 1:2.
średnia wieku skoczyła zdecydowanie w górę.
chłonę młodość i odmienność.
zaczęłam używać angielskiego. czuję jak mocno zardzewiał.
czasem szybciej przychodzą mi do głowy słowa włoskie niż angielskie.
natomiast goście mówią tylko w jednym języku, tym uchodzącym za jeden
z najpiękniejszych na świecie, z którego nie znam ani słowa.
po angielsku odpowiadają uśmiechem.
jest ciekawie.
piątek, 4 kwietnia 2014
cuda
Ludzie uważają na ogół, że chodzenie po wodzie lub w powietrzu jest cudem.
Ja natomiast myślę, że prawdziwym cudem nie jest ani chodzenie po wodzie,
ani w powietrzu, ale chodzenie po ziemi.
Codziennie uczestniczymy w cudach, których nawet nie zauważamy:
niebieskie niebo, białe chmury, zielone liście,
czarne, ciekawe oczy dziecka, nasze własne dwoje oczu…
Wszystko jest cudem. Thích Nhất Hạnh
cudem jest życie i śmierć, dwa aspekty tej samej rzeczy,
cudem jest wiosna, która pojawia się zawsze po zimie, najpewniejsza rzecz jaka jest,
cudem jest mistrz, ten jeden prawdziwy, którego każdy nosi w sobie,
i wyrzeczenie, rezygnacja z jednej rzeczy dziś, z drugiej jutro, dla Ziemi.
jak mówił Gandhi, Ziemia ma wystarczająco dużo, żeby zaspokoić potrzeby wszystkich,
ale nie ich zachłanność, a Diogenes, krążąc po targu w Atenach, mamrotał:
ile tu jest rzeczy, których nie potrzebuję,
pomyślę o tym gdy następnym razem wybiorę się do centrum handlowego.
czwartek, 3 kwietnia 2014
literatura
Literatura to najprzyjemniejszy sposób ignorowania życia.
Fernando Pessoa
czytam dalej Terzianiego, który ku mojej rozpaczy jest coraz
bardziej sceptyczny, racjonalny, "w gruncie rzeczy arogancki"
wobec buddyzmu, medycyny wschodu, wobec nieznanego.
zaskakujące jest jak wielkie nadzieje pokładał w medycynie klasycznej.
w obliczu choroby oddał się jej bezgranicznie.
alternatywnie stosował tylko głodówki i lewatywy.
zrobiłabym coś odwrotnego.
żadnej chirurgii, chemioterapii, naświetlań, radioterapii.
tylko terapia Gersona. to mój typ.
Terziani jest dla mnie ważny. jest autorem, dzięki któremu odkryłam medytację.
jeden z ostatnich rozdziałów książki Nie powiedział mi wróżbita,
pozycji dość nierównej, i miejscami nużącej,
zawierał relację z dziesięciodniowego odosobnienia Vipassany, które
autor odbył w Tajlandii. od tego fragmentu wszystko się zaczęło.
dla mnie to był przełom. ujęła mnie cisza, niemówienie jako warunek podstawowy kursu,
poszukiwania sensu wewnątrz siebie.
oczywiście wcześniej była spiralnie złamana noga w trzech miejscach,
wielki ból, operacje i długie unieruchomienie, musiał być powód, żebym sięgnęła
po książkę, która stała od wielu lat nietknięta w mojej bibliotece, musiał być
czas i musiała być przestrzeń, a potem były pierwsze odosobnienia,
i wielogodzinne medytacje w siadzie japońskim z prawie półmetrowym gwoździem
śródszpikowym w piszczeli, siedmioma śrubami i rozharatanym kolanem,
jak to wytrzymałam sama nie wiem, choć z perspektywy czasu nie wydaje mi się to czymś
nadzwyczajnym, potem był jeszcze blog Nie powiedział mi wróżbita,
którego tytuł był parafrazą tytułu książki Terzianiego, i który zaczęłam pisać,
z uczuciem zdziwienia, że nikt mi nie powiedział o grożącym niebezpieczeństwie,
nikt nie ostrzegł przed wypadkiem, tak jak pana T., a przecież mógł,
jakiś wróż albo wróżka, astronom lub astrolog, bo otwarta byłam i jestem na znaki,
choć z drugiej strony wypadek nie byłby przecież wypadkiem gdyby mnie przed nim
ostrzeżono. a bez niego moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.
środa, 2 kwietnia 2014
wtorek, 1 kwietnia 2014
tytuły
dzień za dniem dobre kino.
czar i urok także w tytułach:
wielkie piękno
grand budapest hotel
nie zrywa się kwiatów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
















