poniedziałek, 31 grudnia 2012

dobry


to był dobry rok

bo było piękne lato, wiosna i jesień,
bo praktykowałam jogę pod kierunkiem mądrego nauczyciela,
bo medytowałam i byłam na dwóch dziesięciodniowych odosobnieniach,
bo byłam zdrowa,
bo w pewnym stopniu udało mi się zrealizować postanowienia noworoczne z tego roku (a wszyscy wiedzą jak to jest z noworocznymi postanowieniami),
bo w tym roku skonstruowano rękawiczki dla osób głuchoniemych, które zamieniają gesty języka migowego na dźwięki, co dowodzi, że nauka jest pomocna człowiekowi i za cel stawia sobie nie tylko poprawę stanu zdrowia człowieka, ale i jego relacji z otoczeniem.

życzę sobie i Wam równie dobrego następnego roku.

życzę miłości,
bliskości,
harmonii,
energii,
jasności i spokoju umysłu,
otwartości,
uśmiechu,
radości,
mądrości.

życzę.


niedziela, 30 grudnia 2012

Adasiowe


dawno nic nie piekłam.

święta pachną wypiekami,
ale moim numerem popisowym jest tiramisu,
którego się nie piecze.

czas w kuchni ograniczam do minimum,
co uzasadnia zamiłowanie do surowizny i potraw nie wymagających gotowania.

surowe można jeść bez przygotowania,
wystarczy umyć albo obrać, zatopić weń zęby,
aby poczuć najlepsze ze smaków.

ale mam też wspomnienia z dzieciństwa,
jak piekłam z Mamą ciasta w każdą sobotę,
piaskowe baby, keksy i murzynki.

pamiętam tę satysfakcję ze wspólnie wykonywanej czynności,
radość z efektu, smakowanie chwili,
coś na wzór rytuału, podobnego do tego jakim było wspólne z Mamą picie coca-coli w piątkowe popołudnia. ze szklanych butelek, przy kuchennym stole.

teraz do tych wspomnień wracam,
bo czytam książkę Córki, które zostały bez matki Hope Edelman.
przeżywam i układam na nowo myśli i wspomnienia.

więc jak dostałam przepis od Adasia, zaprzyjaźnionego nastolatka z Francji,
wraz z głównym składnikiem - mielonymi migdałami w woreczku,
uznałam, że należy go wykorzystać i zrobić coś ambitniejszego niż włączenie blendera.
tym bardziej, że przepis należy do tych łatwych.

przygotowanie ciasta ogranicza się do kilku czynności i zajmuje parę minut,
samo pieczenie kilkanaście.

Adasiowe ciasto upiekłyśmy z Młodą dwukrotnie dzień po dniu.
za każdym razem trochę zmieniając proporcje,
a nawet dodając składniki.

za drugim razem mielone migdały wzbogaciłyśmy mielonymi orzechami.
do tego jajka, mąka, masło, cukier.

uzyskany efekt był bardzo smaczny i bardzo świąteczny.
mnie najbardziej cieszy odkrycie mielonych migdałów i orzechów jako gotowego półproduktu.
nie miałam pojęcia o ich istnieniu.
co za miłe zaskoczenie.

grudniowe uświątecznienie przeszło też w kierunku ufilmowienia.
ufilmowałam się z Młodym na Samsarze
i z Młodą na Kochankach z Księżyca.

całkiem niezłe filmy, szczególnie ten ostatni.

sobota, 29 grudnia 2012

nowy


dziś rano urodziliśmy się na nowo.
ja, ty, on i one.

kolejny nowy dzień.

kolejny niesamowity początek,
który mógł się wydarzyć ale też mógł się nie wydarzyć.

pojawienie się nowego dnia jest tak samo zaskakujące jak to,
że po wydechu, który właśnie zrobiliśmy następuje kolejny wdech.

wdech, wydech, wdech, wydech.

wykorzystajcie zatem dobrze ten dzień jako niezwykły dar,
który został Wam dany ten jeden jedyny raz,
właśnie dziś.

bądźcie uważni,
bądźcie świadomi każdej chwili, każdego oddechu.
ten szczególny dzień już nigdy się nie powtórzy.

piątek, 28 grudnia 2012

gołębie


topniejący śnieg odkrył całą prawdę o moim balkonie.
nie da się jej ukryć dłużej.

jasne kafle upstrzone czarno-zielonymi odchodami
dowodzą wyraźnie, że balkon stał się miejscem schadzek gołębi.

prawowici właściciele na balkon wstępu nie mają.

najlepiej niech trzymają się od niego z daleka.
i nie patrzą nań nawet.

obserwacja balkonu to dla właścicielki tylko
niepotrzebne sprzątanie i zszargane nerwy,
godziny spędzone w internecie i rozczytywanie się w poradach
z cyklu jak pozbyć się gołębi z balkonu.

analiza skuteczności i możliwości zastosowania w praktyce różnych metod dowiodła,
że aby odnieść sukces należy być cierpliwym, wytrwałym, pomysłowym,
nie można oszczędzać na wynalazkach,
i najlepiej stosować różne metody i sposoby łącznie.

przede wszystkim należy zaopatrzyć się w:
sylwetkę orła drapieżnego lub sokoła, choć najbardziej skuteczne jest żywe zwierzę,
nagrania z dźwiękami tychże ptaków, stosowane podobno przez służby lotniskowe,
płyn ace do wcierania w posadzkę balkonu, lub inną miksturę ewidentnie cuchnącą,
śrutówkę lub pistolet na kulki, z których należy strzelać do celu najczęściej jak się da,
ziarna pieprzu i denaturat (już słyszę protesty obrońców zwierząt, to także ja!),
przeźroczystą żyłkę do zbudowania siatki ochronnej na balkon,
i kota, który opanuje trudną sztukę latania,
albo trzy koty, na wypadek gdyby jeden wykazywał lęk przed ptakami a drugi lęk wysokości.

i pomyśleć, że niegdyś gołąb symbolizował niebiańską czystość, odrodzenie, niewinność.


środa, 26 grudnia 2012

dlaczego


dlaczego święta mijają tak szybko
dlaczego czas pędzi jak szalony
co sprawia, że po jednym dniu następuje kolejny dzień

czy to czas tak pędzi czy to my tak pędzimy

co popycha czas do przodu
obroty Ziemi
czy następny zniecierpliwiony dzień
czy coś planowanego co ma się wydarzyć czy coś przypadkowego

dlaczego wskazówki zegarów nie plączą się
godziny nie zachodzą za godziny
dlaczego nie gubimy się w czasie
dlaczego życie przeżywamy sekunda po sekundzie, minuta po minucie,
niczego nie pomijając.

czy można zatrzymać czas na chwilę
czy można zatrzymać czas na dłużej.





W kamieniu, krzewie i potoku
W źdźble trawy, w płatku białej lilii
Mieszkają duchy naszych przodków
Patrzące na nas w każdej chwili
Kształt, barwa, zapach, śpiew gałązki
Przypominają obowiązki
Wobec tych, co przed nami żyli.

W sposobie ułożenia szaty
W ukłonie według starych reguł,
W tym, jak przyrządza się herbatę
Jak się szanuje każdy szczegół
Wyraża się nasz dług wdzięczności
Dla stwarzającej nas przeszłości
Od której uciekamy w biegu...

Wreszcie wyborem umierania,
Gdy honorowe ostrze w dłoniach
Śmierć czyni przedłużeniem trwania
(Bo życie przecież - to agonia)
- Stwarzamy wodę, kwiat i kamień
W których na zawsze zamieszkamy
Wśród tych, co będą żyli po nas.

Jacek Kaczmarski

wtorek, 25 grudnia 2012

rada


Jeśli posiadasz dwa pieniążki, powiedział w czasie podróży Li Ti,
to kup jeden chleb i jeden kwiat.
Chleb będzie ci ku pożywieniu.
Kwiat, który kupisz, oznacza,
że życie warte jest życia.


Rada Li Ti, Harry Martinson, z tomu „Gräsen i Thule”, 1958
tłum. ze szwedzkiego Leonard Neuger


poniedziałek, 24 grudnia 2012

jemioła

popołudniowe zakupy na targu.
dzwoni Principessa.
chciałaby mieć małą choinkę w pokoju.

handlarze zwijają swój dobytek.
dopadam ostatniego z igliwiem w samochodzie.

małych choinek niestety już nie ma.
ta w samochodzie, przystrojona w kokardy i girlandy, jedzie do domu sprzedawcy.

jest stroik z jodły na stół.
urokliwy, zdaje się pasować do innych dekoracji, które mam w domu, więc biorę.
jest też jemioła.
do wyboru do koloru: złota, zielona i żółta.
przydałaby się do ozdabiania świątecznego stołu, myślę.

pani musi mieć dużo szczęścia i dużo miłości - wtrąca sprzedawca.
pani potrzebna jest duża jemioła - dodaje wesoło.

podoba mi się ta argumentacja. i błysk w jego oczach.
kupuję dwie wiązanki: złotą i zielonożółtą.

życzę, aby w Waszych domach dziś zawisły jemioły i dodały Wam swojej magicznej mocy.
niech przyniosą Wam szczęście i pomyślność,
niech spełnią Wasze marzenia.

jeśli w tym roku akurat nie macie jemioły, to wyobraźcie ją sobie, że jest.
wyobraźcie sobie jak wisi u sufitu albo włożona do wazonu roztacza czar wokół stołu.
wyobraźcie sobie, jak czyni cuda,
jak otwiera serca,
jak oczyszcza umysły.

w ten wieczór możemy poddać się urokowi dawnych wierzeń,
przypomnieć to, w co wierzyli nasi przodkowie,
zawierzyć,
powrócić do korzeni.

jak wierzono niegdyś ścięte pędy świętej jemioły leczyły niemal wszystkie choroby,
jednały pomyślność,
włożone do wazonu lub podwieszone pod sufitem chroniły dom przed złymi mocami,
zapobiegały pożarom, a już powstałe wygaszały.
pędy jemioły sprowadzały do domu szczęście i bogactwo,
spełniały ludzkie życzenia i marzenia.
noszona przy sobie jemioła miała zapewniać potencję seksualną.
(wikipedia)

żółta barwa zeschłej jemioły,
ma według dawnych wierzeń,
dawać tej roślinie moc znajdowania zakopanych w ziemi skarbów – zwłaszcza złota.

niedziela, 23 grudnia 2012

po


Opadły ze mnie poglądy, przekonania, wierzenia,
opinie, pewniki, zasady,
reguły i przyzwyczajenia.

Ocknąłem się nagi na skraju cywilizacji,
która wydała mi się komiczna i niepojęta,

Sklepione sale pojezuickiej akademii,
w której kiedyś pobierałem nauki,
nie byłyby ze mnie zadowolone.

Mimo że jeszcze zachowałem
kilka sentencji po łacinie.

Rzeka płynęła dalej przez dębowe i sosnowe lasy.

Stałem w trawach po pas, wdychając dziki zapach
żółtych kwiatów.

I obłoki. Jak zawsze w tamtych stronach,
dużo obłoków.

Czesław Miłosz, Nad Wilią, 1999


opadły ze mnie napięcia, tęsknoty, poczucie krzywdy,
zakazy, nakazy, rozkazy, przekazy,
rozpacze i melancholia.

wdycham i wydycham naturę świata,
która wydaje mi się niepojętna i intrygująca.

moja polonistka nie byłaby ze mnie zadowolona,
nie spełniłam pokładanych nadziei,
choć miło byłoby jej zobaczyć dawną uczennicę.

mimo, że jestem tylko hologramem,
mam określony kształt i kilka wymiarów.

leżę w savasanie po skończonej praktyce jogi
obserwuję swój oddech i zmieniające się doznania.

mata tak jak poduszka do medytacji jest przełącznikiem ze stanu gotowości,
do stanu pełni.

sobota, 22 grudnia 2012

uświątecznienie


już się uświąteczniłam.

kupiłam prezenty dla wszystkich,
odebrałam zamówione rarytasy (uszka z prawdziwkami, paszteciki z kapustą i grzybami oraz pierogi z kaszą gryczaną i serem feta), które choć przeznaczone na wilię, degustowaliśmy dzisiaj,
zakończyłam małe porządki (porządki muszą być małe, żeby można było się dobrze uświątecznić)
wypisałam wniosek o urlop,
złożyłam pierwsze świąteczne życzenia,
otworzyłam czerwone francuskie wino
i poczułam magię świąt.

wszystkim Czytaczom i Czytaczkom Bliskim i Dalekim życzę szybkiego uświątecznienia.

piątek, 21 grudnia 2012

dzień


to był normalny dzień.
taki jak tysiące dni przed nim
i tysiące po nim.
niczym nie wyróżniający się dzień.

nie wydarzyło się nic szczególnego.
nie zobaczyłam,
nie usłyszałam
nie poczułam,
nic co potwierdzałoby fenomen daty 21 grudnia 2012.
po prostu zwyczajny, dobry dzień.

może za wyjątkiem:
dotkliwego zimna na dworze,
(w dodatku w biurowcu, w którym pracuję padło ogrzewanie),
spotkania w agencji castingowej, na które zaproszono Młodą,
(wyglądała na mało profesjonalną, agencja, nie Młoda),
ogromnych przedświątecznych zakupów, które zrobił Pan W. w trzech różnych supermarketach,
(chyba stracił nadzieję na koniec świata i wrócił do zwykłych obowiązków).






















tylko miłość.

czwartek, 20 grudnia 2012

choinka


mamy choinkę.
dotarła do nas zawinięta w białą siatkę.

leży przerażona w przedpokoju.

wygląda jak nieboszczyk w prosektorium,
który czeka na właściwe obrządki.

szykujemy dla niej miejsce w salonie, w rogu, przy oknie.
najlepszy punkt obserwacyjny w mieszkaniu.
widać stąd wszystkich domowników jak krążą utartymi szlakami pomiędzy kuchnią, sypialnią, łazienką.
będzie mogła stąd obserwować ulicę, niebo i drzewa,
nawet poczuć powiew wiatru przy otwartym oknie.

zielony stojak stanął już gotowy, by wziąć ją na ręce.

a ona obraca się zdziwiona,
jakby chciała zapytać czy już nadszedł ten moment kiedy będzie przystrojona, upiększona,
czy nadszedł już ten moment kiedy stanie się gwiazdą.

środa, 19 grudnia 2012

koniec


dialogi na cztery nogi:

- koniec świata ma być w piątek!
- i całe szczęście!

- koniec świata będzie w piątek!
- wreszcie Bóg wysłuchał moich próśb.

- koniec świata ma być w piątek!
- to zakupy świąteczne zrobię w sobotę, żeby niepotrzebnie nie stać w kolejce.




nie martwcie się.
koniec świata nie nadejdzie szybko.

przed naszą cywilizacją jest jeszcze co najmniej dwa tysiące lat egzystencji.
tak twierdzi Dalajlama opierając się na słowach Buddy.

a jeśli nadejdzie koniec,
to też nie jest to powód do zmartwień.
po prostu nadejdzie.

wtorek, 18 grudnia 2012

mój


Całe życie udawać, że mój ten ich świat,
I wiedzieć, że hańbiące takie udawanie.
Ale co mogę zrobić? Gdybym wrzasnął
I zaczął prorokować, nikt by nie usłyszał.
Nie na to ich ekrany, mikrofony.
Tacy jak ja błądzą ulicami
I mówią do siebie. Śpią na ławkach w parku,
W pasażach na asfalcie. Bo więzień za mało,
Żeby pozamykać wszystkich ubogich.
Uśmiecham się i milczę. Mnie już nie dopadną.
Do stołu z wybranymi zasiadać - to umiem.
Nie mój, Czesław Miłosz



mój jest ten świat i ich, całe życie
nie udawane.
dobrze, że mówiących do siebie nie zamyka się w więzieniach.
do kogo mają mówić, zamknięci w swojej samotności,
gdy potrzeba mówienia jest tak silna jak potrzeba jedzenia.

uśmiecham się i milczę.
nie dopadną mnie.
do stołu też umiem zasiadać z wybranymi osobami - to wiem.


poniedziałek, 17 grudnia 2012

niebo


Jak powinno być w niebie, wiem, bo tam bywałem.
U jego rzeki. Słysząc jego ptaki.
W jego sezonie: latem, zaraz po wschodzie słońca.
Zrywałem się i biegłem do moich tysiącznych prac,
A ogród był nadziemski, dany wyobraźni.
Życie spędziłem układając rytmiczne zaklęcia,
Tego co ze mną się działo nie bardzo świadomy,
Ale dążąc, ścigając bez ustanku
Nazwę i formę. Myślę, że ruch krwi
Tam powinien być dalej triumfalnym ruchem
Wyższego, że tak powiem, stopnia. Że zapach lewkonii
I nasturcja i pszczoła i buczący trzmiel,
Czy sama ich esencja, mocniejsza niż tutaj,
Muszą tak samo wzywać do sedna, w sam środek
Za labiryntem rzeczy. Bo jakżeby umysł
Mógł zaprzestać pogoni, od Nieskończonego
Biorąc oczarowanie, dziwność, obietnicę?
Ale gdzie będzie ona, droga nam śmiertelność?
Gdzie czas, który nas niszczy i razem ocala?
To już za trudne dla mnie. Pokój wieczny
Nie mógłby mieć poranków i wieczorów.
A to już dostatecznie mówi przeciw niemu.
I zęby sobie na tym połamie teolog.

Czesław Miłosz, Jak powinno być w niebie


jak powinno być w niebie, nie wiem, bo tam nie bywałam.
czy są tam rzeki, ogrody czy lasy,
czy słyszy się ptaki czy sąsiadów z pierwszego piętra.
czy w niebie jest sezon na lody i kiszone ogórki,
która pora jest najlepsza, ta po wschodzie czy przed zachodem słońca.

jak powinno być w niebie, nie wiem, bo tam nie bywałam.
ale myślę, że umysł wie, bo bywał.
zaprzestanie niekończących się pogoni za oczarowaniem, dziwnością, poklaskiem.
droga ze zgiełku świata jest prosta jak ta do nieśmiertelności.
spokojny umysł omija obietnice szerokim łukiem.

niedziela, 16 grudnia 2012

zimne


czytam Te ściany są zimne i inne opowiadania Trumana Capote
i myślę o Pani R.



sobota, 15 grudnia 2012

zatrzęsienie


Jestem kim jestem.
Niepojęty przypadek
jak każdy przypadek.

W zatrzęsieniu, Wisława Szymborska


jestem kim jestem.
to żaden przypadek.
gdybym była kimś innym też byłabym sobą.

mogłabym być Azjatką o skośnych oczach, albo Mulatką, lub Eskimoską,
też byłabym sobą.

mogłabym urodzić się w Chinach w minionym wieku,
też nie miałabym siostry jak prawie wszystkie chińskie kobiety.

mogłabym mieć pięcioro dzieci i ani jednego męża,
też nie narzekałabym.

mogłabym rządzić, analizować, debatować, dyrygować,
też miałabym dzień wypełniony po brzegi.

mógłby los być trochę mniej lub bardziej łaskawy dla mnie,
też byłabym szczęśliwa.

piątek, 14 grudnia 2012

szał


szał zakupów dopadł mnie na już początku grudnia.
pierwsze zakupy,
drugie zakupy,
trzecie zakupy,
czwarte,
piąte zakupy,
szóste...

kupon rabatowy w empiku,
kupon rabatowy w mohito,
karta rabatowa w matrasie,
karta bankomatowa z debetem.

wynik łatwy do odgadnięcia.
a jednak dzisiejsze podsumowanie wprawiło mnie w osłupienie.
okazało się, że większość zakupionych prezentów jest przeznaczona dla pań.
tych dla panów jest niewiele.

i trudno ten stan zmienić.
czasu mało, a pomysłów też nie ma.

mężczyźni zresztą nie ułatwiają sprawy.

Młody od miesiąca pytany co chciałby dostać,
niezmiennie odpowiada, że nie wie.

twierdzi, że tak ważnej decyzji nie może podjąć zbyt pochopnie.
potrzebuje czasu do namysłu. więc myśli.

już połowa grudnia, a On dalej wędruje po stronach internetowych,
przetrawia wyczytane informacje,
rozważa za i przeciw.
myśli.


* Our hearts are broken today. Barack Obama

też cierpię.
cierpię cierpieniem Ameryki.
cierpieniem rodzin osób, które nie wróciły dziś do domów.

cierpię też cierpieniem bliższym.
cierpieniem Pani R.



czwartek, 13 grudnia 2012

mimo


mimo wszystko próbuję znaleźć kilka powodów,
dla których był to dobry dzień:

1. obudziłam się przed dzwonkiem budzika
(może niezbyt wyspana, lecz z pewnością przytomna),

2. nie spóźniłam się do pracy,
(zdążyłam nawet wypić jeden łyk pysznej kawy przed wyjściem),

3. w porę wyekspediowałam z biura krwawiącą koleżankę do lekarza
(nasze idealne stroje wyszły z tej opresji bez szwanku),

4. Młody definitywnie zażegnał chorobę,
(spadła mu temperatura i zakończył monodietę),

5. okulista obwieścił optymistycznie przełom w leczeniu krótkowzroczności,
(będzie pierwszy, który będzie miał nowe soczewki),

6. przemaszerowałam wszerz i wzdłuż wielkie miasto
(łagodny mróz wcale nie dał mi się we znaki),

7. degustacja pierogów w pierogarni polecanej przez Sophie nie wywołała rozczarowania
(choć dowiodła, że najlepiej jada się w domu).

środa, 12 grudnia 2012

ja


Dbaj o to zwierzę. Jest tylko jedno.
Inne nigdy ci się nie dostanie.


Kenneth Rexroth, w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka

wtorek, 11 grudnia 2012

ludzie


dziecko nie jest głupie;
głupców wśród nich nie więcej niż wśród dorosłych.


a poza tym, Nie ma dzieci - są ludzie.
Henryk Goldszmit znany pod pseudonimem jako Janusz Korczak.

święta prawda.


poniedziałek, 10 grudnia 2012

odmienność


czytam książkę pt. Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin autorów Auke Kok i Dido Michielsen,
holenderskich rodziców adopcyjnych dwóch chińskich dziewczynek.

zapis podróży do Chin podjętej u progu dojrzewania dziewczynek, w poszukiwaniu korzeni, tożsamości.
to nie jest zwykła podróż do obcego państwa.
to podróż do przeszłości, z zamiarem odkrycia niewyjaśnionego.

dla wszystkich, których interesuje życie i historia Chin,
i dla tych, którzy rozważają adopcję za granicą,
ciekawa lektura.

Im więcej dusz, tym więcej radości, tym więcej do odkrycia.
Trzeba się cieszyć z odmienności każdego.
Niech cię to nie martwi, ani nie unieszczęśliwia.
To żałosne tkwić ciągle tylko w swoim oklepanym światku.
To jest skostnienie.
Umiłowanie nieznanego rzutuje pośrednio i na nas:
nawet jeśli wyjeżdżasz tylko raz do roku za granicę,
to i tak jesteś kandydatem na obywatela świata.

Auke Kok i Dido Michielsen



niedziela, 9 grudnia 2012

klinika


dwa dni temu aktorka Ewa Błaszczyk otworzyła w Warszawie klinikę BUDZIK dla dzieci w śpiączce.
jest to pierwsza w Polsce klinika dla dzieci po ciężkich urazach mózgu.

gotowa na przyjęcie 15 małych pacjentów wraz z opiekunami,
klinika, zapewni prowadzenie intensywnej neurorehabilitacji dzieci
przez okres od roku do 15 miesięcy, w systemie 24 godzinnym, również w weekendy i święta.

żeby dostać się do kliniki, pacjent musi być wydolny krążeniowo i stabilny oddechowo,
nie wymagający podtrzymywania funkcji życiowych w warunkach OIOM.
nie może też pozostawać w stanie śpiączki w okresie dłuższym niż 6 miesięcy
od momentu urazu/wypadku.

fundacja A kogo? szacuje, że w śpiączkę zapada rocznie do 100 tys. polskich dzieci.
najczęściej śpiączki trwają od kilku minut do kilkunastu dni.
kilkaset dzieci trwa w śpiączce wiele lat.
niekiedy udaje się je wybudzić.

córka Ewa Błaszczyk, inicjatorki przedsięwzięcia, jest w stanie śpiączki od 12 lat.
w tym roku skończyła 18 lat, tak jak jej siostra bliźniaczka.



cieszy mnie ten sukces.
kibicowałam inicjatywie fundacji od początku, bo lubię aktorkę Ewę Błaszczyk,
śpiewa fenomenalnie i jest matką bliźniaczek.
w 2000 roku w przeciągu 100 dni straciła męża Jacka Janczarskiego i pewnym sensie córkę.

patrząc na ogrom bólu i cierpienia, które było dane jej przeżyć,
budujące wydaje się to jak pięknie udało jej się przekuć cierpienie w wielki czyn,
służący innym cierpiącym i potrzebującym.

i jak ogromne pokłady sił, zapału i optymizmu, tkwią w człowieku!

cieszy mnie też fakt, że na zdjęciach z uroczystości otwarcia kliniki widać same kobiety. to znak czasu.



* jak niedziela to medytacja w sali medytacyjnej.
w sali obok odbywały się warsztaty teatralne lub terapeutyczne.
uczestnicy najpierw wydawali z siebie różnorakie dźwięki i krzyki,
najgłośniejsze przypominały ryk zwierząt, później jedna z kobiet
monologizowała na nieznany temat nadużywając najpowszechniejszego wulgarnego słowa
(jakby nie słyszała, że Prof. Miodek zdementował swoje przyzwolenie
na przekleństwa, i dał najświętsze słowo honoru, że wszystko to, co hula
w internecie pod hasłem ch..., k..., p... jest czyimś żartem).
w końcu nastąpiło długie aaaaaaaaaa w wykonaniu tej samej osoby i nastała cisza.
co za śmieszna sytuacja!
z jednej strony ściany ludzie wyciszają umysł, a z drugiej rozszarpują swoje emocje.




piątek, 7 grudnia 2012

palindrom


palindromy to słowa, zdania, sentencje,
które czytane wprost i wspak brzmią tak samo (mają symetryczny układ liter),
na przykład: kobyła ma mały bok.

niektórzy anglikanie twierdzą, że pierwsze słowa
wypowiedziane przez człowieka były palindromem.
wyobrażają sobie, że Adam przywitał Ewę w Raju, mówiąc:
Madam, I'm Adam,
lub Madam in Eden, I'm Adam.

ludzie często nie wiedzą, że mówią palindromami.
między innymi Polacy, którzy niefrasobliwie wykrzykują A to idiota!

w przeszłości palindromy prawdopodobnie miały znaczenie magiczne,
obecnie pełnią funkcję gry słownej.

najbardziej podoba mi się jeden ze starożytnych palindromów,
umieszczany jako inskrypcja na greckich fontannach:
ΝΙΨΟΝΑΝΟΜEΜΑΤΑΜEΜΟΝΑΝΟΨΙΝ Nipson anomemata me monan opsin –
zmyj grzechy, nie tylko twarz.

mianem aibofobii określa się lęk przed palindromami.
ale, jak podaje wikipedia, takie zaburzenie lękowe w rzeczywistości nie istnieje
i jest jedynie formą żartu.

czytam kolejne palindromy i szukam ich głębszego sensu.
czy włoski palindrom: i topi non avevano nipoti - myszy nie miały wnucząt,
ma jakiś sens.
albo palindrom Barańczaka: I lali masoni wydrom w mordy wino, sami lali.
jeśli tak, to jaki?

czwartek, 6 grudnia 2012

prezent


przesyłam całą miłość do Was.
bądźcie szczęśliwi.
bądźcie uważni.
bądźcie radośni.

wszystko czego potrzebujecie to miłość.
tylko miłość.

w mikołajkowym prezencie piosenka.


środa, 5 grudnia 2012

spotkanie


lokalizacja: pizzeria sieciowa w centrum handlowym,
czas: popołudnie,
występują: czarnowłose boginie Pani E., Pani N. i Pani B., dwóch ostatnich nie widziałam od roku,
elementy scenografii: pizza marakesz z rukolą i gorgonzolą,
wokół niej piętrzą się różnobarwne opakowania z prezentami urodzinowymi, imieninowymi, mikołajkowym.

zostałam hojnie obdarowana:
książką Podróż do miasta świateł,
złotym jabłuszkiem, które wygląda na zaczarowane (nie zamierzam go używać, tylko dotykać, wąchać, podziwiać),
świecą o fakturze swetra dzierganego na drutach, w moim ulubionym kolorze zabielonej szarości,
notesem z recyklingu z długopisem, przyda Ci się do zapisywania myśli
i trzema niekończącymi się uśmiechami.

dziękuję.

wtorek, 4 grudnia 2012

wolontariat


dojrzałam do decyzji.
zdecydowałam się na wolontariat w ośrodku terapeutycznym,
najstarszym w wielkim mieście.

pierwszy dzień był bardzo chaotyczny i hałaśliwy.
zapamiętałam imiona trójki dzieci: Sandry, Radka i Klaudii,
oraz szefa wolontariuszy.





poniedziałek, 3 grudnia 2012

przebudzenie


Pewnego dnia nastąpi wielkie przebudzenie, po którym będziemy wiedzieć,
że samo życie jest wielkim snem.
Do tej pory głupcy będą wierzyć, że już się przebudzili, i myśleć, że znają rzeczy,
nazywając jednego człowieka władcą, a drugiego sługą.

Mark Forstater

niedziela, 2 grudnia 2012

oddech


obserwujcie swój oddech.
obserwujcie moment, w którym robicie wdech
obserwujecie moment, w którym robicie wydech.

bądźcie świadomi każdego oddechu.
bądźcie świadomi każdego wdechu i każdego wydechu.

niech nie umknie waszej uwadze żaden oddech,
nawet ten najlżejszy, najsubtelniejszy.

obserwujcie oddech w każdej chwili,
po przebudzeniu i przed zaśnięciem,
w czasie codziennych ćwiczeń pilatesu, stretchingu,
w czasie wykonywania asan jogi,
obserwujcie swój oddech podczas spacerowania i pływania,
obserwujcie swój oddech w czasie wzburzenia, gdy ogarnia was gniew i złość
obserwujcie swój oddech gdy na skrzyżowaniu zapala się czerwone światło i gdy zapala zielone,
obserwujcie swój oddech gdy dzwoni telefon, tych kilka sygnałów podczas których
podchodzicie do telefonu lub szukacie komórki.
obserwujcie swój oddech gdy do kogoś dzwonicie, używając telefonu lub zwykłego dzwonka.

zawsze obserwujcie swój oddech.
obserwacja sprawia, że jesteście świadomi chwili, która trwa,
chwili oddechu.

oddech jest drogą do uważności, drogą do szczęścia.

możecie zacząć właśnie teraz.
jesteście w końcu na blogu oświecenie w wielkim mieście.
zróbcie głębszy wdech i głębszy wydech,
nie liczcie oddechów,
nie nazywajcie w myślach wdechu wdechem i wydechu wydechem.
tylko obserwujcie.

dzisiaj poświęćcie obserwacji swojego oddechu choć jedną minutę.
jutro 5 minut.
po tygodniu piętnaście minut dziennie.


Tylko oddech

Ani Chrześcijanin, Żyd, ani Muzułmanin, ani Hindus,
Buddysta, sufi czy zen.

Żadna religia ani system kulturowy.
Nie jestem ze Wschodu ani z Zachodu,
ani z głębi oceanu ani z ziemi,
ani naturalny ani eteryczny,
ni stworzony z elementów.

Nie istnieje. Nie jestem z tego świata ani z tamtego,
nie jestem potomkiem Adama ani Ewy,
ani żadnej innej linii.

Moje miejsce jest bezmiejscem, śladem nieodnajdywalnego,
ani ciałem ani duszą.

Należę do ukochanego.
Ujrzałem dwa światy jako jeden i usłyszałem jego wołanie.
Poznałem pierwsze, ostatnie, zewnętrzne, wewnętrzne
jak oddech oddychający człowiekiem.
Dżalaluddin Rumi

sobota, 1 grudnia 2012

coś


Coś się zdarzyło.
Księżyc rozświetlił pokój.
Bóg o tym wiedział.

Tomas Transtromer


coś się wydarzy.
złote niebo rozświetli ich twarze.
bóg o tym nie wie.

ja wiem.