czwartek, 31 stycznia 2013

szczęśliwość


Wiosną, liście lan zwisają jak włosy.
W lecie księżyc sunie lżej po niebie.
W jesieni kwiaty cynamonu są białe.
W zimie wygłasza się wiersze wokół lampy.

Jestem bardzo zadowolony z życia.
Niekiedy starczy mi patrzeć na kamień lub słuchać wiatru.

Nie jestem zakochany w tej chwili.
Kwiat nie pachnie bardziej,
gdy uszczknęła go piękna kobieta.

Szczęśliwość, Chang-Kiu-Ling (714-736)


zimą układa się wiersze przy kaloryferze.
wiosną obserwuje się przebudzenie traw.
w lecie, słońce sunie jak ognista kula.
w jesieni, kwiaty wrzosów są liliowe.

jestem bardzo zadowolona z życia.
czasami wystarczy mi popatrzeć na niebo przez okno lub posłuchać szumu komputera.

nie jestem zakochana w tej chwili.
kwiat nie pachnie mniej,
jeśli nie podarował mi go ukochany mężczyzna.

środa, 30 stycznia 2013

prawdy


Budda wziął kilka liści jesiennych
W rękę i zapytał
Anandy, czy to wszystkie
Czerwone liście, jakie są.
Ananda odpowiedział, że jest jesień
I naokoło pełno spadających liści,
Więcej, niż można policzyć. Budda
Rzekł tedy: dałem wam
Garstkę prawd. Oprócz nich
Są jeszcze tysiące prawd,
Więcej, niż można policzyć.

Miasto księżyca, Kenneth Rexroth
w tłumaczeniu Czesława Miłosza

wtorek, 29 stycznia 2013

Sajgon


Co myślałem w mieście Kyoto?
Myślałem, że składam do modlitwy ręce w świątyni,
oddaję pokłon,
zapalam patyczek kadzidła i jestem ten,
który żył kiedyś, który żyje teraz,
i ten, który kiedyś żyć będzie, ten sam,
poza ciągłym powrotem śmierci i narodzin.
Czesław Miłosz


co myślałam w mieście Ho Chi Minh?
myślałam, że dobrze, że wreszcie dotarłam,
tam gdzie dotrzeć musiałam,
że przybycie tam jest jak odkrywanie siebie i świata na nowo,
pierwotne połączenie części mojej duszy z duszami tych, którzy żyli przede mną,
i to przekonanie, że jeszcze kiedyś przyjadę do tego kraju znowu na pewno
jako zupełnie inna osoba.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

kasza


Młody znowu chory.
leczy się monodietą z kaszy.

resztki niedozjedzonej kaszy stały na kuchennym blacie.
z górnej szafki wypadł prosto w sam środek talerza, bochenek razowca.
kasza rozbryznęła się po całej kuchni.

Młody na to ze śmiechem: - Napisz o tym wiersz!
prześmiewca!

czy któryś z poetów pisał coś o kaszy?

sprawdziłam, faktycznie pisała Julia Hartwig wspominając braci
w wierszu Na cześć braci moich.
pisała i jadła, jak wynika z:

(...)Karmił mnie kiedy chodziłam na uniwersytet podziemny
bo przyszedłszy kiedyś do mieszkania które mi wyznaczono
zobaczył goły siennik i łyżkę wetkniętą w garnek z zaschniętą kaszą


jadł też Czesław Miłosz. kaszę gryczaną lubił.
w tłumaczeniu haiku Basho, inną kaszę wymienił, jako sposób na zachowanie linii.
Koteczka, tak chuda
Na miłości
I kaszy jęczmiennej.


kaszę wspomniał też pisząc do dziekana Jonathana Swifta:
Mieni się kamień fioletowy
Ponad Irlandią torfowiska
I w domach pod hukaniem sowy
Rynka w kominie kaszą pryska.


w poszukiwaniach literackich kaszy w roli głównej,
odnalazłam przepis kulinarny Grażyny Strumiłło-Miłosz z Krasnogrudy
z cyklu "Smaki Miłosza".
cytuję, bo przepis prosty i dzięki rozmarynowi ciekawy.

Kasza gryczana
Kaszę gryczaną wrzucamy do garnka z rozgrzaną oliwą,
leciuteńko podprażamy, tak żeby nie było przypalonych
ziaren, a leciutko ścięte. Kasza ma być gorąca, ale nie
przypalona. Następnie wlewamy do niej zimną wodę na
trzy palce ponad kaszę, solimy, dodajemy pieprz. Na koniec
prażenia dodajemy świeże zielone gałązki rozmarynu -
rozmaryn wrzucamy wtedy, gdy kasza jest już ugotowana.
Później należy zawinąć ją w koc i trzymać w ciepłym
miejscu, żeby utrzymywała cały czas temperaturę.
Czesław Miłosz lubił kaszę gryczaną jeść z zsiadłym mlekiem.

niedziela, 27 stycznia 2013

płatki


jasne zimowe popołudnie.
padające na moją twarz płatki śniegu, sprawiają, że czuję się małą dziewczynką.

Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek,
Bim – bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim – bom
kiedy tak pada śnieg,
Bim – bom
Jak marzną mi paluszki.
A.A. Milne, Kubuś Puchatek

sobota, 26 stycznia 2013

błogosławieństwa





When I started counting my blessings,
my whole life turned around.
Willie Nelson

zwracajcie uwagę na cudowne przypadki, które Wam się przytrafiają.
wyrazy miłości, łaski, błogosławieństwa.

jest ich więcej niż myślicie.
jeden przypadek pociąga za sobą drugi.
wypełniają nasze dusze.

dzięki nim życie jest takie wyjątkowe.





piątek, 25 stycznia 2013

portret


po obejrzeniu zdjęć Francois Brunelle
zastanawiam się kto mógłby być moim towarzyszem do portretu.

kto, zupełnie mi obcy, sportretowany ze mną mógłby uchodzić za moją moje bliźniacze rodzeństwo, siostrę lub brata.

myślę, że Barack Obama.

czwartek, 24 stycznia 2013

ptaszek





















kocham te kolory.
kocham błękit, róż, amarant.
kocham ich połączenia,
gdy jeden kolor nakłada się na drugi, przenika weń.

kocham myśl o świętowaniu.
kocham myśl o byciu tam, gdzie samo moje przyjście jest świętem.
kocham świętować.

jutro będę świętować dzień dziadka nad misami ptysiów z bitą śmietaną.

środa, 23 stycznia 2013

powód


moja drzemka trwała dziś niecałe cztery godziny.
z powodu filmu, który oglądałam do drugiej w nocy.

ostatni seans.

pastisz westernu.
krew nieomal bluzgała z ekranu.

ale warto było go zobaczyć.
całkiem nowy Tarantino, w tej odsłonie - reżyser to też aktor.



wtorek, 22 stycznia 2013

praca


Życie – jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;

być psem,
albo pogłaskać go po ciepłej sierści;

odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;

mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.

Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;

i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;

i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć.

Notatka, Wisława Szymborska


praca - jedyny sposób, żeby wczesnym rankiem
zerwać się z łóżka,
nałożyć makijaż w pośpiechu,
wypić filiżankę herbaty.

stukać obcasami między gabinetami,
albo złamać obcas w drodze na interview.

wznosić się i opadać tą, co na szafot windą,
w górę i na dół,
szukać reguł między piętrami.

wyjątkowa okazja,
żeby poznać kogoś,
z kim będzie się rozmawiać szczerze przez długie lata.

i żeby pokręcić się w szkarłatnym fotelu
na kółkach jak na karuzeli,
odczytywać z twarzy niewypowiedziane uczucia,
przez okno wypuszczać oczy jak ptaki.

i późno w nocy odłożyć książkę,
nastawić budzik na tę samą, ale jakby wcześniejszą godzinę, zgasić światło,
po krótkiej jak westchnienie drzemce, być w biurze znowu.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

niedziela, 20 stycznia 2013

czyściec


jak to ujął mój kolega z korpo (ojciec trójki dzieci, mąż dwóch żon),
życie jest nieodgadnione,
kto wie może tu na ziemi przeżywamy czyściec.

to porównanie chodzi mi po głowie od kilku dni,
i nie opuszcza od obejrzenia filmu obrzezanie
tahur czyli czystość, o rytualnym obrzezaniu dziewczynek w Sudanie.

dla bohaterek tego reportażu, w tym czterolatki,
które przeszły gehennę obrzezania ten akt przemocy to gwałt na ciele i psychice,
to zadanie bólu przez najbliższe kobiety młodej kobiecie,
to zdrada jej uczuć, zaufania.

obrzezanie - to rytualne częściowe lub całkowite usunięcie łechtaczki,
czasem również warg sromowych mniejszych metodą zabiegów chirurgicznych,
stosowane głównie w Afryce Środkowej.
wykonuje się je u dziewcząt przed ukończeniem 13 roku życia,
bez zasad zachowania aseptyki i bez znieczulenia.
obrzezanie służy kontrolowaniu seksualności kobiet.
gwarantuje dochowanie dziewictwa do ślubu i utrzymywanie wierności małżeńskiej po nim.

matki, które same doznały bólu w skutek tego aktu przemocy,
skazują na niego swoje córki.
nadal w wielu krajach, kobieta nieobrzezana uznawana jest za kobietę lekkich obyczajów.

wg szacunków na świecie żyje 130 mln obrzezanych kobiet,
codziennie obrzezanych zostaje 6 tysięcy kobiet, co stanowi 2 mln rocznie.

szczęście nie jest równo rozdzielone już w momencie urodzin.
jedni skazani są na piekło,
jeszcze inni na czyściec.

sobota, 19 stycznia 2013

zgłoszenie


zgłosiłam bloga do konkursu na bloga roku.
mam nadzieję, że nie spowoduje to zatorów na łączach.

a może uzewnętrzni,
urozmaici,
upiększy,
ubarwi,
ulepszy,
ułoży nieułożone,
uczesze nieuczesane,
umili,
ugości,
uprości,
umai.

a może uwiedzie,
uwrażliwi,
uraczy,
upoi,
umoralni,
utemperuje,
uzdrowi,
ułaskawi,
uchroni,
ubawi,
uplasuje się.

a może nie.



piątek, 18 stycznia 2013

lody


w przejmującym zimnie rozgrzewam się myślami o upalnym lecie,
takim ciepłym dniu, kiedy pot spływa strużkami po ciele i wymaga chusteczki,
gdy najbardziej zwiewna sukienka wydaje się zbyt gruba,
moje długie gęste włosy podtrzymuje klamra, by żaden kosmyk nie dotykał szyi,
i jedynym możliwym posiłkiem jest porcja lodów w klimatyzowanej kawiarni.

czwartek, 17 stycznia 2013

pistacje


jestem uzależniona od pistacji.

te najlepsze sprzedają w sklepie naprzeciwko mojego biurowca.
wpadam tam zaraz po pracy.
ładuję szuflą z wielkiego jutowego wora do małego foliowego woreczka
i pędzę do kasy.

jeszcze w sklepie trzy garście orzeszków pistacjowych lądują w prawej kieszeni puchowego płaszcza.
a stamtąd rytmicznie, jeden po drugim do moich ust.
niewysłowiona rozkosz i radość.

zaintrygowana wyraźnie postępującym uzależnieniem,
chciałam dowiedzieć się co tkwi w tym małym zielonym orzeszku, że myślę tylko o nim.

pistacja nazywana jest przez Chińczyków orzechem szczęścia.

jak podają różne internetowe źródła,
spożywana jest przez ludzi od co najmniej 9000 lat,
i jest jednym z dwóch gatunków orzechów wspomnianych w Biblii.

pistacje są źródłem ponad trzydziestu witamin i minerałów,
oraz wielu składników odżywczych.
na tle innych orzechów wyróżniają się wysoką zawartością potasu i fitosteroli,
a jako jedyne zawierają karotenoidy - luteinę i zeaksantynę.

zielony kolor pistacji pochodzi właśnie ze związku zwanego luteiną,
który zapobiega zwyrodnieniu plamki żółtej, najczęstszej przyczynie utraty wzroku
związanej z wiekiem.

garść pistacji dziennie może zmniejszyć nie tylko ryzyko chorób serca,
lecz uchronić także przed niektórymi rodzajami nowotworów.

orzechy pistacjowe doczekały się swojego święta.
26 lutego każdego roku miłośnicy pistacji na całym świecie obchodzą
Międzynarodowy Dzień Pistacji.

a to przecież dzień urodzin Pani A.

gdy piszę tego posta, marzy mi się pistacjowa uczta,
członkowie rodziny siedzą wkoło i przegryzają smakowite orzeszki.

środa, 16 stycznia 2013

kapsuła


chciałabym, by jutro rozszerzył się czas.
by pomiędzy jedną minutą a drugą,
znalazła się dodatkowa minuta,
a pomiędzy jedną godziną a drugą,
jakaś całkiem nowa godzina.

jutro rano wejdę do swojej kapsuły czasoprzestrzennej,
rozsunę niewidzialne bramy,
rozciągnę czas i przestrzeń.

wtorek, 15 stycznia 2013

bezczas


miałam dzisiaj umówioną wizytę u paradontologa, specjalisty wysokiej klasy.
lekarz przyjmuje w prywatnej przychodni, w małym mieście, jedynie raz w miesiącu.
dojeżdżam do niego pociągiem godzinę w jedną i godzinę w drugą stronę, raz do roku.

dzisiaj nie dojechałam.
czekałam na dworcu przez godzinę na metalowym krzesełku.
w międzyczasie spóźnienie pociągu urosło z 30 do 50 minut.

gdy minęła godzina, a pociągu ani widu ani słychu, zrezygnowałam z podróży i zwróciłam bilet do kasy.
śnieg nie padał.

potem odwiedziłam ulubioną księgarnię.
skuszona rabatami, kupiłam przeceniony (o zgrozo, jak to brzmi) tom Wiersze wybrane Julii Hartwig.


Wytrzymać tydzień
wytrzymać rok
wytrzymać trzydzieści a potem siedemdziesiąt lat

Ale były lata których nikt nie liczył
królewskie
kiedy bawiliśmy się pod starymi dębami
i wieczność była przy nas

Julia Hartwig, Bezczas

poniedziałek, 14 stycznia 2013

stan


zmęczenie i głód to normalne stany organizmu.
nie powinno ich zabraknąć w naszym życiu.

bez stanu zmęczenia i bez stanu głodu organizm jest jak otwarty skarbiec,
z którego zniknęły kosztowności.

stany głodu i zmęczenia mamy zakodowane w komórkach,
składa się na nie cała historia człowieka na Ziemi.

nie bójmy się ich.
nie przerywajmy ćwiczeń,
nie sięgajmy po coś do zjedzenia.

stany te pojawiają się gdy faktycznie wcale nie jesteśmy głodni, ani zmęczeni,
pojawiają się jako zapowiedź tych stanów,
jako niechęć do wysiłku,
jako obawa przed zaprzestaniem jedzenia.

dajmy naszemu ciału zgłodnieć,
dajmy naszemu ciału się zmęczyć,
dajmy naszemu ciału wrócić do stanu pierwotnego, do dawnej formy i jakości.


niedziela, 13 stycznia 2013

tango


lubię taniec.
lubię ruch.
lubię teatr.

tango wydawało mi zawsze sztucznym tańcem.
a może sztuczna jest tylko jego oprawa,
te suknie suto marszczone w pasie, makijaż sceniczny, wysokie obcasy.

bo tango w filmie Tango libre w wykonaniu mężczyzn to coś zupełnie innego,
coś nie bywałego i naturalnego zarazem.
więźniowie w tańcu, w szarych drelichach, tańczą tak, jakby byli tancerzami największej sceny świata, tańczą tak, że kamienna posadzka zdaje się poruszać razem z nimi.

dla tej sceny warto zobaczyć ten film.





sobota, 12 stycznia 2013

dokument


odkryłam portal z filmami dokumentalnymi.
nadrabiam zaległości.

dzieci Kotana
meet the Fokkens - siostry lekkich obyczajów
to see if I'm smiling - cień uśmiechu
uwolnić motyla.

ważne tematy
niezwykli ludzie,
niezwykłe kobiety.

polecam.


piątek, 11 stycznia 2013

osłona



Ponieważ nie znamy dnia swojej śmierci, traktujemy życie jak niewyczerpane źródło,
a przecież wszystko zdarza się określoną i to niewielką liczbę razy.
Jak często przypomnisz sobie jeszcze popołudnie z dzieciństwa,
to które tkwi w Tobie tak głęboko, że nie wyobrażasz sobie bez niego życia.
Może cztery, pięć razy, może nawet mniej. Ile razy zobaczysz wschód księżyca w pełni?
Może ze dwadzieścia, a jednak życie wydaje się niewyczerpane...

Paul Bowles, Pod osłoną nieba

żyjemy w przeświadczeniu, że ilość dni naszego życia jest nieograniczona.
nie zauważamy kiedy kończy się dzień, kiedy tydzień, miesiąc,
tych zimowych poranków, gdy padał śnieg było już tak wiele,
myślimy, że czas spędzony w biurze nie ma końca,
że nie kończy się bezsenna noc ani nowa miłość,
że zawsze będzie słońce, niebo i Mama, jak w rosyjskiej piosence.


czwartek, 10 stycznia 2013

joga


najlepsza rzecz jaka przydarzyła mi się w tym roku,
to trzecie zajęcia jogi w tygodniu.

ulubiona siłownia rozszerzyła repertuar zajęć na prośbę zainteresowanych.

środowa joga jest inna od poniedziałkowej i sobotniej.
prowadzi ją młoda kobieta rozciągnięta jak guma.

wszystkie asany wykonuje w stopniu mistrzowskim.
te, które widziałam były tak samo doskonałe jak asany Iyengara.

trzy spotkania w tygodniu to oznacza plan dnia i tygodnia napięty do granic.
ale liczę, że trójka okaże się magiczna,
i przyczyni się do postępów w mojej praktyce jogi.



popatrzcie co można zrobić z ciałem gdy się ćwiczy po 10 godzin dziennie
od szesnastego roku życia.

BKS Iyengar ma dziś 94 lata.
jest największym popularyzatorem jogi na świecie.

środa, 9 stycznia 2013

nie


nie,
nie znalazłam się w szpitalu,
nie złamałam nogi,
nie wpadłam pod tramwaj, w depresję ani w długi,
nie stałam się ofiarą zimy, kradzieży, ani porwania,
nie nabawiłam się zapalenia płuc, ani bólu ucha,
nie nabrałam wody w usta,
nie znalazłam banku wymieniającego milczenie na złoto,
nie podzieliłam losu Pani R.,
nic wielkiego w moim życiu się nie wydarzyło,
raczej coś małego,
na co w pewnym stopniu byłam przygotowana,
ale jak się to wydarzyło, to nie opuszcza mnie zdziwienie,
że jednak się stało (przecież wszystko mogło potoczyć się inaczej).
i mam nieustające wrażenie ucisku w gardle.

muszę dalej z tym żyć.
muszę.
żyć.

może uzupełnię brakujące wpisy wstecznie.

sobota, 5 stycznia 2013

komentarz


zrezygnowałam z komentarzy,
bo trudno mi było wyobrazić sobie siebie prowadzącą korespondencję w stylu listów do redakcji.
ale miło jest otrzymać maila w odzewie na posta.

Pani A. przejęta moim losem, właścicielki balkonu bezczeszczonego przez gołębie, napisała:
Gołębie siadają dokładnie nad moją witrynką.
Kiedyś codziennie rano przychodząc do sklepu musiałam szorować
i witrynkę i uliczkę upstrzoną nieestetycznie, obrzydliwie.
Gołębie po prostu miały noclegownię pod zadaszeniem na drutach elektrycznych.
W końcu przebrała się miarka,
bo jak długo można rozpoczynać każdy dzień ze szczotą w ręce.
Z koleżanką znalazłyśmy sposób skuteczny i bezbolesny.
O zmroku, kiedy mościły się do spania, bombardowałyśmy je piłkami tenisowymi.
Po paru dniach już nie przychodziły wcale.
Teraz kiedy tylko się pojawiają otrzymują salwę i znowu mamy spokój na jakiś czas.
Tak wiec, po prostu trzeba wytrwale je wyganiać.
Czasami trafi się cwaniak-odpornik, ale po jakimś czasie i on odpuszcza.
W końcu jest więcej balkonów niż tych gołębi.
Będą szukać spokojniejszego miejsca.
I tym pokojowym "gruchu, gruchu..." życzę miłego dnia.


rzecz w tym, że ja mam mieszkanie z dwoma balkonami.
i w dodatku nie jestem tenisistką.
na drugim balkonie ptaków nie widać.
za wyjątkiem jednego pióra, które dziś znalazłam, nie ma śladów ich bytności.

nie chciałabym, aby gołębie przeniosły się na drugi balkon.
dalej szukam jakiejś cudownej metody.
może zaklęcia.

piątek, 4 stycznia 2013

szablon


wróciłam do dawnego image'u bloga.

widoki dynamiczne są fajne,
ale nie wszystko w nich działa tak jak powinno.
przynajmniej u mnie nie działało.

jeśli leci z nami pilot, który rozwiązuje problemy bloggera,
to oto one:
- posty ładują się powoli,
- nie można zalogować się z widoku dynamicznego,
bo w pasku narzędzi nie ma funkcji zaloguj się,
- nie można zapisać innej opcji widoku dynamicznego,
- kolor paska narzędzi bezwiednie zmienia się na czarny,
- daty wyświetlają się tylko w wersji angielskiej,
- nagłówek z datą nie wyświetla dnia tygodnia.

więcej grzechów nie pamiętam.

czwartek, 3 stycznia 2013

pogoń


David Lynch - reżyser amerykański, twórca takich niezapomnianych filmów
jak Blue Velvet i Miasteczko Twin Peaks,
medytuje od ponad trzydziestu lat, dwa razy dziennie, przez pół godziny.

podobno, odkąd zaczął medytować, nie opuścił ani jednej sesji medytacji.
szacun.





ten przykład przemawia do mnie.

wtorek, 1 stycznia 2013

niepokonany


Sylwester był męczący jak to Sylwester.
obiecałam sobie, że powędruję do łóżka zaraz po 12-tej,
ale z dwunastej zrobiła się druga, a z drugiej - trzecia.

w łóżku nad ranem układałam listę noworocznych przyrzeczeń i postanowień.
zainspirował mnie Młody, który stworzył piętnastopunktową listę.
moja ma jak na razie - cztery.

siedzę i rozmyślam dalej.

co postanowić, co zaplanować,
jakie cele obrać, by nie stały się celkami,
na co przeznaczyć czas latem, na co wiosną, a na co jesienią,
którą drogą pójść, by nie zagubić się w labiryncie przypadków i zdarzeń,
czy iść szlakiem przetartym, czy tym jeszcze nie wytyczonym,
co zrobić, żeby nie wpaść pod samochód ani w kwadraturę koła,
czy lepsze, to co proste i jasne czy tajemnicze i zagadkowe.

jedno wiem na pewno,
jestem sternikiem duszy swojej i panią swego przeznaczenia.





Out of the night that covers me,
Black as the Pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.

In the fell clutch of circumstance
I have not winced nor cried aloud.
Under the bludgeonings of chance
My head is bloody, but unbowed.

Beyond this place of wrath and tears
Looms but the Horror of the shade,
And yet the menace of the years
Finds, and shall find, me unafraid.

It matters not how strait the gate,
How charged with punishments the scroll,
I am the master of my fate:
I am the captain of my soul.

Invictus, William Ernest Henley

tłumaczeń poematu jest wiele.
zamieszczam dwa znalezione w sieci,
jedno - które najbardziej mi się podoba
i drugie - to najbardziej popularne.

w tłumaczeniu Romana Kafla "na worku cementu"

Z czeluści nocy co spowiła
Hadesu otchłań niczym smoła
Za duszę moją niepokorną
Dzięki ci Boże - kornie wołam.

W sprzężonych przeciwnościach losu
Nie żalę się, nie leję łez
Lecz stratowany i pobity
Hardo podnoszę krwawy łeb.

Choć nad padołem łez i gniewu
Chyboczą widma niepowodzeń
Ich widok - te pochodne cienia
Nie budzą we mnie przerażenia.

I nie ma na mnie kar, ni bram
Mówię to szczerze, bez patosu
Dopóki'm panem swoich myśli
I sam kowalem - swego losu.


w tłumaczeniu Czesława Sowy Pawłowskiego Invictus

Z piekielnej czerni, która trwa wkoło mnie,
Dziękuję bogom, obcym mi z imienia,
Za duszę moją hardą,
Wyciosaną z niepodatnego toporom kamienia.
Że w zdarzeń złych potrzasku
Ni razu nie zapłakałem,
Że głowa moja, choć obficie krwawi,
Przed niczym się nigdy kornie nie pochyli.
Stając nad tymi pagórami złości,
I padołem, jak mówią, łez,
Nie lękam się zmór nieodgadnionych dni
Ani sądnych, mrocznych lat.
Nieważne, jak wąską furtką przeciskać się mam,
Co spotyka mnie z litanii kar,
Sternikiem swoich losów jestem sam
Własnej duszy kapitanem.