piątek, 26 kwietnia 2013

zakładka


w dawno nie otwieranej, instrukcji do aparatu fotograficznego
znalazłam kartkę, z napisanym odręcznie tekstem:

Mamo, wygrałem dwie czekolady (toffi i truskawka)
w uczciwej walce na szachach Fischera i na pionówkach.
Mogę je zjeść? Proszę. Wiem, że jest tam syf i sztuczne smaki,
ale pozwól mi. Proszę.


nigdy wcześniej nie czytałam tego przejmującego listu.
z treści domyśliłam się, że napisał ją Młody,
co najmniej sześć lat temu.
dlaczego nie dotarł do mnie we właściwym czasie, pozostanie zagadką.
Młody zapytany o szczegóły odpowiada, że słodyczy nie zjadł,
i stąd te zawirowania korespondencji.

sam autor wyjaśnia fachowe terminy użyte w tekście.
muszą być pionówki, tak jak są poziomki.
pionówki, to ćwiczenia szachowe polegające na rozgrywaniu
końcowego stadium partii, podczas której
na szachownicy są tylko piony i król.
natomiast szachy Fischera to odmiana szachów, w której figury
umieszczone są losowo na pierwszej i ósmej linii,
potocznie nazywane są szachami losowymi.

inną niespodziankę znalazłam w wypożyczonej
z biblioteki książce Poezje wybrane Pablo Nerudy,
Wydawnictwo Literackie 1980.
jak wynika z przyklejonej do okładki karty bibliotecznej,
w ciągu 33 lat od jej wydania, książkę wypożyczono cztery razy.
ja jestem jej piątym czytelnikiem.
po raz pierwszy wypożyczono ją zapewne, gdy stała
na półce z nowościami, bo w 1981, później w 1988, 1990 i 2005,
czyli przeciętnie raz na sześć lat ktoś sięga po tę książkę.

szokująca informacja.
w wielkim mieście jest tak niewielu czytelników poezji.
czy uczniowie nie przerabiają współczesnej poezji w szkołach,
a noblistów nie ma już w programie nauczania.

gdybym była dziennikarzem poszłabym za tym tropem
i chciała poznać osoby, które tę książkę wypożyczyły.
czy czytały ją same czy wzięły dla kogoś,
czy interesowały się poezją czy był to przypadek,
czy miały lat szesnaście, czterdzieści czy osiemdziesiąt dwa,
czy były kobietami czy mężczyznami,
czy te pięć osób miało ze sobą coś wspólnego.
jeśli tak, to co.

czwartek, 25 kwietnia 2013

dziecko


dwie godziny medytacji,
i czuję jakbym znowu była dzieckiem,
mam sześć lat, z tornistrem na plecach
biegnę rano szeroką drogą do szkoły.

po drodze mijam dwa kioski ruchu.
fascynują mnie wystawione rzeczy.
przystaję,
mój wzrok pada na małą gumową laleczkę
w krótkiej kraciastej sukience z chustką na głowie.
chciałabym wziąć ją na ręce.

dwie godziny medytacji
i mam pewność, że będę żyła wiecznie.



środa, 24 kwietnia 2013

porządki


chyba czuję się lepiej,
bo zaczęłam robić porządki.
nie jakieś wielkie sprzątanie,
tylko niewielkie uładzenie przestrzeni wokół łóżka.

stosy książek pokryły się błękitnoszarymi kłaczkami.
nierówno ułożone wywracają się pod własnym ciężarem.
trudno znaleźć książkę, której szukam.
wyciągam więc jedną po drugiej i ustawiam od nowa,
w nowym stosie przy ścianie stoją:
Wiersze wszystkie Czesława Miłosza - pozycja najgrubsza,
podstawowa (nie mogę jej odłożyć na półkę),
Zen w sztuce codziennego życia Thich Nhat Hanha
(czasem zaglądam z myślą o Młodych),
Zamek Franza Kafki (czytam raz jeszcze),
Wiersze o moim psychiatrze Andrzeja Kotańskiego
(może mogłabym ją przenieść do bibiloteki),
Wystarczy i Chwila Wisławy Szymborskiej,
Wiersze wybrane Julii Hartwig
i Jasne niejasne (zdecydowanie muszę je mieć wszystkie pod ręką),
Słodkie pieczone kasztany Aleksandry Seghi
(pożyczone od Pani E., chyba nie doczytałam do końca),
Bezkresne owocobranie Tagore,
Dziesięć tysięcy istnień Ko Un
(od tygodnia przed snem koniecznie kilka poematów),
Dziwne drobne przedmioty Larsa Gustaffsona,
Róża z Wolskich Podróż do miasta świateł,
Sześć poetek irlandzkich,
Przebudzanie świętego ciała Tybetańska joga oddechu
i ruchu
Tenzina Wangyala Rinpocze
(nie pamiętam kiedy zaczęłam czytać i czy skończyłam,
na stronie 118 włożona jako zakładka jest kartka
z kopią zapisu rzekomo autentycznego wykładu prof. Miodka o k...),
Utwory wybrane Ewy Lipskiej
(książka, od mojej kochanej G. z dedykacją - z nowym '87,
która powędrowała ze mną kiedyś do Anglii,
pierwsza bliska mi książka poetycka)
Tutaj Wisławy Szymborskiej,
Dzikie brzoskwinie Antologia poetek amerykańskich Julii Hartwig,
Heban Ryszarda Kapuścińskiego (właśnie zaczęłam czytać),
Wybór wierszy Cesare Pavese (całkiem nowy nabytek),
Katharsis Andrzej Szczeklika (zakładka na stronie 94
w rozdziale Cierpienie, ciekawe dlaczego zatrzymałam się właśnie tutaj).




wtorek, 23 kwietnia 2013

choroba


choroba jest dla mnie czasem odpoczynku.

choruję odpoczywając,
bo tego potrzebuje moje ciało.

choroba - co może zabrzmi paradoksalnie -
jest niezbędna dla zachowania stanu zdrowia,
to znak, który wysyła nasze ciało gdy jest w potrzebie.

bo czas choroby to
czas skupienia,
czas wyciszenia,
czas odpoczynku,
czas rozmyślania,
czas zagłębiania,
czas zatrzymania,
czas czułości,
czas troskliwości,
czas prostoty,
czas postu,
czas snu,
i czas nic nie robienia.

tego wszystkiego potrzebuje nasze ciało.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

dziś


dziś jest najlepszy dzień,
żeby kochać,
żeby wierzyć,
żeby medytować,
żeby działać,
żeby pisać,
żeby czytać,
żeby poznawać,
żeby podziwiać,
żeby cieszyć się,
żeby zachwycać,
żeby żyć.





niedziela, 21 kwietnia 2013

wytłumaczenie


wytłumaczeniem wszystkich smutków i cierpień
jest po prostu brak wytłumaczenia.

jak ujął to Anthony de Mello, hinduski jezuita i mistrz duchowy:

Nie istnieje wyjaśnienie wszelkiego cierpienia,
zła, męczarni, zniszczenia i głodu na świecie.
Nigdy tego nie wyjaśnisz.
Możesz bawić się swymi wyjaśnieniami, religijnymi czy też innymi −
ale nie wyjaśnisz tego nigdy.
Bo życie jest tajemnicą, co oznacza,
że twój myślący umysł nie jest tego w stanie rozwikłać.
Dlatego właśnie masz się przebudzić i wtedy dopiero pojmiesz,
że nie w świecie ukryte są problemy, ale że ty sam jesteś problemem.


tego się trzymam i nie roztrząsam smutnych nastrojów więcej.

sobota, 20 kwietnia 2013

niech


Niech to będzie dzień w początkach sierpnia,
nie ma jaskółek, ale trzmiel jeszcze
próbuje smyczka gdzieś
w cieniu malin.

Lekki, nieuporczywy wiatr
niech wieje nad łąkami sierpnia.

Bądź tam,
ale nie mów wiele,
tylko muskaj mi włosy
i patrz w oczy

z tym uśmiechem
w kąciku oka.
Chciałbym nie bez ulgi

zobaczyć, jak znika świat.

Lars Gustafsson Niech to będzie dzień
w tłumaczeniu Zbigniewa Kruszyńskiego



niech to będzie dzień z końca kwietnia,
nie ma jeszcze liści na drzewach, ale jeż
wybudził się z zimowego snu i wyruszył
w drogę.

ciepły, orzeźwiający deszcz
niech pada nad polami kwietnia

bądź,
ale nie mów wiele,
tylko muskaj moje ciało
i patrz.

z tym zdziwieniem
w kącikach ust.
chciałabym

zobaczyć świat za tysiąc lat.



piątek, 19 kwietnia 2013

łzy


płaczę.
głowę mam ciężką jak z ołowiu.
kilka łez płynie mi po policzkach.
bezgłośnie.

płacz przynosi pewną ulgę.
jednak niezbyt wielką.
chciałabym wypłakać wszystkie łzy na raz.
pozbyć się ciężaru, który mam w sobie,
strząsnąć go, otrzepać,
tak jak to czynią psy po wyjściu z wody,
przywrócić głowie naturalny stan,
spokój.

jedna łza waży tyle co nic,
a jednak głowę mam ciężką jak z ołowiu.
nie mogę się ruszyć,
czy przez ilość łez, które noszę,
smutek jest tak ciężki
(jaki jest jego ciężar właściwy),
czy przez niemożność powstrzymania się od płaczu,
czy przez tę ciszę.

czwartek, 18 kwietnia 2013

seria


piękną serię Zeszyty z ulicy Grodzkiej
wypuściło na rynek wydawnictwo Austeria.
seria będzie prezentować poezję włoską XX wieku
w wydaniu dwujęzycznym.

pierwszy z cyklu tom pt.
Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy
zawiera wiersze wybrane Cesare Pavese,
poety włoskiego, który żył w latach 1908-1950.

nakład tomu jest limitowany -
500 egzemplarzy numerowanych ręcznie.
książka, którą kupiłam ma numer 171,
napisany czarnym tuszem na pięciolinii.

pierwszy raz w moim księgozbiorze mam książkę z serii limitowanej,
numerowaną ręcznie.
pierwszy też raz mam możliwość czytania
wierszy po włosku i po polsku, w doskonałym tłumaczeniu
Jarosława Mikołajewskiego.
ta seria spodoba się miłośnikom poezji i kultury włoskiej.

mnie zachwycił ten wiersz:





Verrà la morte e avrà i tuoi occhi-
questa morte che ci accompagna
dal mattino alla sera, insonne,
sorda, come un vecchio rimorso
o un vizio assurdo. I tuoi occhi
saranno una vana parola
un grido taciuto, un silenzio.
Così li vedi ogni mattina
quando su te sola ti pieghi
nello specchio. O cara speranza,
quel giorno sapremo anche noi
che sei la vita e sei il nulla.

Per tutti la morte ha uno sguardo.
Verrà la morte e avrà i tuoi occhi.
Sarà come smettere un vizio,
come vedere nello specchio
riemergere un viso morto,
come ascoltare un labbro chiuso.
Scenderemo nel gorgo muti.

Cesare Pavese Verrà la morte e avrà i tuoi occhi

Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy -
ta śmierć, która nam towarzyszy
od świtu do zmierzchu, bezsenna,
milcząca, jak odwieczne poczucie winy
lub bezsensowny nałóg. Twoje oczy
będą pustym słowem,
przemilczanym krzykiem, ciszą.
Takimi je widzisz co dzień rano
kiedy nad sobą pochylasz się
w lustrze. O droga nadziejo,
tego dnia i my się dowiemy
że jesteś życiem i że jesteś niczym.

Śmierć ma dla wszystkich spojrzenie.
Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy.
Będzie tak, jak gdybyś porzuciła nałóg,
jak gdybyś ujrzała w lustrze
pojawienie się martwej twarzy,
jak gdybyś słuchała zamkniętych warg.
Niemi zstąpimy w topiel.

w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego

środa, 17 kwietnia 2013

sokolnicy


wczoraj na międzynarodowym lotnisku
oglądałam pokaz umiejętności sokolnika
i jego pierzastego podopiecznego.
nie każdy wie, że na lotniskach oprócz wielu
różnych służb, pracują też sokolnicy.

ich praca polega na przepłaszaniu ptactwa z terenów lotnisk,
ptaków gniazdujących w okolicy i tych w przelocie.
płoszenie odbywa się przy pomocy ptaków drapieżnych,
takich jak sokoły, jastrzębie i innych nowoczesnych metod.

samica sokoła pięknie ustawiała się do zdjęć.
pozowała w czapeczce zwanej karnalem (która zasłania oczy,
i działa na ptaka uspokajająco) i z gołą główką, czasem
podlatując i chodząc po ziemi jak kura.

zdawała się nieświadoma swojej zależności od opiekuna
i niewolniczej pracy, którą wykonuje.










wtorek, 16 kwietnia 2013

porównanie


Ten jest prawdziwym joginem, o Arjuno,
kto przez porównanie z sobą samym widzi
prawdziwą równość wszystkich istot,
zarówno w szczęściu, jak i niedoli.

Bahgavadghita


czuję się zjednoczona ze wszystkimi istotami
w doli i niedoli,
w szczęściu i nieszczęściu,
w miłości i nienawiści,
bo doznałam ich wszystkich.

wiem jak łatwo przychodzi miłość i jak szybko odchodzi.
wiem jak łatwo rodzi się gorące uczucie,
i jak niewiele trzeba, by znikły najczystsze wzruszenia.
wiem jak łatwo poddać się uczuciu wrogości
i uchwycić się myśli o zabiciu kogoś.
wiem jak trudno uwolnić się od złowieszczych myśli,
które niepokoją dnie i noce.

żeby usunąć ślady po ciężkich uczuciach
i nienawistnych myślach, które przeszły przez umysł,
potrzeba determinacji i wytrwałości.

na pewno wam się uda.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

bramy






skończyłam czytać Smugę cienia Josepha Conrada.
teraz czytam Boga zwierząt Aryn Kyle.

na majówkę postanowiłam zabrać Kapuścińskiego.
wgrałam na tabletkę (tak nazywamy pierwszą e-książkę w rodzinie)
Heban i Podróże z Herodotem.
wstyd przyznać, ale oprócz poezji,
nie przeczytałam nic więcej tego autora.


niedziela, 14 kwietnia 2013

gdyby


A jaki byłby świat, gdyby ciebie nie było?
Nie odpowiedziałam. Świat pewnie byłby taki sam.

Aryn Kyle, Bóg zwierząt


gdyby nie było mnie, świat byłby pewnie taki sam.
gdyby nie było was, świat byłby także taki sam.

ale gdyby, nie było ani mnie, ani was, ani nikogo innego
świat nie byłby taki sam.
świat byłby inny.
z pewnością.





sobota, 13 kwietnia 2013

brulion


w ulubionej księgarni kupiłam nowy brulion do notowania.

chciałabym uchwycić każdą myśl, każde uczucie
aby dzień nie znikał w nieświadomości drobnych zdarzeń
jak ziarenka piasku przesypujące się ze stożka klepsydry,
aby chwila znalazła miejsce na papierze,
bym mogła do niej wrócić od słowa do słowa,
kiedy przyjdzie mi ochota powrotu,
odczytać ten czas,
zrozumieć ślady w ciele, te zupełnie niewidoczne
wykonanych asan,
zjedzonych posiłków,
uściśniętych rąk,
odwzajemnionych uśmiechów,
wykrzyczanych słów,
pieszczotliwych objęć,
przeczytanych wierszy,
ciasteczek spakowanych w serwetkę z papieru
w biało-czerwoną kratkę (miałam kiedyś bluzkę
o tym samym wzorze).


piątek, 12 kwietnia 2013

Sir


dwa dni termu zmarł Sir Robert Edwards
wielki wizjoner,
twórca metody in vitro,
profesor Uniwersytetu Cambridge,
laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny.
był pionierem w informowaniu opinii publicznej o postępach medycyny.
uszczęśliwił miliony rodziców, którzy borykali się z problemem poczęcia.
dzięki opracowanej wraz z Patrickiem Steptoe metodzie,
przyszło na świat pięć milionów dzieci,
które mogłyby się nigdy nie urodzić.
nic nie jest bardziej wyjątkowe niż dziecko - powtarzał.

nic nie przynosi więcej pożytku niż geniusz pochylony nad problemami człowieka.

czwartek, 11 kwietnia 2013

amore





In Napoli where love is King
When boy meets girl
Here's what they say

When the moon hits your eye
Like a big-a pizza pie
That's amore
When the world seems to shine
Like you've had too much wine
That's amore

Bells'll ring
Ting-a-ling-a-ling
Ting-a-ling-a-ling
And you'll sing "Vita bella"
Hearts'll play
Tippi-tippi-tay
Tippi-tippi-tay
Like a gay tarantella

When the stars make you drool
Joost-a like pasta fazool
That's amore
When you dance down the street
With a cloud at your feet, you're in love
When you walk in a dream
But you know you're not dreamin', signore
'Scusami, but you see
Back in old Napoli, that's amore

When the moon hits your eye
Like a big-a pizza pie, that's amore

That's amore

When the world seems to shine
Like you've had too much wine, that's amore

That's amore

Bells will ring
Ting-a-ling-a-ling
ting-a-ling-a-ling
And you'll sing "Vita bella"
Vita bell-vita bella
Hearts will play
Tippi-tippi-tay, tippi-tippi-tay
Like a gay tarantella

Lucky fella

When the stars make you drool just like pasta fazool
That's amore (that's amore)
When you dance down the street
With a cloud at your feet, you're in love
When you walk in a dream
But you know you're not dreaming, signore
'Scusami, but you see
Back in old Napoli, that's amore

That's Amore by Dean Martin

środa, 10 kwietnia 2013

więzień


Wcześnie został więźniem
najmniejszych przedmiotów.

Guziki i monety,
zapomniany ogryzek ołówka.

One coś znaczyły.
Zbierał je do pudełek.

Po jego śmierci znaleziono pięć czy sześć
pudełek wypełnionych bezsensem.

A może nie bezsensem?
Może uchwytne chwile

minuty i sekundy miały tu znaczenie.
A to był ich ziemski kostium

dawno porzucony przez anioła czasu.

Może był trochę dziwakiem
ten kolekcjoner bezsensu.

Wszystko oznaczał swoim
nazwiskiem, wyraźnie, wielkimi

drukowanymi literami: linijkę,
łyżkę do butów, młotek,

potnik w kapeluszu.

Może bał się,
że mu je zabiorą

albo chciał się
tylko upewnić,
że naprawdę istnieje?

Lars Gustafsson, w tłumaczeniu Zbigniewa Kruszyńskiego

wtorek, 9 kwietnia 2013

zaklęcia


piję szejki z owoców i warzyw
i zaklinam wiosnę.

niech przyjdzie.
niech rozjaśni szarość,
niech rozzieleni ziemię,
niech rozsłoneczni oczy.

w dużym kieliszku na grubej nóżce
stoi gęsty jak śmietana szejk
z selera naciowego, zielonej pietruszki,
jabłek, cukinii.

cukinia połączona z jabłkami ma tę właściwość,
że nie przypomina w smaku cukinii.
wrogowie cukinii piją tak skomponowanego szejka
bez mrugnięcia okiem, choć przy stole
często twierdzą, że są uczuleni na warzywa.
co innego wrogowie selera, którzy nie trawią,
go w wersji naciowej ani w korzeniu,
ci wyczują smak selera, nawet po dodaniu
śladowych ilości do szejka pełnego słodkich owoców,
na nic się zdadzą przekonywania i próby przekupstwa.


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

kwiecień


Można je otworzyć
choć nie bez wysiłku.
Uschłe muchy po zimie
między szybą a ramą

są literami starego
języka, martwego i zapomnianego.
Porywa je wiatr, świat się wdziera,
unosi firankę, kołysze lampą.

Nagle świat dostrzega mnie,
zastyga w ciało stałe.

Kwiecień jest oknem, Lars Gustafsson


dziś czytam wiersze Larsa Gustafssona
pt. Dziwne drobne przedmioty
(tomik ukazał się dzięki wstawiennictwu
Wisławy Szymborskiej, która poruszona
wierszami poety poleciła wydać go jak najszybciej)
i Czerwonego Kapturka,
sztukę w VII scenach (nie aktach!),
spisaną i zagraną na deskach
nie do końca spalonego teatru.
w roli dramatopisarza i aktorki,
odtwarzającej trzy postacie, debiutuje Młoda.

te kilka kartek maszynopisu,
które wręczyła mi Młoda przed pójściem spać,
cieszy mnie bardziej niż dzieła zebrane
wszystkich noblistów.

niedziela, 7 kwietnia 2013

lapidarium


Żeby literatura była w pełni zrozumiała,
trzeba, abyśmy w jej tekstach odnajdywali własne doświadczenie.
To nasze doświadczenie służy nam za tłumacza tekstu,
bez tego jest on niezrozumiały, obcy.

Ryszard Kapuściński, Lapidarium V

sobota, 6 kwietnia 2013

Lou





nie wiem czy istnieje bóg.
nikt tego nie wie.
ale wierzę w jego istnienie.

dla mnie bogiem lub jego częścią,
jest każda ludzka istota,
zwierzę i roślina,
jest każde ziarenko piasku, kamień,
każda planeta i gwiazda,
jest chmura, powietrze i woda.

bogiem jest deszcz, tornado i śnieżna lawina,
spadający meteor i lawa wydobywająca się z wulkanu,
jest ognień i błyskawica,
jest też zbiór pszenicy, owoców i poematów,
śmiech, radość i narodziny,
każdy dźwięk, obraz, wynalazek,
jest też cisza i medytacja,
szczyt góry i dno oceanu.

tym wszystkim dla mnie jest bóg.

czwartek, 4 kwietnia 2013

gotowa


jestem gotowa na wiosnę,
na soczystą, jasną zieleń roślin,
na pąki, na kwiaty pachnące,
na słońce rozgrzewające ciało do samego środka duszy.
jestem gotowa na bezkresny błękit,
na szarość chmur, które niosą wiosenne deszcze,
i letnie burze.
jestem gotowa na zapach rozbudzonej ziemi,
na odkryte ciało,
na smak dojrzałej czerwieni malin i truskawek.

jestem gotowa na wiosnę.

środa, 3 kwietnia 2013

zakończenie


zakończył się 21 dniowy kurs medytacji,
prowadzony przez Ophrah i Deepaka,
który polecałam,
i w którym uczestniczyłam on-line.
wzięło w nim udział 650 tysięcy osób z 204 krajów.
to naprawdę imponująca liczba.
650 tysięcy osób medytowało codziennie
przez co najmniej 10 minut.
to robi wrażenie.

oprócz medytacji każdego dnia
przekazywana była główna myśl, przesłanie koncepcji,
której celem jest osiągnięcie dobrego zdrowia i mantra.
ze wszystkich dni,
mnie najbardziej w pamięć zapadły takie myśli:

Mój umysł i ciało są w doskonałej harmonii.
Ufam mądrości mojego ciała.
Jestem doskonałością. Jestem zdrowa. Jestem silna.
Z pełną świadomością tworzę zdrowe nawyki.
Wybieram pokarm, który pozwala mi rozkwitać.
Jestem elastyczna, mocna i zrównoważona.
Moje życie jest w harmonii z kosmicznym prawem.
Małe zmiany prowadzą do dużych korzyści.
Wszystko czego potrzebuję jest we mnie.
Przez odpoczynek i zabawę otwieram swoje twórcze kanały.
Żyję z pasją i entuzjazmem.
Moje działania przynoszą maksymalne korzyści
przy minimalnym wysiłku.
Jestem nieśmiertelna i ponad czasem.
Wszystko jest doskonałe. Wszystko jest dobre.


te myśli zapisane jedna po drugiej
tworzą piękną całość,
coś na wzór modlitwy.
modlitwy o wielkiej mocy.
jeśli potrzeba Wam sił,
po prostu zagłębcie się w jej treść i uspokójcie umysł.

wszystko czego Wam potrzeba jest w Was.
namaste.

wtorek, 2 kwietnia 2013

bałwany


jak doniosła mi Pani A.
we francuskiej telewizji pokazywano wczoraj
zdjęcia wielkiego miasta w czasie ataku śnieżycy.
żałuję, że francuscy reporterzy
nie dotarli na moją ulicę.
stanęły na niej trzy bałwany ze śniegu,
wielkie jak dęby.
każdy zbudowany jest z trzech kul,
z których największa ma ponad metrową średnicę.
nigdy w zimie nie widziałam u nas
ani jednego tak wielkiego bałwana,
a tu proszę 1 kwietnia są aż trzy.

takich opadów śniegu na początku kwietnia
i wiosny bardziej zimowej niż kalendarzowa zima
nie pamięta nikt.
myślę, że już teraz ten rok przejdzie
do historii naszej rodziny
jako rok trzech bałwanów.
kogo mają one symbolizować,
każdy powinien dopowiedzieć sobie sam.
dodam jeszcze, że dwie śnieżne figury stoją
po jednej stronie ulicy,
(patrząc z mojego domu na prawo),
a ten trzeci naprzeciwko nich
po drugiej stronie (na lewo).

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

łódki


Dzień po dniu puszczam swe łódki z papieru,
jedną po drugiej, z prądem rzeki.
Wypisuję na nich wielkimi czarnymi literami swoje imię
i nazwę wsi, w której mieszkam.
Mam nadzieję, że w jakimś obcym kraju ktoś znajdzie je
i dowie się, kim jestem.
Wypełniam te łódeczki kwiatami sziuli z naszego ogrodu,
z nadzieją, że to kwiecie poranne dotrze
bezpiecznie do kraju położonego w nocy.
Puszczam swe łódki z papieru i spoglądam w niebo, i widzę,
że małe obłoczki też podnoszą swe białe, wydęte żagle.
Nie wiem, co to za towarzysz zabaw moich zsyła je z nieba,
aby ścigały się z moimi łódeczkami!
Gdy noc zapadła, chowam twarz w ramionach
i śni mi się, że moje łódki z papieru płyną
i płyną coraz dalej pod gwiazdami północy.
Duszki snu żeglują w nich,
a obładowane są ich koszykami pełnymi snów.

Rabindranath Tagore, w tłumaczeniu Roberta Stillera


dzień po dniu wystukuję na czarnej klawiaturze wiadomości,
jedną po drugiej, puszczam w cyberprzestrzeń.
wypisuję w nich prostymi literami swoje przybrane imię
i wiersze, które przychodzą mi do głowy.
mam nadzieję, że w jakimś obcym kraju ktoś je znajdzie
i dowie się, kim jestem.
wypełniam te wiadomości największymi tajemnicami,
jak rozbitek, który na skrawku papieru kreśli wołanie o pomoc
zamknięte w butelce wrzuca w głęboką wodę.