niedziela, 30 czerwca 2013

rzeczy


Rzeczy małe
To się zwykle układa
od jednego słowa
ukazuje się w jednym uśmiechu
czasem w niebieskim błysku okularów
w zdeptanej stokrotce
w plamie światła na ścieżce
w drżącej naci marchwi
w bukiecie pietruszki
to z prania rozwieszonego na balkonie
z rąk zanurzonych w cieście
to przechodzi przez zamknięte powieki
jak przez więzienny mur rzeczy przedmiotów
twarzy krajobrazów
to gdy się kraje chleb
gdy się nalewa herbatę
to od szczotki od siatki na zakupy
od skrobania młodych ziemniaków
od kropli krwi od ukłucia igiełką
gdy się szyje majteczki dla dziecka
i przyszywa guzik
do śmiertelnej koszuli męża
to przychodzi z trudu troski
z wielkiego wieczornego zmęczenia
z rozmazanej łzy
z modlitwy przerwanej zaśnięciem w pół słowa

To nie z wielkiej
ale z każdej drobnej rzeczy
ogromnieje tak
jakby Ktoś lepił Wieczność
jak jaskółka gniazdo
z grudek chwil

Anna Kamieńska, Rzeczy małe


lepię wieczność z małych rzeczy.

po przebudzeniu sprawdzenie doznań
od głowy do stóp i z powrotem,
przeciąganie ciała w łóżku mocno w tył,
kolana oburącz do klatki przyciśnięte,
jasność nieba po rozsunięciu ciężkich zasłon,
w łazience rozpryskana na posadzce woda,
smakowanie nowej pasty do zębów z wyraźnie wyczuwalnymi
grudkami, podobno rozjaśniającej,
to parzenie kawy i aromat roznoszący się po kuchni,
okruchy chałki spadające wraz z płatkami migdałowymi z talerza,
gdy się zagłębia w fotelu wyciągnąwszy nogi
na stoliku, lub na oparciu z poduch,
pobieżne przeglądanie gazety, tej jednej jedynej,
kupowanej w sobotę,
nieśpieszna pogawędka z dzieckiem i roztrząsanie kwestii
czy wakacje już się zaczęły czy zaczną dopiero w poniedziałek.

rzeczy małe układają się jak sznur korali.

sobota, 29 czerwca 2013

szczęście


Szczęście - że widzisz niebieski kubek
szczęście - że widzisz czerwoną szczoteczkę
szczęście że widzisz zieloną pastę
chlorofilową

Dzieci biegną do szkoły
rude i czarne
jasne
tupoczą po trotuarach
jak jeże jak króliki

To szczęście - że wiesz jak jeż tupie
szczęście - że wiesz jak tupie królik
szczęście - że wiesz jak tupią dzieci

twoje dzieci
i dzieci twoich dzieci

W szkole pani mówiła:
myjcie zęby
A zęby spróchniały i wypadły
To także jest szczęście

Jarosław Iwaszkiewicz,
Szczęście że widzisz niebieski kubek


szczęście - że widzisz niezmienne niebo
szczęście - że widzisz bezkresny horyzont
szczęście że widzisz wędrujące cumulusy
i słońce

dzieci biegną za latawcami
żółte i niebieskie
pomarańczowe
lecą wysoko wśród chmur
jak gigantyczne egzotyczne ptaki

to szczęście - że wiesz jak leci latawiec
szczęście - że wiesz jak lecą dmuchawce
szczęście - że wiesz jak lecą bańki mydlane

wszystkie kolory tęczy
zamknęły się w bańce mydlanej

mama często mi powtarzała:
gdyby kózka nie skakała
a ja biegałam i złamałam nogę
to także jest szczęście


ze spaceru do biblioteki wróciłam obładowana.
na drzwiach i oknach wisiały kartki
z informacją o planowanym zamknięciu biblioteki z powodu remontu,
który potrwa o zgrozo do końca października.

wzięłam to sobie do serca i wypożyczyłam pięć książek:
1. Opowieści starego Kairu egispskiego noblisty Nadziba Mahfuza,
2. Księżyc Yakuzy Shoko Tendo, którą zaczęłam czytać już w parku,
3. Tłumaczkę Leili Abouleli,
4. Utracone słowo Oyi Baydar, z pięknymi podziękowaniami autorki,
za słowa przyjaciół Odchodzisz, zostawiając nas z naszymi
śniegami, topolami, wronami
, które zmieniły się w książkę,
5. Miłość na marginesie Yoko Ogawy.
oparłam się tylko powieściom ubiegłorocznego chińskiego noblisty,
choć były na półce obie wydane w Polsce jego książki.

zwyczajowy w sobotę spacer do ulubionej księgarni
zakończył się krótką lekturą dzienników Anais Nin, podobno
jednych z najsłynniejszych pamiętników XX wieku,
oraz zakupem dwóch tomików wierszy Iwaszkiewicza
i Anny Kamieńskiej (nie czytanej od czasów liceum),
w wyborze wydawnictwa Biuro Literackie.

i tak właśnie znalazłam wiersz Iwaszkiewicza o szczęściu,
który dziś zamieszczam.
nie jest on arcydziełem ani najlepszym w jego twórczości poetyckiej,
ale wydaje mi się cenny w rozważaniach egzystencjalnych,
za punkt widzenia - szczęście, to zwyczajne uczucie,
to, że widzisz domowe przybory, że znasz codzienne czynności,
że zęby spróchniały i wypadły to także jest szczęście,
tak jak złamana noga w trzech miejscach to także jest szczęście
(to już wiem).

niedawno odpowiedziałam na anons dziennikarza największego
polskiego dziennika, który poszukiwał szczęśliwych Polaków.
zgłosiłam się, bo jestem szczęśliwa.

napisałam, że szczęście jest stanem naturalnym,
który każdy nosi w sobie,
a poziom szczęścia zależy od spokoju umysłu.
tylko spokojny umysł daje szczęście.

i jeszcze, że medytacja pozwala na utrwalenie stanu szczęścia.
najbardziej szczęśliwa jestem po dziesięciodniowych
odosobnieniach medytacyjnych.
nic nie jest w stanie równać się ze spokojem, który można wtedy osiągnąć.
może tylko dłuższe odosobnienia.

powinnam jeszcze dodać, że szczęście jako stan umysłu
wymaga ciągłej pracy. nic nie jest dane raz na zawsze.
po kroku do przodu, można zrobić kilka do tyłu.
pamiętajmy o tym i medytujmy każdego dnia.

piątek, 28 czerwca 2013

zen


Do czego porównam
ten świat tutaj?
Do księżyca odbitego
w kilku kroplach rosy
na trzepoczącym się skrzydle
wodnego ptaka.

Czesław Miłosz, Zen codzienny


do czego porównam ten świat tutaj?
do szumu wiatru słyszanego w lesie,
a cały ten las to jedna granatowa sosna,
którą widzę bez ruchu na ekranie komputera.


do czego porównam ten świat tutaj?
do pieczołowicie przechowywanej
cennej figurki, która poruszona
niezdarną ręką dziecka uderza o podłogę
i rozpada się na tysiąc drobnych kawałków,
których nigdy nie złożę.


czwartek, 27 czerwca 2013

naszyjnik


Indianie Navajo (Nawaho) wykonują naszyjniki z jagód jałowca,
które symbolizują pokrewieństwo
i jedność wszystkich elementów wszechświata.
Dzieci z plemienia Navajo poszukują tych jagód
w miejscach kryjówek małych zwierząt, które gromadzą je na zapas.
Po znalezieniu takiego miejsca dziecko zabiera tylko te jagody,
które były już pęknięte i miały dziurkę na jednym końcu,
pozostałe zostawia zwierzęciu, nie chcąc niszczyć jego zapasów.
W domu oczyszcza je i za pomocą igły łączy jagody w sznury korali.
Indianie Navajo noszą te naszyjniki na szyi, bądź w kieszeni.
Mają one ich chronić przed złymi snami i przed zgubieniem się w ciemności,
ponieważ reprezentują związek pomiędzy rośliną, która dostarcza jagód,
zwierzęciem, które je gromadzi i człowiekiem, który je zbiera
(ostrożnie i troskliwie, by nie zniszczyć zapasów zwierzęcia).

Jeśli nosisz te paciorki i myślisz o nich,
twój umysł jest w równowadze z naturą i będziesz wiódł zdrowe życie.
Według Indian Navajo, jesteś zdrowy, gdy uczestniczysz
w sposób właściwy we wszystkich cyklach natury
i w ten sposób nie miewasz złych snów.
Złe sny są znakiem, że jesteś chory, podobnie jak zgubienie się (w ciemności).
Tak więc te paciorki nie są po to, by ustrzec cię przed chorobą,
lecz raczej po to, by przypomnieć ci o usposobieniu twego umysłu,
który powinien zawsze utrzymywać właściwe relacje z resztą przyrody,
co jest podstawą utrzymania zdrowia.

B. Toelken "Seeing with a Native Eye", R. Kaiser "This Land is Sacred"





środa, 26 czerwca 2013

anonim


Zabiłem jelenia
Zgniotłem konika polnego
I rośliny którymi się żywił
Zraniłem serce
Starego drzewa rosnącego strzeliście
Zabrałem rybę z wody
I ptaka z nieba
W moim życiu potrzebowałem śmierci
Ażeby podtrzymać swoje życie
Kiedy umrę będę musiał dać życie
Tym co mnie karmili
Ziemia otrzyma me ciało
I podaruje je roślinom
I gąsienicom
Ptakom
Kojotom
Każdemu w odpowiednim czasie aby
Koło Życia nie zostało przerwane.


wiersz anonimowego poety indiańskiego
ze zbioru poezji American Indian Prose and Poetry





Mahk jchi tahm buooi yahmpi gidi
Mahk jchi taum buooi kan spewa ebi
Mahk jchi tham buooi yahmpi gidi
Mahk jchi taum buooi kan spewa ebi
Mahmpi wah hoka yee monk
Tahond tani kiyee tiyee
Gee we-me eetiyee
Nanka yaht yamoonieah wajitse
Mahk jchi tahm buooi yahmpi gidi
Mahk jchi taum buooi kan spewa ebi
Mahk jchi tham buooi yahmpi gidi
Mahk jchi taum buooi kan spewa ebi
Mahmpi wah hoka yee monk
Tahond tani kiyee tiyee
Gee we-me eetiyee
Nanka yaht yamoonieah wajitse
Nanka yaht yamoomieah wajitse


Our hearts are full and our minds are good.
Our ancestors come and give us strength.
Stand tall, sing, dance and never forget
who you are or where you come from.

wtorek, 25 czerwca 2013

życzenia


Kochani,

w dniu tak szczególnym jak ten,
życzę Wam
wiecznego i boskiego zdziwienia,
życia nie gdzie indziej niż w raju,
zmęczenia serca zachwytem miłością gorliwością nadzieją,
w blasku wiosny lata ziemi i nieba,
wszystkiego co prawdziwe.

jesteście największym boskim cudem.

do życzeń dołączam w prezencie piosenkę -
melodeklamacja w wykonaniu Mistrza Nad Mistrze.




Tak mało powiedziałem.
Krótkie dni.

Krótkie dni.
Krótkie noce.
Krótkie lata.

Tak mało powiedziałem.
Nie zdążyłem.

Serce moje zmęczyło się
Zachwytem,
Rozpaczą,
Gorliwością,
Nadzieją.

Paszcza lewiatana
Zamykała się na mnie.

Nagi leżałem na brzegach
Bezludnych wysp.

Porwał mnie w otchłań ze sobą
Biały wieloryb świata.

I teraz nie wiem,
Co było prawdziwe.

Czesław Miłosz, Tak mało

poniedziałek, 24 czerwca 2013

obraz


po trzech latach westchnień i pragnień,
obraz Henri Nabole z Burkina Faso znalazł się w moim domu.

na prace tego artysty zwróciła uwagę Młoda
podczas zwiedzania wystawy malarstwa naiwnego.
były prawie niewidoczne, wystawione za rogiem w drugiej sali,
w miejscu bynajmniej nie reprezentacyjnym.

to było jak miłość od pierwszego wejrzenia.

to, co zauroczyło Młodą w malarstwie Nabole,
to prawdziwa afryka, czarna i życie najbiedniejszych,
przedstawione w zaskakujących detalach,
do tego nieomal każdy jego obraz wieńczą francuskie napisy,
więc głębszy odbiór umożliwia ukochany język.

Nabole, jest synem wodza plemiennego.
mieszka w kraju usytuowanym gdzieś pomiędzy Nigerią i Ghaną,
zwanym dawniej Górną Woltą.
od trzydziestu lat kraj ten nosi nazwę Burkina Faso,
nadaną mu przez prezydenta, co znaczy
kraj prawych ludzi w językach mossi i diula,
którymi posługują się rdzenni mieszkańcy.
to piękna nazwa.
ale jak pokazują obrazy Henri Nabole życie w Burkina Faso toczy się
jak w każdym innym kraju, wypełnia je głównie praca,
mężczyźni piją alkohol na umór, a jak piją to wymiotują,
i śpią na ulicach, nieświadomi tego co się dzieje.
jednego nie zobaczy się na obrazach Nabole.
żadna z postaci nie czyta książek, ani gazet,
bo mało kto potrafi czytać w tym kraju.
wskaźnik analfabetyzmu wynosi ponad 70%
i jest najwyższy na świecie.





chciałabym żyć w kraju, którego nazwa byłaby wskazówką,
kierunkowskazem, potwierdzeniem, utwierdzającym mnie
w przekonaniu, że właśnie w tym kraju powinnam zamieszkać,
że dokładnie w nim jest moje miejsce.

do zamieszkania wybrałabym kraj ludzi dobrych,
kraj marzycieli lub kraj poetów.
wakacje spędzałabym w kraju mędrców, miłośników sztuki
i filozofów, by zbliżyć się do prawdy.

w kraju istot oświeconych, chętnie zamieszkałabym u schyłku swego życia.

zastanawiam jaką nazwę nadałby Polsce nasz prezydent,
gdyby przyszło mu to do głowy.

niedziela, 23 czerwca 2013

związek


Gdyby ludzi łączyło więcej,
odnaleźliby w życiu rozmaite odpowiedzi, których szukają.
Nie musieliby bliskości zastępować
pieniędzmi, wojnami, przedmiotami…
Tak proste. Tak prawdziwe.
A jednak ze zdumiewającym uporem i niewiarą w siebie komplikujemy sobie życie.

Tenzin Wangyal Rinpocze


- Mamo, dlaczego twoje wiersze są takie smutne? - pyta Młody.
- nie wiem, Synku - odpowiadam.
nie wiem skąd się biorą moje wiersze
i nie wiem dlaczego są takie jakie są.



sobota, 22 czerwca 2013

gazpacho


zaczęło się lato, a wraz z nim sezon na gazpacho.
każdego lata jem je nieomal codziennie.

inspiracją do wprowadzenia gazpacho do kuchni
był dla mnie film Almodovara Kobiety na granicy załamania nerwowego,
w którym ta hiszpańska zupa odgrywa kluczową rolę.

w filmie widać jak szybko i w prosty sposób można przyrządzić gazpacho.
zaskoczyło mnie, że wszystkie składniki niezbędne do jego
przyrządzenia, uwielbiam.
można je komponować do woli, według uznania.
najważniejsze są dojrzałe pomidory,
oliwa, czosnek, cebula, odrobina soli i żytni razowy chleb
(z innym, to zupełnie nie ma sensu).
papryka, pieprz i ogórek - opcjonalnie.

no i dobry blender oczywiście.




ciekawy jest też wariant bez chleba,
za to z pestkami słonecznika.
przepyszny, polecam.


piątek, 21 czerwca 2013

lokal


marzy mi się vegelokal, albo lepiej sieć lokali
w każdym mieście po kilka.

wnętrze - tonące w roślinach, taki zielony ogród.
światło - jak najdłużej naturalne.
na ścianach - wystawy obrazów i fotografii,
wieczorem - wyświetlane wiersze.
w tle muzyka Ólafur Arnalds.

menu najprostsze z możliwych, potrawy naszych dziadków,
jednoskładnikowe.

śniadanie:
jajka na miękko i na twardo, jajecznica
biały ser,
chleb żytni razowy z masłem,
kawa zbożowa i naturalna.

obiad:
zupa codziennie inna, tzw. zupa dnia
(latem obowiązkowy chłodnik na maślance i gazpacho),
ziemniaki z masłem albo smażone,
placki ziemniaczane,
kasza gryczana z masłem i kefirem,
placki kukurydziane,
pierogi leniwe, z jagodami i ze szpinakiem.

do tego surowizny w różnych postaciach i konfiguracjach:
jabłka, truskawki, maliny, poziomki, jagody
z dodatkiem śmietany lub bez,
kupowane na kubki, miseczki, misy
(chciałabym po prostu wejść do tego lokalu,
usiąść w wygodnym fotelu i zjeść kilo świeżych truskawek),
szejki z owoców i warzyw.

wszystko dobrej jakości i tanie.
to główna idea tego przedsięwzięcia,
żeby zdrowe nie znaczyło drogie,
żeby zdrowe pożywienie było powszechnie dostępne,
żeby odwiedzenie tego miejsca dawało ludziom coś więcej niż
zaspokojenie głodu, aby otwierało na świat,
na roślinność, na poezję, na muzykę.

miesiąc później:
kolejny warunek konieczny - oprócz foteli dla wygodnych -
strefa z miękkimi dywanami do siedzenia po turecku,
w kucki lub innej w równie odprężającej pozycji,
w której nogi byłyby na poziomie ciała.
nic mnie tak nie męczy jak popołudniowe lub wieczorne
wyjście do restauracji, w której obute nogi ciężko
wiszą pod stołem jak zbędne i nieprzydatne protezy.

czwartek, 20 czerwca 2013

premiera


nauczyciel jogi zaprosił nas wszystkich starszych
uczniów na premierę.
na premierę premier - swój debiut sceniczny.

teatr awangardowy, przejmująca muzyka Ólafur Arnalds i Bacha.
przyszły same uczennice i jeden uczeń.

nauczyciel wszedł na scenę nago
niosąc na rękach młodą kobietę.
była tak mała, że zdawało się jakby
niósł w chuście niemowlę.

po tej scenie, ubrał spodnie i w spodniach pozostał.
(czym szczerze mnie zadziwił, bo spodziewałam się
innego rozwoju wydarzeń, w końcu był to spektakl
dla dorosłych i rozmyślnie nie zabrałam na niego Młodych).

miłość to cierpienie, kto kocha ten wie -
mówili każdym ruchem ciała, każdym gestem,
spojrzeniem,każdym krokiem i niewypowiedzianym słowem.
jej nagość odsłonił koniec przedstawienia.
nauczyciel przerzucił ją przez ramię i zniósł ze sceny.

on - metr dziewięćdziesiąt i sto kilo wagi,
niezwykle sprawny fizycznie,
ona - czterdzieści kilo i metr pięćdziesiąt, ciało
zniekształcone chorobą.
on uczył ją historii w liceum,
ale to było dawno temu, to zupełnie inna historia.
teraz on jest jej partnerem w sztuce,
którą wyreżyserowała, do której napisała scenariusz,
i przygotowała scenografię.

nawet najwyżsi ludzie nie są bliżej nieba.





środa, 19 czerwca 2013

sen


sen jest zbytecznym elementem mojego życia.
zabiera zbyt wiele czasu.

w nocy kładę się do łóżka raczej z przyzwyczajenia
niż konieczności.
będę w nim tkwiła przez co najmniej sześć godzin.

myślę, że to kompletna strata czasu.
pięć godzin, sześć, siedem.

mam tyle rzeczy do zrobienia,
tyle książek do przeczytania,
tyle do napisania, do przemyślenia.

chciałabym przestać spać.
chciałabym nie kłaść się do łóżka i ciągnąć ten piękny,
niezwykły dzień w nieskończoność.

zresztą prawie w ogóle nie jestem śpiąca.


wtorek, 18 czerwca 2013

truskawki


znowu siedzę na skwerze i jem truskawki.
młoda sklepikarka opłukuje je dla mnie i wkłada do koszyczka.

tym razem wybieram ławkę pod rozłożystym kasztanowcem.
nieopodal wysoka fontanna.
jej szum sprawia, że czuję się jakbym była nad rzeką.

pierwsza przysiada się tęga kobieta, wychowała dwoje wnuków,
ale chciałaby jeszcze zajmować się małymi dziećmi,
mogłabym zostać przyszywaną babcią - mówi z uśmiechem.
częstuję ją truskawkami, ale odmawia uprzejmie.
woli swój prowiant.
na upały najlepsze są mrożone jabłka,
wyciąga z torebki obrane talarki.
pyta gdzie mieszkam i czy wiem gdzie jest biblioteka,
bo ona lubi czytać, a książki są teraz takie drogie.

druga przysiada się pani trochę młodsza,
też z widoczną nadwagą,
Mogę na chwileczkę? - pyta.
w lewej ręce trzyma zapalonego papierosa,
a w prawej czerwoną smycz, na końcu której
drepcze czarny kudłaty piesek.
- Dziękuję! - mówi po kilkunastu sekundach.
wstaje i idzie dalej.

wczoraj widziane kosy okazały się być kawkami.


poniedziałek, 17 czerwca 2013

smakosze


- wczoraj jedliśmy burgery ze szparagami,
cztery szparagi z kozim serem.
ja jeszcze dorzuciłbym do tego truskawki,
może jedną truskawkę.

lato ma dla mnie smak truskawek, gazpacho i wolności.

po południu siedziałam na skwerze i jadłam truskawki.
nieduże czarne ptaki skrzeczały z wysoka, chyba to były kosy.
jaskrawoczerwone truskawki były słodkie jak cukierki.
nawet te najmniej dorodne, po ugryzieniu
okazywały się przesłodką słodyczą.

niedziela, 16 czerwca 2013

koncert


piątkowe popołudnie, koncert charytatywny
organizowany rokrocznie przez uczniów.
cel - pomoc szesnastoletniemu chłopcu, choremu na dystrofię mięśni.

Młoda w chórku, żółty kwiat w rozpuszczonych włosach,
biała zapinana na guziki koszula, krótkie dżinsowe spodenki
z mankietem, kolorowe trampki.
z widowni mało widoczna.
częściowo zasłaniała ją pierwszoklasistka,
niewysoka, przeraźliwie szczupła tancerka,
z postury wyglądająca na dziesięciolatkę lub młodszą, która
wcześniej dała solowy popis tańca z hulahopem.

okręcała obręcz wokół wszystkich części ciała,
nóg, rąk, szyi, brzucha.
nawet kiedy kładła się na podłodze, obręcz posłusznie
przemieszczała się wzdłuż jej ciała,
kołysała się naśladując jej rytmiczne ruchy.

największym hitem okazała się finałowa piosenka
w wykonaniu nauczycieli. były bisy,
publiczność wiwatowała i tańczyła razem z nimi.
i ja tam byłam, i też tańczyłam.

w rzędzie przede mną siedział ojciec chłopca
chorego na dystrofię mięśni.
on też wiwatował i cieszył się.

sobota, 15 czerwca 2013

jarmark


cud zwyczajny -
jasność świtu, która rozpoczyna nowy dzień.

cud jeden z wielu -
smak zielonej herbaty parzonej w kamiennym czajniczku,
herbata jest dobra na wszystko.

cud nad cuda -
parking podziemny z sygnalizacją świetlną (niezastąpiony
w czasie gradobicia), niebieskie światełka oznaczają
wolne miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych.

cud pierwszy lepszy -
narodziny.
nie ma nic piękniejszego niż dziecko.

cuda nie dziwy -
profesorka geografii wchodząc do klasy witała uczniów
Dzień dobry Cuda i Dziwy!
moje wątpliwości kto jest cudem, a kto dziwem(ą)
rozwiała na maturze.
w trzeciej godzinie egzaminu pisemnego z matematyki
pani profesor podeszła do mnie i poważnym głosem
powiedziała: Cudzie ściągasz.
nie, pani profesor, skądże - odparłam speszona.

cud dieta -
dieta, która mimo restrykcyjnych zakazów,
powoduje stały przyrost wagi.

cud w medycynie -
sześćdziesiąt dwa lata i zator tętnicy płucnej.
utrzymywano go w śpiączce farmakologicznej przez miesiąc.
dwie próby wybudzenia kończyły się śmiercią kliniczną.
leciał nad ziemią w stronę kuli światła - mówił później.
żona podawała mu łyżeczką wodę ze świętego źródła.
znajoma modliła się w Asyżu za jego ozdrowienie.
wyszedł ze szpitala na własnych nogach, co zadziwiło lekarzy.

cud, który nie dziwi, tak jak powinien -
zakochany mężczyzna i zakochana kobieta.

piątek, 14 czerwca 2013

herbata


Mimo że prowadzenie samochodu w Kabulu było straszniejsze niż cokolwiek,
co do tej pory robiłam, i przypominało raczej przejażdżkę kolejką górską,
która wypadła z torów, szło mi coraz lepiej.
Czułam się całkiem fajnie, będąc jedną z niewielu kobiet za kółkiem.
Kierujący ruchem na rondzie policjant szybko przywykł do tego
niezwykłego widoku i uniesioną do góry ręką wstrzymywał ruch w chwili,
gdy przejeżdżałam przez skrzyżowanie.
Raz pomachał, bym się zatrzymała, i podszedł.
Następnie zapytał, czy chciałabym wypić z nim herbatę,
którą miał w stojącym na chodniku termosie.
Musiałam się uśmiechnąć.
Korek, który się utworzył, miał długość około półtora kilometra
i z każdą chwilą z mojego powodu stawał się dłuższy.
Policjant jednak gotów był wypić ze mną herbatę.
To jedna z cech, którą kocham w Afgańczykach.
Zawsze jest czas na herbatę.


Deborah Rodriguez Szkoła piękności w Kabulu


miejmy zawsze czas na herbatę.
w korku ulicznym i w godzinie szczytu,
w natłoku rzeczy ważnych i niecierpiących zwłoki,
w czasie deszczu i zamieci śnieżnej,
w piaskach pustyni i na szczycie lodowca,
miejmy czas.

czwartek, 13 czerwca 2013

Klaudia


książki lubią być czytane mówi
pożyczając mi drugą książkę o Afganistanie.
Chłopiec z latawcem Khaleda Hosseiniego też ma exlibris
na tytułowej stronie, jak wszystkie książki Klaudii.
poważnie spogląda z niego anioł o dużych oczach i dużych skrzydłach.

jasnoróżowe karteczki z exlibrisem to dzieło taty, drukarza.
mama jest podróżniczką.
ma przeszło 70 lat i każdego roku wyrusza w inny zakątek globu.
w zeszłym roku podróżowała po Chinach,
teraz jest w Australii, gdzie uczy się angielskiego.
Klaudia koresponduje od lat z Hindusem
i chciałaby zobaczyć kiedyś jego Indie.

przeraża ją to, co dzieje się teraz w tym kraju.
jak niebezpiecznie jest być kobietą też w Indiach.

środa, 12 czerwca 2013

historia


opowiem wam prawdziwą historię.
jestem starą sosną
rosnącą w polsce, na końcu europy.
śmierć mojej Mamy
wyrwała mnie z korzeniami.
deptały po mnie dziki, niedźwiedzie, lisy i wilki
moi przyjaciele i moi wrogowie.
czarny całun otulał moje gałęzie.

minęło wiele lat.
zazieleniłam się.
znów mam długie niebieskozielone wąskie igły,
nie poddaję się silnym wiatrom.

z nasion wyrosły mi młode pędy, podobne do mnie.
będą istotami długowiecznymi i stale zielonymi.
czuję, że niebo jest bardzo blisko.


wtorek, 11 czerwca 2013

kodeks


totalny rozgardiasz, który panuje w połączonej z salonem kuchni,
nie pozwala cieszyć się zmianą.
by temu zaradzić, nie tracąc czasu na jałowe dyskusje
o wyższości uporządkowanej przestrzeni nad bałaganem,
wprowadziłam prawa do stosowania przez wszystkich domowników.

jako pierwsze ustanowiłam prawo czystego kącika kuchennego,
po nim, prawo czystego stołu i czystego stolika
(każdy sprząta po sobie),
potem prawo przestrzeni wolnej od ogryzków i brudnych skarpetek,
prawo pianina do bycia instrumentem muzycznym
(nie stojakiem na stare gazety),
prawo wolnej od statków prawej komory zlewozmywaka
(za to tę drugą można zapełniać do woli),
dalej prawo niezarzuconego butami głównego korytarza,
(wejście do mieszkania to nie skoki z przeszkodami),
prawo ...


rozpoczął się nowy 15-o dniowy kurs firmowany przez Deepaka Choprę.
w czasie codziennych, 10-o minutowych lekcji prezentowane
są proste techniki medytacji, takie jak mantra om, obserwacja oddechu.
dobry sposób na wdrożenie się w regularną praktykę.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

pianino


postawiliśmy pianino w rogu salonu.
to miejsce idealnie pasuje do instrumentu.
z pianinem pokój sprawia wrażenie spójnej całości.
jest w nim kilka elementów
(biblioteczka, telewizor, sofa, fotel i stolik),
ale żaden nie jest dominujący.
wszystkie wydają się być równe sobie jak
bracia i siostry tych samych rodziców.
nawet biblioteka, która ma kilkanaście metrów półek
z ciasno ustawionymi książkami
nie przytłacza pozostałych mebli,
bo jest częściowo schowana za ścianą.

z pianinem wnętrze stało się bardziej eleganckie.
przypomina salon profesorostwa przed wojną.
brakuje mi w nim jeszcze popiersia Chopina,
które pamiętam, stało po prawej stronie na klasycznym pianinie
w domu moich dziadków.

chciałabym, by i w naszym salonie stanął niewielki posąg artysty,
ważnego dla Młodych, którego twórczość zdecydowała
o ich muzycznych zainteresowaniach,
coś wykraczającego poza ściany młodzieżowych pokoi i garderobę,
coś co nie jest barwnym plakatem przyczepionym taśmą klejącą,
ani czarnym tiszertem z postaciami wokalistów.

niedziela, 9 czerwca 2013

zaczytana


zaczytana jestem.

do drugiej w nocy czytałam książkę
Tysiąc wspaniałych słońc Khaleda Hosseiniego,
a przed siódmą byłam już na nogach,
żeby zdążyć jeszcze trochę poczytać
przed wyjściem na medytację.

po południu sił mi brakło.
gdy dotarłam do domu, to zagrzebałam się w pościeli
i przedrzemałam godzinę.

a teraz dalej czytam tę fascynującą książkę
o życiu kobiet w Afganistanie, i nie umiem się od niej oderwać.

sobota, 8 czerwca 2013

mastektomia


mastektomia uznawana jest za metodę leczenia raka piersi.
wykonuje się ją na świecie od 1882 roku.
przy rozpoznaniu mutacji genów,
radykalna mastektomia może być też operacją profilaktyczną.
usunięcie gruczołu piersiowego zmniejsza ryzyko tej choroby.
operacja taka z reguły jest połączona
z natychmiastowym odtworzeniem piersi.

w grudniu 2007 roku u Babci Moich Dzieci wykryto guza piersi.
podejrzewano zwapnienia. z uwagi na powiększone węzły pachowe
wykonano zabieg jednostronnej mastektomii.
niestety, rozpoznanie i leczenie podjęto zbyt późno.
przerzuty do drugiej piersi nastąpiły natychmiast po operacji.
chemioterapia okazała się nieskuteczna.
w osiem miesięcy później, Babcia T. już nie żyła.

polska medycyna "daje gwarancję" 5-letniego przeżycia
jedynie 63% Polek, które zachorowały na raka piersi,
nie wyleczenia tylko przeżycia.
dla porównania w Europie wynosi ono 80 procent, a w USA - 90,
choć cały czas mowa jest tylko o przeżyciu.
podwójna mastektomia przeprowadzona jako operacja profilaktyczna
może uchronić wiele kobiet przed zachorowaniem.
szczególnie tych, u których występują genetyczne obciążenia tą chorobą.




piątek, 7 czerwca 2013

miejsce


ulubiona księgarnia jest niezawodna.
półka z poetyckimi książkami pęka w szwach.
wśród nich łatwo dostrzegam dwa egzemplarze
(choć z trudem wyciągam, z uwagi panujący ścisk)
najnowszego tomu wierszy W. S. Merwina, wydawnictwa Znak.
na okładce biel przełamana fragmentem zieleni palmowych liści.

najpierw przeczytałam entuzjastyczną recenzję nt. poezji Merwina,
później kilka wierszy w różnych tłumaczeniach.
a gdy zobaczyłam na yt poetę, małego pomarszczonego człowieczka
o białych włosach, wśród egzotycznych drzew i roślin,
własnoręcznie sadzonych przez niego na plantacji na Hawajach,
poczułam natychmiast przeogromną sympatię.
w dodatku jest buddystą.


Ostatniego dnia świata
chciałbym zasadzić drzewo

a po co
nie dla owoców

drzewo dające owoce
nie zostało zasadzone

chcę drzewa które wzrasta
w ziemi po raz pierwszy

słońce już będzie
zachodzić

woda
dotknie korzeni

w ziemi pełnej zmarłych
a chmury będą przepływać

jedna za drugą
nad liśćmi


W. S. Merwin, Miejsce
w tłumaczeniu Karoliny Kopczyńskiej



ostatniego dnia świata
też chciałabym zasadzić drzewo

złożyć ziemi korzenie z pragnieniem wzrastania
bardziej niż czegokolwiek

potrzebuję pewności, że słońce
zawsze będzie i woda

czwartek, 6 czerwca 2013

rocznica


Co roku nie wiedząc o tym mijam ten dzień
Kiedy pożegnają mnie ostatnie ognie
I cisza odprawi
Niestrudzonego wędrowca
Niby promień nieświecącej gwiazdy.
Wtedy nie będę już czuł się
W życiu jak w cudzym ubraniu,
Zdziwiony ziemią
I miłością jednej kobiety
I bezwstydem ludzi,
Tak jak dziś, pisząc po trzech dniach deszczu,
Słysząc jak śpiewa strzyżyk i ustaje ulewa,
Zmierzając nie wiem ku czemu.


William S. Merwin Na rocznicę mojej śmierci
w tłumaczeniu Czesława Miłosza



dzień rocznicy mojej śmierci mijam co roku niezauważenie
który to jest dzień nie wiem i może nigdy się nie dowiem
albo w ostatniej chwili gdy pojawi się ta myśl czy może nawet pewność końca,
sam dzień nie będzie już przedmiotem mojej uwagi ani troski

teraz dnie zadziwiają mnie równowagą szarości, złota i truskawek
pełne słów, spotkań, wierszy, szeptów słońca
czy to mógł być ten dzień, w którym kupiłam różową sukienkę
z koronki wykończoną tiulem, czy ćwiczyłam wtedy jogę,
czy w ten dzień śmiałam się do łez i piłam wino z przyjaciółką
czy medytowałam w samotności.


środa, 5 czerwca 2013

jesteś


jesteś ziemią i niebem.
jesteś wodą i ogniem.
jesteś słońcem i księżycem.

jesteś skałą i kwiatem wiśni.
jesteś uśmiechem i łzami.
jesteś zmęczeniem i odpoczynkiem.

jesteś dniem i nocą.
jesteś szaleństwem i równowagą.
jesteś pięknem i brzydotą.

jesteś pustką i pełnią.
jesteś nadzieją i zwątpieniem.
jesteś życiem i śmiercią.

jesteś poezją.


wtorek, 4 czerwca 2013

pamiętnik


od tygodnia piszę pamiętnik z życia biurowego.
dzień za dniem notuję parę zdań o wydarzeniach,
może nie najistotniejszych ale oddających chwilę,
to coś co sprawia, że dzień jest właśnie tym,
a nie innym dniem.
szkoda zostawić te pracowite dni bez komentarza.
myślałyśmy już o tym dawno z Panią R.
wymyślałyśmy nawet tytuły prasowych notatek,
jak np. Sławni mimochodem,
gdy jakieś błahe niespodziewane wydarzenie
doprowadziło do medialnej burzy.

odkąd nie ma Pani R. w moim dziale,
nie mam swojej dawki piętnastu minut śmiechu dziennie.
na biurku nie czekają na mnie surowe marchewki,
świeże owoce i bułeczki.
nie degustuję już zielonych herbat z dodatkiem malin i owoców pigwy,
nie mogę też zawierzyć ani uwierzyć.
nie mam z kim prowadzić rozmów banalnych i głębokich zarazem,
szczerych i wykraczających poza ramy służbowych obowiązków.

jako nastolatka przez kilka lat pisałam pamiętnik.
mam głęboko schowane cztery zapisane zeszyty,
z których pierwszy zaczęłam pisać jako trzynastolatka.
pełno w nich lakonicznych zapisków o tym co się zdarzyło
i z kim się spotkałam.
ale są też opisy stanów emocjonalnych,
w których dzięki znajomym słowom odnajduję siebie dawną, dziecięcą.

przez kilka lat pisałam też dziennik snów,
co było bardzo ciekawym doświadczeniem.
gdy zaczynałam zapisywanie snów,
z trudem przypominałam sobie senny wątek.
wystarczyło otwarcie oczu lub automatyczny ruch ciała by,
sny znikały jak płatki śniegu, które padły na ciepłą dłoń.
z czasem nabrałam takiej wprawy,
że potrafiłam zapisywać sen za snem.
każdy kolejny zanotowany w zeszycie otwierał drzwi do poprzedniego.
i tak wspomnienie snów z jednej nocy zajmowało kilka kart a4.

potem nadawałam snom tytuły i analizowałam ich sens.
czasem w jakiś zagmatwany sposób odnosiły się do rzeczywistości.
czasem dopiero po latach odkrywałam, że były prorocze.

nie twierdzę, że koniecznie trzeba pisać.
o nie. raczej twierdzę, że można.
że pisanie nawet takie niewielkie,
jak nadawanie tytułu mijającemu dniu, przynosi dużo radości.



poniedziałek, 3 czerwca 2013

zabezpieczenie


Poezja stanowi jedyne dostępne nam zabezpieczenie
przed wulgarnością ludzkiego serca.
Josif Brodski



niedziela, 2 czerwca 2013

kręcenie


najnowsza reklama PETY, którą nakręcono bez udziału zwierząt.
głos zza kadru należy do aktora Adriana Brody.




sobota, 1 czerwca 2013

Setara


zgłębiam od kilku dni temat Afganistanu.
skończyłam czytać Kawiarenkę w Kabulu
i zaczęłam Szkołę piękności w Kabulu, tej samej autorki.
dla równowagi czytam też Cesarza Kapuścińskiego.

książki Rodriguez są pisane prosto z serca.
jako oparte na autentycznych zasłyszanych historiach
nie podlegają weryfikacji. niemniej wydaje się dziwne,
że w kraju gdzie alfabetyzm wynosi 65%, a wśród kobiet prawie 90%,
stary krawiec, jeden z bohaterów książki sądzi,
że jego wybranka potrafi czytać i pisać
i dopiero po kilku latach orientuje się, że tak nie jest.
przecież w tym kraju kobieta nie miała szans pobierać nauki
czytania i pisania, choć znała na pamięć wiele wierszy Rumiego.

wizja cierpiących afgańskich kobiet nie daje mi spać po nocach.
najbardziej poruszyła mnie historia Setary,
jednej z dwóch kobiet występujących w afgańskiej wersji telewizyjnego Idola.
na wielu portalach dostępny jest film Afgański idol,
nagrodzony na zeszłorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym.
ze względu na jakość warto zobaczyć go po angielsku na yt.

Setara kocha śpiewać. muzyka jest całym jej życiem.
gdy występuje jest tak szczęśliwa, że ma ochotę tańczyć.

pierwszy raz przyjechała do Kabulu,
żeby wziąć udział w programie Afgański Idol.
odwiedziła wtedy zoo, którego atrakcją jest świnia.
trzymana w klatce świnia jest jedyną przedstawicielką tego gatunku w Afanistanie.

prezenter prowadzący show witał widzów
w imię miłosiernego boga dobry wieczór wszystkim.

Setara odpadła jako pierwsza z finałowej dziesiątki.
podczas swojego ostatniego występu, do śpiewu dodała elementy tańca.
nie był to taniec w rozumieniu europejczyka,
nie podnosiła wysoko nóg, nie machała rękami.
przeszła tylko parę kroków w rytm muzyki na lekko ugiętych nogach.
tych kilka tanecznych kroków i niezakryta szczelnie chustą głowa
wystarczyło, by stała się dziwką, kobietą przeklętą,
by splamiła honor miejscowości, z której pochodzi.
by należało ją zabić.

kobiety z jej rodziny były z niej dumne.
ale to nie one rządzą w tym kraju.
nie one ustanawiają prawa. prawa okrutne,
które za nieposłuszeństwo, za ucieczkę od męża tyrana,
skazują kobietę na wieloletnie więzienie.
i nic się w tej kwestii nie zmienia.
mimo zmieniających się rządów i napływającej z całego świata pomocy humanitarnej
kobiety cierpią w Afganistanie, tak jak cierpiały.