środa, 31 grudnia 2014

oby



Oby się wszystkie trudne sprawy porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Ks. Jan Twardowski

wtorek, 30 grudnia 2014

piękno



Piękno -
nocą, gdy rok się kończy
ten bezmiar nieba

mój ulubiony Issa, w przekładzie Agnieszki Żuławskiej-Umedy


widzieliście dzisiaj niebo, cały jego granat i bezmiar
to przejmujące piękno.
gdy rok się kończy
wszystko wydaje się wyrazistsze.
głębsze.
to dlatego, gdy wpadasz do księgarni to zostajesz w niej na trzy godziny
i wcale nie chce Ci się z niej wychodzić.
myślisz nawet, że nie masz nic przeciwko temu, aby pozostać tam na całą noc.
albo na wieczność.
zastanawiasz się, czy na tamtym świecie są księgarnie,
i czy mogłabyś odrodzić się jako właścicielka jednego z tych klimatycznych sklepików.


poniedziałek, 29 grudnia 2014

że


Że śnieg, że księżyc
daleko mi do świata
kończy się rok


Bashō, w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy


że nadmiar
że tajemnica
że śnieg na policzku
daleko mi do doskonałości
kończy się rok

niedziela, 28 grudnia 2014

dziwne



To takie dziwne myśleć, że znów
Nowy Rok nadchodzi wreszcie,
z dniami, jak białe stronice listów,
których nikt nie napisał jeszcze.

Gustav Sandgren, Nowy Rok


to takie dziwne myśleć, że coś się kończy
albo, że coś się zaczyna.
to takie dziwne, bo przecież nie ma początku i nie ma końca
a my tak żyjemy,
jakby nasza była wieczność i do nas należał cały świat.

sobota, 27 grudnia 2014

girlanda


na zajęciach jogi ćwiczyliśmy powitanie księżyca.
zupełnie nie znałam tej sekwencji asan.
spodobała mi się, bo były w niej wygięcia do tyłu: sierp księżyca i wielbłąd, za którymi wyraźnie się stęskniłam, i girlanda, bardzo spokojna i prosta asana o zadziwiająco pięknej, jakby przybranej kwiatami, nazwie.

piątek, 26 grudnia 2014

żubry


widziałam żubry.
pierwszy raz w życiu.
to takie duże zwierzęta.
mają brunatną sierść i krótkie rogi.
majestatyczne.
obserwowałam je w porze karmienia.
każdy czekał przy swoim żłobie.
wg starszeństwa.
same przesuwały pyskiem koryta.
zdawało mi się jak mówią
jedno wiadro z mieszaniną ziaren dla pięciu dorosłych osobników to za mało.
najmłodsze, półroczne było jeszcze karmione przez matkę.









czwartek, 25 grudnia 2014

czytanie


czytam Cesarza wszech chorób Biografia raka Siddharthy Mukherjee i Katarzynkę Patricka Modiano, tegorocznego noblisty z dziedziny literatury. książka o raku jest ogromnym tomiskiem, bardzo rzetelnie napisanym. wciąga. została ogłoszona jedną ze stu najlepszych książek non-fiction wszech czasów. w 2011 roku Mukherjee otrzymał za nią nagrodę Pulizera. Katarzynka - dla odmiany - jest krótkim opowiadaniem z pięknymi ilustracjami Jean-Jacques Sempé (ten od Mikołajka). to one tworzą klimat tej książki.

czy można coś jeszcze robić w święta poza czytaniem?

środa, 24 grudnia 2014

życzenia


prawdziwie świątecznych świąt

pełnych wewnętrznego luzu i magii dzieciństwa,
momentami nostalgicznych,
z dużą ilością czułości i humoru,
Wszystkim Wam życzę

dewa

wtorek, 23 grudnia 2014

przed


sznurowadło urwane w pół też może być użyteczne, wystrojony bombkami świerk dotknął sufitu, kilka gałązek stanęło w wazonie naprzeciw mojego łóżka, w domu pachnie zimowym lasem i wiejskimi drogami, szejki na bazie jabłek i pomarańczy tworzę w kombinacjach z suszonymi daktylami i morelami, unikam rodzynek, by odmienić smak, polecam też makaron połączony z cukinią, czosnkiem i szpinakiem, smakowitość i pyszność, nawet dla tych jeżących się na samo wspomnienie i zapach zielonych jarzyn. Pani A. stanęła na głowie, omal nie dotykając ściany, bardzo mnie to cieszy, wołam hip hip hura i biję Jej brawa, od Pana W. dostałam linka do nowego portalu z filmami po włosku, żegnaj yt, gdzie właśnie oglądam Into the wild w reżyserii Seana Penna.


powitanie pierwszej gwiazdki - instrukcja przypominająca

(znalezione w internecie)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

duch


w najdłuższą noc roku śniłam dziwny sen. rozmawiałam z duchem. to była młoda kobieta, którą namawiałam na wspólne wakacje w Niemczech. po dwóch miesiącach spędzonych we Włoszech chciałam pojechać w inne miejsce. w pewnym momencie zauważyłam, że nie patrzę już w jej oczy. bo ich nie widzę. nie widzę też konturów jej ciała. przede mną rozciągała się jedynie soczyście zielona trawa. zawołałam do obecnych tam ludzi:
- czy jej nie ma? - czy wy też jej nie widzicie? - czy ona jest duchem?

niedziela, 21 grudnia 2014

zabawa


teraz pobawimy się w wigilię, chcesz być karpiem czy choinką?


rysunek Marty Frej, zamieszczony w wysokich obcasach nr 49-2014


bawimy się w wigilię. choinki z kolorowego szkła ustawione na samym środku stołu, pomiędzy nimi okrągłe małe świeczki, zwane podgrzewaczami do herbaty. bouche de Noël upieczony dwukrotnie, w tym roku ten tradycyjny francuski przysmak przygotowywały aż cztery pary nastoletnich rąk, zakupy świąteczne zrobione, szafki kuchenne nie domykają się od nadmiaru wiktuałów, co oznacza, że wykorzystaliśmy wszystkie bony świąteczne od korpo, i w domu pojawiły się słoiki z nadziewanymi oliwkami, patisony, czosnek marynowany, pepperoni, trzy pudełka ptasiego mleczka, buraki, suszone grzyby oraz wiklinowe kosze pełne pachnących pomarańczy i mandarynek. święta zainaugurowałam kieliszkiem czerwonego wina (prezent od Pani A.) i obejrzeniem po włosku amerykańskiego W pogoni za szczęściem Gabriele Muccino. dla równowagi czytam teraz wzruszające Moje drzewko pomarańczowe José Mauro de Vasconcelos.

sobota, 20 grudnia 2014

imię


jakby to było, gdyby moje Dzieci zwracały się do mnie po imieniu, zamiast mówić mamo.

imię jest bardziej zindywidualizowane niż nazwa świadcząca o pokrewieństwie.
moje imię to coś więcej niż mama, matka, mamusia.
moje imię to przecież ja. jeśli nie całkowicie i w pełni, to prawie, to coś bardzo bliskiego.
nie mówię do Dzieci: Synu, Córko. używam ich imion w formach zdrobniałych i specjalnie zmienionych. sporadycznie zdarza mi się powiedzieć Synu, ale tylko i wyłącznie do Młodego, kiedy z braku argumentów lub sił, muszę odwołać się do tej niepodważalnej relacji.
skoro ja nie mówię do moich Dzieci: Synu, Córko, to dlaczego oni zwracają się do mnie w taki sposób?
czy muszą do mnie mówić tylko i wyłącznie mamo z pominięciem imienia i to przez całe życie?
dlaczego nigdy nie przejdą ze mną na ty?
dlaczego nie możemy dostąpić tej bliskości jaką daje używanie imienia i formy bezpośredniej ty?
czy to różnica wieku sprawia, że nie możemy się spoufalić?
nie możemy, nie chcemy, nie wolno nam?

żeby nie zginąć w oficjalnym gąszczu nazw i pospolitości, nazwałam moją Mamę Mamulcem, a Młody swoją - Mamuszką.

piątek, 19 grudnia 2014

łóżko


w łóżku czuję się człowiekiem potężnym.
w łóżku czuję się kobietą mocarną.

czwartek, 18 grudnia 2014

pragnienie


przez cały dzień wypiłam kilka łyków wody.

między piątą a szóstą zjadłam cztery słodkie jabłka,
a wieczorem w domu, zupę ziemniaczaną.

przez cały dzień wmawiałam sobie, że wcale nie czuję pragnienia.

środa, 17 grudnia 2014

nadzieja


Co my zresztą o tym wiemy, jak jest naprawdę. My żyjemy gdzieś na dnie, głęboko. Najtrudniejsze są te chwile, gdy człowiek musi budować w sobie z samego siebie nadzieję, a nie z faktów zewnętrznych. Ale taka nadzieja jest najprawdziwsza, jest to nadzieja bohaterska. Konstanty Ildefons Gałczyński


buduję w sobie nadzieję z siebie samej,
wbrew faktom zewnętrznym,
nadzieję heroiczną,
tę najprawdziwszą
moją własną.


wtorek, 16 grudnia 2014

morze


Radość, w gruncie rzeczy, Radość, jest najgłębszą treścią istnienia, radość mimo wszystko i radość ponad wszystkim. Najgorszego możem jeszcze nie widział, ale gotów jestem na pojedynek wyzwać najgorsze i na dnie najgorszego powiedzieć tak:
- Nasze życie nie jest Doliną Łez, tylko jest Morzem Radości.

Konstanty Ildefons Gałczyński


nigdy nie lubiłam tego określenia padół łez, ani padół płaczu, ziemski padół.
nigdy w ten sposób nie myślałam o swoim losie.
określenie ziemi jako miejsca, w którym toczy się pełne cierpień i niedoli życie doczesne człowieka uważam za nadużycie.
ziemskie życie ludzkie nie toczy się w padole ani otchłaniach ciemności.
jakkolwiek ciężkie by nie było, nie ma w nim samych łez.
są wzloty i upadki, są zawirowania koła fortuny, jest zdecydowanie więcej dobra niż zła.
sposób w jaki żyjemy dziś to już jest raczej szczyt możliwości ludzkiego bytowania na ziemi.
nasze życie jest bardziej bezpieczne, dostatnie i świadome niż żywoty wielkich władców sprzed wieków.
dlatego zdecydowanie wolę określenie Morze Radości.

choć jak się nad tym zastanawiam, to jeszcze bardziej odpowiada mi nazwa Ziemia Radości.
bo jestem zodiakalnym bykiem.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

zegar


Jesień jest dzisiaj spokojna, spokojna jak zegar w powieści Dickensa.
Konstanty Ildefons Gałczyński


zima jest dzisiaj tak spokojna jak podłoga w bibliotece.

niedziela, 14 grudnia 2014

sposób


Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko. Albert Einstein


życzę, abyście przeżyli swoje życie na ten drugi sposób.

sobota, 13 grudnia 2014

notatnik


Nic specjalnego. Jak zwykle przed południem stodoła, po południu drzewo. Dżdżystość i nuda. Ale w ten dzień sklejony dokładnie z tych dwóch części — przedpołudnia i popołudnia — wbite różne myśli, jak szpilki ukryte w poduszce nieskończonych rozmiarów. Konstanty Ildefons Gałczyński, Notatnik


nic specjalnego.
jak zwykle przed południem gazeta codzienna z filiżanką czarnej herbaty,
po południu książka i świeżo wyciskany sok z pomarańczy.
chmurność i przewidywalność.
zima i uspokojenie.
ale w ten dzień dzielony dokładnie na dwie części przez praktykę jogi,
wbite różne rozmowy, smsy, telefony, jak klocki dziecięcej układanki nieokreślonych rozmiarów.



piątek, 12 grudnia 2014

most


zrobiłam mostek.
pierwszy od co najmniej sześciu lat.
zamierzałam jak zwykle na zajęciach jogi zrobić jedynie półmostek,
bo mostek zapaśniczy to też nie jest moja specjalność.
ale ręce same ułożyły mi się do pełnego mostu.
i bez żadnej komendy podniosły moje ciało.
stałam. bez najmniejszego wysiłku.
nikt nie bił braw.
nie grały fanfary.
a ja dalej trwałam rozglądając się na boki.


czwartek, 11 grudnia 2014

inna


rozciągająca się nad miastem złota łuna, widok jak z landszaftu, każe mi wyjść z pracy jak najszybciej. w biurowej windzie czuję zapach suszonych ziół, tak intensywny że gubię się w domysłach skąd pochodzi, aromat jest rzeczywisty i nieprawdziwy zarazem. na niewielkim klombie blisko domu czerwieni się róża, ponad metrowej wysokości, zachwyciłby się nią Mały Książę zachwytem dziewiczym, tak jak ja się zachwycam.
ta zima jest zupełnie inna.

wtorek, 9 grudnia 2014

wojownik


Dobrze być świetnym mówcą.
Dobrze mieć świetną kondycję.
Lecz wojownikiem prawdziwej odwagi jest ten,
kto jest mistrzem swojego umysłu.

S. N. Goenka


poniedziałek, 8 grudnia 2014

idea



Idea, że dusza połączy się z błogością
tylko dlatego, że ciało zgniło -
to całkowite urojenie.
Co jest teraz, będzie potem.

Kabir


od kilku dni obserwuję swoje emocje i zastanawiam się
w jakim nastroju umrę?
kim będę po śmierci?
jeśli nieokreśloną istotą, bakterią lub kosmicznym pyłem, to w jakim stanie umysłu będę trwać?
czy w tym w którym będę w momencie śmierci?

jakie uczucia i stany umysłu chciałabym zachować w sobie na zawsze?
co może trwać we mnie wiecznie?
tylko tym emocjom pozwalam pozostać.

podobnie jest z myślami.
nie chcę umrzeć z myślą o mojej szefowej i szefie szefów.
więc nie myślę o nich.
wolę myśleć o nieograniczonej przestrzeni i gwiazdach.

gdybym mogła wybierać, to tylko myśl o zjednoczeniu
wzięłabym ze sobą na tamten świat.




niedziela, 7 grudnia 2014

Polizany


dziewięć ptaków (wznoszących się

poprzez złotą chwilę) wzbija:
jących się

w
zimowy
z-

mierzch
(wszystkie razem jak
mnożąca się
jedno

-ść) dziewięć
dusz
każda z własną tajem-

nicą (wznosząco
pochwyconych na spadaniu) milcz!

eniem przeżywających umieranie blasku


e. e. cummings
tłumaczył Stanisław Barańczak


wzbijające się w niebo ptaki, dziewięć, jedenaście par skrzydeł.
w zimowym zmierzchu czytanie-wertowanie Polizanego przez Boga Marka Dyjaka, który śpiewa z głębi serca i jeszcze głębiej, jak człowiek który wie i rozumie, bo przeżył dużo, a facet, żył prawie jak bezdomny, ekskluzywny alkoholik uprawiający muzykę. mieszkał w ciemnych dzielnicach, w przeróżnych miejscach, w których działy się przeróżne rzeczy.
dusza z własną tajemnicą, wznosi się w blasku dźwięków i fleszy, żeby dotrzeć do raju.

sobota, 6 grudnia 2014

karta


uwielbiam takie świąteczne dni jak dzisiaj. od rana wesołość i zaskakiwanie. w nocy przy łóżkach postawiłam małe torebeczki z nadrukowanymi zimowymi czapkami i rękawiczkami, wypełnione słodkościami z czekolady i czymś co służy upachnianiu ciała. sama siebie też obdarowałam. podarowałam sobie koszulkę do jogi i sportowe biustonosze (to pożegnanie z noszoną na macie od dawna czernią i wpływ mojej nowej instruktorki, która codziennie prezentuje na sobie inny zestaw, ale też dla mnie te rzeczy zamówiła i przywiozła, ukłon), oraz książkę Dowód Ebena Alexandra czyli Prawdziwą historię neurochirurga, który przekroczył granice śmierci i odkrył niebo. od Pana W. dostałam PŁATKI RÓŻY UCIERANE W CUKRZE, bo jak powiedział, była to najładniejsza nazwa produktu w tym sklepie. a jeszcze fajniejszą niespodziankę sprawiła mi moja ulubiona księgarnia. nie tylko dostałam dzisiaj rabat 50% na dwie szklanki świeżo wyciskanego soku z pomarańczy (bo są mikołajki, a my chcemy być mili!), ale także złotą kartę stałego klienta. dzisiejszy kilkuzłotowy zakup o tym przesądził - powiedziała przeurocza ekspedientka, która mi kartę wręczyła. z tą kartą mogę robić zakupy we wszystkich sklepach sieci w Polsce z 20 procentowym rabatem.

niektórzy mają złote karty w bankach. a ja mam w księgarni.
rozumiem ich uczucia.

piątek, 5 grudnia 2014

ziemniak


przygotowując zupę jarzynową, natknęłam się na ziemniak w kształcie serca.
był niewielki, płaski i mieścił się w dłoni. miał gładką żółtą skórę.

czy to był ziemniak czy serce - zaczęło nurtować mnie pytanie.
czy serce z ziemniaka?
a może raczej ziemniak z sercem?

jakakolwiek byłaby prawda, był to dla mnie przejaw duchowości natury. naturalnego piękna.

przez chwilę chciałam to niezwykłe warzywo zatrzymać do kolekcji nikomu niepotrzebnych rzeczy, wśród których króluje pumeks znaleziony w Chorwacji przez Młodego (Mamo, co to za kamień, który pływa?), mała kryształowa kula na czerwonej nitce (przynosząca szczęście zdaniem specjalistów feng shui), kwiat lotosu z papieru wykonany ręcznie i wiele innych. jednak zdecydowałam, że ziemniaczane serce powinno znaleźć się w zupie. to jego jedyne właściwe miejsce. i wrzuciłam je do garnka.

zupa wyszła przednia. biła od niej siła.
zastanowiło mnie tylko dlaczego nie smakowała Młodemu. czyżby było w niej za dużo miłości.

czwartek, 4 grudnia 2014

słuch


zamieniam się w słuch.
słucham i słucham.
notuję i notuję.
włączam dyktafon i wyłączam.
i tak przez osiem godzin.

środa, 3 grudnia 2014

życzenia


- czy ja panią znam? - pyta nastolatek z goleden retriverem, który wcześniej ukłonił mi się z uśmiechem.
- bezpośrednio nie, ale pośrednio tak. moje dzieci chodziły z twoją siostrą do szkoły. do gimnazjum. - tłumaczę. i idę dalej szybkim krokiem. nie chciałam komplikować sprawy mówiąc, że z jego nieżyjącym ojcem chodziłam do podstawówki.
- nie wiedziałem. zapamiętam. - odpowiada w zamyśleniu i dodaje szybko - to wesołych świąt!
- wesołych! - odkrzykuję.

to pierwsze tegoroczne życzenia, które dostałam.
jakby trochę wcześniej niż zwykle.

wtorek, 2 grudnia 2014

krasnale


wypatrzyłam je wśród srebrnych krzewów.
z gęstymi białymi brodami i w szerokich uśmiechach.
stali pod blokiem jak niesforni malcy.

jeden w brązowej czapeczce, drugi w niebieskiej.
ten pierwszy grał na fujarce, z nogą opartą o kapelusz borowika.
skąd o tej porze wzięły się takie dorodne grzyby?
ten niebieski, trzymał w ręce grabie, jakby miał zamiar porządkować ogród.
zakasane rękawki, luźno opadający kaftan, mocno ściśnięty w pasie,
wyglądali jakby nie odczuwali zimna.

pierwsza pojawiła się myśl - czy przechodziła tędy filmowa Amelia?
czy ustawił je jakiś inny tajemniczy duch
dla rozgrzania uśmiechu i rozpalenia wewnętrznej radości.
a może jestem w ukrytej kamerze
i będę oglądana dzisiaj na yt.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

grudzień


Grudzień zawsze był tym miesiącem,
kiedy przestawało się być.
Zostawało się nawiasem w mroku,
niczym więcej.
Zapalano latarnie, lampy i świece.
Zupełnie nie wystarczały
wobec
przypływu ciemności.
Łatwiej zrozumieć pierwotny,
pogański sens świąt:
pochodniami i ogniami
za wszelką cenę przywrócić słońce,

którego powrót nigdy nie był oczywisty.

Lars Gustafsson, Grudzień
w tłumaczeniu Zbigniewa Kruszyńskiego


nie przestawać być.
wytrwać
poza nawiasem mroku i spojrzeń jednookich kobiet.
zapalić lampy, świece, ogień w kominku
zupełnie jakby chciało się zastąpić nimi słońce.
mieć otwarte ramiona w geście powitania
przeczekać wielką ciemność
i przypływ bolesnego zimna.