wtorek, 31 grudnia 2013
buty
co za niezwykły dzień - koniec roku,
kończy się stary rok, który dał wszystko co miał do zaoferowania,
ani trochę więcej, ani mniej.
nie oczekuję już od niego nic, on też więcej dać mi nie może.
teraz uwiera jak za ciasne buty, których chciałoby się pozbyć.
marzę o nowym roku,
o nowych zdarzeniach, pomyślności, energii, pięknu,
to trochę tak jak zapragnąć włożyć nowo zakupione pantofle
i udać się na bal, nie jakiś zwykły bal, ale bal
wydawany na cześć laureatów nagrody nobla,
przetańczyć całą noc, i w dodatku zostać królową balu,
albo wsunąć na stopy wygodne buty trekkingowe
i udać się w podróż marzeń do Indii, Nepalu, Tybetu,
znaleźć się w klasztorze buddyjskim i zapomnieć o świecie,
znieść czas, widzieć naraz wszelkie życie niegdysiejsze, obecne i przyszłe,
i żeby wszystko zdało się dobre, doskonałe,
śmierć na równi z życiem, grzech na równi ze świętością,
roztropność na równi z głupotą,
wszystko niech będzie takie, jakie jest.
porównując ten rok do butów, to przychodzą mi na myśl te,
w których chodzę, czarne, miękkie, wygodne botki,
sprawiające wrażenie rozczłapanych,
nie widać po nich, że są z dobrego sklepu.
bo ten rok był z tych dobrych,
ale bez fajerwerków, orderów, nagród, awansów,
ze wspaniałymi wakacjami u A., kontynuacją praktyki jogi i pisania bloga,
ale bez corocznego odosobnienia.
przeddzień Nowego Roku czyli urodzin każdego z nas
życzę aby wszystko było dla Was dobre,
wszystko wokół wspierało Was w dążeniu do szczęścia.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
mata
testuję nową matę do jogi, tę na całe życie,
jej kolor, granat, mój ulubiony,
przypomina zimowe niebo ciemną nocą.
przyczepność do podłoża ma doskonałą,
na lakierowanym parkiecie sypialni leży nieruchoma,
jej dwie poprzedniczki sunęły po niej jak łyżwy na lodowisku,
moje nogi ułożone w psie z głową w dół trzymają się idealnie,
ręce nieznacznie przesuwają się do przodu,
przecieram matę dokładnie mokrą gąbką i na sucho ręcznikiem,
ponownie wchodzę w psa.
zgodnie z zasadą powtarzaną na kursie przez mistrza jogi Raviego Javalgekara,
asana powinna być stabilna, długotrwała i wygodna, trwam,
ręce trzymają się maty zdecydowanie lepiej,
po dwudziestu oddechach wchodzę w psa z głową w górę.
niedziela, 29 grudnia 2013
czytanie
czytam Dziewczęta i kobiety Alice Munro, książkę
autobiograficzną w formie, choć nie w treści pierwszej pisarki,
która dostała nagrodę Nobla z dziedziny literatury za opowiadania,
(inną książkę tej autorki Miłość pewnej kobiety sprezentowałam Pani E.),
równocześnie z Samotną wędrówką przez Afrykę Frana Sandhama,
zakupioną na internetowym targu i dostarczoną do nas po świętach,
na szczęście choinka, pod którą miała się znaleźć, jeszcze stała,
zaglądając do Urodziłam się nad Bajkałem Bełły-Chan Skwarskiej
(jej imię przypomina mi włoskie Bella), którą pożyczyła mi E.
zapewniając, że mnie zainteresuje, bo są w niej buddyjskie klimaty.
ta ostatnia wciągnęła mnie najbardziej.
sobota, 28 grudnia 2013
fotograf
ukazała się książka Fotograf z Auschwitz Anny Dobrowolskiej.

polecam książkę i film Irka Dobrowolskiego Portrecista,
(o którym już kiedyś pisałam) o niezwykłej osobie - Wilhelmie Brasse.
o książce szerzej tutaj.
sama jeszcze tej książki nie kupiłam, ale mam zamiar.
w czasie wizyty w księgarni długo wahałam się co wybrać,
i w końcu uległam namowom Młodej i kupiłam dla niej
Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta Davida Mitchella,
powieść o XVIII Japonii. ta książka, choć zupełnie inna w swojej wymowie,
też zebrała doskonałe recenzje.
piątek, 27 grudnia 2013
przyjaciółka
kobiety żyją dłużej od mężczyzn bo mają przyjaciółki
taką tezę zawierał artykuł, na który natknęłam się
w stosie kobiecej prasy, w moim ulubionym salonie fryzjerskim
gdzie zawsze przyjmują mnie dwie fryzjerki, z których jedna strzyże a druga farbuje.
kobiety żyją dłużej bo mają przyjaciółki,
przed nimi nie muszą grać twardych, nieomylnych, niezwyciężonych,
mogą płakać, rozpaczać, jęczeć, wzdychać bez żadnych konsekwencji
czy obaw, że zostaną niezrozumiane, albo uznane za histeryczki,
mogą pokazać się bez makijażu lub z rozmazanym od płaczu tuszem na twarzy,
mogą przez cały dzień być nieuczesane albo w papilotach,
chodzić w pomiętej piżamie, starym swetrze i dziurawych skarpetach
a przyjaciółka skwituje to jedynie śmiechem.
choć hipoteza o długim życiu pewnie nie jest dogłębnie sprawdzona,
ja uznaję ją za prawdziwą.
i skoro kobiety przyjaciółki żyją dłużej od tych niezaprzyjaźnionych,
to znak, że my Droga Przyjaciółko, będziemy żyć dłużej niż przeciętnie,
a wiek, w którym przychodzi Polkom rozstać się z tym światem
to - nie do uwierzenia - osiemdziesiąt jeden lat, więc Moja Droga Przyjaciółko,
my z pewnością wcześniej niż przed dziewięćdziesiątką z tego świata
nie zwiniemy się, bo on zdecydowanie jest za piękny na to,
by go tak szybko porzucać, i zaprzestać tego niezmiennego podziwu.
a dla poprawienia kondycji fizycznej na wiosnę proponuję
dietę oczyszczającą na bazie surowizny.
już ją obmyślam.
czwartek, 26 grudnia 2013
cokolwiek
Cokolwiek powiem, już powiedziano przede mną,
zebrano już wszystkie owoce z ogrodu mądrości.
Ferdousi, poeta perski, żył w latach 932–1020
ulegam iluzji tych słów
wszystko zostało powiedziane
zebrano już całą mądrość i doświadczenie z boskich ogrodów
pozostaje nie mówić więcej
bycie wypełni się ciszą tym najdoskonalszym przekazem
który dotrze tam gdzie nie dociera żadne słowo
wtorek, 24 grudnia 2013
wigilia
Nie zajmuj swojego cennego czasu niczym,
z wyjątkiem najcenniejszej rzeczy,
a najcenniejszą rzeczą jest stan bycia obecnym w teraźniejszości. Sufi, Abu Sai
w ten wigilijny wieczór życzę Wam abyście byli obecni,
aby Wasz umysł był spokojny opanowany niezmącony i silny,
abyście byli szczęśliwi.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
schorzenie
zastanawiam się czy to jakieś schorzenie
mnie dopadło czy działanie postępującego czasu
daje taki efekt, że nie chce mi się spać,
o pójściu do łóżka w ogóle nie myślę,
chyba że mam ochotę na czytanie, to co innego,
to wtedy jak najbardziej, widzę siebie wyciągniętą
w pozycji horyzontalnej, wspartą na poduszkach,
z książką w ręce i stosem pozostałych stojących
u wezgłowia jak wierny strażnik, gotowy
na najlżejsze skinienie spełnić każdą moją zachciankę
i odkryć głębię wiecznego zdziwienia,
ale żeby tak piżama, wieczorna toaleta i ciepła kołdra to nie.
czy ja jestem proszę pana na zakręcie.
niedziela, 22 grudnia 2013
filmy
on line obejrzałam po włosku animowaną Krainę lodu
i ostatni film Ozona Piękna i młoda.
a propos tego ostatniego nasunęło mi się -
Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią,
niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie. Immanuel Kant
sobota, 21 grudnia 2013
egzamin
południowa sesja jogi, w najwyższym skupieniu,
po wyjściu spod prysznica czytam smsa,
Młoda zdała egzamin na pas pomarańczowy z niebieskim
pagonem w karate kyokushin, w wolnym tłumaczeniu
dążenie do prawdy, marzy już o następnym egzaminie
na niebieski pas czyli 8 kyū i żeby mieć wyhaftowane na pasie
swoje imię i nazwisko po japońsku,
w księgarni nad sokiem ze świeżych pomarańczy
(o ironio codzienności) doczytałam końcówkę książki
Urodzony w obozie nr 14. Z Korei Północnej
długa droga do wolności Blaine Harden'a,
którą zaczęłam czytać tydzień temu.
jest to historia więźnia Shin Dong-Hyuka,
urodzonego w północnokoreańskim obozie zagłady,
któremu udało się uciec z tego obozu
i teraz mieszka w stanach i Seulu,
jest aktywistą ruchu praw człowieka,
polecam jego stronę fejsbukową oraz filmy,
niewyobrażalne bezkresne cierpienia,
o których trzeba wiedzieć, i walczyć,
kupiłam choinkę na obwoźnym targu, dwumetrowego świerka,
już stoi w salonie, ma gałęzie zakończone igłowymi kuleczkami,
sprzedawca na moją prośbę pień ociosał siekierką,
żeby łatwiej go było do stojaka włożyć.
wieczorem zakupy przedświąteczne, dziesięć kilo pomarańczy, jabłek,
awokado, soki, krakersy, orzeszki, tortilla na festę,
dla uczczenia tego sukcesu egzaminacyjnego,
i nocne świętowanie i opowiadanie o szczegółach
jaka komenda, kto zdawał, kto oblał i dlaczego
nie filmuje się egzaminów karate w tym klubie.
piątek, 20 grudnia 2013
modlitwa
tekst pochodzi z katedry St. Giles w Edynburgu,
jest podobno modlitwą XVII-wiecznej zakonnicy.
Panie, Ty wiesz lepiej ode mnie,
że zaczynam się starzeć i że pewnego dnia będę stara.
Uchroń mnie przed zgubnym zwyczajem myślenia,
że muszę cokolwiek powiedzieć na każdy temat
i przy każdej sposobności.
Uwolnij mnie od nieprzepartej żądzy prostowania
ścieżek każdego z moich bliźnich.
Uczyń mnie zamyśloną, ale nie smętną; pomocną, ale nie władczą.
Świadoma jestem moich rozległych pokładów mądrości
i doprawdy żal nie robić z nich użytku, ale Ty, Panie, rozumiesz,
że pragnę zachować choć kilka przyjaznych dusz,
kiedy przyjdzie na mnie koniec.
Uchroń mnie od recytowania w nieskończoność szczegółów,
daj mi skrzydła, abym umiała dotrzeć do sedna sprawy.
Zapieczętuj moje usta przed uskarżaniem się na bóle i dolegliwości.
Są coraz bardziej dokuczliwe, a opowiadanie o nich staje się
z biegiem lat nieomal rozkoszą.
Nie ośmielam się ubiegać o tak wielką łaskę,
abym umiała z pogodną życzliwością wysłuchiwać opowieści
moich bliźnich o bólach i niedomaganiach,
ale pomóż mi, Panie, znosić to z cierpliwością.
Nie śmiem nawet prosić o polepszenie mojej pamięci,
ale - proszę uniżenie - spraw, abym stała się bardziej pokorna
i zarazem mniej zadufana, kiedy dane, przywoływane przez moją pamięć,
zderzają się z tym, co wynika z pamięci innych.
Naucz mnie chwalebnej lekcji, że niekiedy mogę się mylić.
Uczyń mnie w miarę pogodną; nie zamierzam być świętą -
niektórzy z nich są zaprawdę trudni do zniesienia -
ale zgorzkniały stary człowiek jest jednym z koronnych osiągnięć szatana.
Obdarz mnie zdolnością zauważania dobra w nieoczekiwanych miejscach
i dostrzegania talentów u ludzi, u których trudno się tego spodziewać.
I daj mi Panie, łaskę, żebym zdołała im to powiedzieć.
pięknie powiedziane.
czwartek, 19 grudnia 2013
pożegnanie
porządki tłumaczą rozstania.
ze ścierką w ręce pożegnałam
Małą Dorit Dickensa, była ze mną od zawsze, to spadek po Mamie,
Olafa Syna Auduna Sindrid Undset,
prezent od cioci Pani A., która ma w zwyczaju
rozdawać książki ze swojej biblioteki odwiedzającym ją gościom
i mnie nią w czasie pewnej wizyty obdarowała,
dwie książki Stanisława Lema,
najczęściej tłumaczonego polskiego pisarza,
dla niektórych jedynego humanisty w Polsce,
Historię Polski
i sześć tomów encyklopedii oxfordzkiej dla dzieci,
przekazałam je do ośrodka pomocy dziecku i rodzinie
(zwanego dawniej domem dziecka),
duży słownik techniczny rosyjsko-polski,
nie otwierany od trzydziestu lat
(Młoda zrezygnowała z nauki rosyjskiego,
nikogo nie dziwi, że wolała japoński),
Opowieści niesamowite Allana Edgara Poe po angielsku,
wydanie rosyjskie, pochodzące z peerlowskiej księgarni,
gdzie oprócz powieści radzieckich można było kupić klasyczne
dzieła literatury angielskiej i amerykańskiej,
poezje Bolesława Leśmiana, zebrane w tomie z kartkami
wypadającymi jak zasuszone liście z zielnika,
który przypomniał mi ponadczasowa interpretację erotyków
Leśmiana w wykonaniu Jandy i Grechuty,
ten duet uwielbiam.
środa, 18 grudnia 2013
szpagat
śniło mi się, że zrobiłam szpagat.
był to tzw. szpagat damski,
z jedną nogą wystawioną w przód, a drugą w tył.
to był piękny sen.
wtorek, 17 grudnia 2013
nieistotność
Jest coś takiego
w ciężkim od śniegu niebie,
zima,
późnym popołudniem,
co w sercu budzi pewność, uniesienie,
słodka czasu nieistotność.
Kiedykolwiek dotrę do domu – kiedykolwiek-
ktoś, kto mnie kocha, będzie tam. (…)
Obojętnie gdzie jestem -
w muzyce, w słowach,
w pożarach mojego serca,
zamieszkuje dogłębnie
to pozbawione imienia, niepodzielne miejsce,
ten świat,
chylący się teraz ku upadkowi,
cały biały i dziki
pełen wiary, której nie da się wyrazić, wyobrazić,
wypowiedzieć w najgłębszej nawet modlitwie.
Bez obawy, wcześniej czy później, dotrę do domu.
Z czerwonymi od wiatru i mrozu policzkami,
będę stała przed drzwiami
przytupując nogami i rozcierając ręce,
moje ramiona otulone gwiazdami.
ten wiersz znalazłam gdzieś w internecie,
ma prawdopodobnie tytuł W drodze do domu,
nie zanotowałam nazwiska autora, czy raczej autorki.
dlatego przepraszam ją tutaj za to niedopatrzenie.
wiersz jest piękny,
nie można zostawić go w kopiach roboczych,
powinien wyjść na świat i zaistnieć.
niech słowa Jest coś takiego
w ciężkim od śniegu niebie,
zima,
późnym popołudniem,
co w sercu budzi pewność, uniesienie,
słodka czasu nieistotność.
Kiedykolwiek dotrę do domu – kiedykolwiek-
ktoś, kto mnie kocha, będzie tam
dotrą do Waszych serc i rozgrzeją Was w długi zimowy wieczór.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
tombola
na spotkaniu przedświątecznym w szkole włoskiego
pomiędzy jednym ciastkiem a kolędą Tu scendi dalle stelle,
grałam w tombolę, grę typu lotto, popularną na południu Włoch.
tombola polega na tym,
że każdy z graczy otrzymuje tabelkę z kilkunastoma numerami,
po czym wkłada się numery od 1 do 90 do koszyka wiklinowego,
tzw. panariello i przystępuje do losowania.
sierotką losującą był Al rodem z Neapolu.
nie wygrałam dwójki, gdy ją dostrzeżesz w jednym rzędzie
wołasz ambo!, ani trójki, wołasz terno!, ani czwórki - quaterna!
ani piątki - cinquina! oczywiście nie wygrałam też tomboli -
żeby ją wygrać trzeba mieć odkryte wszystkie liczby na karcie.
a mnie została ich piątka.
ale zabawa była przednia.
dla italofilów wyjaśniam, że nazwa tombola pochodzi od czasownika tombolare,
co oznacza kilkakrotne obracanie koszyka tak aby numery dobrze się pomieszały.
co ciekawe tombola to nie tylko numery, to tradycja symboli,
jakie przypisywano poszczególnym numerom.
każdy bowiem numer symbolizuje jakiś przedmiot lub postać z dnia codziennego,
z religii, wiele jest także pojęć abstrakcyjnych i wulgaryzmów.
niedziela, 15 grudnia 2013
niedziela
rozmawiałam prawie godzinę z Panią A. przez telefon
o tym jak przebiegało urodzinowe przyjęcie Pana M.,
zachwycił mnie dip z awokado i czosnku, który podała
do maczania kawałków tortilli, od razu chciałam go skosztować,
wraz z Dziećmi wręczyłam Panu W. urodzinową książkę Dzieci naszej dzielnicy
noblisty Nadżiba Mahfuza, tego od Opowieści starego Kairu,
co roku niezmiennie dziwię się,
że tylko pięć dni dzieli ich daty urodzin,
zamówiłam pierwszą w życiu profesjonalną (cokolwiek to znaczy)
matę do jogi, którą sprzedawca reklamuje jako matę na całe życie,
wierzę w jej trwałość, ale chciałabym żyć dłużej od maty,
marzy mi się życie długie na metr czyli setkę,
na internetowym pchlim targu kupiłam książkę
Frana Sandhama Samotna wędrówka przez Afrykę,
odzyskałam kilka usuniętych plików z pendriva,
tych z dysku d się nie da, za to z pendriva owszem,
wszystkie skasowane pliki i kopie robocze mogę odczytać,
muszę ogłosić w biurze, żeby nikt mi swojego pena nie pożyczał,
dla poprawienia techniki zaczęłam ćwiczyć powitanie słońca
z Wiktorem Morgulcem, który przygotowuje chętnych do maratonu jogicznego
czyli wykonania 108 powtórzeń sekwencji powitania słońca,
jego instrukcje na wideo są prawie tak precyzyjne jak Iyengara,
napisałam pismo do sądu z prośbą, aby sąd w swojej mądrości
nadał sprawie korzystny dla mnie bieg, nic więcej już zrobić nie mogę,
przeczytałam półtora rozdziału Domu w Fezie Suzanny Clarke,
książki pożyczonej od Pani E., która w Fezie była, prawdziwość opisanych
w książce relacji potwierdza, i jeszcze pewnie do Fezu wróci.
sobota, 14 grudnia 2013
bigos
ugotowałam bigos, który pobił wszystkie poprzednie bigosy,
do jego przygotowania użyłam najprostszych składników,
podaję je w kolejności ich dodawania wg kuchni pięciu przemian:
oliwę z oliwek
kilka cebul
główkę białej kapusty
odrobinę wody
kapustę kiszoną
paprykę czerwoną mieloną do smaku
suszone śliwki bez pestek
siekane migdały
zazwyczaj dodaję jeszcze suszone grzyby (ale skończyły się)
i koncentrat pomidorowy, który tym razem okazał się zbyteczny.
po drugiej repecie Młoda stwierdziła, że się starzeje
skoro zaczyna jej smakować coś tak pospolitego jak bigos.
piątek, 13 grudnia 2013
tort
człowiek jest jak tort, składa się z wielu warstw
jedna warstwa to rodzina
(najstarsze czy jedyne dziecko w rodzinie),
druga wykształcenie, kolejna miejsce zamieszkania,
warunki bytowe, podróże, otoczenie bliscy,
przyjaciele, autorytety, stanowiska, lektury, filmy.
świat smakuje nas całych.
świat nie wie, która warstwa sprawia, że wydajemy
się słodcy, warci grzechu, uwagi, miłości, zachwytu.
jeśli reaguję tak, a nie inaczej,
to trudno powiedzieć dlaczego, czy
dlatego, że jestem kobietą czy że jedynaczką
czy że szkołę podstawową rozpoczęłam mając sześć lat
czy że we wczesnej młodości zaczytywałam się Dostojewskim,
czy, że nie znałam nigdy dziadka ze strony mamy,
który zaginął wkrótce po wkroczeniu rosjan do Polski w 39 roku
a może dlatego, że byłam kinomanką
i w czasie studiów oglądałam po trzy filmy dziennie
w małym studyjnym kinie z trzydziestoma fotelami,
czy że ćwiczę jogę z przerwami
konsekwentnie od osiemnastu lat.
czwartek, 12 grudnia 2013
wtopa
takiej wiadomości się nie spodziewałam
zadzwonił Pan W. mówiąc, że
cała zawartość mojego dysku d poszła w eter
wszystkie zdjęcia dzieci, filmy z co najmniej pięciu lat
i to co napisałam, w tym czasie
biurowy pamiętnik pisany od pół roku, prawie codziennie,
po raz drugi rozpoczęta książka,
(podobno Kerouac zaczynał pisanie W drodze 17 razy,
aż napisał ostateczną wersję, którą uznał za doskonałą
ale czy muszę też ja).
w intencji odzyskania plików
zapaliłam świeczki przy posążku buddy,
ładny ołtarzyk - rzuciła Młoda,
ołtarzyk zrobił się bezwiednie,
choć budda to nie cały, tylko sama głowa,
postawiona na podwyższeniu, bryle soli przywiezionej z wieliczki.
Pan W. robi co może, ale problem go przerasta
dzięki programowi do odzyskiwania plików
teoretycznie jakąś ich część odzyskał, ale z braku miejsca
na dysku i przy braku dysku zewnętrznego, ponownie je stracił.
mam teraz na kompie linuxa i firefoxa
i wyrwy w domowym albumie i archiwum jak po wybuchu wulkanu.
nie tak dawno mówiłam, że lubię wulkany, to teraz mam.
środa, 11 grudnia 2013
zasłyszane
w sklepie niemieckiego sprzedawcy odzieży i wyposażenia wnętrz,
młody mężczyzna ogląda czapkę uszankę, grubą jak futro bobra z nausznikami.
w pewnym momencie mówi do stojącej obok ekspedientki:
- ta czapka wyraża całą moją osobowość.
wtorek, 10 grudnia 2013
lubię
lubię patrzeć na dachy domów z góry i z dołu
oglądać te eleganckie wykonane z najdroższej ceglanej dachówki
kopertowe i ubarwione wolimi oczami
i te pokryte czarnymi ze starości deszczułkami z drewna
lubię żółcie, czerwienie, pomarańcze
na fakturze owoców i kwiatowych płatkach
oraz na letnich sukienkach otulonych miękkimi zwiewnymi szalami
lubię wyobrażać sobie Ciebie
jak idziesz ulicami miasta
i dzwonisz do mnie bo myślałeś o mnie cały ranek
poniedziałek, 9 grudnia 2013
niedziela, 8 grudnia 2013
poszukiwania
zastanawiam się nad wyborem nowej aktywności
marzy mi się prowadzenie strony o kulturze w wielkim mieście
kurs dla instruktorów jogi
pisanie książki
ech
sobota, 7 grudnia 2013
piątek, 6 grudnia 2013
jedwab
był rok 1861.
Flaubert pisał Salammbô,
światło elektryczne było dopiero hipotezą,
a Abraham Lincoln, po drugiej stronie oceanu,
prowadził wojnę, której końca nie miał nigdy zobaczyć.
Baldabiou próbował znaleźć ostatni łyk pernoda na dnie kieliszka.
gdzie jest właściwie ta Japonia?
– prosto, w tamtą stronę.
na samym końcu świata.
w całej Japonii obowiązywał wówczas dekret cesarski,
zabraniający budowy łodzi,
które miałyby więcej niż jeden maszt.
kraj stał się jeszcze bardziej odległy.
prawo nie zabraniało mieszkańcom opuszczać ojczyzny,
tyle że ci, którzy próbowali do niej wrócić,
skazywani byli na śmierć.
w opowieściach ludzi, którzy byli w Japonii
często powtarzała się legenda,
która głosiła, że na wyspie produkowany
jest najpiękniejszy na świecie jedwab.
robi się go od ponad tysiąca lat, według starych rytuałów
i sekretów, osiągając mistyczną niemal precyzję.
Japończycy zgodzili się w końcu sprzedawać swój jedwab.
ale nie jajeczka. tych pilnie strzegli.
jeśli ktoś próbował wywieźć je z wyspy, popełniał przestępstwo.
na podstawie powieści poetyckiej Jedwab Alessandro Baricco
czwartek, 5 grudnia 2013
wymiana
Znalazłem się w masywnej betonowej muszli:
światło ze szklanych cygar, wtłaczane powietrze,
piętra spięte ruchomymi schodami.
Wypełniały ją rzeczy nabyte i zrobione
w dwudziestym stuleciu. Wystawione na lady
i półki.
Ludzie tego wieku, wciśnięci w odzież
zrobioną na maszynach, gromadnie
Wymieniali cały swój drogocenny czas
na rzeczy.
Gary Snyder, Transakcja
w tłumaczeniu Adama Szostkiewicza
wymieniałam swój drogocenny czas na rzeczy
wiedziona myślą o jutrzejszych mikołajkach
i kolorowych torbach, które staną przy łóżkach Młodych
w ostatniej chwili wpadłam do kina
na zaczynającą się właśnie Wenus w futrze
(zupełnie przypadkiem Pani E. miała na sobie futerko z kapturem,
prezent z cypru), aktorskie mistrzostwo,
czapki z głów przed reżyserem,
który mimo osiemdziesiątki kręci filmy z młodzieńczą werwą
i doskonale prowadzi aktorów
bez żadnej fałszywej nuty
na najwyższych obrotach
ale szkoda jego talentu czasu emocji widzów
dla przedstawienia urojeń chorego, mimo wszystko
to moim zdaniem błahy nieważny temat, bez głębszej treści
wyraz rozmieniania się na drobne reżysera
a może to być ostatni film w jego życiu
w ogóle za dużo miejsca w kulturze zajmują takie błahe tematy
środa, 4 grudnia 2013
błogość
po wieczornej praktyce jogi
poczułam wielką błogość
leżałam na macie w savasanie
z pustym umysłem
czując całą powierzchnię ciała
wtorek, 3 grudnia 2013
prelekcja
37% młodych ludzi próbowało narkotyków
nie ma klasy szkolnej ani grupy młodzieży
żeby ktoś z niej nie próbował narkotyków
kochajmy dzieci bardziej bardziej
miłość zapobiega poszukiwaniom nowych doznań
obserwujmy
średni czas odkrycia przez rodzica faktu
że jego dziecko bierze narkotyki wynosi w polsce
od 1,5 roku do 2 lat
gdyby teraz na salę wszedł ktoś po spożyciu alkoholu
to wszyscy Państwo by się zorientowali
a gdyby wszedł ktoś po zażyciu narkotyków, to tylko nieliczni
100% filmów zrealizowanych przez młodzież
w ramach konkursu, tu zastępca dyrektora, wymienia nazwę,
dotyczyło brania leków przez młodych
to świadczy o skali problemu
sięgają nawet po leki na kaszel, bo zawierają kodeinę
poniedziałek, 2 grudnia 2013
owszem
Jeżeli filozofuje mężczyzna,
to z tego, owszem,
wychodzi filozofistyka czy tam sofistyka,
ale jeżeli kobieta albo dwie kobiety,
to wyjdzie tylko wiercenie dziury w brzuchu.
Antoni Czechow, Trzy siostry
niedziela, 1 grudnia 2013
Wróżka
w domu Wróżki, Pani E. mnóstwo jest żywych kwiatów,
stoją też na zewnątrz przed drzwiami wejściowymi,
w jeden wetknięta jest kolorowa czarownica zrobiona ze szmatek,
na szczęście, po tym poznałam, że to jej dom,
gdy zapomniałam adresu i telefonu ostatnim razem,
bo właściciel, który ustawia przed domem kwiaty, a wokół nich czarownice,
to musi to być człowiek niezwyczajny, a dom pewnie zaczarowany,
do którego trzeba wejść,
w domu Wróżki, pełno jest też kwiatów malowanych
na kubeczkach, filiżankach, zasłonach, poduszkach,
z każdego kąta wychylają się uśmiechnięte postacie aniołów i kotów.
z Wróżką mieszkają dwie świnki morskie:
Chrumcio i Poziomka vel Poziomek, która okazała się być chłopcem,
i rudobiały brytyjczyk Maurice, arystokrata rodem z niemiec.
w domu Wróżki dzisiaj znalazła schronienie
bezpańska mała kotka, pręgowana jak borsuk, bez imienia.
właściwie imię ma, nadano je w ośrodku dla bezpańskich
zwierząt, ale to imię nie przemawia do Wróżki
i nie pasuje do kotki.
Wróżka szuka imienia dla kotki, które do niej przylgnie,
imię które da jej siłę, i pozwoli jej wieść
niezależne życie wśród tej bajkowej flory i fauny.
ponieważ kotka, podobnie jak kot, powinna mieć trzy imiona,
proponuję takie:
Pandora,
Maggie,
Ancymonka,
Kokardka,
Pętelka,
Kwiatuszek,
(kiwaczek, nie bo to ma być prawdziwe imię).
imiona można komponować w pary:
np. Maggie Ancymonka lub Pandora Kwitnąca,
to dopiero jest pełnia szczęścia, mieć takie imię,
jeden człon imienia uzupełnia drugi,
w podobny sposób powstało imię Tygrysek Napoleon,
które nadaliśmy synowi naszej kotki Milki,
i które rzadko było skracane.
przy okazji wiersz na temat:
Niełatwa to sprawa z imieniem dla kota,
Trudniejsza niż różne krzyżówki lub gry;
Wariatem się wydam na pierwszy rzut oka,
Gdy powiem: kot najmniej imiona ma trzy!
Po pierwsze — to imię na zwykły użytek,
Jak August, Barnaba, Alonzo lub Sam,
Jak Mruczuś, jak Buruś, jak Kiciuś lub Kitek —
Imiona sensowne, mnie znane i wam.
Są również wymyślne, gustowne imiona,
Niektóre dla panów, niektóre dla dam,
Jak Safo, Apollo, Bucefał, Ilona —
Lecz równie sensowne, mnie znane i wam.
Kot musi poza tym mieć drugie też imię
(Jak nie ma go, nie chce nic pić ani jeść),
Co godne by było i w dumę go wbiło,
By wąs mógł rozpostrzeć i ogon w pion wznieść.
I takich niemały zapasik mam imion,
Na przykład Ścichapęk, Szastprastuś lub Szprot,
Lub Bombalurina (dla pań), lub Ancymon —
Imiona, co jeden jedyny ma kot.
Lecz Trzecie swe imię kot sam sobie nadał
I nikt go nie pozna, i na nic się zda
Wysiłek człowieczych dociekań i badań,
Bo kot go nie zdradzi — On tylko je zna.
Więc kiedy w głębokiej jest kot kontemplacji
I siedzi bez ruchu w skupionym milczeniu,
To ta kontemplacja jest zawsze z tej racji,
Że myśli i myśli o Trzecim Imieniu,
O swym zmyślonym, przemyślnym, wymyślnym,
Niedodododomyślnym,
Tajnym, niedosięgłym, jemu tylko właściwym
Imieniu
T.S. Eliot, Imiona kotów
w przekładzie A. Nowickiego
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
