czwartek, 27 lutego 2014

ona


co za pokręcona historia, mężczyzna wiąże się z kobietą, która jest tylko głosem,
głos to wyjątkowy bo należący do Scarlett Johansson, inteligentny, mądry, wrażliwy,
czuły, i oczywiście seksowny, obiecuje dużo, maksymalne spełnienie, zrozumienie i rozkosz,
w końcu pierwsze pytanie systemu po zalogowaniu dotyczy matki,
a więc istoty najważniejszej, pierwotnej z którą bohater był od zawsze,
od pierwszego oddechu, krótką wypowiedź o relacjach z rodzicielką poprzedza wahanie,
co system przyjmuje jak dogłębną spowiedź z wszelkimi niuansami, i dopasowuje produkt
do osobowości mężczyzny, samantha, tak ma na imię, wybrała je sobie sama
zachwycona brzmieniem, analizuje błyskawicznie fakty, jak to komputer,
wiąże emocje, sny, westchnięcia, bo ma kobiece wyczucie, intuicję, delikatność, takt,
związek z wirtualnością bez ciała, wydaje się bohaterowi idealny, a przecież
nawet ciało prawdziwej kobiety można wypożyczyć jako dodatek do systemu,
tak się dzieje, bo jest zapotrzebowanie na realność dopełniającą to co tworzy
komputer, uzupełnienie złudzenia, iluzji, miłość z nią to przejście w inny wymiar,
inną przestrzeń, wyższą, tak mówi mężczyzna, nasuwa mi się pytanie
czy warto wiązać się z techniką, aż tak, dać się ponieść własnej wyobraźni,
uzależnić się od czegoś na zewnątrz, wystarczy awaria prądu lub serwera,
i roztrój nerwowy zapewniony, bo to kłębek nerwów, ten mężczyzna ujmująco ciepły,
wolny czas trawi na grach komputerowych i seksie z nieznajomymi, na cyber czatach,
to jest jego sposób na bezsenność, nigdy nie czyta książek ani gazet, za to pisze,
zawodowo para się pisaniem listów na zamówienie, robi to wyjątkowo dobrze,
z czułością i oddaniem, ale dzieje się to poza ekranem, widzimy jedynie jak czyta
własne listy, żyje nimi i życiem zleceniodawców, w barwnych radosnych koszulach,
i przestrzennych wnętrzach, ona też czyta listy, docenia, wysyła do wydawnictwa,
doprowadza do wydania książki, to rzeczywisty prezent dla niego,
nie fikcja, wdzięczność i emocje takie czyste, idealne, te listy są największą wartością
tego filmu, ta narracja, mądrość, ale fakt że ona nie zawsze jest dostępna
każe przypuszczać, że jest ktoś oprócz niego, w końcu pojawia się zmęczenie
i rysa na kryształowej relacji, ona szczerze wyjaśnia, że jest w bliskiej zażyłości
z tysiącami innych osób i systemami operacyjnymi, a z siedmioma
setkami bytów wiąże ją miłość, jak to możliwe, było tak pięknie, a teraz próżnia,
otępienie, uroczysko, pustkowie i tęsknota po sztucznej inteligencji.

środa, 26 lutego 2014

życzenia


życzenia od Kermita i ode mnie.
dla Ciebie.



i dla tej małej istoty, która urodziła się dziś na ulicy nowego jorku, nazwana cudem tego miasta, bo to faktycznie osobliwość, siły natury objawiły się w sercu cywilizacji, zmuszając kobietę do rodzenia na chodniku, wśród zgiełku, sznurów samochodów, tysiąca przechodniów, bo nie zdążyła dojechać do szpitala, rzadkość niebywała przydarzyła się też tym, którzy znaleźli się właśnie tam przy tej rodzącej na ziemi matce, bo mieli możliwość niesienia pomocy i przeżycia porodu, tej najzwyklejszej i najbardziej nadzwyczajnej rzeczy pod słońcem, osoby nieznajomej, poprzez asystowanie i odizolowanie jej od gwaru i tłumu, taka rzecz w xxi wieku mogłaby się nie zdarzyć, a jednak się zdarzyła.

życie jest nieprzewidywalne i piękne.

wtorek, 25 lutego 2014

smakowanie


degustacja wegetariańskiego ragu, z grzybami i bakłażanem,
po raz pierwszy w menu mojej knajpy wege, i rozsmakowywanie się filmem Smak curry,
który chodził za mną od dawna, bo ukochane Indie, a nie bollywood,
bo curry, bo niespełniona miłość, właśnie ten obraz mnie wcześniej do baru zaprowadził,
filmu nie można oglądać z pustym żołądkiem, to powinno być zabronione,
smakowity posiłek z egzotyczną nutą winien być w cenie biletu,
w dodatku z mojej torby dochodził zapach kotletów z cieciorki, kupionych dla Młodych,
głównie czosnku więc tym silniej obrazy z ekranu do mnie przemawiały i wzmacniały smaki
opowiadanej historii, dałam się wciągnąć w miłosną opowieść tak jakbym przeszła
na drugą stronę ekranu, i chciałam więcej zakochania, namiętności, rozkwitu i trwania,
więcej dla bohaterów, więcej dla siebie samej, więcej niż mi dano i niż obiecywano,
wyszłam z kina z uczuciem, że twórca bał się intymnego spełnienia, ryzyko,
że byłby posądzony o śmieszność, było duże, bo czy to nie zabawne postawić tak wszystko
na jedną kartę, nie patrząc na wiek i okoliczności,
to byłoby zbyt ckliwe i pospolite.

poniedziałek, 24 lutego 2014

deszcz


dwadzieścia cykli powitania słońca ograniczam do osiemnastu,
po dziewięć na każdą stronę, bo pamiętam jeszcze zalecenia mojej
pierwszej nauczycielki jogi, że tę praktykę należy wykonywać
nieparzystą ilość razy, najlepiej po 11 lub 21 powtórzeń,
ale prawdą jest, że nie mam już siły, po osiemnastu cyklach jestem tak zmęczona,
że kładę się na macie w savasanie, pot pokrywa całe moje ciało,
najbardziej te odsłonięte partie - ramiona i twarz, czuję pulsowanie
każdej komórki i mam wrażenie jakby deszcz spadł na mnie z rozgrzanego nieba.

niedziela, 23 lutego 2014

czekadełka


na swoją kolej do przeczytania czekają:
Dzieci naszej dzielnicy Nadżiba Mahfuza, przeczytał Pan W. muszę i ja,
Kancelaria Johna Grishama, pochłonął Dziadek i jego dama,
Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta Davida Mitchella, czytała Młoda miesiąc temu lub ponad,
czterdzieści stron przewertowałam w pociągu z warszawy zanim zmorzył mnie sen,
Opowieści ze studia jogi Rain Mitchell, to chyba najbardziej popularne angielskojęzyczne
nazwisko pisarza jakie znam, dzieła nikt z krewnych i znajomych jeszcze nie studiował,
kupiłam je zwabiona tytułową jogą i obietnicą na okładce, że to
opowieść o babskiej przyjaźni, która jak joga leczy duszę,
Japoński wachlarz Joanny Bator i Tatami kontra krzesło Rafała Tomańskiego,
pozycje z niekończącego się zbioru lektur o japończykach i japonii
dla zafascynowanych wschodnią kulturą, a więc dla nas.

patrząc na tę listę tytułów nasuwa mi się jedno rozwiązanie:
potrzebuję urlopu, i to natychmiast.


sobota, 22 lutego 2014

garderobka


mamy nową garderobkę.

kilka lat temu lustro, centralny element dawnego sprzętu, uległo zniszczeniu.
żyliśmy bez lustra i był to dobry czas.
zajęci swoim fizis byliśmy wyłącznie w łazience.
tylko tam patrzyło na nas nagie pełne niedoskonałości odbicie.
nie znaliśmy pojęcia starzenie się czy niezadowolenie z wyglądu,
rozterki w co się ubrać ograniczaliśmy do minimum.

wykorzystywałam każdą taflę szkła w przestrzeni publicznej,
do bacznego spojrzenia na siebie i sprawdzenia czy wszystko jest ok,
nieocenione lustro w windzie biurowca i pokój na ostatnim piętrze.
Pani E. powiedziała kiedyś, że nie wyglądam na osobę,
która nie ma lustra w domu.
wzielam to za komplement.

a jednak beztroskie czasy się skończyły.
nowa garderobka, która stanęła w przedpokoju ma dwa lustra.
w jednym można zobaczyć się od stóp do głów, w drugim trzy czwarte.

jak na razie nikt nie jest zadowolony z tej zmiany.
jedni domownicy twierdzą, że największe lustro wydłuża, inni że postarza i pogrubia,
jeszcze inni, że odbija światło dzienne wpadające przez okno dużego pokoju,
przez co zmienia się obraz, albo że pochodzi z gabinetu krzywych zwierciadeł,
i przedstawia nieprawdziwe wizje, a jedynie słuszny powód dla którego te szklane tafle
znalazły się w naszym mieszkaniu to prowokowanie do śmiechu,
i konieczność spojrzenia na siebie z dystansu.

piątek, 21 lutego 2014

instagram


przepraszam panią, która jest godzina? - zagaduje mnie staruszka na przystanku.
dochodzi w pół do - odpowiadam sięgając po telefon do torebki.
starsza pani wyraźnie się mityguje, widać nie chce sprawiać kłopotu.
- ale ja nawet nie wiem, która jest godzina - tłumaczy.

pokazuję Młodej moje ulubione zdjęcia z instagramu Hilarii Baldwin,
fotografie łączące zaawansowaną jogę ze sztuką codziennego życia,
najbardziej lubię w tych obrazach właśnie tę powszedniość, domowość jako tło asan,
sceny sprzątania, gotowania, oczekiwanie na samolot,
nieograniczona sposobność do ćwiczeń.

Młoda obwieszcza przystąpienie do 30 dniowego programu wyzwanie deska.
w pierwszym dniu plan zakłada trwanie w desce na przedramionach przez
dwadzieścia sekund. po miesięcznym treningu ostatniego dnia
ćwiczący będzie w stanie wytrwać w asanie pięć minut.
próbuję swoich sił i ja. Młoda włącza stoper w smartfonie.
po mniej więcej minucie pyta - a ciebie to w ogóle nie męczy?

podczas końcowego relaksu na wieczornej sesji jogi myślałam o swoim życiu,
cóż przeżyłam już połowę, to fakt niezaprzeczalny, nic na to nie poradzę,
dłużej nadto co przeżyłam, nie będę istnieć,
a zaraz potem, że kocham życie dużo bardziej niż kiedyś,
kiedy mojego istnienia było teoretycznie więcej, ale doczesność była ciężarem,
który przygniatał do ziemi, uniemożliwiał ruchy.
dziś każdą chwilę mam za skarb nieoceniony.

środa, 19 lutego 2014

cześć






po prostu powiedz cześć do nieznajomego
ten niewielki gest wiele znaczy
dla tej nieznanej osoby
dla ciebie
dla świata

po prostu powiedz cześć

poniedziałek, 17 lutego 2014

setka


setka w żargonie dziennikarskim oznacza krótką wypowiedź do kamery,
dla ucznia szkoły ponadgimnazjalnej to nic więcej jak 100% -
najlepsza ocena z możliwych.

setkę dostał Młody z angielskiego za wypowiedź o uzależnieniach.
po rozmowie z psychologiem i lekturą wpisów na forum dla uzależnionych
od gier komputerowych, jego wywód pełen był
obstacles, addiction, ascendancy i involved.

ta setka to jedyna korzyść jaką mogę przypisać grom komputerowym.
rzecz jasna częściowo.



niedziela, 16 lutego 2014

ryba




masz do skrzydeł
przywiązaną złotą rybę
jeśli ty odfruniesz
serce jej przestanie bić
Marek Dyjak


tego popołudnia wpatrywałam się w ciemność
na niebie nie było ani jednej gwiazdy
a jednak przez chmury słyszałam ich stłumione głosy
słyszałam jak cichutko nuciły fado

sobota, 15 lutego 2014

volver


- Nie wiem jak mogłam żyć bez ciebie przez te wszystkie lata, mamo.
– Nie mów tak, bo się rozpłaczę, a duchy nie płaczą.

Volver, w reżyserii Pedro Almodovara

fajny film wczoraj widziałam ...
film w konwencji realizmu magicznego ze zjawiskową Penelopą Cruz
która ma w sobie siłę, kobiecość, niezależność i wielki urok.
obok niej występują prawie same kobiety
obecność mężczyzn została w tym filmie ograniczona do minimum.
bo to film o solidarności kobiecej, o mądrości, zrozumieniu
ponadpokoleniowej jedności, która łączy silniej niż więzy krwi.

fabuła jest prosta ale jednocześnie zaskakująca.
zmarła matka powraca z zaświatów, bo wiąże ją z tym światem wielka tajemnica
i miłość do tych, co zostali.
chce prosić córkę o wybaczenie, bo nie zauważyła tragedii
jaka rozegrała się pod jej dachem, przy jej boku, ani cierpień,
które przeżywała córka, i które także matka swoją obojętnością i nieuwagą jej zadała.

z początku matka ukazuje się jako duch
a w końcu zupełnie się materializuje, bo tak naprawdę nigdy nie umarła.

zawsze płaczę podczas tego filmu.
matka Rajmundy wraca po trzech latach od dnia swojej rzekomej śmierci,
od dnia kiedy zginął w płomieniach jej mąż wraz kochanką,
śmiercią którą ona im zadała, podpalając dom gdzie spędzali upojne chwile.

płaczę, bo chciałabym, żeby moja Mama też wróciła z tamtego świata, aby mi się ukazała
w naturalnej postaci, tak jak matka Rajmundy i aby została ze mną na stałe.
niezależnie od tego ile lat ma dziecko, a ile matka
nie powinno się ich rozdzielać jakimiś gwałtownymi nieszczęśliwymi zdarzeniami.

piątek, 14 lutego 2014

miłość


Miłość jest jasnowidzem.
Przewiduje siebie ciebie i mnie.

Jest z narodu wybranego
i posługuje się językiem
wysokiego napięcia.

W Bibliotece Narodowej
powala nawet
nieoczytane książki.

W lawinie chórów
odkrywa echo
euforii i śmierci.

A kiedy cie dopadnie
staraj się być w domu.
Albo coś w tym rodzaju.
Byleby się spotkać.

Ewa Lipska, Miłość



staraj się być w domu
albo gdzieś niedaleko
byleby dać się dotknąć spotkać schwytać

przeczucie, że my dwoje siebie razem w sobie
nieodparcie mnie nawiedza

czwartek, 13 lutego 2014

nic





podczas półtoragodzinnego spotkania z psychologiem czułam się
jak sędzia, oskarżyciel, świadek, ofiara, sprawca.


środa, 12 lutego 2014

podrapana


od Pani E. wróciłam podrapana.
ostre pazurki pewnej małej koteczki z borsuczą sierścią zostawiły
na mojej skórze krwiste ślady.
dwa małe dziabnięcia i jedno większe.

zaczęłam powątpiewać w moje uczucia do rzeczonej.

to przypomniało mi dlaczego w dzieciństwie przestałam lubić koty -
bo ostrymi pazurami odrzucały całą moją miłość.
a wielka była we mnie potrzeba kochania.


Wyzywają go od rabusiów gangsterów oszustów i wyłudzaczy
uliczników i zabijaków
Przeszkadza w posiłkach wskakuje na stół
i buszuje wśród szklanek i kieliszków
rozrywa paczki z jedzeniem przynosi w pyszczku złowionego szpaka
który postanowił zwiedzić pieszo trawnik przed domem
i zapłacił życiem za ten nieostrożny spacer
żąda bezapelacyjnie wejścia lub wyjścia z pokoju czy kuchni
wdaje się w zażarte bójki z sąsiedzkimi kotami
wydając przy tym przerażające wrzaski drapieżnika z dżungli
Nie schlebia nikomu i jest nieugięty w swoich chęciach
obojętny na nakazy i pieszczoty
tak pieszczoty bo nie zważając na jego naturę
pieszczą go i tulą
zachwycając się jego miękkim chodem i zręcznymi skokami
podają mu najlepsze kąski i pozwalają spać na swoich łóżkach
Więc nie za cnoty i charakter nagrodą jest miłość
i nie za posłuszeństwo ani lojalność
ale za wdzięk i niepokorność
za życie samo w sobie w całej jego oczywistości
Wielka jest bowiem w nas potrzeba kochania.

Julia Hartwig

wtorek, 11 lutego 2014

pustka


taka ogarnęła mnie pustka, że nawet nie wiem o czym mam pisać
czy o tym że kupiliśmy dzisiaj meble do przedpokoju
zachęceni ofertą meble bez vatu, i ponaglani wyświetlającym się na ekranie monitora
czasem, jaki pozostał do skorzystania z oferty - cztery godziny
i dwadzieścia sześć minut, w kolorze wenge połączonym z szarością, zdaje się,
że będzie pasował do wrzosowych ścian i dębowego parkietu,
czy że rozmawiałam dzisiaj z najniebezpieczniejszą kobietą w korpo,
której zacytowałam powiedzenie Madeleine Albright W piekle jest
specjalne miejsce dla kobiet, które nie pomagały innym kobietom

i zastanawiam się jak ona je zrozumie i czy dostrzeże głębszy sens,
czy, że zmieniłam plany i zrezygnowałam z kursu instruktorskiego,
a zamiast niego zamierzam pojechać na ośmiodniowe odosobnienie pod koniec lutego,
o tym niespodziewanym urlopie jeszcze nie wspomniałam przełożonej,
czy że godziny spędzone nad komputerem w niedzielny wieczór
w celu oczyszczenia skrzynki poczty elektronicznej na nic się zdały,
bo moje maile do Francji dalej nie docierają,
czy że w odpowiedzi na maila usprawiedliwiającego nieobecności Młodej w szkole
z całego miesiąca, wychowawczyni odpisała mi: bardzo proszę o kontrolowanie dat,
ponieważ te nie odpowiadają nieobecnościom córki w szkole, z pozdrowieniami
,
i będę musiała ponownie pisać prośbę o usprawiedliwienie, bo nie sprawdziłam,
że dni, o których pisała Młoda w smsie, nie były dniami nauki,
czy że olejek kokosowy, który wcieram sobie w ręce, pachnie tak, że
czuję się jak na egzotycznej plaży, zapach przypomina mi też
uwielbiany na zimno sernik obsypany wiórkami kokosowymi z nieistniejącej
kawiarni i batoniki bounty, którym kiedyś nie mogłam się oprzeć,
czy że cieszy mnie, że Młody zaczął czytać Zbrodnię i karę,
pierwszą pozycję z prawdziwej literatury, podobno dla szpanu, ale liczy się krok,
czy że kupiony dopiero co biały laptop w jasnoszarą kratkę, naprawdę śliczny,
z procesorem i7, musieliśmy oddać, bo nie dało się wyciągnąć włożonego kabla,
kto ma internet na kabel? ja mam!


poniedziałek, 10 lutego 2014

mrówka


Mrówki mają w życiu jeden cel. (...)
Cały dzień pracują, żeby zdobyć jedzenie, rozmnażać się,
zapewnić przetrwanie gatunku. Tak jak wielu ludzi. Większość ludzi.
Praca, zakupy, dzieci, obiad, seks, sen...
Dopiero kiedy tworzysz muzykę, piszesz wiersz, którego nikt nie zrozumie,
malujesz obraz, a potem tniesz go na tysiąc kawałków, czytasz filozofię,
pytasz, krzyczysz, płaczesz, szukasz doskonałości...
Dopiero wtedy stajesz się... czymś więcej niż mrówką.
Marcin Bruczkowski


nigdy nie lubiłam mrówek.
nigdy nie lubiłam tłumów, a mrówki to zwierzęta stadne
silne ilością, nieograniczoną
żadna mrówka nie jest samoistną wyspą, za jedną podąża zawsze druga
wespół w zespół gotowa oddać swoje życie dla dobra grupy
cele zespołu znacznie więcej znaczą niż jej własne, jeśli takie posiada

a kim jest mrówcza jednostka
ciałem energią duchem pracą tworzywem?
nigdy nie chciałam być mrówką, ani robić wrażenia mrówczej robotnicy
bo być mrówką to jakby być nikim, człowiekiem niezauważalnym
to jak żyć bez przyjaciół, mamy, dzieci
wśród bezimiennych zapracowanych umęczonych znużonych obojętnych

kiedyś nie otaczałam się mrówkami
ale teraz zauważam ich wokół siebie coraz więcej
siedzą przy biurkach, piszą i analizują
kierują pracą mrówczych zespołów bezgranicznie oddani wspólnemu dobru
blask od nich bije jak od zasuszonych kwiatów pokrzywy

mówi się, że trzymanie zasuszonych kwiatów nie sprzyja rozwojowi uczuć,
które mogą uschnąć jak te kwiaty.
coś w tym jest.

niedziela, 9 lutego 2014

ajer


Żadnych obowiązków. Nie muszę być głęboki.
Nie muszę być artystycznie wspaniały.
Ani podniosły. Ani budujący.
Wędruje sobie. Powiadam: „Goniłeś,
No to i dobrze. Czas był po temu”.
A teraz muzyka światów odmienia mnie.
W inny znak wchodzi moja planeta.
Drzewa i trawniki wyraźnieją.
Jedna po drugiej filozofie gasną.
Lekko, ale i nic nie wiadomo.
Sosy, roczniki win, mięsiwa.
Trochę gadamy o powiatowych festach,
O podróżach krytą bryką z obłokiem pyłu za nami,
O tym, jakie bywały rzeki, jak ajer pachnie.
Lepsze to niż badać swoje sny.
Tymczasem urastało. Już jest, niewidzialne.
Ani zgadnąć jak, tutaj, wszędzie.
inni tym się zajmą. A ja na wagary.
Buena notte. Ciao. Farewell.

Czesław Miłosz, Dobranoc


ajer czyli tatarak, tatarskie ziele, lepiech
rośnie na brzegach jezior, rzek, rowów, właściwie nad każdą słodką,
niezbyt wartką lecz czystą wodą.
pod tą nazwą tatarak występuje głównie na Wileńszczyźnie.
ma działanie lecznicze.
pachnie podobno przepięknie.
liście tataraku są bardzo delikatne,
przełamane pachną równie intensywnie jak kłącze.

tatarak stosowany bywa do produkcji kosmetyków jako utrwalacz zapachów
oraz w przemyśle spirytusowym do wyrobu wódek i likierów.
zewnętrznie stosuje się go do płukania jamy ustnej, gardła i dziąseł oraz
do kąpieli uspokajających i łagodzących podrażnienia skóry.
napary z tataraku stosowane są także do pielęgnacji włosów.

świeże kłącze spożyte na surowo może powodować dolegliwości żołądkowe,
natomiast tatarak kandyzowany nadaje się idealnie do chrupania.
w dawnych przepisach radzono, by wyciągać ajer z wody hakami albo
też bronami ciągnionymi przez konie, choć
do wycięcia niewielkiej ilości wystarczy z powodzeniem ostry nóż.

na stronie krzyżówki.info znalazłam 46 definicji krzyżówkowych dla hasła ajer.


sobota, 8 lutego 2014

odmowa


taki wiersz znalazłam dzisiaj i zamieszczam,
bo doskonały do rozmyślań.
czy to tak, które mam w duszy, to jest to wielkie Tak, gotowe,
które wypowiedziane we właściwym momencie wyciągnie mnie na szczyt fali,
czy moje tak w głębi duszy nie jest wielkie, jest małe,
małe tak, bez znaczenia i pomysłu na życie,
a może to małe, które mówię każdego dnia, też ma jakąś moc,
choć nic wielkiego za nim nie stoi,
żadne wielkie wydarzenie, pieniądze, splendor.



Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina,
kiedy muszą powiedzieć
wielkie Tak
albo wielkie Nie. Od razu widać, kto z nich w duszy ma
gotowe Tak. Wypowiada je i od razu wyżej się wspina,
od razu wzrasta w czci
i szacunku dla samego siebie.
Ten, który powiedział
Nie – nie żałuje.
Gdyby zapytali go, czy chce
odwołać je, nie odwoła.
Ale właśnie to Nie –
to słuszne Nie – na całe życie
go grzebie.


Konstandinos Kawafis Ten, który dokonał wielkiej odmowy, w przekładzie Zygmunta Kubiaka

piątek, 7 lutego 2014

dobranoc


uległam radzie Sama B. never miss a party if you can help it,
i poszłam jednego wieczora na zabawę taneczną i koncert charytatywny,
po pracy szybkie zakupy: trzy kubki prawdziwej śmietany,
ser żółty w plastrach, pęczek zielonej natki,
w domu pośpieszny prysznic i układanie włosów, zgadzam się z tymi,
którzy uważają, że pielęgnacja włosów zajmuje najwięcej czasu ze wszystkich
czynności pielęgnacyjnych, przed wyjściem przekąska wcale nie mała -
grzanki z chleba razowego z żółtym serem doprawione ketchupem,
kto rozsmakował się w zapiekankach wie o co chodzi,
samochodem na koncert charytatywny, organizowany przez młodzież ze
szkoły, po drodze przystanek - bankomat, pytanie jak pobrać najmniejsze nominały,
bo na kiermaszu szkolnym wszystko kupuje się za co łaska,
w pierwszej operacji wzięłam 80 złotych w czterech banknotach,
Młoda w chórku chwilami tylko widoczna na scenie, bo występujących tyle,
że ledwo się mieszczą, na widowni też ścisk, ale mamy miejsca siedzące,
choć przyszliśmy mocno spóźnieni, Dziadek od początku,
kupił na kiermaszu smycz na klucze za 50 złotych, śmiał się bardzo,
bo przypomniało mu to jak na pokazie jakichś garnków czy pościeli,
na który wybrał się z koleżanką, w podziękowaniu za udział w spotkaniu
został obdarowany płynem do higieny intymnej,
jak się okazało przeterminowanym, pod koniec koncertu tradycyjnie występ
nauczycieli, najbardziej oczekiwany punkt programu,
w ruch idą komórki, pewnie przed wyjściem film będzie na yt,
Młoda kupuje jeszcze zegar ścienny zrobiony z płyty winylowej,
w miejsce cyfr ponaklejane ma kolorowe guziki,
mocno zmęczona docieram na zabawę taneczną, znajomych osób jak na lekarstwo,
a miałam nadzieję, że będą ci z którymi kiedyś pracowałam,
dwie trochę głębsze rozmowy, to mało, ale tancerze, jak z tańca z gwiazdami.



Dobranoc piersi parzyste,
śnijcie sny wiekuiste
bez pająków

Czesław Miłosz


dobranoc oczy parzyste
śnijcie sny wielkiej nadziei
bez płaczu

dobranoc nosy pojedyncze
śnijcie sny wysokie
po wsze czasy najwyższe

dobranoc usta czerwone
śnijcie sny głębokie
jak rów mariański

dobranoc

środa, 5 lutego 2014

gałki


Szklane gałki u drzwi nie kręcą się inaczej.
Ale każdego grudnia
poleruję je wodą z octem, bawełnianą szmatką.

Kończy się kolejny rok.
Tego roku jadłam pikle w Kioto
i dotykałam, w Xi’an, twarzy kamiennego żółwia,
Zimnej jak kamień, jak żółw.

Nie umiałam odczytać wróżby wyrytej na skorupie,
ani usłyszeć, czego z głową uniesioną
nasłuchuje aż tak długo.

Wokół niego trwa szaleństwo imperiów,
nieokiełznany koń, który biegnie tysiąc mil
pomiędzy pastwiskami.

Wokół nas trwa szaleństwo imperiów.

Jacy jesteśmy szczęśliwi,
Jacy nieszczęśliwi, nie gra roli.
Kamienny żółw nasłuchuje. Wygłodniały koń biegnie.

Z myciem gałek u drzwi jeden rok wchodzi w drugi.


Jane Hirshfield, Myjąc gałki u drzwi
przełożyła Magda Heydel



w bukowych drzwiach lśnią srebrne klamki
każdej soboty wodą z octem przemywam szklaną taflę stołu

skończył się kolejny rok
tego roku jadłam bomboloni alla crema w Piombino
we śnie chodziłam po złotym księżycu
i jechałam z mamą tym samym przepełnionym autobusem

nie powiedział mi wróżbita że dziewiąty kwietnia może mieć
dramatyczny finał
wyszłam
powiedział że zasłona niewiedzy podniesie się za dziesięć lat
nie podniosła się
coraz bliżej prawdy zdaje mi się jakby dalej

wokół mnie trwa szaleństwo dziwacznych gestów ruchów postaci

jacy jesteśmy szczęśliwi
jak nie możemy być nieszczęśliwi

wtorek, 4 lutego 2014

katharsis


przeglądam Katharsis nieżyjącego już Andrzeja Szczeklika,
rzecz o uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki
i rozmyślam o innym lekarzu, który
wieki temu tak wiele dla mnie znaczył.
właśnie się dowiedziałam,
że jesienią ubiegłego roku prezydent RP mianował go profesorem.


poniedziałek, 3 lutego 2014

hołubieni


ulubiona siłownia hołubi joginów,
pojawiły się w grafiku kolejne zajęcia z jogi w poniedziałek.
asany można ćwiczyć teraz cztery dni w tygodniu,
na pięciu sesjach, w grupach dla początkujących i zaawansowanych.

joginów jest już ponad setka, wśród nich przeważają
młodzi o ciałach, które z wdziękiem wykonują
za pierwszym razem najtrudniejsze asany,
nie straszny im upavistha konasana - kąt posadzony, czy urdhva dhanurasana - mostek,
i starzy, o ciałach znacznie mniej elastycznych,
ale konsekwentni, oddani ćwiczeniom,
zasłuchani, poszukujący,
pokorni wobec sygnałów płynących z ciała,
dla których postęp w asanach oznacza ciężką pracę i wyrzeczenia, np. schudnięcie.
w tej grupie najwięcej jest czterdziestolatków, ale i starszych osób,
z nadwagą, po wypadkach, i z bólami kręgosłupa,
jest nawet jedna babcia, która niedawno babcią została,
o narodzinach wnuczki dowiedziała się w pewien letni wieczór
od zięcia smsem na kilka minut przed rozpoczęciem zajęć jogi,
i w pośpiechu wybiegła z sali wprost do szpitala.

gdy zaczynałam swoją przygodę z siłownią dwa lata temu,
marzyłam, aby w wielkim mieście powstało studio jogi
z prawdziwego zdarzenia, czynne rano i wieczorem,
gdzie można byłoby ćwiczyć
z różnymi instruktorami i jednym abonamentem.

coś takiego właśnie się dzieje
może nie do końca takiego
ale podobnego

niedziela, 2 lutego 2014

dykteryjka


odwiedziny Dziadka. na tę okazję cała rodzina przygotowuje obiad z dwóch dań,
wczorajsza zupa z soczewicy, najlepsza zimą, która smakuje wszystkim,
ryż z surową marchewką i gotowanymi brokułami, dla mięsożerców - indyk w imbirze,
a na deser sernik z rodzynkami i wiórkami kokosowymi upieczony przez Młodą w dwóch
egzemplarzach.
taki przepych to u nas rzadkość.
bez pamięci oddaliśmy się degustacji ciepłego jeszcze sernika przed obiadem.
po sutym posiłku pora na dykteryjki.

Dziadek opowiada o sąsiadce, której wnuczka wyjechała do obcego kraju, Danii
albo Belgii i spodziewa się dziecka, poród przewidziany jest na czerwiec,
niby radosna nowina, ale sąsiadka się nie cieszy, bo ojciec dziecka
jest czarnoskóry, pochodzi z Afryki, studiuje, nie ma europejskiego obywatelstwa,
martwi ją jakie to dziecko będzie,
jak to jakie? - mówi Dziadek ze śmiechem, w paski będzie!
ten żart nie tylko nie ułatwia sąsiadce zaakceptowania tej trudnej sytuacji,
a może nawet utrudnia, bo w końcu mówi:
dobrze, że Stasiu umarł, bo on by tego nie przeżył.

sobota, 1 lutego 2014

progeria


Chociaż spotykam w życiu wiele przeszkód, nie chcę,
żeby ludzie martwili się z mojego powodu.
Nie chcę niepotrzebnie marnować energii, użalając się nad sobą.
Otaczam się ludźmi, z którymi chcę być, i po prostu idę dalej.

Sam Berns

chory na progerię Sam Berns, zmarł 10 stycznia,
mając zaledwie 17 lat.
był niezwykłym człowiekiem, wojownikiem,
zamkniętym w ciele, które starzało się w przyśpieszonym tempie.





ten film zamieszczam z myślą o Tych, którzy
pozbawieni możliwości grania w gry komputerowe,
te "przeglądarkowe", nie czerpią radości z życia,
z nadzieją, że dostrzegą, że poza światem wirtualnym istnieje ten prawdziwy świat,
z dniami i nocami, muzyką i sztuką, gwiazdami i księżycem,
w którym każdy dzień przynosi nieskończenie wiele nowych możliwości.

są ludzie, którzy przez całe życie nie docierają do tego
co kryje się pod słowem możliwości.
są też tacy, jak Sam, którzy pokazują,
że możliwości, które przynosi nam życie, nie mają granic.