czwartek, 31 lipca 2014

oparcie


Osoby z zespołem Downa są wyposażone w jakąś szczególną konstrukcję psychiczną, która każe nam, zdrowym, zatrzymać się, zastanowić nad sobą. Są potrzebne jako polepszacze jakości życia. Nie ma lepszych kompanów niż downy. Jest w nich potrzeba życia czystym życiem. Nie intrygują, nie kłamią. Jak skłamią, to od razu się przyznają, bo ich to zbyt męczy. Filip daje nam oparcie. Bezwarunkowo chce nam pomóc w każdej chwili. Nie jest pamiętliwy. Tak niewiele mu potrzeba, żeby być zadowolonym. Widzę, że ludzie przy nim inaczej rozmawiają. Stają się lepsi. Tadeusz Woźniak




środa, 30 lipca 2014

skrawki


rano w drodze do pracy:
Cały niepokój
swego trwożnego serca
oddaj płaczącej wierzbie -


wczesne popołudnie, w trakcie dyskusji z krawcową nad spódnicą z podwójnymi falbanami rozłożoną na krawieckim stole:
nie mogę pani pomóc, proszę mnie o to nie prosić, nie miałam igły w ręce od dziesięciu lat.

późne popołudnie:
Kochana Mamo. U mnie nic specjalnego. Dużo czytam, obmyślam, staram, się też żyć: możliwie najrozsądniej.

wieczorem:
Kocham... Choć jeszcze nie znam twarzy mojej miłości
w głazie powietrza kutej dłutem litego światła.


w nocy między pokojami: bojowa pieśń tygrysicy.

wtorek, 29 lipca 2014

zegarmistrz


A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał
Zgasną podłogi i powietrza
Na wszystko jeszcze raz popatrzę
I pójdę nie wiem gdzie - na zawsze.

Bogdan Chorążuk


odkąd wrócili nie ma godziny żebym nie słyszała tej piosenki. na gitarze w wykonaniu obojga. otwarte okna i nocna pora potęgują dźwięki. Zegarmistrz światła purpurowy rozbrzmiewa na zmianę z Wehikułem czasu Dżemu. już wiem, że to właśnie Zegarmistrza chciałabym usłyszeć na swoim pogrzebie, po tybetańskich dzwonach i mantrach. piękne proste mądre słowa.
mam nadzieję, że będę jasna i gotowa.

poniedziałek, 28 lipca 2014

kolczyki


deszcz zatrzymał mnie w piętrowej księgarni. wybrałam Rodzinę Miziołków w urodzinowym prezencie dla Adama Tadeusza i Haiku mistrzów w tłumaczeniu i wyborze Ryszarda Krynickiego dla siebie. wracam niczym zmokła kura. na nogi stawia mnie gorąca zupa z soczewicy. czytam Znów biały motyl nad czerwonym goździkiem. Czyja to dusza? i zakładam nowe kolczyki. przeglądam się w lustrze. Dziś letnia burza zmiotła wszystkie papiery z mojego biurka. zakładam nowe kolczyki, przeglądam się w lustrze, Ile dni lata będzie mi odliczone? Krótkie są noce - zakładam nowe kolczyki, przeglądam się w lustrze, Okrąg księżyca, miriady gwiazdozbiorów - i granat nieba, zakładam nowe kolczyki, przeglądam się w lustrze, Kwitnąca wyka, był kiedyś czas że i ja też byłem dzieckiem, zakładam nowe kolczyki, przeglądam się w lustrze, Noc, coraz zimniej, Wokół piętrzą się góry książek z haiku, podziwiam pięć par srebrnych kolczyków, które przyszły dziś popołudniową pocztą, dziękuję za prezent.

w poprzednim życiu
byłaś moją siostrzyczką.
też jestem dzieckiem. (moje prawie haiku, kompilacja).

niedziela, 27 lipca 2014

waga


Ten, kto naprawdę umie żyć, zaczyna dzień od uśmiechu.
Thích Nhất Hạnh

zaskoczenie: dieta, którą stosuję ma właściwości odchudzające. waga leci w dół.

sobota, 26 lipca 2014

gumka


gumkę do włosów, którą przed zaśnięciem miałam na głowie, rano znalazłam na przegubie prawej ręki, w miejscu w którym zwykle ją zakładam, gdy ćwiczę asany odwrócone. skomponowałam nowego szejka z połowy pęku zielonej pietruszki, dwóch bananów, trzech jabłek i garści siemienia lnianego, bez nasion lnu nie wyobrażam sobie już żadnego napoju. południowa praktyka jogi z lżejszym ciałem zdecydowanie inna, z uwagi na nieregularność, niestety nie łatwiejsza, nauczyciel jogi skulił się jak stary ptak, mówią że rozstał się z dziewczyną, małolatą, i że to przejaw bezradności i przygnębienia po stracie. w ulubionej księgarni piłam sok z pomarańczy nad książką Osho, przeczytałam fragment o snach i o Vipassanie, która dla Osho oznacza obserwację oddechu, jak pisze, czy raczej jak mówi (bo sam Osho książek nie pisał, spisywali je z taśm jego uczniowie i tłumaczyli na angielski), po 48 minutach nieprzerwanej obserwacji oddechu osiągniesz oświecenie. snów Osho rozróżnia pięć rodzajów, z czego jeden stanowią te sny, które przenoszą nas przeszłość, do poprzednich wcieleń, a drugi w przyszłość. kupiłam osiem talerzy ręcznie malowanych, płaskich i głębokich, ozdobionych rysunkami, które wyglądają jak ilustracje z bajek, każdy jest inny, wspólny motyw, który pojawia się na wszystkich to: motyle, ważki, kwiaty, poziomki, mam coś na wzór pewności, że z takich talerzy mogło jadać siedmiu krasnoludków i królewna Śnieżka w swojej bajce. wieczorem gotowane brokuły z kalafiorem, cebulą, czosnkiem oraz niewielką ilością makaronu, kieliszek imieninowego wina, i arcydzieło filmowe Carlosa Saury Nakarmić kruki, o wspomnieniach z dzieciństwa ciężkich jak najcięższe sztangi, z doskonałą Aną Torrent.

piątek, 25 lipca 2014

wpasowanie


Życie jest cudem i już sama świadomość tego może dać nam wielkie szczęście.
Thích Nhất Hạnh


od rana zielony szejk z dojrzałych bananów, liści sałaty i nasion lnu. w pracy to samo oraz 1,5 kilograma śliwek i 50 g moreli suszonych. piłam tylko wodę i zieloną herbatę.

w domu - gotowana kukurydza (jedna) i ziemniaki z kilkoma kroplami oliwy (2 miski, razem ponad 0,5 kilograma).

coraz bardziej wpasowuję się w tę szaloną dietę. nie odczuwam głodu ani żadnego dyskomfortu w związku z nowym menu. w gruncie rzeczy wprowadziłam w swoim sposobie odżywiania tylko niewielką zmianę związaną z kolejnością spożywanych posiłków, wcześniej gotowane dania jadłam rano, a teraz po południu.

dalej najważniejsze wydaje mi się dobre przygotowanie czyli pełna lodówka owoców.
i absolutna konieczność - mieć ze sobą coś na wielki głód, który pojawia się niespodziewanie, taki sposób na głoda. mnie na dwa dni wystarczył woreczek suszonych moreli.

życie jest cudem. ciało jest cudem. jestem za nie bardzo wdzięczna.

czwartek, 24 lipca 2014

meduzy


Deszcz otwiera uszy śpiącemu,
deszcz otwiera cienie idącemu,
deszcz otwiera słuch, ścieżkę do wewnątrz.

Deszcz otwiera powolne latarnie i przyciemnione myśli,
kruche powłoki ze szkła, powietrzne dzwonki,
nieruchome latarnie i ich deszczowe piosenki
chlip chlap chlup.

Deszcz otwiera okapy śmiechowi, rynsztoki
muzyce, melodie żwawym preludiom
otwiera cień i wiatr, żeby sunęły lekko,
wietrzny cień, żeby sunął z wiatrem.

Deszcz otwiera parasol jak rozkołysany kwiat, jak skrzydło
lub suknię, budzi zapomniany rytm,
łódkę z papieru, żagle meduzy,
gorliwe okręty.

Eeva-Liisa Manner, w tłumaczeniu Łukasza Sommera


poranny deszcz przeniósł mnie z miasta w gniewną puszczę
otworzył szeroko parasol na tryskające z nieba słupy wody
rozbił ulice w szklane strumienie
nogi i rzęsy ochlapane błotem
łódki z papieru i plastikowe meduzy płynęły tym samym nurtem



rano w domu zjadłam kiść winogron i wypijam zielonego szejka składającego się z
3 bananów, 2 brzoskwiń i liści sałaty.
do pracy wzięłam ten sam szejk w pojemniku.
w biurze zjadłam: 2 banany, 3 brzoskwinie, kilogram śliwek mirabelek i około 20-30 pistacji.

o czwartej - przekąska: 50 gramów moreli suszonych.

piłam wodę z cytryną, yerbę i zieloną herbatę.

w domu wieczorem około siódmej: jedna gotowana kukurydza i dwie miseczki risotta porowego.

rzadko odczuwałam głód, bo w pracy prawie cały czas jadłam albo pogryzałam.
nie bolała mnie głowa i nie jestem śpiąca.
nie wiem ile zjadłam kalorii i czy posiłki miały zachowaną proporcję 80/10/10.
nigdy nie byłam ortodoksem, więc nie zamierzam mierzyć parametrów pokarmów suwmiarką.


środa, 23 lipca 2014

surowizna


zaczęło się. jem surowiznę do czwartej po południu wg tej szalonej diety raw till 4.

rano wypiłam zielony szejk: 3 banany, liście sałaty i jarmuż.
do pracy w pojemniku wzięłam szejk też zielony, ale słodszy: 3 banany, liście sałaty, 4 figi.
w biurze zjadłam: 3 brzoskwinie i 1,5 kilograma śliwek mirabelek.

przez cały dzień piję tylko wodę z cytryną i yerbę.

w domu po południu wypiłam dwa duże kubki szejka czerwonego, który przypominał gazpacho, w jego skład weszły: pomidory, papryka jasna, cebula, czosnek, łyżka oliwy, i garść siemienia lnianego (pycha).

wieczorem około szóstej: trzy miseczki risotta porowego (wolę o nich mówić miseczki).

mimo pewnej sytości w żołądku, często odczuwałam głód.
w ciągu dnia bolała mnie głowa. myślę, że nie z braku tłuszczów, ale raczej niewypicia codziennej filiżanki kawy czy herbaty.

jestem śpiąca już o ósmej wieczorem. niestety muszę położyć się wcześniej spać.

wtorek, 22 lipca 2014

fenomenalne





siedzę i rozczytuję się w dietach witariańskich. znalazłam wreszcie taką, która mi odpowiada - raw till 4. to wersja diety 80/10/10 czyli inaczej 811, polegająca na spożywaniu surowych pokarmów, głównie owoców bez ograniczeń, przez cały nieomal dzień, od rana do godziny czwartej po południu. wieczorem pora na obfity gotowany posiłek składający się głownie z węglowodanów: ryżu, makaronu, ziemniaków, do tego surówka. to jest pożywienie, które mi odpowiada intuicyjnie, bo lubię jeść dużo owoców, właściwie ponad ludzką miarę, aż do bólu brzucha. i podoba mi się pomysł tego wieczornego gorącego posiłku. dieta nie wymaga kontrolowania kalorii. są fanatycy, kŧórzy przeliczają wartość energetyczną i skład procentowy dań: węglowodany, tłuszcze, białka, aby osiągnąć zalecane 80/10/10. a do obliczania tych parametrów wykorzystują odpowiednie oprogramowania dostępne w internecie. jak to u witarian, w diecie ważną pozycję zajmują oczywiście szejki łączące owoce z zieleniną, ale sama zielenina, stanowi w tej wersji ok. 6 % dziennego pokarmu. dieta jest po prostu fenomenalna, bo odpowiada moim upodobaniom kulinarnym. to jak szyta na miarę sukienka.

posłuchajcie wiersza Mayi Angelou. jesteśmy fenomenalne, wszystkie.

poniedziałek, 21 lipca 2014

holender


W skwarne, białe południe wśród rumowisk wąż
Niech grzeje się na liściach podbiału i w ciszy
Lśniącym kręgiem owija niepotrzebne złoto.
Nie wrócę. Ja chcę wiedzieć, co zostaje
Po odrzuceniu wiosny i młodości,
Po odrzuceniu karminowych ust,
Z których w noc parną płynie
Fala gorąca.

Czesław Miłosz, Pożegnanie, fragment


Młodzi łapią szczęśliwe chwile gorącego lata. ja zrzucam ciężar, którym przygniotła mnie pryncypałka. Pan W. walczy z gorączką i bólem gardła. na skwerku podchodzi do mnie staruszek z pieskiem. jak ma na imię - pytam. Pulpit - odpowiada. psa podobnego do małego teriera z pyskiem pekińczyka przywiozła synowa z Holandii. ma 8 lat, a jego pan 88. żona pana, o czym wkrótce też się dowiaduję, ma 84 lata i są już 64 lata po ślubie. ani ona nie żałuje, ani ja. - mówi jakby do siebie. ślub brał w mundurze w 49 roku, do tego miasta przyjechał w 50 i tu się osiedlił. mówi że jego siedmioletni wnuczek był w Paryżu na wieży Eiffla, a on nie był w żadnym dużym mieście, ani za granicą. a skąd pani pochodzi? pyta. urodziłam się tutaj. ale moi rodzice - przyjezdni.- odpowiadam. - skąd? dopytuje, z nadzieją w głosie, że spotkał krajana. - z Wilna i Krakowa. - a ja jestem z Sanoka, a żona z Krosna. zachęcany do przebieżki Pulpit daje w długą i znika w zaroślach. wracam do lektury. starszy pan rozpoczyna poszukiwania zwierzaka. drepcze w trawach. widzę jego zrozpaczony wzrok. po chwili i ja szukam holenderskiego czworonoga. zauważam go na placu zabaw, gdzie stoi niepewnie wypatrując pana. podbiegam, chwytam za obrożę i przyprowadzam właścicielowi - dobrze że się znalazł, bo by mi się w domu dostało.- skwitował na pożegnanie.

niedziela, 20 lipca 2014

most


cały upalny dzień spędziłam w domu czytając Paulę Allende i układając swoje ciało na wielkiej gumowej piłce w asanie most.

sobota, 19 lipca 2014

łożysko


z mojej dzielnicy zniknęły wróble, jaskółki, kruki, gawrony. królują niepodzielnie miejskie gołębie. zdarzają się jeszcze gdzieniegdzie niewielkie gromady srok. w sieciowym spożywczaku znalazłam wreszcie jarmuż. woreczek pociętych liści kosztuje 5 złotych. z garści malachitowych liści, kawałków arbuza i trzech fig przygotowałam szejka. kompozycja stała się zjadliwa dopiero po dodaniu dojrzałej brzoskwini. najbardziej smakowały mi w niej zmielone pestki arbuza (pigułko z arbuza, ja nie chcę być duża, przypomniało mi się). na wystawie malarstwa naiwnego oddałam głos na Mohameda Ch., malarza z Tanzanii, którego obraz kupiłam, płótna nie mogłam zabrać ze sobą, musi wisieć do końca ekspozycji, wyobrażam więc sobie gdzie zawiśnie gdy je w końcu przywiozę do domu, zapewne nad biurkiem obok wyrzeźbionej w jasnym drewnie litery om. w telewizji oglądałam film dokumentalny o kobietach, które zjadają swoje łożyska. ma to im dodać energii po porodzie, poprawiać nastrój, ułatwiać szybki powrót do formy i stymulować produkcję mleka. podobno spożycie łożyska obniża u młodych mam także ryzyko pojawienia się poporodowej depresji. w tym właśnie celu zjadła swoje łożysko bohaterka filmu, cierpiąca na depresję i zaburzenia psychiczne. łożysko można jeść na surowo, lub w formie sproszkowanej jako tabletki. pomyślałam jak dobrze, że nie stoję już przed pytaniem zjeść czy nie zjeść, bo to musi być trudny wybór, szczególnie dla wegetarianek.

piątek, 18 lipca 2014

niemożliwe


Niemożliwe, żebym umarł dopóki nie sięgnę.
Czesław Miłosz



niemożliwe, żebym umarła dopóki nie dotrę.
niemożliwe, żebym umarła dopóki nie obejmę.
niemożliwe.

czwartek, 17 lipca 2014

dziwność


dziwnie się czuję bez nich.
nie gonię, nie pędzę, zakupy minimalne robię, nie więcej niż kilo pomidorów i śliwek, dwie kalarepki (liście do szejkowych fantazji), a chleb razowy kupuję najmniejszy, albo taki z samych ziaren bez mąki, jeszcze mniejszy, siatkę mogę sama unieść, nie muszę prosić o pomoc, bo kogo miałabym prosić, dziwnie się czuję bez nich, nie dzwonią i sama nie dzwonię, bo Młody mi napisał, że wszystko ok, ale nie może rozmawiać, bo chyba ma roaming, i cały czas coś robimy, a Młoda w ostatniej rozmowie oświadczyła, że wracają w niedzielę po obiedzie, więc jak nie wrócą do czwartej to mogę zadzwonić, ale nie wcześniej, więc trwam w tym stanie niedzwonienia i niegonienia i dziwnie się czuję, o wpół do dwunastej w nocy nikt nie wpada do pokoju i nie wyciąga się na łóżku, żeby opowiedzieć mi o planach na jutro, woreczek bobu wystarcza na dwa dni, podobnie jak arbuz, nikt nie wyraża podziwu dla moich ostatnich nabytków z działu przecen w haiemie: piżamki w granatowe prążki i szala w kolorach brzoskwini i fiołków, w przedpokoju nie piętrzy się stos butów, można przejść cały i nie jest to tor z przeszkodami, dziwnie się czuję bez nich, właśnie odebrałam telefon z wystawy sztuki, dotarły nowe obrazy artysty z Tanzanii, który mnie zainteresował, na pewno Młoda chciałaby je zobaczyć, oprócz tego czytam Paulę Allende, książkę o odchodzeniu i utracie, dziwnie się czuję bez nich.

środa, 16 lipca 2014

eksperyment


eksperymentuję z szejkami.
do pomidorów dodaję obowiązkową zieleninę.
nie smakuje mi mieszanina z rukolą sałatą cukinią szpinakiem.
na bazie pomidorów odpowiada mi tylko kompozycja z papryką czosnkiem cebulą.

przełamuję się i próbuję zalecanych przez Victorię Butenko miksów owoców z zieleniną.
mam przed oczami obraz goryla zajadającego się trawą z egzotycznymi owocami,
a nawet jedzącego daktyla zawiniętego w szmaragdowe liście jak kanapkę.
chcąc odejść od bananów, które zdają mi się pójściem na łatwiznę
łączę brzoskwinię z zieloną sałatą.
efekt mało smakowity.
doprawiam garścią żurawiny, która w tej miksturze przypomina rodzynki.
rezultat dużo lepszy, ale nie zachwycający.

posiłek kończę dwiema brzoskwiniami i morelą.
gdyby nie owocowe zakończenie i rozpoczęcie - 0,5 kilograma czereśni - to mój szejkowy eksperyment zakończyłby się niepowodzeniem.

wtorek, 15 lipca 2014

poszukiwania


kładę rękę na drzewie i okrążam je
szukam najczulszego miejsca w niedosiężnym
chciałabym wejść w ziemię i drzewo
rozpoznać pierwotną doskonałość
w gęstwinie wspomnień błyska antracytowy żuk dawna potrzeba
zjednoczenia z prazielenią
wyruszam
nienazwaną drogą

poniedziałek, 14 lipca 2014

myśli


myśli Thícha Nhất Hạnha pomagają mi zrzucić ciężar biurowych potyczek, Twój uśmiech sprawia, że świat staje się ładniejszy, faktycznie tak się stało, gdy spotkałam promienną Panią L. nie chciało mi się już wracać do porannej rozmowy z pryncypałką, Wciągam powietrze i czuję w sobie życie, dociera do mnie ciąg kolejnych dyspozycji i pogróżek, dziękuję za trudne osoby, które spotykam na mojej drodze, to moi nauczyciele, ich słowa uzmysławiają mi jak dużo jeszcze muszę się nauczyć, żeby utrzymać spokojny umysł, Wypuszczam powietrze i uśmiecham się do życia – do życia, które jest we mnie i wokół mnie, biuro jest takim samym miejscem do życia jak las, takim samym miejscem jak morze i dom, uśmiecham się do powietrza, do tych myśli, które pojawiają się za wskazaniem buddyjskiego mnicha, do nauk, dobrze że są.

niedziela, 13 lipca 2014

ogród


Mój świat jest moi światem
nie mogę go przed wami otworzyć

A gdybym nawet opisał
te posągi dwunastu miesięcy
schowane w gęstej zieleni

to każdy z was zobaczy
inną zieleń
posąg inny
i nie taką zieleń

A gdybym opisał mój smutek
wydałby się śmieszny
i dziecinny

bo mój smutek
jest pełen uroku

jak ogród zielony
w zimie

Jarosław Iwaszkiewicz, Ogród zielony w zimie


mój świat jest moim światem nie mogę go przed wami otworzyć
a gdybym nawet opisała te przelatujące anioły i przeźroczyste powietrze
to nikt z was nie zobaczy czy miłość idzie w moją czy przeciwną stronę
czy gdybym opisała mój smutek wydałby się wam ważny i prawdziwy
bo mój smutek jest jak niedosięgły szczyt, który czeka na zdobywcę

sobota, 12 lipca 2014

piękność


jej uroda przywodzi na myśl tycjanowskie piękności, pochodzi spod krakowa, o sobie mówi powsinoga, ze śmiechem wspomina, tak nazywał ją ojciec gdy była małą dziewczynką, eksperymentuje z makijażem, teraz powieki ma pomalowane w kolorze złocistej świeżej trawy z dodatkiem pomarańczy, po lekcjach lubiła włóczyć się po wsi, od jednej chałupy do drugiej, zawsze gdzieś dostała miskę treściwej zupy, jasne włosy ma nienagannie ułożone i brzoskwiniowy odcień różu na policzkach, gdy nie wracała pod wieczór ojciec wyruszał na poszukiwania, najpierw zaglądał do domu Edytki, potem do Elwiry, na koniec wpadał do domu pod lasem, tam przeważnie była. używa zapachów cacharel. u innych kobiet wyczuwa je bezbłędnie. one wciąż wpatrują się w jej oczy. artysta nigdy nie jest biedny.

piątek, 11 lipca 2014

satysfakcja


Wszyscy wierzą, że satysfakcja to nic więcej niż leżenie na kanapie lub drzemka w gorącej kąpieli.
Otóż nie. Satysfakcja to bycie całkowicie pochłoniętym radością i spokojem. Tylko wtedy, kiedy całkowicie będziesz w chwili obecnej, będziesz mógł doświadczyć prawdziwej radości, spokoju i szczęścia.
Sawaki Kodo


dzisiaj taka satysfakcja, że udało mi się zrobić więcej niż w inne dni i więcej niż by się mogło wydawać, że zrobić można. po nielekkim dniu pracy, bo sezon urlopowy i absencja chorobowa w pełni, spotkanie z Młodymi, kupujemy arabskiego falafela, naszą ulubioną ostatnio przekąskę i biegniemy do kina na chińską komedię, o mężczyźnie zagubionym w podróży, parafraza tytułu książki zagubionego w chinach, który w czasie rozlicznych przygód przekonuje się, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie, i sam się takim dobrym człowiekiem staje, zapodzianie się w chinach to chyba stan normalny, dlatego się tam nie wybieram, ale po książki sięgam i w filmach się zatracam, podobnie zresztą jak we wszystkich dostępnych dziełach z dalekiego wschodu, ostatnio będąc w sklepie z wyposażeniem wnętrz, poczułam coś takiego bardzo wyraźnie, że najbardziej podobają mi się wyroby ze wschodu, niezależnie od ilości i jakości asortymentu, sięgam zawsze po przedmiot, pod którym, to rzecz pewna, znajduje się napis made in india lub made in vietnam, co naiwnie tłumaczę wpływem poprzednich wcieleń, po kinie szybkim marszem docieram na lekcję jogi, nauczyciel nas chwali za wyraźne postępy, i wracam na salę kinową, rozciągnięta, ale z lekkim bólem szyi, zastanawiając się czym ją sobie nadwyrężyłam, tym razem na film zgoła chińskiego nieprzypominający, bo bez odniesień politycznych, o co trudno w tym kraju, gdyż polityka ma wpływ na całe życie gospodarcze i społeczne, obraz bardzo kameralny, czuły i męski, jedna kobieta pojawia się na kilka sekund. w końcu w łóżku kontynuując ten wschodni maraton czytam parę stron Tao Ayi Gody, i zasypiam w prawdziwej radości.

czwartek, 10 lipca 2014

noc


Słoneczny żar zanurzył się w morzu
sowa zapala swoje latarnie

Zamykam dom na noc.
W kuchni: zapach kopru
w izbie: jaśminy
Łagodnie zdejmujesz kota
z kołdry
Twoje nagie ciało majaczy
jak bryzgi piany na brzegu

Wnet będę tak blisko ciebie
że się twoje rzęsy rozchylą.


Werner Aspenström, Noc letnia
ze szwedzkiego tłumaczył Zygmunt Łanowski


i pomyśleć, że ten wiersz napisano 60 lat temu.


słońce znikło za przepastną kurtyną
ciemność kinowej sali.

zamykam dzień na noc.
ostatnie sprawdzenie zamka w drzwiach
w kuchni zapach czereśni
w salonie mięta i majeranek.
włączasz funkcję sleep w telefonie.
wnet będę w głębokim śnie tak daleko
że bieg moich nóg uniesie mnie nad roztańczony las.


środa, 9 lipca 2014

mettā


mettā czyli praktyka miłującej dobroci bywa często recytowana o poranku w celu wytworzenia właściwego nastroju na resztę dnia lub po zakończonej medytacji dla przekazania pozytywnej energii innym żyjącym istotom. istnieje wiele odmian metty. słowa metty możemy też ułożyć sami.

myślę o wszystkich istotach, żyjących tu i teraz, i o tych, które żyły w przeszłości.
myślę o kobietach i mężczyznach, małych dziewczynkach i malutkich chłopcach,
istotach widzialnych i niewidzialnych,
o tych, którzy mieszkają na wschodzie i na zachodzie, na północy i na południu.
wysyłam do was nieograniczoną miłującą dobroć,
ku wszystkim bez względu na to kim jesteście, i co robicie.
wszystkie istoty są moimi siostrami i moimi braćmi.
razem tworzymy życie.
jesteśmy jednym życiem.
oby wszystkie istoty były szczęśliwe.
obyśmy byli szczęśliwi.

poniedziałek, 7 lipca 2014

falafel


wino pociekło po duszy schodów, różowa malwa wystrzeliła z żywopłotu na wysokość dwóch metrów, Młoda szacuje, że pięć martwych gołębi widziała na ulicach w tym tygodniu, jej zdaniem nie giną one pod kołami samochodów. obok sklepiku arabskiego otwarto bar gdzie serwuje się kebab i inne orientalne dania. sprzedawca-kucharz niewiele mówi po polsku - od dziesiątej do dziesiątej - odpowiada na pytanie o godziny otwarcia, żeby wyjaśnić że w niedzielę lokal czynny jest od drugiej przechodzi na angielski. biorę falafel wegetariański. proszę mówić wolniej - wtrąca z rozbrajającym uśmiechem. czas oczekiwania kilka minut, przygrzewany jest wkład czyli smażone kotleciki z cieciorki i warzyw. w internecie wyszukuję male czyli buddyjskie różańce, szczególnie podobają mi się te do noszenia na rękę jak bransoletki z półszlachetnych kamieni o tajemniczych nazwach. Przyjaciółka mówi, że pójdę do nieba, na mój śmiech, odpowiada zapewnieniem że wpuści mnie specjalnymi schodkami.

czwartek, 3 lipca 2014

cień


Umysł poprzedza wszelkie myśli. Umysł jest ich zwierzchnikiem; umysł je kształtuje. Gdy ktoś mówi lub działa z czystym umysłem, szczęście podąża za taką osobą niczym nie opuszczający jej własny cień. Dhammapada


jeśli stoisz lub idziesz z dobrym umysłem, nadejdzie miłość, tak jak cień

środa, 2 lipca 2014

mammea


Lubię znajdować
to co nie od razu
ujawnia się, skryte

w czymś odmiennego rodzaju
w spoczynku i odrębnie.
Szkliste pióra mew, skryte

w białej masie: kości mątwy,
wyciągam je i rozkładam
płytka po płytce na desce do suszenia -

jakby zwężone, by szybciej
przeszyć serce, lecz kruche, substancja
przeczy celowi. Lub owoc, mammea,

uwięziony w szorstkiej łupinie, miąższ
różanobursztynowy, a pestki
jak skamieniałe drzewo wycięte i

gładzone o barwie włoskiego orzecha,
a kształcie brazylijskiego, lecz
dość duże, by wypełnić
spragnioną dłoń.

Lubię soczyste źdźbło trawy rosnącej
wewnątrz otoczki szorstkiego liścia
i żółtomaślany blask
w wąskiej szczelinie, gdzie powój
modry i świeży kwitnie w spiekocie poranka.

Denise Levertov, Przyjemności, w tłumaczeniu Teresy Truszkowskiej


przyjemność znajdowania rzeczy, które nie ujawniają się od razu, jak orzechy, skryte w szorstkiej łupinie, mogłyby pozostać niezauważone, ale Młoda serwuje makaron w sosie pomarańczowo-orzechowym, według ulubionego przepisu pani Braunek jak piszą na fanpejdżu, żółci się kurkumą i włoskimi orzechami, zamiast pęczka świeżej kolendry dodajemy liście szpinaku, niespodzianka smaków o prawdziwej głębi, potrzeba znajdowania to nie to samo co potrzeba szukania, oliwny blask spaghetti wydobywa się z białej misy i wielokrotnie dziś zadane pytanie: a ty jaką masz filozofię, znajduje odpowiedź: bo moja filozofia to gwiazdy czystsze i spokój, który dominuje.

wtorek, 1 lipca 2014

współ


Kiedy patrzymy wnikliwie na kwiat, widzimy elementy, które zebrały się razem, aby kwiat mógł się ujawnić. Możemy zobaczyć chmury, ujawniające się jako deszcz. Bez deszczu nic nie może rosnąć. Kiedy więc dotykam kwiatu, dotykam chmury, dotykam deszczu. To nie jest tylko poezja, to rzeczywistość. Jeżeli usunęlibyśmy z kwiatu chmurę i deszcz – nie byłoby go tutaj. Oczami Buddy możemy ujrzeć w kwiecie i chmurę i deszcz. Możemy też dotknąć Słońca – i to bez spalenia palców. Bez Słońca nic nie może rosnąć, nie możemy więc Słońca usunąć z kwiatu. Kwiat nie może istnieć oddzielnie, musi współ-być ze światłem, chmurami, z deszczem. Słowo „współbycie” jest bliższe rzeczywistości niż „bycie”. Być to współ-być.

To samo dotyczy mnie, was, Buddy. Budda musi współ-być ze wszystkim. Współbycie i bez-ja są obiektem naszej kontemplacji. Musimy się ćwiczyć, abyśmy w każdym momencie codziennego życia mogli dotykać prawdy współbycia, prawdy bez-ja. Jesteś w kontakcie z chmurami, deszczem, dziećmi, drzewami, rzekami i kontakt ten odkrywa przed tobą prawdziwą naturę rzeczywistości, naturę nietrwałości, naturę współbycia, naturę bez-ja, naturę współzależności. Jeżeli umiesz dotknąć rzeczywistości w ten sposób, masz właściwy ogląd. A wtedy wszystkie twoje myśli będą właściwe, wszystkie słowa będą właściwe, wszystkie uczynki właściwe.

Thich Nhat Hanh, fragmenty mowy Dharmy


oby wszystkie moje czyny były właściwe
oby wszystkie moje myśli były właściwe
oby wszystkie moje słowa były właściwe
oby wszystkie moje sny były właściwe