piątek, 31 października 2014
droga
Nie ma drogi prowadzącej do szczęścia. Szczęście jest drogą.
Thích Nhất Hạnh
szczęście jest drogą i droga jest szczęściem.
czwartek, 30 października 2014
marzenia
Wyobraź sobie że nie ma nieba
To nie jest trudne jeśli spróbujesz
Żadnego piekła pod nami
Nad Nami tylko Niebo
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Żyjących dla dzisiaj
Wyobraź sobie że nie ma krajów
To nie jest trudne do zrobienia
Nic dla czego można byłoby zabić albo umrzeć
Żadnych religii
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Żyjących w pokoju
Mówisz że jestem marzycielem
Ale nie jestem jedyny
Mam nadzieje że któregoś dnia przyłączysz się do nas
I świat będzie żył jako jeden
Wyobraź sobie żadnych własności
Zastanawiam się czy potrafisz
Żadnej chciwości i głodu
Braterstwo ludzi
Dzielące się światem
Mówisz że jestem marzycielem
Ale nie jestem jedyny
Mam nadzieje że któregoś dnia przyłączysz się do nas
I świat będzie żył jako jeden
John Lennon, Wyobraź Sobie (Imagine)
dawno nie marzyłam, ale dzisiaj, coś takiego się stało, a to rzadko mi się przytrafia, że się poddałam chwili, którą przyniósł późny wieczór, i poczułam jak bardzo chciałabym żeby ktoś zadał mi to pytanie właśnie teraz: co zrobiłabyś z wygraną na loterii, co, no powiedz, gdybyś wyciągnęła ten najszczęśliwszy los, z siedmiocyfrową liczbą, co najbardziej chciałabyś w swoim życiu zmienić: miejsce do życia i pracy, czas wolny, czy jeszcze coś innego, masz już na to gotową odpowiedź, tak zawsze miałam, ale zauważam, że elementy składowe trochę się zmieniają, jest jeden stały, tylko jeden składnik, ale i on nie odgrywa teraz zasadniczej roli, poza tym mam teraz inne wewnętrzne potrzeby, więc tak sobie myślę, że gdyby ktoś mnie zapytał o czym marzę to powiedziałabym, że nie marzę już o długiej podróży dookoła świata, ani o niewielkim domku z własnoręcznie obsadzonym ogrodem, takim jak ten poety W. S. Merwina, nie marzę, teraz marzę o ...
środa, 29 października 2014
sowa
Nie jest Europejczykiem mężczyzna, jeżeli nie wiąże
co dzień rano krawata. Tego ranka
spojrzałem, jako Europejczyk, w lustro
i stwierdziłem, że nieubłaganie, z dnia
na dzień coraz bardziej wyglądam jak smutny buldog.
Czy widział kto kiedy uśmiechniętego buldoga?
Wiemy, że urodziliśmy się w niewłaściwym świecie
żeby walczyć. Przekrwione oczy mówią,
że właśnie z wołem nieprzyjaciela mego
chciałbym leżeć na słomie i myśleć o gwiazdach.
Pentti Holappa, Buldog
w tłumaczeniu Łukasza Sommera
nie jest europejką kobieta, która co rano nie szczotkuje rzęs,
w torebce nie ma białego telefonu, karty z plastiku i lusterka.
tego ranka spojrzałam na siebie, jako europejka, i stwierdziłam,
że nieodwołalnie, z dnia na dzień, coraz bardziej przypominam
sowę.
czy kto widział niemądrą i nieprzemądrzałą sowę?
wiem, że urodziłam się o czasie i we właściwym miejscu, żeby żyć.
zielone obwódki moich oczu mówią, że właśnie z przyjaciółką
chciałabym wejść na szczyt góry i dotknąć koniuszka nieba.
wtorek, 28 października 2014
układanie
Pamiętam, jak jedliśmy Wasz weselny kołocz, piliśmy weselną wódkę. Jak cieszyłeś się, gdy na świat przyszedł Remik. Ładnie się życie układało. To tytuł jednego z reportaży Brygidy. Tak było do przeklętego czwartku. Co ja mam ci chopie powiedzieć? Wachuj nos tam na wirchu wszystkich, szykuj się tam, aż przyjdymy i patrz tam jako Darek, patrz tam jako chopie.
Kamil Durczok (fragment mowy pogrzebowej)
poniedziałek, 27 października 2014
ręce
Przyglądam się swoim rękom. Patrzę na nie
jak na lustro,
mapa świata
- grzbiet żył i upiększenia
naskórka, włosy, lśniące paznokcie.
Schodzę ze wzgórz aż do dzikiego lasu,
wędruję od sawann aż do skał nadbrzeżnych.
To czas przeszły, małe cętki
przypominają mi, że czas upływa, mówię im to na pocieszenie.
Wracają długie wieczory. A zatem, dziękuję za umożliwienie mi
patrzenia na was. Nie ruszam się więcej. Tak też pozostaję.
Pentti Holappa, Ręce
z francuskiego tłumaczył Ryszard Mierzejewski
wracają długie wieczory
ściemnia się coraz szybciej po sobotniej zmianie czasu
granat nieba wchodzi przez szklaną ramę i znika w moich włosach
przyglądam się własnym rękom
długie palce niczym nieozdobione ukazują mapę przewędrowanych dni
lekko przymarszczona skóra przypomina mi jak łaskawy jest dla mnie los
wieczne życie i zdrowy sen
niedziela, 26 października 2014
bogowie
ten film trzeba zobaczyć koniecznie. jak najszybciej. nie czekać aż zejdzie z afisza, albo w repertuarach kin pojawi się w godzinach przedpołudniowych (seanse dla szkół), bo może okazać się, że jesteś jedyną osobą, która go jeszcze nie widziała.
film jest doskonały - tak mówią wszyscy, a ja potwierdzam. świadczą o tym wypełnione sale kinowe oraz rekordy oglądalności. w dużej mierze to zasługa odtwórcy głównej roli, który jest równie charyzmatyczny jak jego bohater.
datę pierwszego przeszczepu serca pamiętam doskonale. wracałam wtedy samolotem z czterodniowej podróży z Istambułu. z moją pierwszą wielką miłością. to był czas, że otaczałam się samymi lekarzami albo studentami medycyny. pamiętam jak Pan A. wziął do ręki najświeższy egzemplarz Rzeczpospolitej i jeden rzut oka wystarczył żeby zrozumiał co stało się podczas jego nieobecności. Zrobili to. A jednak zrobili! - wykrzyknął.
film warto uzupełnić lekturą książki Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga Judyty Watoły i Dariusza Kortko, która niedawno pojawiła się w księgarniach. książka wykracza poza ramy czasowe filmu, jest pełna anegdotek i ciekawostek z życia profesora. duże fragmenty przeczytałam wczoraj i trudno mi było się od niej oderwać.
sobota, 25 października 2014
cyrk
z cyrkiem cyrk.
na ulicę wyszli młodzi ludzie z transparentami:
cyrk to cierpienie dla zwierząt,
nie baw się kosztem zwierząt,
cyrk - zabawa dla ludzi - więzienie dla zwierząt.
rozdają ulotki przechodniom.
jest już policja. dwóch policjantów legitymuje pierwszą grupę.
w pozostałych grupkach zaniepokojenie.
- dlaczego spisują - pytają młodzi aktywiści.
ja też się zastanawiam.
skoro policjanci już przyszli, i za zgodą przełożonych lub nie, w tym czasie nie będą łapać złodziei, naciągaczy ani piratów drogowych, to dlaczego za cel swoich działań obrali właśnie tych młodych ludzi, którzy stoją na chodniku, i w niczym nie przeszkadzają. ruch uliczny odbywa się płynnie. plakaty mają małe, dla przejeżdżających kierowców nie do odczytania.
czy policjanci nie powinni raczej zainteresować się tym, co dzieje się ze zwierzętami pod cyrkowym namiotem.
zastraszanie - to takie polskie.
i tak bardzo pasuje do naszych stróży prawa.
zrobiłam kilka zdjęć.
odchodząc w gęstwinie krzaków zauważam schowanego sprzedawcę balonów.
wyglądał jakby ktoś napędził mu stracha.
czy miał coś do ukrycia?
piątek, 24 października 2014
kamienica
Uczę się mówić w milczeniu.
Skalisty brzeg już od dwudziestu tysięcy lat
powtarza jedno zdanie: Jestem.
Jedno zdanie, a w nim jedno słowo.
Lodowiec wypolerował granit.
Morze zmęczyło się pocałunkami, ale trwa.
Wszystko porósł różnobarwny mech
i pokolenia anemicznych drzewek.
Ot, pozorne rzeczy. Skalisty brzeg istnieje.
Fale uderzają o kamień
zardzewiałymi puszkami. Cała miłość
wylała się z przeżartego korozją naczynia.
Pentti Holappa, Uczę się mówić w milczeniu
tłumaczył Łukasz Sommer
ot pozorne rzeczy istnieje kamienica
i nie istnieje
cała miłość wylała się z przeżartego czasem budynku.
poranny oddech wiatru wdarł się wgłąb ziemi
gruz wypełnił krwią brzegi i powtarza jedno zdanie
zginęli, jedno zdanie a w nim trzy osoby.
zmęczeni pocałunkami uczą się mówić w milczeniu.
czwartek, 23 października 2014
królowa
już nie pamiętam z jakiego filmu pochodzi ta scena, może z filmu Pani Bovary to ja, a może z innego, ale mam ją na zawsze w pamięci. roztrzęsiona młoda kobieta wpada do mieszkania, podchodzi do ściany i staje przy niej na głowie. po chwili wraca do normalnej pozycji wyraźnie odprężona.
odkąd zaczęłam ćwiczyć jogę nigdy nie udało mi się stanąć na głowie. dlaczego nie wiem. co mnie powstrzymywało? jakiś nieokreślony lęk zobaczenia świata do góry nogami i przekonanie, że nic z tego dobrego wyjść nie może albo zwyczajna obawa, że mi się nie uda. gdy zaczynałam praktykować jogę ćwiczyliśmy tylko 10-20 asan. wśród nich były: świerszcz, kruk, korkociąg, kobra, trikonasana. stania na głowie nie było, tak jak nie było modnego obecnie psa z głową w dół. było za to półstanie na głowie, jako asana przygotowująca do pełnego stania. próbowałam później wielokrotnie wykonać tę asanę w domu, ale bez powodzenia. w końcu dałam sobie spokój na wiele lat.
w tym tygodniu uznałam, że koniec i basta, że czas na królową (asan) i podeszłam do ściany. początkowo zupełnie nie mogłam uwierzyć w to, że stoję w pozycji absolutnie odwróconej, ale wejście zostało uwiecznione na fotografii, więc kwestionować się nie da. od poniedziałku (dzień przełomowy), stawałam na głowie trzy razy, za drugim i trzecim - na 10 oddechów. ta wykonywana na zakończenie asana to najpiękniejsza chwila mojej indywidualnej praktyki.
ten wyczyn wskazujący, że ciało w każdym wieku może opanować nowe umiejętności zbiegł się z sukcesem polskich lekarzy, dzięki którym odzyskał czucie mężczyzna sparaliżowany od pasa w dół, z zerwanym rdzeniem kręgowym. niemożliwe stało się możliwe. dla wielu (dla mnie też) widok tego człowieka, który chodzi, jest bardziej niesamowity niż widok człowieka chodzącego po księżycu. historyczny pacjent mówi, że narodził się na nowo: To coś absolutnie wspaniałego. Kiedy nie jesteś w stanie czuć ponad połowy własnego ciała, jesteś bezradny. A gdy to czucie powraca, masz wrażenie, jakbyś narodził się nowo. to kolejny wielki przełom w rozwoju medycyny.
środa, 22 października 2014
wtorek, 21 października 2014
wolno
Oddychać wolno jak stuletni dąb,
jak historia, kontynent albo mleczna droga.
Po co uganiać się za wczorajszą gazetą
po co żegnać szeptem przyjaciela, który już odszedł.
Nie będzie szybkiej śmierci.
Jedno westchnienie morza trwa od wieczoru po ranek. Słoń
ma długą pamięć, albatros jest wierny w miłości.
Wyglądam na dwór. W porcie stoi paskudny statek.
Auta podskakują na moście jak chmara pcheł. Widzę.
Niczego to nie wyjaśnia.
Pentti Holappa, Oddychać, fragment
w tłumaczeniu Łukasza Sommera
oddychać wolno jak drzemiący kot
jak jogin w asanie
albo egzotyczna muszla
oddychać wolno jak stara czapla
która nie łowi już ryb
jak strach na wróble
albo mała dziewczynka
poniedziałek, 20 października 2014
przezimowanie
wilkołak przepadł bez wieści. od wakacji nie widziałam ani jego ani towarzyszących mu zwykle apatycznych kundli o sierści nastroszonej niczym ryżowa szczotka. w miejscu dawnego cmentarza rozbił się cyrk, oświetlony lampkami namiot w żółto-niebieskie pasy i rozłożony przed nim purpurowy dywan zapraszają do środka. zastanawiam się, w którym namiocie odpoczywają dzikie zwierzęta, a w którym pozbawieni lęku treserzy. w mieszkaniu latają całe roje muszek owocówek, przybyły w wielkim koszu wraz z miękkimi gruszkami (nie ma nic gorszego od rozmiękłych owoców). z testu Belbina wyłoniłam się jako koordynator i realizator, kilka lat temu, jak się nie mylę, byłam myślicielem. czytam Dom pod fioletową latarnią Laury Restrepo (bo jak powiedział rzekomo Gabriel Marquez lektura tej książki to najwyższa przyjemność) i równocześnie Przezimowanie powieść o Sylvii Plath Kate Moses oraz wielki zbiór listów Plath.
niedziela, 19 października 2014
labirynt
leżę w labiryncie schowana za zielonymi krzewami. w słońcu zapominam o gniewie i złości, którymi hojnie obdarowali mnie najbliżsi w czasie gruntownych porządków. czyżbym zapomniała powiedzieć im, że nie życzę sobie takiego prezentu? rośliny są niewysokie i łatwo dostrzec właściwą ścieżkę. najmniejszym znalezienie wyjścia nie wydaje się takie proste. słychać śmiech dzieci i chrupot ich małych nóżek po żwirowanych alejkach. - Antek, uważaj - woła gruby jegomość do chłopczyka w kasku na głowie i okularach. - Natalia, Julia, chodźcie, idziemy - nawołuje kobiecy głos - jeszcze dwie minuty - słychać w odpowiedzi.
sobota, 18 października 2014
chałka
w każdą sobotę w osiedlowym sklepiku kupuję chałki z płatkami migdałowymi. dwie, trzy, cztery. tak od lat. jemy je zwykle w niedzielę na pierwsze śniadanie.
po lekturze Córki rabina, zauważam, że nieświadomie wypełniamy obrządek szabasowy. w kraju gdzie niedziela jest sobotą - w szabat na każdym żydowskim stole znaleźć się muszą dwie chałki. po rytualnym obmyciu rąk i błogosławieństwie: Bądź błogosławiony Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, który dajesz nam chleb z ziemi — ojciec rodziny podaje każdemu kawałek chałki obsypany solą. dwie chałki mają symbolizować podwójną porcję manny, jaką Bóg zsyłał Żydom podczas wędrówki przez pustynię, żeby nie musieli martwić się o posiłek w dniu odpoczynku.
jednak szabat to coś więcej niż dzień wolny od pracy. na szabat każdy pobożny Żyd otrzymuje dodatkową duszę, dzięki której zyskuje zdolność studiowania Tory z większą niż w dni powszednie wnikliwością i zrozumieniem. w święta zapomina się o wszystkich zwykłych niepokojach i troskach. nie wolno myśleć o sprawach przyziemnych, które odciągają ludzki umysł od prawdy o życiu i śmierci. człowiek znajduje się wtedy w innym wymiarze czasu. bliżej Boga i bliżej siebie samego. zatrzymuje się, by spotkać się ze swymi bliskimi i zostać oczyszczony.
będę o tym pamiętać gdy następnym razem sięgnę po słodką chałkę.
piątek, 17 października 2014
muzyka
cichutko grająca muzyka podczas sesji jogi przypomina mi starego instruktora.
- tak, to jest jego płyta - potwierdza Anna, moja rówieśniczka.
czwartek, 16 października 2014
rabina
czytam Córkę rabina Revy Mann, książkę opisującą zamknięty świat ortodoksyjnych żydów.
rozmyślam czy jej bohaterkę można by nazwać rabiną. skoro jest hrabina (żona hrabiego) i jest drabina służąca do wchodzenia i schodzenia, to już bardzo blisko do kobietyrabiny, znawcy prawa żydowskiego.
najciekawsze w tej schematycznej powieści jest przedstawienie żydowskich zwyczajów, od tych najbardziej charakterystycznych: jak reguły zachowania podczas szabatu, stopień koszerności potraw, strój, po mniej znane, a jakże zadziwiające: instytucja swatki, zwyczaje ślubne, pożycie małżeńskie.
gdyby kobieta była rabiną, to ortodoksyjna żydówka mogłaby udać się do niej bez wstydu z zaplamioną chusteczką, po opinię czy wydzielina pochodząca z jej wnętrza jest koszerna czy też nie (niekoszerna oznacza siedem kolejnych dni seksualnej abstynencji). kobieta rabbi odrzuciłaby zapewne wiele archaicznych zasad – jak zakaz darcia papieru toaletowego w szabas oraz rytualne mycie po okresie nieczystości (w przypadku braku stosownej mykwy - zbiornika z bieżącą wodą służącego do rytualnej toalety, wymaga się od pań ablucji w naturalnym akwenie, nawet w najzimniejszą porę roku).
chwała bogu, że nie jestem żydówką.
środa, 15 października 2014
dusza
Obudź się, moja duszo.
Nie wiem, gdzie jesteś,
gdzie się ukryłaś,
ale proszę cię, obudź się,
jeszcze jesteśmy razem,
jeszcze droga przed nami,
naszą gwiazdą będzie
jasny rąbek świtu.
Adam Zagajewski, Obudź się
pokaż się moja duszo
w lustrze
spójrz na mnie otwartymi ramionami
jeszcze raz
jeszcze jeden odwzajemniony uścisk
jesteśmy
razem
chwila
niewypowiedzianego pragnienia
wtorek, 14 października 2014
także
TAKŻE JA
urodziłam się w Arkadii
o wschodzie słońca
w spokojnych wodach płodowych
powietrze było wyzwaniem
dla oddechu
Także dla mnie
kwitły wonne słowa matki
Także ja wzrastałam
wśród fantastycznych legend
Dreszcz zgrozy poznałam
także ja
kiedy ludzie
tracili
twarz i ciało
Także ja
straciłam imię
wśród bezimiennych
Także ja
pytałam pustkę
o sens
pytam
i słucham
słucham
słucham
odpowiedzi
echa
Rose Ausländer, Głośne milczenie
tłumaczył Ryszard Wojnakowski
TAKŻE JA miałam udać się na odosobnienie dalekobieżnym autobusem w samo południe
powietrze miałam obserwować lub oddech
także dla mnie miał przybyć z końca europy na pięć dni nauczyciel Vipassany
także ja miałam oczyszczać umysł na poduszce do medytacji
dreszcz grozy przeszedł
także mnie
kiedy przeczytałam
żeby dotrzeć na miejsce trzeba iść pięć kilometrów pieszo od ostatniego przystanku
także ja
pytałam o możliwość wspólnego dojazdu
pytałam
i czekałam na wiadomość
informacja o tym że nie ma zasięgu
przyszła zbyt
późno
wycofałam urlop
co ucieszyło pracodawcę
niektórzy organizatorzy odosobnień (w tym theravada.pl) wzięli sobie za punkt honoru organizowanie spotkań w miejscach niedostępnych dla innych śmiertelników, to jest takich do których nie można dotrzeć bez samochodu i gpsu, gdzie telefony pozostają bezużyteczne bo nie ma zasięgu, gdzie od ostatniego przystanku autobusowego idzie się kilometrami przez pola i lasy, a zakończywszy jazdę samochodem należy zasięgnąć języka u miejscowych, tak jakby stan odizolowania od cywilizacji był warunkiem koniecznym i nieodzownym dla powodzenia przemiany wewnętrznej uczestników. nie przeczę, takie klimaty są miłe oku i duszy (TAKŻE mojej), i że podróż na kraniec polskiej wsi może być przygodą, ale dla uczestników niezmotoryzowanych i wybierających się samotnie jest to bardzo duże utrudnienie. w dodatku gdy, tak jak w tym konkretnym przypadku, organizatorzy nie do końca pomagają, choć zdaje się, że to obiecują.
dlatego proponuję organizować odosobnienia w centrach wielkich miast, w takich miejscach jak ostatnie piętra pałacu kultury w warszawie albo okolice galerii krakowskiej, do których dotarliby z łatwością wszyscy zainteresowani, nie tylko zmotoryzowani, ale także ci mniej mobilni oraz niepełnosprawni.
poniedziałek, 13 października 2014
przygoda
Jeśli to życie jest tylko jedno!...
Ach, te krótkie chwile...
Jedna godzina – jak jedna godzina może trwać długo!
Te głębokie źródła, z których nikt jeszcze nie pił,
świetlne przestrzenie, których nikt nie zgłębił,
oczekujące za naszymi losami.
I my, drzemiący leniwie w tchórzostwie.
Ach, te krótkie chwile...
Świecie ukrytych możliwości,
Bogu w akcie tworzenia,
daj nam śmiałą pobożność,
spodziewanie czystą
i wprowadź nas w tajniki duchowej przygody
Karin Boye, Om detta livet är det enda..!
tłumaczył Ryszard Mierzejewski
świecie ukrytych możliwości
daj nam
żar i pragnienie nieustępowania
aż dotrzemy do przestrzeni świetlistych
przebudzeni
niedziela, 12 października 2014
umysł
Co to jest
umysł?
Szum wiatru w sosnach
wyrysowany na zwoju
tuszem
Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie
co to jest umysł?
rąbek wszechświata.
sobota, 11 października 2014
Stasiuk
odkryłam Stasiuka jak odkrywa się nowe księżyce wokół planety, w drugą sobotę października, tak ciepłą, że jeszcze po południu widziało się młodych w tiszertach i krótkich spodenkach, odkryłam Stasiuka w książce Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, przy stoliku w ulubionej księgarni, nad świeżym sokiem z pomarańczy, obok leżały juwenalia Wisławy Szymborskiej pt. Czarna piosenka wybrane mężowską ręką Adama Włodka, wiersze zebrane Barańczaka (choć w rzeczywistości od dawna kuszą mnie dzieła wszystkie Shakespeara w jego przekładzie), i Niebo istnieje naprawdę, o chłopczyku który odwiedził niebo, opatrzone recenzją Ewy Błaszczyk na okładce (dlatego po to niebo sięgnęłam). najpierw odkryłam pierwszą linijkę rozdziału Miałem piętnaście lat gdy..., który przeczytałam w całości, a potem kończące tom zwierzenie mam pięćdziesiąt dwa lata i mówię do was z głębi własnego życia, ten fragment zapisałam sobie zdjęciami w komórce, bo wydawał mi się tak poetycki jak najczystsza poezja i doskonały, w pewien sposób też mój własny, bo lubię słowa tak ułożone, linijka za linijką, czytałam i wrażenie wielkiego odkrycia wcale nie malało, a teraz myślę, że się nawet potęguje.
piątek, 10 października 2014
dno
Kiedy ujrzałem niezdarnego kruka,
jak odlatywał z drzewa uschniętego,
w umyśle moim powstał dziwny obraz:
nad otchłanią snu
leciał olbrzymi ptak
coraz dalej i dalej
w bezksiężycowy mrok,
w głąb mojego umysłu, gdzieś na samo dno.
Theodore Roethke, Kruk nocny, w tłumaczeniu Tadeusza Rybowskiego
zamieszczam ten wiersz bo mi się spodobał
bo zobaczyłam tego ptaka jak się wznosi i leci
nad zgiełkiem i powinnością
nad bólem i literaturą
dalej w niezmierzony pejzaż
w głąb mnie i jeszcze dalej
gdzieś gdzie nie ma trzepotania i stroszenia piór
jest beztroska i wieczny ruch
czwartek, 9 października 2014
podwórko
na zadane przez Panią E. pytanie jak sprawuje się hybrydowy telefon, nie mogę odpowiedzieć, że jest wyjątkowy. ani, że ma elegancką obudowę i dobrze leży w ręce, że ma więcej możliwości, niż mogłabym to sobie wyobrazić, bo nie mam tylu potrzeb, ile on mógłby zaspokoić.
nie mogę też powiedzieć, że nie rozgryzłam go jeszcze, bo nie czytałam instrukcji. nie mogę tego ogłaszać publicznie, bo to powoduje irytację u Pana W., który nie może zrozumieć jak posiadacz czegokolwiek zaawansowanego technologicznie może korzystać z urządzenia nie przeczytawszy wcześniej instrukcji, i żebym nie wykręcała się jej brakiem, przesłał mi ją po polsku mejlem. nie mogę też powiedzieć, że robi dobre zdjęcia na standardowym zoomie, a tym mocno wysuniętym rozmazane, bo nie wiem czy to efekt braku stabilizacji obrazu czy moich jeszcze niewielkich umiejętności obsługi.
więc żeby tego wszystkiego nie mówić, bo mogłoby to być mówieniem na wyrost, albo za długo, zamieszczam kilka zdjęć zrobionych bez żadnych filtrów i dodatkowych trybów, gdzieś w drodze powrotnej do domu, i wieczorem w nowej sali koncertowej, w której wysłuchałam popisów Możdżera na fortepianie, a wykonane na koniec bisy - druga część koncertu Góreckiego i kołysanki Komedy, wprawiły mnie w stan niewysłowionej błogości, i dwa ostatnie zdjęcia - z okna budynku, w którym mam zajęcia z angielskiego, bo po prostu lubię podwórka.







środa, 8 października 2014
wtorek, 7 października 2014
lepioszka
usłyszałam takie ładne słowo lepioszka. i je sobie wyobraziłam - coś pysznego pomiędzy egipskim a'aish baladi a włoską pizzą. coś zwyczajnie prostego i wyrafinowanego zarazem. zjadłam kęs, potem drugi i popiłam zieloną herbatą, zaparzoną w sposób w jaki piją ją afgańczycy, czyli z kardamonem (najbogatsi podobno wolą czarną z szafranem).
przez tę chwilę byłam w podróży. w miejscu, którego nie odwiedziłam nigdy wcześniej, i którego nie potrafiłabym wskazać na mapie. pod tym samym słońcem, ale zupełnie innymi gwiazdami. gdzie są czerwone góry i drogi wytyczone kryształowymi kulami.
byłam tam jedyną kobietą, która wędruje nocą.
poniedziałek, 6 października 2014
królowie
Każdy człowiek jest światem, zaludnionym
przez ślepe stworzenia w głuchym buncie
przeciwko swemu ja królowi, który nad nimi panuje.
W każdej duszy jest uwięzionych tysiąc dusz,
w każdym świecie jest tysiąc światów ukrytych
i te ślepe, te niższe światy
są rzeczywiste i żyjące, chociaż nie w pełni wykształcone,
tak prawdziwe jak to, że ja jestem rzeczywisty. A my, / królowie
I książęta z tych tysięcy możliwych w nas królów / I książąt,
Jesteśmy zawsze poddanymi, uwięzieni sami
W jakiejś większej istocie, którą rozumiemy
Równie mało, jak nasz władca swego władcę.
Nasze własne uczucia mają odcień ich śmierci I miłości.
Gunnar Ekelöf, prawdopodobnie w tłumaczeniu Piotra Bukowskiego
królami jesteśmy i książętami
żywota tego i po nim następnych
w każdej duszy ukrytych jest tysiąc dusz
w każdym świecie tysiąc światów
a wszyscy uwięzieni w jednej istocie
bez kierunkowskazów i czujników ruchu
gdzie miłość wynurza się niczym dostojna bogini
nie żąda i nie licytuje
roztropnie wskrzesza zmarłych
naszych uczuć wystarczy aż do poddania się świata
niedziela, 5 października 2014
sobota, 4 października 2014
burza
Burza jesienna -
Dziki przysypane
Liśćmi.
Basho, w przekładzie Czesława Miłosza
burza jesienna -
licealista powracający
z imprezy
piątek, 3 października 2014
łzy
Działo się to, kiedy jasne noce,
chłodne, białe pióra,
lato kładło się między dni.
Na dnie zatoki leżał poblakły księżyc,
który ostrzem zaplątał się ważkom w gęstym sitowiu.
Harry Martinson, w tłumaczeniu Anny Topczewskiej
działo się to kiedy coraz ciemniejsze dni
szare i brązowe liście
jesień kładła między udami.
na szczycie góry leżał blady chłopiec
który zaplątał się w łzy niezbadanego przeznaczenia.
czwartek, 2 października 2014
oda
moje nogi kochane
kochane ręce
zęby i oczy
moje serce najukochańsze
najdroższe usta i uszy
kocham was wszystkie
moje cząsteczki niebywałe
razem i osobno
kocham was za to że jesteście
i byłyście ze mną przez tyle lat
na dobre i na złe
w biedzie i chorobie
w zdrowiu i smutku
radości i dobrobycie
środa, 1 października 2014
magia
kto raz był na diecie rt4, ten nie może o niej zapomnieć i przestawić się na tradycyjne posiłki. surowizna do południa jest najlepsza dla właściwego funkcjonowania mojego organizmu, a także dla dobrego samopoczucia, więc mimo kilku niechlubnych wyjątków dalej jem na surowo do dwunastej lub drugiej, czyli tak długo, na ile pozwalają mi na to wielkości posiadanych zasobów. a potrzebuję ich dużo. na pewno więcej niż prezentują to w filmach propagatorzy surowej diety (z tego też powodu filmowe instrukcje wydają mi się niezbyt prawdziwe). wyjaśnienie nękającego mnie uczucia głodu znalazłam w oglądanym dzisiaj filmie Woody’ego Allena Magia w blasku księżyca. główna bohaterka, urocza amerykańska hochsztaplerka grana przez Emmę Stone, podobnie jak ja, je bez opamiętania – Psycholog powiedział mi, że potrzebuję miłości – oznajmia Colinowi. wątek jedzenia pojawia się też w przezabawnym dialogu - zawsze wiedziałem, że świat niewidzialny byłby dobrym miejscem do otwarcia restauracji. zmarli też muszą jeść, nieprawdaż.
cyfrowo odmłodzony Colin Firth roztacza czar tak wielki, że nie można mu się oprzeć. czy dlatego, że lubię przemiany, i rozterki w co wierzyć są mi bliskie, zrozumiałam fascynację Pani M., mojej nauczycielki włoskiego, i to, co miała na myśli mówiąc, że Firth jest jej ideałem mężczyzny, za którym poszłaby na koniec świata. bo przecież żyje się raz. może dwa albo trzy razy, to zależy od zapasu twojej ektoplazmy. - można dodać za Allenem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
