poniedziałek, 31 grudnia 2012
dobry
to był dobry rok
bo było piękne lato, wiosna i jesień,
bo praktykowałam jogę pod kierunkiem mądrego nauczyciela,
bo medytowałam i byłam na dwóch dziesięciodniowych odosobnieniach,
bo byłam zdrowa,
bo w pewnym stopniu udało mi się zrealizować postanowienia noworoczne z tego roku (a wszyscy wiedzą jak to jest z noworocznymi postanowieniami),
bo w tym roku skonstruowano rękawiczki dla osób głuchoniemych, które zamieniają gesty języka migowego na dźwięki, co dowodzi, że nauka jest pomocna człowiekowi i za cel stawia sobie nie tylko poprawę stanu zdrowia człowieka, ale i jego relacji z otoczeniem.
życzę sobie i Wam równie dobrego następnego roku.
życzę miłości,
bliskości,
harmonii,
energii,
jasności i spokoju umysłu,
otwartości,
uśmiechu,
radości,
mądrości.
życzę.
niedziela, 30 grudnia 2012
Adasiowe
dawno nic nie piekłam.
święta pachną wypiekami,
ale moim numerem popisowym jest tiramisu,
którego się nie piecze.
czas w kuchni ograniczam do minimum,
co uzasadnia zamiłowanie do surowizny i potraw nie wymagających gotowania.
surowe można jeść bez przygotowania,
wystarczy umyć albo obrać, zatopić weń zęby,
aby poczuć najlepsze ze smaków.
ale mam też wspomnienia z dzieciństwa,
jak piekłam z Mamą ciasta w każdą sobotę,
piaskowe baby, keksy i murzynki.
pamiętam tę satysfakcję ze wspólnie wykonywanej czynności,
radość z efektu, smakowanie chwili,
coś na wzór rytuału, podobnego do tego jakim było wspólne z Mamą picie coca-coli w piątkowe popołudnia. ze szklanych butelek, przy kuchennym stole.
teraz do tych wspomnień wracam,
bo czytam książkę Córki, które zostały bez matki Hope Edelman.
przeżywam i układam na nowo myśli i wspomnienia.
więc jak dostałam przepis od Adasia, zaprzyjaźnionego nastolatka z Francji,
wraz z głównym składnikiem - mielonymi migdałami w woreczku,
uznałam, że należy go wykorzystać i zrobić coś ambitniejszego niż włączenie blendera.
tym bardziej, że przepis należy do tych łatwych.
przygotowanie ciasta ogranicza się do kilku czynności i zajmuje parę minut,
samo pieczenie kilkanaście.
Adasiowe ciasto upiekłyśmy z Młodą dwukrotnie dzień po dniu.
za każdym razem trochę zmieniając proporcje,
a nawet dodając składniki.
za drugim razem mielone migdały wzbogaciłyśmy mielonymi orzechami.
do tego jajka, mąka, masło, cukier.
uzyskany efekt był bardzo smaczny i bardzo świąteczny.
mnie najbardziej cieszy odkrycie mielonych migdałów i orzechów jako gotowego półproduktu.
nie miałam pojęcia o ich istnieniu.
co za miłe zaskoczenie.
grudniowe uświątecznienie przeszło też w kierunku ufilmowienia.
ufilmowałam się z Młodym na Samsarze
i z Młodą na Kochankach z Księżyca.
całkiem niezłe filmy, szczególnie ten ostatni.
sobota, 29 grudnia 2012
nowy
dziś rano urodziliśmy się na nowo.
ja, ty, on i one.
kolejny nowy dzień.
kolejny niesamowity początek,
który mógł się wydarzyć ale też mógł się nie wydarzyć.
pojawienie się nowego dnia jest tak samo zaskakujące jak to,
że po wydechu, który właśnie zrobiliśmy następuje kolejny wdech.
wdech, wydech, wdech, wydech.
wykorzystajcie zatem dobrze ten dzień jako niezwykły dar,
który został Wam dany ten jeden jedyny raz,
właśnie dziś.
bądźcie uważni,
bądźcie świadomi każdej chwili, każdego oddechu.
ten szczególny dzień już nigdy się nie powtórzy.
piątek, 28 grudnia 2012
gołębie
topniejący śnieg odkrył całą prawdę o moim balkonie.
nie da się jej ukryć dłużej.
jasne kafle upstrzone czarno-zielonymi odchodami
dowodzą wyraźnie, że balkon stał się miejscem schadzek gołębi.
prawowici właściciele na balkon wstępu nie mają.
najlepiej niech trzymają się od niego z daleka.
i nie patrzą nań nawet.
obserwacja balkonu to dla właścicielki tylko
niepotrzebne sprzątanie i zszargane nerwy,
godziny spędzone w internecie i rozczytywanie się w poradach
z cyklu jak pozbyć się gołębi z balkonu.
analiza skuteczności i możliwości zastosowania w praktyce różnych metod dowiodła,
że aby odnieść sukces należy być cierpliwym, wytrwałym, pomysłowym,
nie można oszczędzać na wynalazkach,
i najlepiej stosować różne metody i sposoby łącznie.
przede wszystkim należy zaopatrzyć się w:
sylwetkę orła drapieżnego lub sokoła, choć najbardziej skuteczne jest żywe zwierzę,
nagrania z dźwiękami tychże ptaków, stosowane podobno przez służby lotniskowe,
płyn ace do wcierania w posadzkę balkonu, lub inną miksturę ewidentnie cuchnącą,
śrutówkę lub pistolet na kulki, z których należy strzelać do celu najczęściej jak się da,
ziarna pieprzu i denaturat (już słyszę protesty obrońców zwierząt, to także ja!),
przeźroczystą żyłkę do zbudowania siatki ochronnej na balkon,
i kota, który opanuje trudną sztukę latania,
albo trzy koty, na wypadek gdyby jeden wykazywał lęk przed ptakami a drugi lęk wysokości.
i pomyśleć, że niegdyś gołąb symbolizował niebiańską czystość, odrodzenie, niewinność.
czwartek, 27 grudnia 2012
środa, 26 grudnia 2012
dlaczego
dlaczego święta mijają tak szybko
dlaczego czas pędzi jak szalony
co sprawia, że po jednym dniu następuje kolejny dzień
czy to czas tak pędzi czy to my tak pędzimy
co popycha czas do przodu
obroty Ziemi
czy następny zniecierpliwiony dzień
czy coś planowanego co ma się wydarzyć czy coś przypadkowego
dlaczego wskazówki zegarów nie plączą się
godziny nie zachodzą za godziny
dlaczego nie gubimy się w czasie
dlaczego życie przeżywamy sekunda po sekundzie, minuta po minucie,
niczego nie pomijając.
czy można zatrzymać czas na chwilę
czy można zatrzymać czas na dłużej.
W kamieniu, krzewie i potoku
W źdźble trawy, w płatku białej lilii
Mieszkają duchy naszych przodków
Patrzące na nas w każdej chwili
Kształt, barwa, zapach, śpiew gałązki
Przypominają obowiązki
Wobec tych, co przed nami żyli.
W sposobie ułożenia szaty
W ukłonie według starych reguł,
W tym, jak przyrządza się herbatę
Jak się szanuje każdy szczegół
Wyraża się nasz dług wdzięczności
Dla stwarzającej nas przeszłości
Od której uciekamy w biegu...
Wreszcie wyborem umierania,
Gdy honorowe ostrze w dłoniach
Śmierć czyni przedłużeniem trwania
(Bo życie przecież - to agonia)
- Stwarzamy wodę, kwiat i kamień
W których na zawsze zamieszkamy
Wśród tych, co będą żyli po nas.
Jacek Kaczmarski
wtorek, 25 grudnia 2012
rada
Jeśli posiadasz dwa pieniążki, powiedział w czasie podróży Li Ti,
to kup jeden chleb i jeden kwiat.
Chleb będzie ci ku pożywieniu.
Kwiat, który kupisz, oznacza,
że życie warte jest życia.
Rada Li Ti, Harry Martinson, z tomu „Gräsen i Thule”, 1958
tłum. ze szwedzkiego Leonard Neuger
poniedziałek, 24 grudnia 2012
jemioła
popołudniowe zakupy na targu.
dzwoni Principessa.
chciałaby mieć małą choinkę w pokoju.
handlarze zwijają swój dobytek.
dopadam ostatniego z igliwiem w samochodzie.
małych choinek niestety już nie ma.
ta w samochodzie, przystrojona w kokardy i girlandy, jedzie do domu sprzedawcy.
jest stroik z jodły na stół.
urokliwy, zdaje się pasować do innych dekoracji, które mam w domu, więc biorę.
jest też jemioła.
do wyboru do koloru: złota, zielona i żółta.
przydałaby się do ozdabiania świątecznego stołu, myślę.
pani musi mieć dużo szczęścia i dużo miłości - wtrąca sprzedawca.
pani potrzebna jest duża jemioła - dodaje wesoło.
podoba mi się ta argumentacja. i błysk w jego oczach.
kupuję dwie wiązanki: złotą i zielonożółtą.
życzę, aby w Waszych domach dziś zawisły jemioły i dodały Wam swojej magicznej mocy.
niech przyniosą Wam szczęście i pomyślność,
niech spełnią Wasze marzenia.
jeśli w tym roku akurat nie macie jemioły, to wyobraźcie ją sobie, że jest.
wyobraźcie sobie jak wisi u sufitu albo włożona do wazonu roztacza czar wokół stołu.
wyobraźcie sobie, jak czyni cuda,
jak otwiera serca,
jak oczyszcza umysły.
w ten wieczór możemy poddać się urokowi dawnych wierzeń,
przypomnieć to, w co wierzyli nasi przodkowie,
zawierzyć,
powrócić do korzeni.
jak wierzono niegdyś ścięte pędy świętej jemioły leczyły niemal wszystkie choroby,
jednały pomyślność,
włożone do wazonu lub podwieszone pod sufitem chroniły dom przed złymi mocami,
zapobiegały pożarom, a już powstałe wygaszały.
pędy jemioły sprowadzały do domu szczęście i bogactwo,
spełniały ludzkie życzenia i marzenia.
noszona przy sobie jemioła miała zapewniać potencję seksualną. (wikipedia)
żółta barwa zeschłej jemioły,
ma według dawnych wierzeń,
dawać tej roślinie moc znajdowania zakopanych w ziemi skarbów – zwłaszcza złota.
dzwoni Principessa.
chciałaby mieć małą choinkę w pokoju.
handlarze zwijają swój dobytek.
dopadam ostatniego z igliwiem w samochodzie.
małych choinek niestety już nie ma.
ta w samochodzie, przystrojona w kokardy i girlandy, jedzie do domu sprzedawcy.
jest stroik z jodły na stół.
urokliwy, zdaje się pasować do innych dekoracji, które mam w domu, więc biorę.
jest też jemioła.
do wyboru do koloru: złota, zielona i żółta.
przydałaby się do ozdabiania świątecznego stołu, myślę.
pani musi mieć dużo szczęścia i dużo miłości - wtrąca sprzedawca.
pani potrzebna jest duża jemioła - dodaje wesoło.
podoba mi się ta argumentacja. i błysk w jego oczach.
kupuję dwie wiązanki: złotą i zielonożółtą.
życzę, aby w Waszych domach dziś zawisły jemioły i dodały Wam swojej magicznej mocy.
niech przyniosą Wam szczęście i pomyślność,
niech spełnią Wasze marzenia.
jeśli w tym roku akurat nie macie jemioły, to wyobraźcie ją sobie, że jest.
wyobraźcie sobie jak wisi u sufitu albo włożona do wazonu roztacza czar wokół stołu.
wyobraźcie sobie, jak czyni cuda,
jak otwiera serca,
jak oczyszcza umysły.
w ten wieczór możemy poddać się urokowi dawnych wierzeń,
przypomnieć to, w co wierzyli nasi przodkowie,
zawierzyć,
powrócić do korzeni.
jak wierzono niegdyś ścięte pędy świętej jemioły leczyły niemal wszystkie choroby,
jednały pomyślność,
włożone do wazonu lub podwieszone pod sufitem chroniły dom przed złymi mocami,
zapobiegały pożarom, a już powstałe wygaszały.
pędy jemioły sprowadzały do domu szczęście i bogactwo,
spełniały ludzkie życzenia i marzenia.
noszona przy sobie jemioła miała zapewniać potencję seksualną. (wikipedia)
żółta barwa zeschłej jemioły,
ma według dawnych wierzeń,
dawać tej roślinie moc znajdowania zakopanych w ziemi skarbów – zwłaszcza złota.
niedziela, 23 grudnia 2012
po
Opadły ze mnie poglądy, przekonania, wierzenia,
opinie, pewniki, zasady,
reguły i przyzwyczajenia.
Ocknąłem się nagi na skraju cywilizacji,
która wydała mi się komiczna i niepojęta,
Sklepione sale pojezuickiej akademii,
w której kiedyś pobierałem nauki,
nie byłyby ze mnie zadowolone.
Mimo że jeszcze zachowałem
kilka sentencji po łacinie.
Rzeka płynęła dalej przez dębowe i sosnowe lasy.
Stałem w trawach po pas, wdychając dziki zapach
żółtych kwiatów.
I obłoki. Jak zawsze w tamtych stronach,
dużo obłoków.
Czesław Miłosz, Nad Wilią, 1999
opadły ze mnie napięcia, tęsknoty, poczucie krzywdy,
zakazy, nakazy, rozkazy, przekazy,
rozpacze i melancholia.
wdycham i wydycham naturę świata,
która wydaje mi się niepojętna i intrygująca.
moja polonistka nie byłaby ze mnie zadowolona,
nie spełniłam pokładanych nadziei,
choć miło byłoby jej zobaczyć dawną uczennicę.
mimo, że jestem tylko hologramem,
mam określony kształt i kilka wymiarów.
leżę w savasanie po skończonej praktyce jogi
obserwuję swój oddech i zmieniające się doznania.
mata tak jak poduszka do medytacji jest przełącznikiem ze stanu gotowości,
do stanu pełni.
sobota, 22 grudnia 2012
uświątecznienie
już się uświąteczniłam.
kupiłam prezenty dla wszystkich,
odebrałam zamówione rarytasy (uszka z prawdziwkami, paszteciki z kapustą i grzybami oraz pierogi z kaszą gryczaną i serem feta), które choć przeznaczone na wilię, degustowaliśmy dzisiaj,
zakończyłam małe porządki (porządki muszą być małe, żeby można było się dobrze uświątecznić)
wypisałam wniosek o urlop,
złożyłam pierwsze świąteczne życzenia,
otworzyłam czerwone francuskie wino
i poczułam magię świąt.
wszystkim Czytaczom i Czytaczkom Bliskim i Dalekim życzę szybkiego uświątecznienia.
piątek, 21 grudnia 2012
dzień
to był normalny dzień.
taki jak tysiące dni przed nim
i tysiące po nim.
niczym nie wyróżniający się dzień.
nie wydarzyło się nic szczególnego.
nie zobaczyłam,
nie usłyszałam
nie poczułam,
nic co potwierdzałoby fenomen daty 21 grudnia 2012.
po prostu zwyczajny, dobry dzień.
może za wyjątkiem:
dotkliwego zimna na dworze,
(w dodatku w biurowcu, w którym pracuję padło ogrzewanie),
spotkania w agencji castingowej, na które zaproszono Młodą,
(wyglądała na mało profesjonalną, agencja, nie Młoda),
ogromnych przedświątecznych zakupów, które zrobił Pan W. w trzech różnych supermarketach,
(chyba stracił nadzieję na koniec świata i wrócił do zwykłych obowiązków).
tylko miłość.
czwartek, 20 grudnia 2012
choinka
mamy choinkę.
dotarła do nas zawinięta w białą siatkę.
leży przerażona w przedpokoju.
wygląda jak nieboszczyk w prosektorium,
który czeka na właściwe obrządki.
szykujemy dla niej miejsce w salonie, w rogu, przy oknie.
najlepszy punkt obserwacyjny w mieszkaniu.
widać stąd wszystkich domowników jak krążą utartymi szlakami pomiędzy kuchnią, sypialnią, łazienką.
będzie mogła stąd obserwować ulicę, niebo i drzewa,
nawet poczuć powiew wiatru przy otwartym oknie.
zielony stojak stanął już gotowy, by wziąć ją na ręce.
a ona obraca się zdziwiona,
jakby chciała zapytać czy już nadszedł ten moment kiedy będzie przystrojona, upiększona,
czy nadszedł już ten moment kiedy stanie się gwiazdą.
środa, 19 grudnia 2012
koniec
dialogi na cztery nogi:
- koniec świata ma być w piątek!
- i całe szczęście!
- koniec świata będzie w piątek!
- wreszcie Bóg wysłuchał moich próśb.
- koniec świata ma być w piątek!
- to zakupy świąteczne zrobię w sobotę, żeby niepotrzebnie nie stać w kolejce.
nie martwcie się.
koniec świata nie nadejdzie szybko.
przed naszą cywilizacją jest jeszcze co najmniej dwa tysiące lat egzystencji.
tak twierdzi Dalajlama opierając się na słowach Buddy.
a jeśli nadejdzie koniec,
to też nie jest to powód do zmartwień.
po prostu nadejdzie.
wtorek, 18 grudnia 2012
mój
Całe życie udawać, że mój ten ich świat,
I wiedzieć, że hańbiące takie udawanie.
Ale co mogę zrobić? Gdybym wrzasnął
I zaczął prorokować, nikt by nie usłyszał.
Nie na to ich ekrany, mikrofony.
Tacy jak ja błądzą ulicami
I mówią do siebie. Śpią na ławkach w parku,
W pasażach na asfalcie. Bo więzień za mało,
Żeby pozamykać wszystkich ubogich.
Uśmiecham się i milczę. Mnie już nie dopadną.
Do stołu z wybranymi zasiadać - to umiem.
Nie mój, Czesław Miłosz
mój jest ten świat i ich, całe życie
nie udawane.
dobrze, że mówiących do siebie nie zamyka się w więzieniach.
do kogo mają mówić, zamknięci w swojej samotności,
gdy potrzeba mówienia jest tak silna jak potrzeba jedzenia.
uśmiecham się i milczę.
nie dopadną mnie.
do stołu też umiem zasiadać z wybranymi osobami - to wiem.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
niebo
Jak powinno być w niebie, wiem, bo tam bywałem.
U jego rzeki. Słysząc jego ptaki.
W jego sezonie: latem, zaraz po wschodzie słońca.
Zrywałem się i biegłem do moich tysiącznych prac,
A ogród był nadziemski, dany wyobraźni.
Życie spędziłem układając rytmiczne zaklęcia,
Tego co ze mną się działo nie bardzo świadomy,
Ale dążąc, ścigając bez ustanku
Nazwę i formę. Myślę, że ruch krwi
Tam powinien być dalej triumfalnym ruchem
Wyższego, że tak powiem, stopnia. Że zapach lewkonii
I nasturcja i pszczoła i buczący trzmiel,
Czy sama ich esencja, mocniejsza niż tutaj,
Muszą tak samo wzywać do sedna, w sam środek
Za labiryntem rzeczy. Bo jakżeby umysł
Mógł zaprzestać pogoni, od Nieskończonego
Biorąc oczarowanie, dziwność, obietnicę?
Ale gdzie będzie ona, droga nam śmiertelność?
Gdzie czas, który nas niszczy i razem ocala?
To już za trudne dla mnie. Pokój wieczny
Nie mógłby mieć poranków i wieczorów.
A to już dostatecznie mówi przeciw niemu.
I zęby sobie na tym połamie teolog.
Czesław Miłosz, Jak powinno być w niebie
jak powinno być w niebie, nie wiem, bo tam nie bywałam.
czy są tam rzeki, ogrody czy lasy,
czy słyszy się ptaki czy sąsiadów z pierwszego piętra.
czy w niebie jest sezon na lody i kiszone ogórki,
która pora jest najlepsza, ta po wschodzie czy przed zachodem słońca.
jak powinno być w niebie, nie wiem, bo tam nie bywałam.
ale myślę, że umysł wie, bo bywał.
zaprzestanie niekończących się pogoni za oczarowaniem, dziwnością, poklaskiem.
droga ze zgiełku świata jest prosta jak ta do nieśmiertelności.
spokojny umysł omija obietnice szerokim łukiem.
niedziela, 16 grudnia 2012
sobota, 15 grudnia 2012
zatrzęsienie
Jestem kim jestem.
Niepojęty przypadek
jak każdy przypadek.
W zatrzęsieniu, Wisława Szymborska
jestem kim jestem.
to żaden przypadek.
gdybym była kimś innym też byłabym sobą.
mogłabym być Azjatką o skośnych oczach, albo Mulatką, lub Eskimoską,
też byłabym sobą.
mogłabym urodzić się w Chinach w minionym wieku,
też nie miałabym siostry jak prawie wszystkie chińskie kobiety.
mogłabym mieć pięcioro dzieci i ani jednego męża,
też nie narzekałabym.
mogłabym rządzić, analizować, debatować, dyrygować,
też miałabym dzień wypełniony po brzegi.
mógłby los być trochę mniej lub bardziej łaskawy dla mnie,
też byłabym szczęśliwa.
piątek, 14 grudnia 2012
szał
szał zakupów dopadł mnie na już początku grudnia.
pierwsze zakupy,
drugie zakupy,
trzecie zakupy,
czwarte,
piąte zakupy,
szóste...
kupon rabatowy w empiku,
kupon rabatowy w mohito,
karta rabatowa w matrasie,
karta bankomatowa z debetem.
wynik łatwy do odgadnięcia.
a jednak dzisiejsze podsumowanie wprawiło mnie w osłupienie.
okazało się, że większość zakupionych prezentów jest przeznaczona dla pań.
tych dla panów jest niewiele.
i trudno ten stan zmienić.
czasu mało, a pomysłów też nie ma.
mężczyźni zresztą nie ułatwiają sprawy.
Młody od miesiąca pytany co chciałby dostać,
niezmiennie odpowiada, że nie wie.
twierdzi, że tak ważnej decyzji nie może podjąć zbyt pochopnie.
potrzebuje czasu do namysłu. więc myśli.
już połowa grudnia, a On dalej wędruje po stronach internetowych,
przetrawia wyczytane informacje,
rozważa za i przeciw.
myśli.
* Our hearts are broken today. Barack Obama
też cierpię.
cierpię cierpieniem Ameryki.
cierpieniem rodzin osób, które nie wróciły dziś do domów.
cierpię też cierpieniem bliższym.
cierpieniem Pani R.
czwartek, 13 grudnia 2012
mimo
mimo wszystko próbuję znaleźć kilka powodów,
dla których był to dobry dzień:
1. obudziłam się przed dzwonkiem budzika
(może niezbyt wyspana, lecz z pewnością przytomna),
2. nie spóźniłam się do pracy,
(zdążyłam nawet wypić jeden łyk pysznej kawy przed wyjściem),
3. w porę wyekspediowałam z biura krwawiącą koleżankę do lekarza
(nasze idealne stroje wyszły z tej opresji bez szwanku),
4. Młody definitywnie zażegnał chorobę,
(spadła mu temperatura i zakończył monodietę),
5. okulista obwieścił optymistycznie przełom w leczeniu krótkowzroczności,
(będzie pierwszy, który będzie miał nowe soczewki),
6. przemaszerowałam wszerz i wzdłuż wielkie miasto
(łagodny mróz wcale nie dał mi się we znaki),
7. degustacja pierogów w pierogarni polecanej przez Sophie nie wywołała rozczarowania
(choć dowiodła, że najlepiej jada się w domu).
środa, 12 grudnia 2012
ja
Dbaj o to zwierzę. Jest tylko jedno.
Inne nigdy ci się nie dostanie.
Kenneth Rexroth, w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
wtorek, 11 grudnia 2012
ludzie
dziecko nie jest głupie;
głupców wśród nich nie więcej niż wśród dorosłych.
a poza tym, Nie ma dzieci - są ludzie.
Henryk Goldszmit znany pod pseudonimem jako Janusz Korczak.
święta prawda.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
odmienność
czytam książkę pt. Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin autorów Auke Kok i Dido Michielsen,
holenderskich rodziców adopcyjnych dwóch chińskich dziewczynek.
zapis podróży do Chin podjętej u progu dojrzewania dziewczynek, w poszukiwaniu korzeni, tożsamości.
to nie jest zwykła podróż do obcego państwa.
to podróż do przeszłości, z zamiarem odkrycia niewyjaśnionego.
dla wszystkich, których interesuje życie i historia Chin,
i dla tych, którzy rozważają adopcję za granicą,
ciekawa lektura.
Im więcej dusz, tym więcej radości, tym więcej do odkrycia.
Trzeba się cieszyć z odmienności każdego.
Niech cię to nie martwi, ani nie unieszczęśliwia.
To żałosne tkwić ciągle tylko w swoim oklepanym światku.
To jest skostnienie.
Umiłowanie nieznanego rzutuje pośrednio i na nas:
nawet jeśli wyjeżdżasz tylko raz do roku za granicę,
to i tak jesteś kandydatem na obywatela świata.
Auke Kok i Dido Michielsen
niedziela, 9 grudnia 2012
klinika
dwa dni temu aktorka Ewa Błaszczyk otworzyła w Warszawie klinikę BUDZIK dla dzieci w śpiączce.
jest to pierwsza w Polsce klinika dla dzieci po ciężkich urazach mózgu.
gotowa na przyjęcie 15 małych pacjentów wraz z opiekunami,
klinika, zapewni prowadzenie intensywnej neurorehabilitacji dzieci
przez okres od roku do 15 miesięcy, w systemie 24 godzinnym, również w weekendy i święta.
żeby dostać się do kliniki, pacjent musi być wydolny krążeniowo i stabilny oddechowo,
nie wymagający podtrzymywania funkcji życiowych w warunkach OIOM.
nie może też pozostawać w stanie śpiączki w okresie dłuższym niż 6 miesięcy
od momentu urazu/wypadku.
fundacja A kogo? szacuje, że w śpiączkę zapada rocznie do 100 tys. polskich dzieci.
najczęściej śpiączki trwają od kilku minut do kilkunastu dni.
kilkaset dzieci trwa w śpiączce wiele lat.
niekiedy udaje się je wybudzić.
córka Ewa Błaszczyk, inicjatorki przedsięwzięcia, jest w stanie śpiączki od 12 lat.
w tym roku skończyła 18 lat, tak jak jej siostra bliźniaczka.
cieszy mnie ten sukces.
kibicowałam inicjatywie fundacji od początku, bo lubię aktorkę Ewę Błaszczyk,
śpiewa fenomenalnie i jest matką bliźniaczek.
w 2000 roku w przeciągu 100 dni straciła męża Jacka Janczarskiego i pewnym sensie córkę.
patrząc na ogrom bólu i cierpienia, które było dane jej przeżyć,
budujące wydaje się to jak pięknie udało jej się przekuć cierpienie w wielki czyn,
służący innym cierpiącym i potrzebującym.
i jak ogromne pokłady sił, zapału i optymizmu, tkwią w człowieku!
cieszy mnie też fakt, że na zdjęciach z uroczystości otwarcia kliniki widać same kobiety. to znak czasu.
* jak niedziela to medytacja w sali medytacyjnej.
w sali obok odbywały się warsztaty teatralne lub terapeutyczne.
uczestnicy najpierw wydawali z siebie różnorakie dźwięki i krzyki,
najgłośniejsze przypominały ryk zwierząt, później jedna z kobiet
monologizowała na nieznany temat nadużywając najpowszechniejszego wulgarnego słowa
(jakby nie słyszała, że Prof. Miodek zdementował swoje przyzwolenie
na przekleństwa, i dał najświętsze słowo honoru, że wszystko to, co hula
w internecie pod hasłem ch..., k..., p... jest czyimś żartem).
w końcu nastąpiło długie aaaaaaaaaa w wykonaniu tej samej osoby i nastała cisza.
co za śmieszna sytuacja!
z jednej strony ściany ludzie wyciszają umysł, a z drugiej rozszarpują swoje emocje.
sobota, 8 grudnia 2012
piątek, 7 grudnia 2012
palindrom
palindromy to słowa, zdania, sentencje,
które czytane wprost i wspak brzmią tak samo (mają symetryczny układ liter),
na przykład: kobyła ma mały bok.
niektórzy anglikanie twierdzą, że pierwsze słowa
wypowiedziane przez człowieka były palindromem.
wyobrażają sobie, że Adam przywitał Ewę w Raju, mówiąc:
Madam, I'm Adam,
lub Madam in Eden, I'm Adam.
ludzie często nie wiedzą, że mówią palindromami.
między innymi Polacy, którzy niefrasobliwie wykrzykują A to idiota!
w przeszłości palindromy prawdopodobnie miały znaczenie magiczne,
obecnie pełnią funkcję gry słownej.
najbardziej podoba mi się jeden ze starożytnych palindromów,
umieszczany jako inskrypcja na greckich fontannach:
ΝΙΨΟΝΑΝΟΜEΜΑΤΑΜEΜΟΝΑΝΟΨΙΝ Nipson anomemata me monan opsin –
zmyj grzechy, nie tylko twarz.
mianem aibofobii określa się lęk przed palindromami.
ale, jak podaje wikipedia, takie zaburzenie lękowe w rzeczywistości nie istnieje
i jest jedynie formą żartu.
czytam kolejne palindromy i szukam ich głębszego sensu.
czy włoski palindrom: i topi non avevano nipoti - myszy nie miały wnucząt,
ma jakiś sens.
albo palindrom Barańczaka: I lali masoni wydrom w mordy wino, sami lali.
jeśli tak, to jaki?
czwartek, 6 grudnia 2012
prezent
przesyłam całą miłość do Was.
bądźcie szczęśliwi.
bądźcie uważni.
bądźcie radośni.
wszystko czego potrzebujecie to miłość.
tylko miłość.
w mikołajkowym prezencie piosenka.
środa, 5 grudnia 2012
spotkanie
lokalizacja: pizzeria sieciowa w centrum handlowym,
czas: popołudnie,
występują: czarnowłose boginie Pani E., Pani N. i Pani B., dwóch ostatnich nie widziałam od roku,
elementy scenografii: pizza marakesz z rukolą i gorgonzolą,
wokół niej piętrzą się różnobarwne opakowania z prezentami urodzinowymi, imieninowymi, mikołajkowym.
zostałam hojnie obdarowana:
książką Podróż do miasta świateł,
złotym jabłuszkiem, które wygląda na zaczarowane (nie zamierzam go używać, tylko dotykać, wąchać, podziwiać),
świecą o fakturze swetra dzierganego na drutach, w moim ulubionym kolorze zabielonej szarości,
notesem z recyklingu z długopisem, przyda Ci się do zapisywania myśli
i trzema niekończącymi się uśmiechami.
dziękuję.
wtorek, 4 grudnia 2012
wolontariat
dojrzałam do decyzji.
zdecydowałam się na wolontariat w ośrodku terapeutycznym,
najstarszym w wielkim mieście.
pierwszy dzień był bardzo chaotyczny i hałaśliwy.
zapamiętałam imiona trójki dzieci: Sandry, Radka i Klaudii,
oraz szefa wolontariuszy.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
przebudzenie
Pewnego dnia nastąpi wielkie przebudzenie, po którym będziemy wiedzieć,
że samo życie jest wielkim snem.
Do tej pory głupcy będą wierzyć, że już się przebudzili, i myśleć, że znają rzeczy,
nazywając jednego człowieka władcą, a drugiego sługą.
Mark Forstater
niedziela, 2 grudnia 2012
oddech
obserwujcie swój oddech.
obserwujcie moment, w którym robicie wdech
obserwujecie moment, w którym robicie wydech.
bądźcie świadomi każdego oddechu.
bądźcie świadomi każdego wdechu i każdego wydechu.
niech nie umknie waszej uwadze żaden oddech,
nawet ten najlżejszy, najsubtelniejszy.
obserwujcie oddech w każdej chwili,
po przebudzeniu i przed zaśnięciem,
w czasie codziennych ćwiczeń pilatesu, stretchingu,
w czasie wykonywania asan jogi,
obserwujcie swój oddech podczas spacerowania i pływania,
obserwujcie swój oddech w czasie wzburzenia, gdy ogarnia was gniew i złość
obserwujcie swój oddech gdy na skrzyżowaniu zapala się czerwone światło i gdy zapala zielone,
obserwujcie swój oddech gdy dzwoni telefon, tych kilka sygnałów podczas których
podchodzicie do telefonu lub szukacie komórki.
obserwujcie swój oddech gdy do kogoś dzwonicie, używając telefonu lub zwykłego dzwonka.
zawsze obserwujcie swój oddech.
obserwacja sprawia, że jesteście świadomi chwili, która trwa,
chwili oddechu.
oddech jest drogą do uważności, drogą do szczęścia.
możecie zacząć właśnie teraz.
jesteście w końcu na blogu oświecenie w wielkim mieście.
zróbcie głębszy wdech i głębszy wydech,
nie liczcie oddechów,
nie nazywajcie w myślach wdechu wdechem i wydechu wydechem.
tylko obserwujcie.
dzisiaj poświęćcie obserwacji swojego oddechu choć jedną minutę.
jutro 5 minut.
po tygodniu piętnaście minut dziennie.
Tylko oddech
Ani Chrześcijanin, Żyd, ani Muzułmanin, ani Hindus,
Buddysta, sufi czy zen.
Żadna religia ani system kulturowy.
Nie jestem ze Wschodu ani z Zachodu,
ani z głębi oceanu ani z ziemi,
ani naturalny ani eteryczny,
ni stworzony z elementów.
Nie istnieje. Nie jestem z tego świata ani z tamtego,
nie jestem potomkiem Adama ani Ewy,
ani żadnej innej linii.
Moje miejsce jest bezmiejscem, śladem nieodnajdywalnego,
ani ciałem ani duszą.
Należę do ukochanego.
Ujrzałem dwa światy jako jeden i usłyszałem jego wołanie.
Poznałem pierwsze, ostatnie, zewnętrzne, wewnętrzne
jak oddech oddychający człowiekiem. Dżalaluddin Rumi
sobota, 1 grudnia 2012
coś
Coś się zdarzyło.
Księżyc rozświetlił pokój.
Bóg o tym wiedział.
Tomas Transtromer
coś się wydarzy.
złote niebo rozświetli ich twarze.
bóg o tym nie wie.
ja wiem.
piątek, 30 listopada 2012
korpo
w pośpiechu wbiegają po schodach i zamykają się w swoich pokojach.
siadają przy biurkach, z błogością piją poranną kawę.
sucha kanapka rozkrusza świeżo zaplombowany ubytek.
żmija sunie korytarzem, jakby nie istniały lasy.
wąż pełznie po balustradzie, jakby nie istniały windy.
czwartek, 29 listopada 2012
makaron
ilość moich posiłków witariańskich maleje wraz ze spadającą temperaturą.
trudno teraz dostać coś świeżego i polskiego zarazem, do natychmiastowej konsumpcji.
najbardziej smakują mi jabłka i ogórki kiszone.
pomiędzy jednym a drugim jabłkiem, głód zabijam w różnoraki sposób:
a to chlebem żytnim razowym z masłem posypanym prażonym słonecznikiem,
z nieodzowną czarną kawą (jak w piosence czarny chleb i czarna kawa ...)
a to zupami,
a to makaronami.
z tych ostatnich najszybszym do wykonania daniem jest makaron
w sosie śmietanowo-serowym z natką pietruszki.
przygotowanie zajmuje dosłownie kilka minut.
przepis jest prosty jak konstrukcja cepa, jak mawia Pani A.
nadaje się do tego każdy dobry włoski makaron,
mogą to być penne, fusilli, casarecce, fettuccine, tagliatelle.
na teflonowej patelni rozpuszcza się masło, oraz w dowolnej ilości ser żółty
(może być parmezan, ale nie mozarella).
rozpuszczone składniki miesza się ze świeżą śmietaną.
do ugotowanego makaronu dodajemy drobno posiekaną natkę
(jeden pęczek, lub dwa), odrobinę pieprzu, miętę zieloną (moja wersja) oraz sos z patelni.
sos nosi piękną nazwę Alfredo,
od imienia restauratora Alfredo di Lelio, który tę potrawę po raz pierwszy przygotował.
mój przepis nie ma wiele wspólnego z oryginałem, ale jest pyszny.
poniżej filmik z instrukcją jak wykonać prawdziwy Alfredo.
środa, 28 listopada 2012
kubek
udało mi się kupić kubek termiczny w pierwszym sklepie, do którego weszłam.
stał na półce trochę schowany, jakby czekał specjalnie na mnie.
ostatni w oryginalnym opakowaniu.
przeźroczysty.
do indywidualnej dekoracji.
w wewnętrzne ścianki można włożyć papier ze zdjęciem lub fragmentem sztuki własnej.
ładnie wygląda też bez elementów zdobiących.
całą dekorację stanowi wówczas wnętrze.
cafe macchiato.
zostanie sprezentowany w sobotę w dniu urodzin Pannie W.
wczoraj Młoda kupiła podobny kubek za uskładane pieniądze.
spędziła na zakupach całe popołudnie.
wypatrzyła taki, który oczarował ją kolorem, ciepłym fioletem.
kubek miał być prezentem głównym dla przyjaciółki,
do niego dokupiła kilka dodatków.
w domu po zerwaniu naklejki z ceną uznała,
że jest zbytnio ubrudzony klejem, i wymaga oczyszczenia.
moje wątpiące czyżby?, wzięła za gderanie,
i przetarła kubek z góry na dół watą nasączoną zmywaczem do paznokci.
kubek zmatowiał na całej długości, stracił kolor i blask.
co to była za rozpacz, co za złość i płacz!
żal było patrzeć na nią.
w jednej chwili zniknął prezent, który jawił się taki doskonały,
przestał istnieć tak nagle jak piętrowy domek z kart zburzony lekkim podmuchem wiatru.
wtorek, 27 listopada 2012
władca
Zamknięty w skorupce orzecha, jeszcze czułbym się władcą nieskończonych przestrzeni.
William Shakespeare
odkrycie tego cytatu zawdzięczam Stephenowi Hawkingowi i Pani S. z Bratysławy.
to ona opowiedziała mi o książce Hawkinga pt. Wszechświat w skorupce orzecha, kontynuacji Krótkiej historii czasu.
ten cytat z Hamleta jest mottem książki Stephena Hawkinga.
wyraża zarówno odwieczne pragnienie człowieka, by zrozumieć Wszechświat,
jak i zmagania genialnego umysłu zamkniętego w sparaliżowanym ciele.
książka - edytorsko doskonała - przemawia obrazami, i przedstawia Wszechświat tak jak widzi go Hawking.
jego Wszechświat, nie ma brzegu w przestrzeni i czasie,
dzieją się w nim wszystkie możliwe historie, a my żyjemy w wersji, która jest najbardziej prawdopodobna.
Wszechświat może być brzegiem ograniczającym głębszą rzeczywistość o większej
liczbie wymiarów, a istoty ludzkie - cieniami-hologramami rzucanymi przez obiekty,
które żyją we wnętrzu tego obszaru, czyli w innych wymiarach.
brytyjski fizyk Stephen Hawking, od lat choruje na stwardnienie zanikowe boczne,
porusza się na wózku inwalidzkim i porozumiewa wyłącznie za pomocą komputera i syntezatora mowy.
poniedziałek, 26 listopada 2012
niedziela, 25 listopada 2012
sobota, 24 listopada 2012
córki
w ulubionej księgarni miałam okazję przejrzeć i nad kawą con panna
przeczytać fragmenty dwóch fascynujących książek napisanych przez kobiety.
obie opisują bardzo głębokie doświadczenia w relacji matka-córka.
obie dotyczą mnie bardzo osobiście. szczególnie pierwsza z książek
Matka, która nie miała matki Hope Edelman, kontynuacja
Córek, które zostały bez matki.
strata matki nie była dla mnie nigdy tematem do rozmowy.
nosiłam ten ból w sobie przez wszystkie lata.
nie rozmawiałam o tym nigdy z własnej woli,
bo każda rozmowa kończyła się wielkim wzruszeniem.
spychałam wspomnienia i ból głęboko jak najgłębiej,
by nie wydostały się spod ciężkiego pancerza nieświadomie.
teraz wiem, że należy rozmawiać.
teraz wiem, że można rozmawiać.
poniżej zamieszczam kilka słów Manueli Gretkowskiej o pierwszej książce Edelman.
podlinkowałam też wypowiedź Anny Nowak-Ibisz na jej temat.
aktorka straciła matkę w wieku 10 lat.
mówi otwarcie o tym doświadczeniu, choć przez łzy.
to jest rana, która się nigdy nie zabliźnia.
też tak czuję.
Nie potrafię o tej książce powiedzieć nic innego, jak Kobieto, przeczytaj!
- nawet jeśli Twoja matka żyje. Przeczytaj, żeby zrozumieć siebie,
bo śmierci nie da się inaczej pojąć, niż znajdując sens własnego życia.
Rozpaczy po odejściu matki nie da się opowiedzieć ani zamknąć
w kilku miesiącach żałoby. Ono wraca przy porodzie twojego dziecka,
przy wyborze partnera, jest z Tobą zawsze, jak matka która
jest częścią Ciebie i dyktuje pośmiertne warunki, o których
w tak prosty i mądry sposób pisze Hope Edelman. Manuela Gretkowska
druga książka to Wciąż od nowa Diane Keaton.
aktorkę pokochałam za rolę w Manhattanie Woody'ego Allena i Czerwonych.
w książce opublikowała fragmenty dzienników pisanych przez swoją matkę,
zapisy jej słów z automatycznej sekretarki
oraz listy pisane przez siebie do dwójki adoptowanych dzieci.
pierwsze z nich Diane adoptowała w wieku 50 lat, drugie pięć lat później.
Głęboka, przejmująca, przejrzyście napisana książka o matkach,
córkach, dzieciństwie, starzeniu się, śmiertelności, radości,
miłości, pracy oraz poszukiwaniu samowiedzy. The New York Times
Książka jest taka jak Diane Keaton. Czyli absolutnie urocza.Entertainment Weekly
Cóż za wyjątkowo ciepła i czuła książka. The Times
piątek, 23 listopada 2012
odkopane
byłam dzisiaj w Zakopanem.
czasu miałam mało,
ale przebiegłam Krupówki z góry na dół,
wpadłam do galerii, w której kiedyś swoje
prace wystawiał Marcin Rząsa,
a która jawi mi się
jako jedna z dwóch pozostałości dawnego Zakopanego,
do którego jeździłam wieki temu,
żeby naładować akumulatory,
połazić po górach i codziennie wieczorem zasiąść w fotelu w teatrze.
tą drugą pozostałością jest właśnie Teatr Witkacego.
i tak szukając śladów Rząsy, wpadłam na
posadzone na podwórku rzeźby kobiet.
stały jak żywe, naturalnej wielkości,
trzy szare, tęgie, roznegliżowane.
ta pierwsza z głową wzniesioną do nieba jest trochę niezdarna,
druga z kotami wokół nóg (trzy kolejne zdjęcia) - najbardziej fascynująca
i dopracowana, z twarzą skierowaną ku ziemi,
a trzecia - jakby nieobecna, z myślami gdzieś indziej.
po stroju sądzę, że to baletnice,
trzy, albo jedna w trzech postaciach, w różnych nastrojach i etapach życia.
czwartek, 22 listopada 2012
jaskrawość
Dandyzm kontratakuje
ale tę pana nową stylizację
to jak właściwie mam interpretować
tak kolorowo się ubieram
by nikt nie widział
że umieram
no wie pan
życie na ogół zmierza
w kierunku śmierci
nawet najbardziej jaskrawe spodnie
tego nie zmienią
tak wiem
człowiek po czterdziestce
jest już trupem
mnie chodzi o to
żeby być żywym trupem
Andrzej Kotański
ale tę pana nową stylizację
to jak właściwie mam interpretować
tak kolorowo się ubieram
by nikt nie widział
że umieram
no wie pan
życie na ogół zmierza
w kierunku śmierci
nawet najbardziej jaskrawe spodnie
tego nie zmienią
tak wiem
człowiek po czterdziestce
jest już trupem
mnie chodzi o to
żeby być żywym trupem
Andrzej Kotański
środa, 21 listopada 2012
tango
a propos uważności, której miałam się poświęcić,
to w poniedziałek wykazałam się nieuważnością.
wpadłam na chwilę do ulubionej księgarni w centrum miasta.
z półki z poezją porwałam kilka książek,
a w nich 44 wiersze, Janusza Kotańskiego.
rok wydania 1999, cena adekwatna 3 złote.
nie namyślając się długo, kupiłam.
autora skojarzyłam z tomikiem Wierszy o moim psychiatrze,
których autor też nosił nazwisko Kotański.
tomik 44 wzięłam za utwory wczesnej twórczości.
dopiero w domu zorientowałam się, że poetów Kotańskich jest dwóch.
Andrzej - ten od psychiatry i Janusz od 44-ech.
i mam tomiki obu.
wśród mężczyzn zawsze wybieram Andrzejów.
poezja pacjenta brzmi szczególnie świeżo.
czytając jego wiersze czułam się jak w poczekalni u lekarza,
gdzie przytłumione słowa padają zza ściany,
gdzie abstrakcyjne monologi zdają się sączyć przez szpary w drzwiach.
dlatego czytając wiersze z ostatniego tomiku Ewy Lipskiej
Droga pani Schubert, właśnie one przychodziły mi na myśl.
odnosiłam nawet wrażenie, że i Lipska te wiersze do psychiatry czytała,
i po tej lekturze wybrała podobną formę literacką - list.
list zamiast wiersza, bo jak mówi,
list jest czymś bardziej intymnym niż wiersz.
a oto wiersz, który nie znalazł się w tomiku Wierszy o moim psychiatrze
pt. Znów o miłości.
a pana ktoś kiedykolwiek kochał
no jeśli chodzi o kobiety
to raczej nie
ale jak wziąć pod uwagę
na przykład
Trzy Osoby Boskie
to tego przecież
nie możemy wykluczyć
być może nawet
Matka Boska Częstochowska
mnie kochała
ale starała mi się tego
nie okazywać
Andrzej Kotański
tak więc, pomyłka w zakupach, doprowadziła mnie do powtórnej
lektury tomiku, dawno schowanego w bibliotece,
a buszowanie po internecie - do nieopublikowanych utworów oraz
piosenki Tango, w wykonaniu Pana A.K.
piosenkę chciałam zamieścić na blogu, ale nie dało się.
ukryłam zatem link do niej pod imieniem poety.
posłuchajcie, bo warto.
list jest czymś bardziej intymnym niż wiersz.
wiersz jest czymś bardziej intymnym niż post bloga.
post bloga jest czymś bardziej intymnym niż komentarz prasowy.
komentarz prasowy jest czymś bardziej intymnym od pisma urzędowego.
pismo urzędowe jest czymś bardziej intymnym od wyroku sądu.
wyrok sądu jest czymś bardziej intymnym niż akt zgonu.
wtorek, 20 listopada 2012
zmarszczka
zauważyłam ją kilka tygodni temu.
centymetrowa szrama na skórze
biegnąca z lewego kącika ust ukośnie w dół.
brutalna oznaka starzenia się skóry.
starałam się zapomnieć o niej,
zamaskować rozświetlającym bronzerem i uśmiechem.
dziś przyjrzałam się jej dokładnie.
rozmiar, głębokość, kierunek, poddałam wnikliwej obserwacji.
lustro było bezwzględne w swojej szczerości.
nie zostawiło mi złudzeń.
skąd się wzięła?
co za siła ją wyrzeźbiła?
czas? grawitacja? nostalgiczne nastroje?
cierpienia prawdziwe czy te wydumane?
dlaczego pojawiła się tylko z jednej strony?
dlaczego właśnie z lewej, po której mam serce?
potarłam ją mocno, licząc, że zniknie jak błąd,
który wkradł się do tekstu i został zauważony przez korektora.
zdarłam naskórek.
wokół ust mam zaczerwienioną skórę,
a zmarszczka została taka jaka była.
poniedziałek, 19 listopada 2012
eksperyment
w pewien styczniowy poranek w 2007, Joshua Bell, jeden z najbardziej
utalentowanych muzyków świata, uczestniczył w eksperymencie artystycznym
zorganizowanym przez dziennik Washington Post.
przez 43 minuty anonimowo grał na skrzypcach na stacji metra w Waszyngtonie.
eksperyment dotyczył percepcji, gustu i ludzkich priorytetów.
miał odpowiedzieć na pytanie, czy "w pospolitych okolicznościach
i o niesprzyjającej porze piękno zostanie zauważone".
podczas gry, tylko siedem osób zatrzymało się na chwilę.
dwadzieścia siedem dało mu pieniądze, a potem odeszło, nie zwalniając kroku.
zebrał 32 dolary. kiedy przestał grać, zapadła cisza.
nikt tego nie zauważył. nie było oklasków, ani słów uznania.
Joshua Bell zagrał sześć najtrudniejszych utworów, jakie kiedykolwiek
zostały skomponowane. grał na skrzypcach wartych 3,5 milionów dolarów.
co ciekawe, skrzypce wykonane przez Stradivariusa, należały niegdyś
do polskiego wirtuoza Bronisława Hubermana i zostały mu dwukrotnie skradzione.
miejmy czas na muzykę,
miejmy czas na słuchanie,
miejmy czas na patrzenie.
bądźmy uważni.
niech nic nam nie umyka.
bądźmy świadomi każdej chwili,
każdego kroku,
każdego oddechu.
w ramach własnego eksperymentu,
zdecydowałam nie włączać komputera w domu w poniedziałki.
żeby uwolnić się od przyzwyczajenia.
żeby dać sobie czas,
żeby dać przestrzeń
na uważność.
ten post napisałam dzień wcześniej.
niedziela, 18 listopada 2012
cioccolata
dziś raczyłam się czekoladą na gorąco po włosku.
gęstą z bitą śmietaną.
jadłam ją łyżeczką.
niebo w gębie.
ściągnęłam przepis.
wkrótce zrobię taką samą,
i pić będę całą zimę.
pychota.
w naszym ulubionym włoskim barze,
nigdy nie zamawiam czekolady, bo nie jestem w stanie
zjeść nic więcej po daniu głównym.
dziś postanowiłam zrobić inaczej.
nie jeść nic, tylko zamówić czekoladę.
to było idealne rozwiązanie.
mogłam delektować się każdą łyżeczką tego boskiego napoju
od początku do końca. nawet na samym dnie był jeszcze gorący.
w zachwycie nad czekoladą, słucham po włosku:
a ja nie chcę czekolady, chcę by miłość dał mi ktoś,
chcę by zabrał mnie od mamy, bo ...
ciekawe, która wersja była pierwsza, polska czy włoska.
czy ktoś wie?
Non voglio più la cioccolata
sono stanca d'aspettar
ho voglia d'essere baciata
da un uomo che mi sappia amare.
Io devo sempre passeggiare
coi genitori su e giù
al ballo non ci posso andare
ti giuro non ne posso più.
Sono cresciuta a cioccolata
la trovo pure nel caffè
sono proprio sfortunata
e ancor l'amore non so cos'è.
Non voglio più la cioccolata
sono stanca d'aspettar
ho voglia d'essere baciata
da un uomo che mi sappia amar.
Domani... è il mio compleanno
e i miei parenti lo so già
non fiori e doni porteranno
ma... cioccolata in quantità.
Sono cresciuta a cioccolata
la trovo pure nel caffè
sono proprio sfortunata
e ancor l'amore non so cos'è.
Caramelle e cioccolata
non voglio più!
Aha aha aha aha
sobota, 17 listopada 2012
piątek, 16 listopada 2012
moje
Moje szczęście rosło
a żaby śpiewały
w pomorskich bagnach.
Tomas Transtromer, w tłumaczeniu Magdaleny Wasilewskiej-Chmury
moje szczęście rosło
a wieczór zapadał się w czerni.
moje szczęście rosło
a w pokoju obok Młodzi serfowali po internecie.
moje szczęście rosło
a ptak z okładki książki przekrzywiał głowę w moją stronę.
Niechby
poeta poecie
kapotę zdejmował
i dziwował się
świętym
jego słowom.
Eda Ostrowska
czwartek, 15 listopada 2012
pytania
dziś zadano mi takie pytania:
1. dlaczego spóźniłaś się na angielski?
2. dlaczego nie byłaś na ostatnich zajęciach?
3. co jest Twoją największą słabością?
4. co chciałabyś zmienić w swoim życiu?
moje odpowiedzi na powyższe:
1. nie noszę zegarka, działam na wyczucie.
2. nie miałam czasu, byłam u fryzjera.
3. nieśmiałość. mam ogromną tremę przed występami publicznymi.
4. moje życie zmienia się każdego dnia. lubię te zmiany.
lubię sposób w jaki następują. po prostu lubię swoje życie.
środa, 14 listopada 2012
strega
dziś na włoskim przerabialiśmy znaki zodiaku.
przy okazji opowiedziałam historię narodzin moich Dzieci,
wyboru daty wielkiego dnia.
lekarz chciał przyśpieszyć poród,
trzy tygodnie przed oficjalną datą.
a ja nie.
bo bliźnięta nie pasują do byka,
bo bliźniaki w bliźnięta, to już przesada.
do szpitala poszłam na miesiąc przed terminem.
z nieodłączną małą książeczką Biorytmy Adama Sikory.
przeliczałam powinowadztwo biorytmiczne codziennie.
bez laptopa i programu, ręcznie, z tabel.
liczyłam i liczyłam, szukając odpowiedniej daty,
dla mnie, dla Dzieci i dla Pana W.
lekarz był rybą, więc zrozumiał,
jak ważny dla mnie był ten wybór,
jak ważny będzie dla moich Dzieci.
dziewczyny zdawały się nie pojmować o co w tym wszystkim chodzi.
nigdy nie słyszały o biorytmach, o wpływie gwiazd na życie człowieka.
nie wyobrażały sobie takich rozmów z lekarzem.
dlatego nazwały mnie dziś strega, czarownica, wiedźma.
a może dlatego, że lekarzowi też zrobiłam wykres biorytmiczny!
wtorek, 13 listopada 2012
ząb
Młodemu zaczął rosnąć ząb mądrości.
odkąd zaczął mu rosnąć ząb mądrości
przez cały czas powtarza jaki jest głupi.
poniedziałek, 12 listopada 2012
ból
czym jest ból zrozumiałam cztery lata temu gdy złamałam nogę.
spiralne złamanie trzech kości podudzia prawego.
ból był mega bólem.
bólem, którego nie sposób sobie wyobrazić,
bólem, którego nie sposób opisać.
w skali 1-10, ból oceniam na 11.
poprosiłam sanitariuszkę pogotowia,
aby zawiozła mnie w takie miejsce, gdzie dobrze złożą mi nogę.
dowiozła na izbę przyjęć do małego szpitala.
w pustej szarej piwnicy przyjął mnie młody lekarz.
zaczął od wypełniania papierów, dowód osobisty, karta chipowa, rentgen.
byłam na granicy omdlenia, ale trzymałam się.
nie wydawałam niepotrzebnych dźwięków.
od momentu przyjazdu na noszach, prosiłam o coś przeciwbólowego.
dostałam jedną małą tabletką, która nie przyniosła ulgi.
lekarz skrupulatnie wypełniał druki.
był tak młody, że cały czas zastanawiałam się co ja tutaj robię,
z tym młodym lekarzem w szarej piwnicy, w starym wielkim budynku.
czy to jedyny lekarz w tym szpitalu,
czy on będzie mnie operował, tu i teraz.
zapytany czy potrafi zoperować moją nogę, odparł, że on nie,
ale są tutaj tacy, którzy to potrafią. to było pocieszające.
po zrobieniu zdjęć odstawił mnie na oddział.
nie mogłam wykonać żadnego ruchu,
każdy nawet najmniejszy powodował jeszcze większy ból.
nikogo nie interesowało, że cierpię.
popisową rolę zagrała pielęgniarka, która zapytała mnie czy mam ze sobą piżamę.
czy powinnam nosić ją przy sobie jak kosmetyczkę w torebce?
na moje nie, rzuciła na łóżko, na którym leżałam złożoną w kostkę szpitalną koszulę i odeszła.
w tym momencie nie wytrzymałam. rozpłakałam się.
zaczęłam domagać się pomocy. zaczęłam domagać się swoich praw.
jakiś lekarz, który miał wtedy dyżur, przyszedł do mnie,
małymi nożyczkami rozciął wzdłuż dżinsy, które miałam na sobie.
pomógł założyć koszulę.
później zabrał mnie do pokoju zabiegowego.
podał środek uśmierzający ból i zaczął nastawiać nogę.
gdy wydałam z siebie krzykoryk,
odurzono mnie środkami przeciwbólowymi zupełnie.
przez dwa dni plątał mi się od tego język.
na trzeci dzień od wypadku zoperowano moją nogę.
niedziela, 11 listopada 2012
oczekiwanie
upalny dzień. przypomina środek lata.
powolny i senny.
w oczekiwaniu na powrót Młodej z mistrzostw w Niemczech:
trzygodzinna medytacja,
spacer po wielkim mieście,
rodzinny obiad z Panem T.
sobota, 10 listopada 2012
wywiad
ten tydzień był trudny i męczący dla mnie.
nie miałam siły ani czasu żeby pisać, ani żeby medytować.
czas leciał w przyśpieszonym tempie,
a ja nie nadążałam za nim.
w trakcie ostatniej podróży poznałam pewnego nauczyciela jogi z Warszawy.
dziś przeczytałam wywiad z nim, w którym mówi o swojej praktyce medytacji.
medytuje 2 godziny dziennie, jedną rano, gdy wszyscy domownicy śpią,
a drugą po południu, przed powrotem do domu,
do tego codziennie przez 4,5 godziny praktykuje jogę, z racji nauczania,
a ponadto praca zawodowa: dwa sklepy, dwie szkoły jogi,
i dom, a w nim czwórka dzieci.
szacun, szacun, szacun.
ten wywiad skłonił mnie do przemyśleń,
że jak się chce to się da.
że jak się chce priorytety ustawiają się same,
że jak się chce czas rozciąga się jak guma,
że jak się chce można wiele.
piątek, 9 listopada 2012
pierogi
pierogi ruskie kocham.
ruskie ze świeżą śmietaną uwielbiam.
podobnie jak ruskie zasmażone z masłem
i pestkami słonecznika - moja wersja autorska.
pierogi jedzone z Panią E. w piątkowy wieczór,
w karczmie usytuowanej pośrodku wielkiego miasta uwielbiam podwójnie.
to uczta dla podniebienia.
to czas absolutnego relaksu.
do ruskich nieodłączne jest piwo.
pasuje idealnie.
medytującym polecam bezalkoholowe.
czwartek, 8 listopada 2012
reklama
ta reklama jest tak absurdalna i śmieszna,
że nie da się jej pominąć milczeniem.
go vegan.
bądźcie weganami,
a wasza męskość wzrośnie.
ponieważ w okienku wyświetliło się właśnie zdjęcie Micheal'a Duncana,
z reklamy PETY Go vegetarian, ze smutkiem muszę wspomnieć o tym,
że aktor ten nie żyje.
odszedł na początku września.
był jednym z orędowników idei wegetarianizmu.
środa, 7 listopada 2012
slogan
the best is yet to come Barack Obama
podoba mi się to hasło z dzisiejszego przemówienia Baracka Obamy.
najlepsze jest ciągle przed nami.
zawsze przed nami.
najlepsze.
to stwierdzenie daje nam pewność i nadzieję.
pewność, że jutro nadejdzie kolejny dzień,
i nadzieję, że dzień ten będzie lepszy od innych.
musi nastąpić jutro,
aby mogło nadejść to co najlepsze.
wtorek, 6 listopada 2012
liście
zdjęcia robione komórką, nie są idealnie ostre.
ale przyjemność robienia zdjęć jest taka sama jak lustrzanką cyfrową.
może nawet większa.
bez przygotowania, chwytam chwilę.
jesienną.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Chustka
ale któregoś dnia, jak umrę, kruca bomba, przysięgam! będę straszyć!
pootwieram wszystkie szafy, szafki i szuflady
i porozrzucam rzeczy po podłodze,
będę skrzypieć parkietem i drzwiami,
schowam klucze od samochodu do zamrażalnika,
a klucze od domu do samochodu.
zepsuję krany, żeby wiecznie ciurkały po kropelce,
spalę twarde dyski komputerów i zgubię telefony komórkowe,
powydłubuję misiom i lalkom oczka, a samochodzikom - koła.
skrzywię ramy rowerów, motocykli i skuterów.
spalę, zgniję, spleśnieję i zjełczeję jedzenie.
i wysuszę trawniki na wiór.
i zaglonię oczka wodne, sadzawki i baseny.
zapchlę koty i psy, zagrzybię rybki i stopy.
Joanna Sałyga
patrzę, Joanno od Chustki.
uważnie patrzę,
czekam.
niedziela, 4 listopada 2012
wtorek, 23 października 2012
pakowanie
pakuję się.
rozmaitość rzeczy ląduje w czerwonej torbie na kółeczkach.
śpiwór, sweter, termos, kurtka puchowa, poduszka do medytacji, bilet, komórka.
zaciągam zamek.
trzeszczy ale dopina się.
wyruszam w drogę.
przede mną kolejne odosobnienie.
poniedziałek, 22 października 2012
niedziela, 21 października 2012
Stefanka
Stefanka, to nie tylko ciastko, którego przesadnie nie lubię.
to też szczyt u podnóża Beskidów, nazwany tak od nazwiska
dr. Karola Steffana, bielskiego burmistrza.
góra ma jeszcze jedną, ładniejszą nazwę - Kozia.
spacerkiem wśród buków zawędrowałam na sam szczyt Koziej Góry.
tłum ludzi, słońce i szeleszczące po drodze złote liście.
przy schronisku artysta rzeźbiarz wyczarowywał z wielkiego pnia
szlachcica Zagłobę.
obok stał drugi wysoki na kilka metrów pień i czekał na swoją kolej.
może powstanie z niego szlachcianka, a może Pan Wołodyjowski.
sobota, 20 października 2012
Chanda
wczoraj oglądałam film pt. Life, above all o afrykańskiej nastolatce,
która zmierza się z trudnościami w obliczu śmierci siostry i choroby matki.
przeżywałam los tych kobiet jak własny, choć tak odmienny od mojego.
podobne uczucia pojawiają się gdy czytam koleje życia arabskich kobiet opisane
w Złotym rydwanie. nieskończona ilość historii, pełnych cierpienia i smutku.
trudno unieść tę powieść.
problemy, nieszczęścia, dramaty są wspólne, niezależne od człowieka,
zamieszkiwanego kontynentu, stanu zamożności, koloru skóry.
choroby też. w Afryce przeważa - AIDS, w Europie - rak.
jak mówi Dalajlama: taka jest natura życia.
Nie trzeba specjalnie szukać problemów, one same nas znajdą!
trudności towarzyszą nam od urodzenia do śmierci.
kobietom, chyba jednak częściej, więcej, bardziej, inaczej.
Młoda kolejną sobotę z rzędu spędza na zawodach.
o miejscu na podium nie ma co marzyć, ale walczy o punkciki w klasyfikacji.
ambitna nieprzeciętnie.
piątek, 19 października 2012
jarzębina
dwa duże jarząby rosną przed moim domem.
dzisiaj wszystkie gałęzie zajęły sroki.
przelatywały z jednego drzewa na drugie, wymieniając się miejscami.
ich białoczarne piórka błyskały wśród pomarańczowych liści i owoców.
widać było, że te małe barwne kule wzbudziły w srokach ekscytację,
wyczytałam, że łacińska nazwa tej rośliny w dosłownym tłumaczeniu
oznacza jarzębina łowiąca ptaki.
dawniej bowiem ptasznicy używali jej owoców za przynętę w swoich pułapkach.
cierpkie i gorzkie w smaku owoce jarzębiny są ulubionym pożywieniem wielu ptaków.
owoce te cenią też sobie zwierzęta leśne, takie jak sarna i borsuk.
te jednak do mnie nie docierają.
jarzębiny żyją tyle co człowiek 80-100 lat,
choć zdarzają się drzewa-rekordziści, które osiągają wiek 130 lat.
pamiętam, że jako dziecko zbierałam z Babcią owoce jarzębiny,
i nawlekałam je igłą na grube nici.
długie sznury jarzębinowych korali wieszałam sobie na szyi.
jesienią.
czwartek, 18 października 2012
piękno
świat jest taki piękny.
rozejrzyjcie się wokół siebie a to zobaczycie.
piękne jest niebo,
piękny jest wiatr,
piękny jest deszcz,
piękne są drzewa,
piękne są liście, które jesienią usychają na gałęziach.
sami jesteście piękni, najpiękniejsi,
istne ósme cuda świata.
popatrzcie do lustra,
i przypatrzcie się sobie uważnie, piękności niezwykłe.
chwila skupienia i to zobaczycie.
piękno niewysłowione,
piękno największe, mądrość i czar.
środa, 17 października 2012
wtorek, 16 października 2012
żeglarz
dziś Syn otrzymał pocztą patent żeglarski,
który zrobił w czasie wakacyjnego rejsu po Mazurach.
może prowadzić jachty żaglowe bez lub z napędem mechanicznym
po wodach śródlądowych. może też prowadzić jachty żaglowe bez
lub z napędem o długości kadłuba do 8,5 metra po wodach morskich
do 2 mil morskich od brzegu, w porze dziennej.
jest żeglarzem pełną gębą.
rozpiera go duma.
i mnie też.
w związku z tym, albo i bez związku,
wygłosił wieczorem przemówienie,
o tym jak teraz należy się do niego zwracać.
najlepiej używać postaci niezdrobnionej imienia
(najpiękniejsze imię męskie).
można też, albo ja mogę, jako osoba uprzywilejowana
zwracać się do niego per Synu lub Dziecko.
i na tym koniec możliwości, wyczerpały się.
inne zwroty nie są mile widziane
i, jak zasugerował, nie powinny być wygłaszane.
hej, żeglujże żeglarzu...
poniedziałek, 15 października 2012
młyn
właśnie zaczął się pierwszy tydzień mojego "roku szkolnego".
wypełniony zajęciami po brzegi,
każdy dzień zdaje się za krótki na to wszystko,
co chciałabym zrobić.
młyn kręci się tak:
w poniedziałek - włoski i joga,
we wtorek - angielski,
w środę - włoski,
w czwartek - angielski i pilates,
w sobotę - joga.
niedziela, 14 października 2012
ho'oponopono
ho'oponopono (hooponopono, ho-o-pono-pono) –
jest prastarą hawajską praktyką pojednania i wybaczania.
podobne praktyki były stosowane na wyspach całego
południowego Pacyfiku, wliczając Samoa, Tahiti i Nową Zelandię.
tradycyjnie, ho'oponopono jest wykonywane przez
uzdrawiającego kapłana lub kahuna lapa’au w obecności
członków rodziny chorej osoby.
w dzisiejszych czasach kapłana może zastąpić najstarszy
członek w rodzinie lub nawet sam chory.
głównym celem ho'oponopono jest osiąganie
"stanu zerowego, gdzie nie ma żadnych ograniczeń.
Żadnych wspomnień. Żadnej tożsamości."
aby osiągnąć ten stan należy stale powtarzać mantrę
Przepraszam. Wybacz mi, proszę. Dziękuję. Kocham Cię.
dr Hew Len uczy zasady 100% odpowiedzialności,
podejmowania odpowiedzialności za czyny każdej innej osoby,
a nie tylko odpowiedzialności za swoje własne czyny.
twierdzi, że jeśli ktoś weźmie pełną odpowiedzialność za własne życie,
wtedy wszystko co będzie widzieć, słyszeć, smakować, dotykać
lub w jakikolwiek sposób doświadczać, jest jego odpowiedzialnością,
ponieważ spotyka to w swoim życiu.
problem nie tkwi w naszej zewnętrznej rzeczywistości, ale w nas samych.
całkowita odpowiedzialność mówi, że wszystko co istnieje,
jest projekcją tego, co się znajduje wewnątrz człowieka.
I am sorry, please forgive me, I thank you and I love you!
jak niedziela to zwyczajowo medytacja i kino.
dziś kino z Młodą - Bestie z południowych krain.
wspaniale zagrany i zapadający w pamięć film.
młoda aktorka grająca postać pierwszoplanową na pewno wyrośnie na gwiazdę.
na razie, jak sama mówi planuje zostać dentystką.
sobota, 13 października 2012
mucha
natrętna mucha lata wokół mnie.
siada na mojej ręce, robi parę kroków
ląduje na ekranie, chwila odpoczynku
i wiruje dalej.
kręci się w kółko jak zakręcona.
moje machanie ręką traktuje jak zabawę.
wiruje jeszcze szybciej.
ilekroć siądę przed komputerem powtarza swój repertuar.
ciągle w kółko to samo.
tak od kilku dni.
piątek, 12 października 2012
pączek
Pani A. wyznała wczoraj,
że przed wyjazdem z naszego kraju chciałaby zjeść pączka,
ma na niego ogromną ochotę, musi go zjeść i już.
tam gdzie mieszka,
pączki nie przypominają polskich,
nie mają szczególnego smaku
w ogóle, nie są warte tego miana.
zaraz po pracy pobiegłam do cukierni po te kuliste ciastka.
nie dlatego, żebym chciała aby Pani A. szybko wyjechała.
chciałam, żeby ziścił się jej pączkowy sen,
żeby czekała na nią na stole cała misa pączków,
z nadzieniem różanym.
żeby mogła się nimi najeść do syta,
żeby było jej słodko i przyjemnie,
a delikatny zapach róż unosił się nad stołem.
w cukierni pączków nie było.
sprzedawczyni bezradnie rozłożyła ręce,
za późno na pączki - odrzekła.
pobiegłam do następnej, kilka kroków dalej.
niestety. i tam po pączkach ani śladu.
zrozumiałam, że
w dobrych cukierniach po południu nie ma już pączków.
na szczęście były bezy,
ptysie z bitą śmietaną,
ciasto włoskie (murzynek z płatkami migdałowymi),
i ciasto truflowe.
kupiłam wszystkie.
ptysie z bitą śmietaną były nieduże,
w sam raz na jeden raz do ust.
świeże, z rozkosznie wypływającą białą śmietaną.
w torebce było ich kilkanaście,
w drodze do domu zjadłam wszystkie.
bezy były równie niewielkie i ślicznie białe.
nie mogłam się im oprzeć.
przy wieczornej herbacie pochłonęłam większość z nich.
Pani A. skosztowała najmniejszy kawałek brązowego ciasta.
nie skusiła się na więcej.
może nie zachwyciły jej lokalne wypieki,
może przeliczała kalorie,
a może w tęsknocie za pączkami z różą,
wspominała ich niezrównany zapach i smak,
i przyjemność, którą znajdowała w ich jedzeniu,
zastanawiając się w duchu gdzie mogłaby kupić te najlepsze.
czwartek, 11 października 2012
jesień
dziś spotkałam się z Panią A.
to niezwykłe wydarzenie.
bo rzadko przyjeżdża do kraju, w którym mieszkam,
i rzadko mnie odwiedza.
jak dobrze znowu ją zobaczyć i uściskać.
dostałam w prezencie zrobione przez Nią własnoręcznie
kolczyki srebrne z cyrkoniami i czarnymi bursztynami.
szykowne.
szczęśliwej jesieni życzę wszystkim
wpadaczom i wpadaczkom,
czytaczom i czytaczkom.
aby Was jak najczęściej odwiedzali najbliżsi przyjaciele,
aby Wam darowano skarby największe, najpiękniejsze,
uczucia najtkliwsze, najsłodsze.
środa, 10 października 2012
niecierpliwość
z niecierpliwością oczekuję ogłoszenia nazwiska laureata
literackiego nobla 2012.
jest kilku poetów wśród kandydatów.
trzymam kciuki aby udało im się pokonać prozaików.
moim faworytem jest Adonis.
wśród kandydatów jest także kanadyjska poetka, co mnie cieszy podwójnie,
z racji tego że jest kobietą i znalazła się w tak szacownym gronie,
a także dlatego, że gdyby otrzymała tę nagrodę,
to cała jej twórczość zostałaby wydana po polsku.
a kobieca poezja to jest coś co lubię najbardziej.
ogłoszenie wyniku jutro o godzinie jedenastej.
czytam dalej Złoty rydwan.
postanowiłam kupić dwa egzemplarze tej książki w prezencie.
to dobry upominek, dla kogoś kto kocha czytać książki,
a w dodatku jest kobietą, wrażliwą i ciekawą świata istotą.
znam takich kilka.
wtorek, 9 października 2012
zimno
zrobiło się zimno na dworze.
bardzo zimne poranki i bardzo zimne wieczory
przedziela parę godzin słońca.
jesień w złotych butach śmiało kroczy po drogach.
wspina się na palce, zrywa z drzew liście.
czerwieni się i brązowi ziemia.
poniedziałek, 8 października 2012
rydwan
czytam książkę Złoty rydwan Salwy Bakr.
kupiłam ją w ulubionej księgarni za 7 złotych.
za tyle można kupić trzy gazety codzienne.
ta sama cena, a treść nie do porównania.
niedziela, 7 października 2012
modlitwa
abym nie musiała wstawać za kwadrans szósta,
abym nie musiała nosić mundurkogarniturów,
abym nie musiała łapać autobusu w drodze do pracy,
abym nie musiała mieć szefów,
abym nie musiała uważać na każdy kęs i obserwować wagi,
abym nie musiała rozmawiać z lekarzami o medycynie,
abym nie musiała zastanawiać się czy to co się dzieje jest jawą czy snem,
abym nie musiała wybierać między filmem a książką,
abym nie musiała tęsknić za czułością i bliskością,
abym nie musiała żyć samymi marzeniami,
abym nie musiała mylić się,
abym nie musiała być rozczarowaną,
abym nie musiała wątpić,
abym nie musiała czekać,
abym nie musiała negować,
abym nie musiała robić dobrej miny do złej gry,
abym nie musiała płakać,
abym nie musiała moknąć na deszczu,
abym nie musiała żałować,
abym nie musiała marznąć,
abym nie musiała pocić się,
abym nie musiała mieć wypadków,
abym nie musiała tracić,
abym nie musiała drżeć,
abym nie musiała znosić nieprzyjaznych spojrzeń,
abym nie ...
sobota, 6 października 2012
wybór
akceptuj, potem działaj.
cokolwiek dany moment przynosi,
akceptuj go tak, jakbyś sam go wybrał.
takie podejście cudownie przemieni całe Twoje życie.
piątek, 5 października 2012
piwo
piję właśnie najprawdziwsze piwo na świecie.
warzył je znajomy Pana W.
piwo jest ciemne jak kawa zbożowa,
lekko kwaskowate, gęste, niesłodkie.
pachnie chmielem i karmelem.
smakuje wybornie, ale nie przypomina piwa.
raczej napój gazowany.
butelka ciemnobrązowa z kapslem,
o kształcie oldskulowym.
koszt wyprodukowania butelki półlitrowej
to rząd 3 złotych,
czyli także w browarnictwie produkcja własna
jest droższa od przemysłowej.
czwartek, 4 października 2012
ateizm
otwórzmy się.
otwórzmy się na siebie, na świat.
nie zamykajmy się w pojęciach,
nie zamykajmy się w dogmatach.
nie grodźmy się,
nie twórzmy murów,
nie dzielmy niepodzielnego.
wszyscy jesteśmy jednością.
świat jest wspaniały a nasze życie wyjątkowe.
dostrzegajmy tę wyjątkowość w sobie i w każdym człowieku,
we wszystkich,
dostrzegajmy tę wyjątkowość w każdej chwili.
środa, 3 października 2012
echo
Echo - to imię nimfy górskiej.
Mity greckie w rożny sposób tłumaczyły,
jak stała się ona uosobieniem, bezcielesnego, powracającego głosu.
Pokochawszy bez wzajemności Narcyza, pogrążyła się w takiej rozpaczy,
że zaczęła zanikać, aż pozostał z niej sam głos.
Miało też być tak, że zatajaniem miłostek Zeusa Hera skazała Echo
na powtarzanie ostatniego słowa rozmawiającej z nią osoby.
Nic więc dziwnego, że jej imię zaczęły powtarzać nowo powstające języki.
Zadomowiła się w nich na dobre, by w końcu stać się jednym
z najczęściej używanych słów we współczesnej medycynie.
Echo, echosonda, echokardiografia...
Andrzej Szczeklik, Katharsis
wtorek, 2 października 2012
październik
w niedzielę był dzień chłopaka,
i międzynarodowy dzień tłumacza,
w poniedziałek - międzynarodowy dzień uśmiechu,
światowy dzień architektury,
światowy dzień ludzi starszych,
światowy dzień wegetarianizmu,
europejski dzień ptaków,
międzynarodowy dzień muzyki,
międzynarodowy dzień walki z wirusowym zapaleniem wątroby,
dziś - międzynarodowy dzień bez przemocy.
dzień za dniem wielkie święto.
świąt jest więcej niż dni w roku.
a ilość powodów do świętowania - nieograniczona.
październik jest w Polsce miesiącem dobroci dla zwierząt.
z tego najbardziej jest znany.
ale też miesiącem oszczędzania,
choć oszczędzamy przez cały boży rok,
jest miesiącem walki z rakiem piersi,
zdjęcia różowej wstążeczki pojawią się
na okładkach wszystkich kobiecych pism.
październik jest też międzynarodowym miesiącem bibliotek szkolnych,
o czym mało kto zapewne wie,
a w USA ten miesiąc poświęcony jest osobom z zespołem Downa.
i z tych wszystkich jesiennych dedykacji ta jest mi najbliższa.
poniedziałek, 1 października 2012
zakupy
pośpieszne zakupy w ikei z Panią E.
poprzedzone kawą z szarlotką.
kawa ikeowska jest pyszna,
można ją przyrządzić samemu co jest wielką frajdą,
a dodatkowo - można próbować różnych smaków za jednym razem:
espresso, latte, cappuccino.
ta kawa ma w sobie moc.
po kawie ikeowskiej się nie śpi.
kilka lat temu Pan W. po wypiciu tej kawy nie spał dwa dni,
a była to jego pierwsza kawa po wieloletniej przerwie.
w ubiegłym tygodniu Pani E. wypiwszy kawę po południu
nie spała do piątej nad ranem.
chyba nie położę się dzisiaj do łóżka.
na szczęście jest fajny dokument w tv do zobaczenia.
w wielkim sklepie kupiłam:
dwa noże, dwie beżowe poduszki na krzesła,
i dywanik łazienkowy zielony jak trawa.
coraz bardziej pięknieje moje mieszkanie!
niedziela, 30 września 2012
mechanik
samochód, którym jeżdżę ma tyle lat co moje dzieci.
dla auta to wiek dojrzały.
i jak to w tym wieku się zdarza niespodziewane
problemy natury technicznej są na porządku dziennym.
kłęby dymu spod maski to coś do czego
powinien przyzwyczaić się właściciel starego samochodu.
dym kłębiący się wokół naszego auta zauważyliśmy wieczorem
daleko od domu, w miasteczku o wdzięcznej nazwie Myszków.
miasteczko, malutkie, bez rynku, z kilkoma zadbanymi uliczkami,
jedną stacją benzynową i czynnym supermarketem.
jego nazwa skojarzyła mi się z ulubioną postacią Idioty Dostojewskiego,
głównym bohaterem - księciem Myszkinem.
wlanie płynu do chłodnicy przyniosło autu niewielką ulgę,
poprawa stanu nie nastąpiła.
wezwaliśmy mechanika. niedziela wieczór.
przyjeżdża młody człowiek.
sprawdza, wlewa, naciska, podświetla, wyjaśnia,
opowiada, radzi, zapewnia, wyciera, tłumaczy.
auto rusza uspokojone jego łagodnym pogodnym głosem.
zrozumiało, że dalsza pomoc będzie czekać nań w domu,
a do domu dojedzie cało i bezpiecznie.
za tę gotowość pomocy,
za wykonanie kilku czynności pod maską,
za zaproszenie do warsztatu,
za poświęcenie naszemu pojazdowi pół godziny,
Pan Mechanik nie chciał w zamian nic.
nic.
zupełnie nieznane w obecnym świecie określenie gratis.
to nic to jakby wszystko.
mamy wszystko czego potrzebujemy.
wszystko czego potrzebujemy to świadomość,
jacy szczęśliwi na prawdę jesteśmy.
jestem szczęśliwa i wiem, że Pan Mechanik także.
sobota, 29 września 2012
dokument
obejrzałam dokument Tato, I love you.
szukałam drugiej części Dom nad Mississipi.
niestety nie znalazłam.
piątek, 28 września 2012
czwartek, 27 września 2012
dwuzłotówka
znalazłam dziś dwuzłotówkę.
leżała między płytami chodnika.
podniosłam ją, wytarłam dokładnie chusteczką,
i włożyłam do portfela.
leży obok innych drobniaków.
będąc dzieckiem wiele rzeczy znajdowałam przypadkiem,
w miejscach zatłoczonych lub odludnych.
srebrny łańcuszek na plaży,
złotą obrączkę w prawie pustym tramwaju,
dwa portfele pełne pieniędzy,
pierwszy - w windzie bloku w którym mieszkałam,
drugi - przy głównej ulicy,
drobne monety - bardzo często.
jeden z tych portfeli udało się zwrócić właścicielce.
w podziękowaniu dostałam od niej książkę Małego księcia.
pieniądze z drugiego portfela wydałam co do grosza.
kupiłam Ówczesnemu torbę myśliwską w prezencie,
i zafundowałam obiad w Wierzynku.
z wiekiem moja zdolność znajdowania wartościowych
rzeczy znacznie zmalała, stępił się zmysł obserwacji,
osłabł wzrok.
w wieku dojrzałym - a contrario - mniej rzeczy gubię.
to jakaś rekompensata, forma pocieszenia,
za utratę talentu znalazcy.
jako dziecko gubiłam coś stale,
a to srebrny ażurowy pierścionek z trzema turkusami,
znalazła go koleżanka i oddała,
a to klucze, czapkę, rękawiczki...
jak widać bilans musi wyjść na zero.
pero...
środa, 26 września 2012
krawat
nie lubię krawatów.
wydają mi się zbytecznym elementem stroju,
zupełnie nie pasującym do dzisiejszych mężczyzn.
podoba mi się styl noszenia marynarki i koszuli
na każdą okazję bez krawata.
to dla mnie bardzo eleganckie połączenie i wystarczające.
ale podoba mi się też jak mężczyźni bawią się tą ozdobą,
jak czynią ją jeszcze bardziej strojną, charakterystyczną,
jak staje się ona głównym elementem ich garderoby,
jak przykuwa wzrok.
lubię patrzeć na mężczyzn, którzy noszą pastelowe koszule
i barwne krawaty.
przypominają mi ptaki rajskie, niespotykaną rzadkość.
nie muszę dodawać, że wczoraj takiego mężczyznę spotkałam.
miał na sobie różową koszulę,
i do niej turkusowy krawat w śnieżnobiałe grochy.
czas jakby stanął. ciągle mam te kolory przed oczami.
czy też może dlatego, że w centrum wielkiego miasta
wyrosły kilkumetrowe kwiaty z plastiku,
z płatkami w jaskrawych fioletach, różach, pomarańczach.
są sztuczne.
daleko im do prawdziwej roślinności tropików,
a jednak są czarujące.
zaczarowały mnie i wielkie miasto.
wtorek, 25 września 2012
pomyślność
w starych notatkach znalazłam takie oto zapiski:
pomyślność w każdej sprawie zapewnia mantra shabari.
należy szeptać ją rano codziennie 5 razy.
Om Uum Liim Shriim Huum Fat Swaha
mantrę otrzymałam dawno temu od mistrza jogi Ravi'ego Javalgekara, autora książki
Joga lecznicza.
zaczęłam recytacje wczoraj,
w intencji zmian wszelakich na lepsze.
nie wiem kiedy pojawi się obiecywana pomyślność,
ale w czasie śpiewu tej mantry wibracje w ciele są niesamowite.
poniedziałek, 24 września 2012
kasztany
przechodzę pod kasztanowcem codziennie w drodze do pracy.
zbieram kasztany leżące na ziemi i przynoszę do biura.
układam wokół komputera
jeden, dwa, trzy.
kilka kasztanów ma już zeschnięte łupiny,
ten, który przyniosłam dzisiaj błyszczy
zuchwale i nieprzyzwoicie.
pierwszy w tym roku kasztan znalazłam
w połowie sierpnia. wcześniak.
pękał z dumy w za ciasnym ubranku.
spod zielonych kolców wyłaniał się rudobrązowy brzuszek.
był mały jak orzeszek laskowy.
nie lubię prac ręcznych.
nie lubię tworzyć kasztanowych ludków.
nie lubię patrzyć na ich rozłupane główki.
widok nabitych na zapałki kasztanów
przeraża mnie i napawa smutkiem.
kasztan sam w sobie jest idealny,
nie potrzebuje dodatkowych obręczy, nakładek,
ozdób, makijażu.
owoc kasztanowca ma kolor jesieni,
nieregularny, intrygujący kształt
i tajemniczą gładkość.
trzymam go w dłoni i czuję
jak jaśnieje jego delikatna skóra,
jak bije mu serce,
słyszę jak szepcze coś w niezrozumiałym języku,
jak tęskni.
niedziela, 23 września 2012
sobota, 22 września 2012
pościel
zmieniłam pościel wszystkim domownikom.
wymieniłam kołdry letnie na zimowe.
te letnie schowałam głęboko w czeluściach szuflad i szaf.
obróciłam materace w łóżkach na drugą stronę,
tę cieplejszą, oznaczoną płatkami śniegu.
na zimowe kołdry założyłam poszwy w czerwieniach i pomarańczach.
i czekam na sny słodkie, ciepłe jak wspomnienie lata.
znalazłam na yt film krokodyl w kawałkach,
debiut reżysera Kim Ki-duka, z napisami włoskimi.
kto czuje się na siłach - polecam
wieczór filmowy z akcentami filologicznymi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
























