czwartek, 31 grudnia 2015
sylwester
Sylwester w pracy, to dzień inny niż wszystkie. Cisza na korytarzu. Jak się na kogoś wpadnie, to jakby się ducha spotkało. Przerażenie! Jest ktoś w biurowcu oprócz mnie?! W pokoju słychać tylko klimatyzację. Telefon dzwoni tak rzadko, że podejrzewam, iż jest zepsuty. Piję herbatę o romantycznej nazwie ogród miłości, z kandyzowanych wiśni, czarnego bzu, dzikiej róży, hibiskusa, i cieszę się z zasłyszanej wiadomości, że u Pani D. wszystko OK mimo przeprowadzonej amniopunkcji. Jem przesłodkie ptysie z bitą śmietaną i przysłuchuję się opowieściom koleżanki o karierze męża, emerytowanego funkcjonariusza policji, który prawie cały zawodowy czas spędził rozgryzając zagadki kryminalne. Łatwo nie miał. Praca ciężka, zupełnie inna niż ta w telewizyjnych serialach, gdzie sprawcę zawsze znajduje się w 45 minut, choć trup się ścielił równie gęsto. Układam z kolegą B. listę filmów i seriali, które muszę zobaczyć. Zapisuję trzy żółte karteczki pod jego dyktando. Na dziś wieczór planuję obejrzeć te z pierwszej, w tym dwie francuskie komedie. Czytam wiadomości polskiej agencji prasowej nt. oryginalnych projektów ustaw zgłaszanych we włoskim parlamencie. Podoba mi się szczególnie ta o ochronie życia osłów (koniecznie należy zaprzestać żartów na temat tego zwierzęcia) oraz aby nałożyć na gminę obowiązek posadzenia drzewa po śmierci każdego mieszkańca, który nie ukończył 50 lat. Myślę o ustawach, które wprowadziłabym będąc radną. Przede wszystkim ustanowiłabym Wigilię i Sylwestra dniem wolnym od pracy (dość łączenia pracy ze świętowaniem, cieszmy się chwilą), wprowadziłabym zakaz przemysłowej produkcji zwierząt, a także nakazałabym urzędom gminnym sadzenie drzew na urodziny każdego obywatela jako prezent państwa dla jubilatów. W końcu wysyłam smsy z życzeniami noworocznymi życząc, aby Nowy Rok był 2016 razy lepszy niż ten, który mija. I wychodzę z pracy. Wam też tego życzę.
środa, 30 grudnia 2015
wtorek, 29 grudnia 2015
mróz
Był wtorek, mróz.
Jestem samotnicą, pomyślała.
Kocham ludzi, ale dobrze pracuje mi się tylko
z dala od stada, z jednym biurkiem w pokoju,
i najlepiej śpi w pojedynczym łóżku.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
prezenty
W łazience wyczuwam cytrusowe aromaty, które roztaczają nowe glicerynowe mydła: mango i pomarańczy z dodatkiem papryczki chili, ich intensywność wzrasta w czasie użycia, i z każdym oddechem czuję wzmagającą tęsknotę za gorącymi egzotycznymi plażami i czystym bezbronnym niebem. Przy lustrze znalazła swoje miejsce smukła buteleczka olejku arganowego o słonecznej barwie, którego kilka kropel stosuję na zmianę z olejem z opuncji figowej, naturalnym botoksem. Pod choinką dalej stoi w złotej terebeczce zestaw różnorakich herbat (earl grey, darjeling) mojego ulubionego producenta, o nazwie brzmiącej niczym nazwisko hinduskiego maharadży. W szafie zawisł nowy element (mojej niezbyt pokaźnej) garderoby - szara koszulka z krótkim rękawkiem z wymownym nadrukiem ORE HUGS na kieszonce, poprzedzająca go literka M ze stali nierdzewnej, akcentuje tę wewnętrzną potrzebę właścicielki, z którą się jeszcze publicznie nie odważyła ujawnić, ale gdy tylko nadejdą cieplejsze dni, to z pewnością zdecyduje się na ten uczuciowy coming out.
niedziela, 27 grudnia 2015
grzech
Mój nauczyciel powiedział mi kiedyś:
"Ludzie mówią, że jest wiele różnych grzechów i cnót,
ale ja myślę, że jest tylko jeden grzech."
Gdy zapytałem co jest owym grzechem, odpowiedział:
"Pozwolić, by choć jeden oddech pozostał nieświadomy."
mistyk Hazrat Inayat Khan
(Maciej Wielobób, Ciało, oddech, uważność w pozycjach jogi)
sobota, 26 grudnia 2015
gdzie
Gdzie, oprócz chwili obecnej, można spotkać Wieczność? C.S. Lewis
gdzie, oprócz domu, można spotkać Wszechświat?
gdzie, oprócz oczu, można spotkać Miłość?
gdzie, oprócz śmiechu, można znaleźć Zrozumienie?
gdzie, oprócz kwiatów, można znaleźć Przebudzenie?
piątek, 25 grudnia 2015
filharmonia
Przed głównym wejściem do filharmonii zawisł okazały pęk jemioły.
Jeszcze nie widziałam całującej się pod nim pary.
czwartek, 24 grudnia 2015
prosiątko
Jeśli będziesz przestrzegać postu przez cały dzień, to wieczorem zobaczysz złote prosiątko. - mawiali w wigilię czescy rodzice swoim dzieciom. Gdybym wiedziała o tym zwyczaju wcześniej, to pościłabym przez cały „szczodry dzień” (štědrý den czyli 24 grudnia). Bo bardzo chciałabym zobaczyć złote prosiątko. I złotego karpia, złote mrówki i złotą kurę. Cały złoty żłobek. Chciałabym porozmawiać ze wszystkimi zwierzętami. Złotym głosem szeptałabym im do ucha słodkie słowa, pełne miłości i nadziei. Zaprosiłabym je do domu, posadziłabym przy długim kuchennym stole, i podałabym wigilijne przysmaki: barszcz z uszkami, paszteciki z kapustą i grzybami, sałatkę jarzynową z majonezem. A na deser solidną porcja słodkości: sernik z włoskimi orzechami i rodzynkami, polany czarną czekoladą oraz bûche de Noël, francuską roladę. Po świątecznej wieczerzy wybralibyśmy się na długi spacer parkowymi alejami wśród złotych drzew.
Najszczodrzejszego dnia Wam życzę!
środa, 23 grudnia 2015
ocean
To ciało to nie ja.
Nie jestem ograniczony moim ciałem.
Jestem życiem bez granic.
Nigdy się nie narodziłem
i nigdy nie umarłem.
Spójrz na ocean i na niebo pokryte gwiazdami,
manifestacje mojego cudownego, prawdziwego umysłu.
Thich Nhat Hanh
nigdy się nie narodziłam
i nigdy nie umarłam.
to ciało to nie ja.
jestem nieograniczona.
poruszam się wraz z falami oceanu.
rozszerzam niczym kosmos.
wtorek, 22 grudnia 2015
świat
Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem. Gabriel García Márquez
niedziela, 20 grudnia 2015
biurko
uświąteczniłam swoje biurko:
ręcznie robioną bombką, prezent od Pani N.
aniołkiem z białego kordonka, zawieszonym na kloszu stojącej lampy
srebrnymi gwiazdkami (to też dzieło uczestników warsztatów terapeutycznych,
tyle małych oczek i zagmatwanych pętelek)
oraz śmiesznym ludzikiem z piernika, którego można kupić na świątecznym jarmarku
(pachnie tak, że mam go ochotę od razu zjeść).
sobota, 19 grudnia 2015
bieganie
Biegnąc, nic nie robię, tylko biegnę. Zasadniczo biegnę w pustce. Innymi słowy, biegnę po to, żeby osiągnąć pustkę. Haruki Murakami (tłum. Jędrzej Polak)
biegnę.
z domu wyciąga mnie słońce
i potrzeba ruchu.
całe moje ciało domaga się powiewu wiatru i nieba.
biegnę w górę,
mijam klinikę poprawiającą urodę (mogłabym zrobić w niej każdy zabieg, jaki tylko przyszedłby mi do głowy, nieomal nie wychodząc z domu),
dwie przecznice domów z ogródkami, o których Pan W. mówi, że to jedyne miejsce w wielkim mieście, w jakim chciałby zamieszkać,
mały cmentarz, gdzie właśnie odbywa się ceremonia pogrzebowa, słychać śpiew kapłana i żałobników, z zatrzymujących się samochodów jeszcze wysiadają na czarno ubrane młode kobiety z czerwonymi różami, gdy docieram do dzikiego niewielkiego parku.
robię dwa duże okrążenia po szutrowych ścieżkach.
niewielkie wzniesienia prowadzą mnie raz
w górę, raz w dół.
czasem zbaczam z drogi, aby poczuć pod stopami prawdziwą ziemię.
biegnę,
nic nie robię,
tylko biegnę.
piątek, 18 grudnia 2015
tajemnica
Ośmielam się podnieść wzrok
ponad suche wierzchołki drzew,
nie widzę Boga, ale jego światłość
olśniewa wszystko.
Ze wszystkich rzeczy wiem jedno,
co moje serce czuje:
jestem młody, żywy, samotny,
a moje ciało zużywa się.
Wkrótce zasnę w wysokich trawach
na brzegu rzeki, pod nagimi
drzewami, wtedy wzniosę się w chmury
aby żyć bez młodości.
Pier Paolo Pasolini, Tajemnica
(za www.goldenline.pl/grupy/Literatura_kino_sztuka/ludzie-wiersze-pisza)
jestem żywa i samotna,
zanurzona w smutnej pieśni.
moje ciało zużywa się,
a ja ośmielam się mieć nadzieję na
olśniewające zakończenie.
podnoszę śmiało wzrok
ponad rozpadające się stada czarnych ptaków
i poszarzałe kłęby nieskończonego nieba.
ze wszystkich rzeczy wiem to,
co czuje moje serce:
pragnę życia w miłości,
i gdy zasnę
w wysokich skałach wśród rozłożystych traw,
wzniosę ten sam okrzyk do boga.
bez wątpienia,
On pragnie tego samego.
czwartek, 17 grudnia 2015
nic
Pamiętasz tę chińską różę, którą zasadziliśmy zeszłej wiosny?
No więc ona zakwitła.
Poza tym nic nowego.
Brian Patten, Nasze życie stało się takie puste
tłumaczył Andrzej Szuba
z Młodą w wielkim łóżku
trzy odcinki amerykańskiego serialu muzycznego dla nastolatków (drugi sezon),
który zwykle oglądamy weekendami.
poza tym nic nowego.
środa, 16 grudnia 2015
wyspa
Budda nauczał, że istnieje bardzo bezpieczne miejsce,
do którego możemy zawsze wracać, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.
To miejsce to wyspa naszego prawdziwego ja.
Bezpieczna wyspa, na którą możemy wracać znajduje się wewnątrz nas.
Żadne życiowe burze nie mają tam do nas dostępu. (…)
Kiedy powracasz do uważnego oddychania, wracasz do samego siebie
i dotykasz bezpiecznej wyspy wewnątrz siebie.
Możesz tam odnaleźć swoich przodków, swój prawdziwy dom, a także Trzy Klejnoty.
Thích Nhất Hạnh
wracam do oddechu, do wdechu i wydechu.
świadomym oddechem idę do siebie samej.
przybliżam się do bezpiecznej wyspy wewnątrz mnie,
do najprawdziwszego domu.
wtorek, 15 grudnia 2015
odpowiedź
Objadam się pieczonymi w maśle bananami z cynamonem posypanymi mieszanką mielonych pestek dyni, słonecznika, siemienia lnianego. Ten zimowy przysmak mogę jeść bez znudzenia o każdej porze dnia.
Czytam odpowiedź administratora osiedla, do którego napisałam egzaltowanego mejla po tym, jak wycięto bez konsultacji z mieszkańcami krzewy sprzed mojego bloku. Na mój apel: Ziemia jest naszym wspólnym domem, o który możemy zadbać tylko my sami, nikt inny za nas tego nie zrobi, zakończony żądaniem podjęcia konkretnych działań na rzecz środowiska w postaci zasadzania drzew, administrator obiecuje nasadzenia w 2016 drzew z gatunku niskopiennych (czyli miniaturek), a przeprowadzoną wycinkę tłumaczy, że zostały przycięte zgodnie ze sztuką ogrodniczą krzewy, które zagrażały bezpieczeństwu mieszkańców.
Jakich konkretnie mieszkańców bezpieczeństwo zostało zagrożone przez te zwyczajne rośliny, trudno zgadnąć. Stuletnich staruszek, papużek nierozłączek? Świnek morskich czy krasnoludków? Pan W. podsumował tę lakoniczną odpowiedź, że wycięte krzewy należały do nieznanej nam odmiany ludożerców, ciemną nocą napadających na spacerowiczów. Coś w tym musi być. Odnoszę wrażenie, że administracja, ma wielką misję zniszczenia każdego najmniejszego skrawka starej, żywotnej, bezwstydnie wolnej, nieograniczonej nakazami administracyjnymi roślinności. I nie spocznie dopóki nie wytnie ostatniej niezmodyfikowanej genem karłowatości gałązki i słusznych rozmiarów korzenia.
Rozmawiam z Panią A. przez telefon, gdy dostaję smsa od Młodej. Zawiadamia, że udało jej się zdjąć klipsa ze swetra dla Pana W. Ze sklepu (salon sieciówki) wyszłam w filmowym stylu, wszystkie bramki przeraźliwie dźwięczały sygnalizując problemy techniczne. Moje przejście też zostało odnotowane rykiem czujnej syreny. Jednakże, ani ja, ani ochroniarz nie mieliśmy wątpliwości co do tego, że to nie mój zakup jest ich przyczyną. Kiwnęliśmy nawet do siebie znacząco głowami. Tym bardziej zdziwiłam się, gdy w domu okazało się, że kupiłam sweter z gustowną przypinką.
poniedziałek, 14 grudnia 2015
nastawienie
I oto pewien mnich zbliżył się do Błogosławionego, a zbliżywszy się doń, pozdrowił go i usiadł obok. Usiadłszy obok, ów mnich tak rzekł do Błogosławionego: Cóż więc, panie, kieruje tym światem, cóż nim miota, cóż takiego go sobie podporządkowuje? Nasze nastawienie duchowe, o mnichu, kieruje tym światem, miota nim, podporządkowuje go sobie. Ummaggasutta
Świat jest taki jakim myślisz, że jest.
Świat jest taki jakim chcesz, żeby był.
Jesteś odpowiedzialny za sposób, w jaki świat się przejawia.
niedziela, 13 grudnia 2015
smile
wszechobecne kolędy i wzruszający głos Nata Kinga Cole, jednego z najlepszych wykonawców muzyki świątecznej, przypomniały mi tę piękną piosenkę.
smile. niektórzy mówią o niej, najpiękniejsza piosenka świata. też tak sądzicie?
Przy okazji oglądam na yt filmiki z Charlie Chaplinem.
Zadziwiające jest, że Chaplin był nie tylko aktorem i reżyserem, ale także pisał scenariusze i muzykę filmową do swoich filmów. Wychował się w skrajnej biedzie, z powodu ubóstwa i trudnych warunków matka oddała go wraz z bratem do sierocińca (motyw samotnego biednego dziecka w filmie Brzdąc nie jest tylko filmową kreacją). Uczęszczał do szkoły dla sierot i biednych dzieci. Jako pięciolatek po raz pierwszy wystąpił na scenie w musicalu, wyręczając w tym chorą matkę, której głos odmówił posłuszeństwa. Był niewiarygodnie przystojny, więc nie dziwi mnie, że czterokrotnie zawierał związek małżeński i miał jedenaścioro dzieci (jedno zmarło trzy dni po porodzie) z dwiema żonami. Według wikipedii w telewizyjnym serialu dokumentalnym, Miejskie legendy, opowiedziano historię o tym jak Chaplin wziął udział w konkursie na swojego sobowtóra w San Francisco i przegrał, nie doszedłszy nawet do finału.
sobota, 12 grudnia 2015
Horacjusz
Horacjusza wydania weneckie
I trochę czarnej kawy po obiedzie,
Lepszego tytoniu szczypta, bzy tureckie
I dobry duży księżyc, który wzejdzie:
Oto wszystko, co mi może zniszczyć polska "rewolucja",
Ciemna gawiedź w rękach smutnych psychopatów.
Konstanty Ildefons Gałczyński
(pod linkiem interpretacja wiersza w wykonaniu Daniela Olbrychskiego)
wiersz bardzo na czasie.
piątek, 11 grudnia 2015
serial
Wciągnął mnie serial.
w którym pomarańczowy staje się nowym czarnym.
Oglądam z wypiekami
odcinek za odcinkiem,
sezon za sezonem.
(na szczęście wyemitowano tylko trzy sezony, więc nie spędzę całej zimy przykuta do laptopa).
Do głównej bohaterki
trochę mi blisko (kolor skóry i włosów), a trochę daleko (preferencje seksualne).
Ale patrząc na nią wyobrażam sobie siebie
wplątaną w przestępstwo.
Byłam blisko.
Jako dziecko rozważałam popełnienie wielkiej zbrodni.
Był to jedyny sposób rozwiązania sytuacji, w której się znalazłam.
Przerastała mnie.
I nikt nie mógł mi pomóc, bo nie wiedział nic o moich problemach.
Byłam doskonała w ukrywaniu przed światem swoich lęków i rodzinnych trudności.
I fatalna w porozumiewaniu się.
Brałam jednak wówczas pod uwagę możliwość odsiadki.
Czymże była ona przy tej drugiej ewentualności - uwolnieniu się od trwającego koszmaru?
Nagrodą, tylko i wyłącznie, tak mi się wtedy zdawało.
Bogowie uchowali mnie przed tym doświadczeniem.
Jakby mieli dla mnie inne zadanie, inny los na loterii,
niż ten, który chciałam wyciągnąć, całkiem przegrany.
Więzienie to straszny świat.
ale wiem, że także tam można wzrastać i się rozwijać.
czwartek, 10 grudnia 2015
przepracowanie
umęczona jestem.
mija piąty tydzień akupunktury, dwa razy w tygodniu.
ciągle brakuje mi czasu i pieniędzy.
plecy i barki mam całe w sińcach, to pozostałość po chińskich bańkach i igłach.
ze wstydu nie idę na badania okresowe, na które kieruje mnie pracodawca.
przesuwam termin tłumacząc się przeziębieniem.
przeziębiona też jestem.
jak tu nie być, skoro wszyscy w pracy są chorzy.
taki styl. przychodzą do biura, zamiast chorować w domu.
ze współpracownikami raźniej.
można dostać wsparcie psychiczne, kubek gorącej herbaty,
i wymienić informacje o skuteczności leków bez recepty.
na biurku każdy ma w widocznym miejscu jakiś płynny medykament w kolorowym opakowaniu lub blister tabletek, ostentacyjnie podrzuca paczkę chusteczek papierowych lub wzdycha, że właśnie się skończyły.
niektórzy nawet gdy wezmą urlop na podratowanie zdrowia, potocznie zwany elcztery,
to potrafią także w tym czasie pojawić w pracy, przypadkiem, od niechcenia,
żeby dopilnować najbardziej pilnych i ważnych spraw, jakby bez nich świat mógłby się zawalić.
jeśli są szefami, to ich pojawienie wytrąca z równowagi podwładnych i zwiastuje małe trzęsienie ziemi, powodując, że słyszą oni dochodzące z różnych stron niezrozumiałe okrzyki: umrzemy z przepracowania.
środa, 9 grudnia 2015
wtorek, 8 grudnia 2015
paf
Umrzyj, zanim umrzesz naprawdę. Później już nie ma takiej szansy. C.S. Lewis
Dostaję wiadomość od Pani A, w której pisze, że nieomal umarła od boleści migrenowych. Współczuję głęboko i pocieszam. A potem wyobrażam sobie, że sama umieram, tak na prawdę, mój duch opuszcza moje ciało, i widzę je leżące bezwładnie jak znoszone stare ubranie. Nikomu niepotrzebne.
Więc piszę ostatniego posta, którego zamierzam opublikować po śmierci. Pożegnanie zza światów. Refleksje transcendentalne. Zaczynam jak zwykle cytatem z Terzianiego: Moja śmierć - paf! - można się uśmiać! Chwila zastanowienia, czy umarłam na prawdę, czy to nie jest żart wszechmogącego. Może tylko wydłużył się sen i stał głębszy niż zwykle. Może jeszcze wróci mi oddech i napełnią powietrzem płuca? A jednak rzecz śmieszna. Samo roztrząsanie tego gdzie jestem, w jakim świecie lub bardo, jest szalone. Mogłabym powiedzieć, że konam ze śmiechu na samą myśl, gdybym żyła i gdybym mogła myśleć. A może właśnie się stało - Za datą urodzenia pojawił się myślnik i kolejna data - śmierci. Już zdaje mi się, że ktoś zbliża się do mnie i pragnie przywitać. Już prawię widzę Mamę, Babcię i dalszych krewnych, za którymi tęsknię. Jeszcze mogę spojrzeć na ziemię. Jeden rzut oka na konary drzew w rogu okna, kubek z herbatą i zdjęcia Dzieci na biurku, niedoczytaną gazetę.
Muszę jeszcze tylko pamiętać, żeby dać Młodej hasło do bloga...
poniedziałek, 7 grudnia 2015
najlepsza
Najlepsza poezja przypomina nam to, o czym zapomnieliśmy, że to wiemy. Brian Patten
moją najlepszą jest poezja Miłosza.
nieomal każdy wiersz każda linijka
przypomina mi to, o czym zapomniałam, że wiem.
najlepsza z najlepszych,
zawsze tworzy tę chwilę bez myśli,
kiedy wiem, że wiem (i nie muszę już rozmyślać ani szukać dalej).
jak długo śpiewana mantra.
niedziela, 6 grudnia 2015
maść
Czuję trwający czas,
jakże potężnie czuję trwający czas.
Zapadam się,
zapadam w czas.
Anna Świrszczyńska, Szczęście
czuję trwający czas
tych dwóch dni
soboty
i niedzieli w łóżku.
czterdziestą pierwszą godzinę.
ósmy odcinek pierwszego sezonu serialu,
w którym pomarańczowy staje się nowym czarnym.
w pokoju unoszący się intensywny zapach olejków: kamforowego, eukaliptusowego, goździkowego i mentolu, składników maści tygrysiej,
jedynego lekarstwa (oprócz wody utlenionej do płukania gardła),
którym się leczę.
ten wynalazek chińskiego zielarza wcieram w skronie, okolice uszu, nosa i prawego ramienia.
zapadam się w głębię puchowego pierza.
sobota, 5 grudnia 2015
przyzwoitość
czwartek, 3 grudnia 2015
gaj
Na corocznej wystawie
impresji natury
w gaju oliwnym
nad Morzem Jońskim
demonstrował
motyl
ciszę
jednego ospałego przedpołudnia
szukając promieni słońca
prześwitujących poprzez
zielone gałązki orchidei
jak publiczność
w skrawku cienia
kiedy górski strumyk
przemyka się szemrając
między wypolerowanymi kamieniami
aby powtórnie pozbierać się
na następnej półce skalnej
dla utrwalenia
odbicia w tafli wody
Oddvar Rakeng, Cisza
tłumaczyła Ewa Jarvoll Nilsen
marzę o oliwnym gaju i zgłębiającym milczenie mężczyźnie
jednego ospałego popołudnia.
środa, 2 grudnia 2015
koło
Pomyśl, ile ptaków umiera w tym właśnie momencie, ile mrówek zostaje rozdeptanych,
ilu ludzi umiera od chorób, starości i przemocy.
Wszyscy umierają.
Pięknie mówi Kriszna, że wszystko, co się rodzi, umiera, i wszystko, co umiera, rodzi się.
Ja też koniec odczuwam jako początek.
Początek jest moim końcem, koniec jest moim początkiem.
Coraz bardziej jestem przekonany, że typowo zachodnią iluzją jest myśl,
że czas jest prosty, liniowy i że idziemy wciąż do przodu, że tak właśnie wygląda postęp.
Nie ma go.
Czas nie jest ukierunkowany, nie idzie wciąż do przodu, ale powtarza się,
wiruje dookoła siebie.
Czas jest kołowy.
Czuję to bardzo wyraźnie.
Widać to w banalnych faktach i w powtarzających się wciąż wojnach. Tiziano Terziani
myślę, że jeśli czas jest kołowy
to krążę w pętli czasowej już ósmy rok.
zapętlona jestem
tymi samymi
obrazami strojów, twarzy, pięter.
powtarzalność zdarzeń i banałów
sunie za mną krok w krok szarym korytarzem.
emocje, których nie znałam wcześniej,
dopadają mnie jak pory roku
wiosna, lato, jesień, zima.
dni są takie podobne.
co rano ciche tit budzika wyrywa mnie z głębokiego snu,
lustro windy uspakaja wioząc w górę jak do nieba.
wierzę, że koniec jest początkiem
a początek końcem
wszystkiego.
dobrego.
wtorek, 1 grudnia 2015
smaczliwka
Objadam się gruszką awokado. Na śniadanie nieomal codziennie. Ten tłusty owoc zjadam w formie kanapki. Łączę z ciemnym przypieczonym pieczywem. Idealnie komponuje się z chlebem z ziarnami, bez mąki.
Do miąższu smaczliwki (słyszeliście, jakby ktoś zawołał: Nie chcesz tej smacznej śliwki!, a echo odbijało dżwięki od skał) o konsystencji kremu, dodaję kilka kropel cytryny i odrobinę soli.
To danie nie ma sobie równych w prostocie i wyrafinowaniu.
poniedziałek, 30 listopada 2015
wersja
W andrzejkowe popołudnie zajadam się papieskimi kremówkami przy rodzinnym stole.
Wieczorem kino, na widowni, więcej Włochów niż Polaków, film dokumentalny o Włochach z wielkiego miasta, którzy przyjechali do Polski za głosem serca albo w poszukiwaniu perspektyw i prostoty. Znaleźli nowy dom, do bel paese nie chcą wracać, boli ich, że dawna ojczyzna nie dba o nich, a także, że nie jest to ten potężny kraj, jakim był kiedyś (przy okazji ciekawostka – więcej Włochów opuszcza kraj niż przyjeżdża do niego emigrantów). Tego czego im w Polsce brakuje to: neapolitańskiej pizzy, zapachów średniowiecznego miasta, w którym się wychowali i znali od dzieciństwa, baru pod domem, takiego w którym można spędzać czas od rana do późnej nocy, i spotykać się z przyjaciółmi. Na szczęście jest strona na twarzoksiążce, umożliwiająca kontakt in italiano, dzięki której stworzyli małą społeczność, spędzają razem czas, bo tak całkiem bez ziomków, to żyć się nie da, jeden 5-6 miesięcy tak żył, i wspomina to jako najgorszy czas w życiu. Po dokumencie projekcja filmu La vita e bella, który widziałam naście lat temu i mam na dvd, ale nigdy przenigdy nie chciałam po raz drugi oglądać, bo ten pierwszy przeżyłam mocno, dla wyjaśnienia dodam, że poszłam do kina na komedię, a to przecież dramat przez duże d. Pan W. zostaje, więc i ja daję się ponieść początkowym idyllicznym obrazom, z nadzieją, że zobaczę dzisiaj inne zakończenie, że bohater grany przez Roberto Benigniego przeżyje, jakimś cudownym zdarzeniem losu, dziś przedstawiona wersja będzie bez tej jednej drastycznej sceny zmieniającej ten film w klasyczną tragedię, tylko dla mnie nakręconą.
niedziela, 29 listopada 2015
black
Weekend upłynął mi na zakupach. Przypadkowo dostrzeżony na szybie sklepu napis black friday i zaznaczona wielkość rabatu, sprawił, że dwa kolejne dni wypełniła mi gonitwa w poszukiwaniu podkoszulków, swetrów, spódniczek, butów zimowych i balerin na studniówkę. Odebrałam zamówioną przez internetowy sklep sukienkę, z rozkloszowanymi rękawami dla Młodej. Wygląda poetycko (koronka z tyłu sięga aż za linię pasa). W tym samym elektronicznym sklepie, wybieramy buty – w oko wpadają mi czarne ze sznurowadłami na sześciocentymetrowym obcasie z krzywego klocka, i 1,5 centymetrowe z wąskimi paseczkami. Te wyższe znikają ze sklepu nim zdążymy się zdecydować, zamawiamy więc te niziutkie.
W ulubionej księgarni nad espresso con panna, czytam książki, których nigdy nie kupię. Co chwila odrywam się od tekstu, i wsłuchuję w toczącą się przy sąsiednim stoliku rozmowę ojca z synem. Niepełnosprawny malec cierpi na porażenie kończyn i z trudem utrzymuje główkę. Ojciec trzyma go na kolanach, podaje herbatę przez plastikową słomkę. Opowieść o przygodach Kubusia Puchatka przeplata rozmowa pełna wspomnień o matce (mama takie śmieszne rzeczy wymyślała), a także wydarzeń dnia, w którym rehabilitacja jest stałym punktem (dlatego musimy się śpieszyć). Wspólnie podjęta decyzja o zakupie książki (żeby Mikołaj nie musiał szukać po sklepach, to my mu pomożemy) też wymaga omówienia. Za ile złotów? - pyta młody czytelnik ciekawy jej ceny.
sobota, 28 listopada 2015
piątek, 27 listopada 2015
scenopis
Bo ja wierzę, że istnieje jakiś model idealny dla każdego, tylko dla niego jednego, jakby idealny scenopis od całej wieczności napisany i to w najdrobniejszych szczegółach.
Sławomir Mrożek
też wierzę.
czwartek, 26 listopada 2015
przepisy
Niedawno przegłosowane przez sejm zmiany w kodeksie drogowym zmieniły moje życie. Zgodnie z nowymi przepisami, pieszy oczekujący na przejściu będzie miał pierwszeństwo przed pojazdem (za wyjątkiem tramwaju). Kierowca, natomiast, będzie musiał ustąpić pierwszeństwa pieszemu tak na przejściu, jak i oczekującemu na wejście na przejście.
Choć mają wejść w życie dopiero za rok, bo 1 stycznia 2017, niektórzy kierowcy już je stosują. Gdy idę do pracy, samochody hamują z daleka. Nie biegnę w pośpiechu przez jezdnię. Kierowcy zwalniają, pozwalając mi przejść w normalnym tempie. A gdy dochodzę do przejścia, ci najbardziej szarmanccy zatrzymują się, żeby umożliwić przejście. Jakby przepuszczali mnie w drzwiach.
Nim trafię do biura z domu przechodzę sześć dróg, z czego dwie są dwukierunkowe. Na żadnym z przejść nie ma sygnalizacji świetlnej. Wcześniej stałam przed krawężnikiem przy trzech najbardziej ruchliwych drogach minutę lub nawet dwie, czekając aż przejadą wszystkie śpieszące się do biur i szkół auta. Teraz gdy podchodzę, nadjeżdżające samochody zatrzymują się. Nie dzieje się tak w 100%, ale w 80%. Dojście do biura jest zupełnie inne. Czuję się wyjątkowo. Czuję się zauważana na drodze. Wiem, że dla innych uczestników ruchu liczy się moje bezpieczeństwo. Nie jestem anonimem. Jestem przechodniem.
środa, 25 listopada 2015
roszczeniowa
- Mamo, ale ty jesteś roszczeniowa w te poranki! – woła Młoda, gdy stojąc w drzwiach domagam się buziaka na pożegnanie.
Roszczeniowa? Dlaczego? Raczej pamiętająca.
Dobrze pamiętam ten czerwcowy dzień gdy żegnałam się z moją Mamą. Jak stałyśmy w przedpokoju i przekazywała mi ostatnie rady oraz sprawy do załatwienia. Wyjeżdżała jak zwykle. Na kilka tygodni. Nie zobaczyłam jej więcej.
Dlatego tak domagam się czułości w momencie rozstania. Nieważne czy wychodzę do pracy czy wyjeżdżam na dziesięciodniowe medytacje. Zawsze mam gdzieś w pamięci, w tyle głowy (jak się teraz mówi), to że możemy się więcej nie zobaczyć, że to może być pożegnanie. Nasze ostatnie.
wtorek, 24 listopada 2015
śnieg
Pierwszy śnieg dostrzegam na dachach garaży. Delikatny. Drobny jak ziarnka piasku. Przypadkowy. Niepewny siebie. Zagubiony.
Wieczorem w świetle latarni widzę śnieżną biel na jaskrawozielonym trawniku. Ten śnieg jest inny. Błyszczący. Gwałtowny. Mroźny. Dzielny. Całym swoim blaskiem domaga się uwagi. Zadziwia mnie to śmiałe połączenie zieleni i bieli. Wygląda jak element filmowej scenografii, więc mimochodem szukam wzrokiem operatora kamery. Lecz nie mogę go znaleźć.
poniedziałek, 23 listopada 2015
trudność
Człowieka, który czyta poezję, jest trudniej złamać niż tego, który jej nie czyta.
Iosif Brodski
niedziela, 22 listopada 2015
mętno
na mętnym wietrze
wyją róże,
powiedzieliśmy
co było do powiedzenia, czas
wysiadać, kusi mnie jeszcze
by powiedzieć
że cokolwiek będą o mnie mówić
nigdy niczego nikomu nie
miałem za złe.
Charles Bukowski
w ulubionej księgarni nad sokiem z cytrusów i dużą kawą wertuję biografię Jezusa, 500 zdań polskich profesora Bralczyka, i wiersze Bukowskiego w bardzo dobrym tłumaczeniu. teraz czuję jak bardzo mi brakowało tego przesiadywania z książkami, odkąd nie mam zajęć jogi w sobotę, nie wpadam tutaj, od kilku miesięcy nie wdycham zapachu nowości wydawniczych, nie spędzam tej obowiązkowej godziny z książką, której nigdy nie kupię, jak tej z poezją Bukowskiego.
lubię dosadność jego stylu i metafory, wyłapuję w późnych wierszach, pisanych pod koniec życia, głębokie przemyślenia:
wiem jak bardzo zgrzeszyłem zdaję sobie sprawę że nie
ominie mnie śmierć i warto być na nią przygotowanym...
ale na razie przydałoby mi się trochę snu trochę snu ciszy i spokoju.
robię zdjęcia tych właśnie fragmentów, żeby zachować sobie ich lekturę na dłużej, w pamięci komórki zatrzymuję wiele kartek różnych autorów, pożółkłych jakby od długiego przechowywania (albo raczej niedostatecznego oświetlenia), ostatnia pochodzi z biografii Hitchcocka, ale najbardziej lubię uwieczniać myśli poetów, jak powietrza potrzebuję innego spojrzenia, z innych ust, innego pióra, z głębi innej duszy.
na zewnątrz w mętnym wietrze wyją róże, znowu pada zimny deszcz, nie kupiłam studniówkowej sukienki, (jeśli jest na świecie druga matka, która sama kupuje kreację wieczorową dla nastoletniej córki, to przesyłam jej wirtualne pozdrowienia życząc powodzenia w tym niełatwym zadaniu), ale udało mi się wybrać jeden prezent dla Młodego na zbliżające się imieniny i mikołajkowy ciuch dla Młodej.
sobota, 21 listopada 2015
kaskada
I oto jestem teraz cały w niebiańskiej kaskadzie,
omotany warkoczami powietrza,
tutaj na podobieństwo najświetlistszych liści,
zawieszony prawie tak wysoko jak krogulec,
patrzący,
słuchający,
- motyle są niczym pogubione płomyki,
pasma gór - niby smugi dymu -
i nagle, kiedy obejmuję pełny okrąg nieba
wokół mnie, wydaje mi się, że zrozumiałem śmierć.
Nie widzę już nic więcej tylko samo światło,
i zawęźlone w nim dalekie krzyki ptaków,
a góry?
Nieważki popiół
u stóp blasku.
Philippe Jaccottet
i oto jestem
cała w niebiańskiej kaskadzie,
omotana powiewem sobotniego wieczoru
na podobieństwo świetlistych istot,
prawie tak samo doskonała jak kropla deszczu
wynurza się
z niezmierzonej przestrzeni radość trwania
ponad błądzącymi myślami i roztargnieniem
nie widzę już nic więcej tylko samą miłość
i opadające jesienne liście
a ulice
pełne dostatku i światła
zaskakują
najpiękniejszym widokiem miasta po zmroku.
piątek, 20 listopada 2015
Antoine
I won’t give you the gift of hating you mówi do zamachowców Antoine Leiris, którego żona zginęła w ataku terrorystycznym w Paryżu.
jaka siła jest w tym Mężczyźnie.
sobota, 14 listopada 2015
imagine
Od wczoraj piosenka Johna Lennona Imagine pojawiła się na nowo w sieci, po tym jak pewien paryżanin zagrał ją na fortepianie przed klubem bartaclan. W ten sposób uczcił pamięć ofiar piątkowych ataków terrorystycznych w stolicy Francji. Najtragiczniejszy spośród nich miał miejsce właśnie w tym klubie. Z rąk uzbrojonych zamachowców zginęło tam około 100 osób.
Zamieszczam dwa, moim zdaniem najlepsze, tłumaczenia tej piosenki, A pod linkiem nietypowe wykonanie - fragment serialu muzyczno-komediowego Glee.
Wyobraź sobie Ziemię
Obłoków nad nią dach
Gdzie piekło z niebem
Przestały budzić strach
A ludzie tu i teraz
W szczęściu pragną trwać
Na ziemi tej, bez granic
Co niosą słowo: wróg
Nie musisz ginąć za nic
I czci nie żąda Bóg
A pokój ludzkim sprawom
Bieg nadaje swój...
Nie śnię sam i wraz z nami
Wierzyć zechciej w marzeń sens
Aż kiedyś świat na jawie
Zacznie śnić nasz wspólny sen
Bez głodu i chciwości
Wyobraź sobie świat
Gdzie nie ma praw własności
A człek dla człeka - brat
Gdzie ludzie dzielą zgodnie
To, co los im da...
Nie śnię sam...
John Lennon, Wyobraź sobie
tłumaczył Jerzy MenelPomyśl, że nie ma nieba
To przecież proste tak
Pod nami nie ma piekła
Nad głową tysiąc gwiazd
Wyobraź sobie ludzi
Gdy pokój ogarnia świat
Pomyśl, że nie ma granic
To takie proste wiesz
Nikt nie zabija za nic
Religi nie ma też
Wyobraź sobie, że ludzie
Żyją dzisiejszym dniem
Powiesz, że to marzenia
Lecz nie jestem przecież sam
Któregoś dnia staniesz ze mną
Bo to jest nasz wspólny świat
Pomyśl, że nie ma głodu
To łatwe przecież wiesz
Już nie ma żadnej biedy
Chciwości ani łez
Wyobraź sobie ludzi
Dbających o wspólny świat
Powiesz, że to marzenia
Lecz nie jestem przecież sam
Któregoś dnia staniesz ze mną
Jeden jest nasz wspólny świat
tłumaczył Michał Worgacz
piątek, 13 listopada 2015
dlatego
Mało obchodzi mnie początek świata
Teraz poruszają się liście
teraz widzę to drzewo ogromne
którego kory zranionej dotykam
I światło w gałęziach
błyszczy od łez
Philippe Jaccottet, Mało obchodzi mnie początek świata
tłumaczyła K. Rodowska
w Paryżu
światło w gałęziach błyszczy od łez
teraz poruszają się tylko liście.
mało obchodzi mnie początek świata
czy bóg stworzył pierwszą kobietę czy jednak mężczyznę
czy człowiek pochodzi od małpy czy wzbijającego się w niebo ptaka
nie ma to dla mnie znaczenia
świat może się kurczyć albo rozszerzać
nie zastanawiam się nad tym
ani ile galaktyk krąży w kosmosie
i na której z planet drogi mlecznej istnieje życie podobne do ziemskiego.
ale przejmuje mnie to co się dzieje tu i teraz
w moim kraju i całej europie.
przeraża rozwijająca się nieprawość.
dlatego ogłaszam
nie zgadzam się na zabijanie
nie pozwalam na odbieranie życia drugiemu człowiekowi
takie jest ludzkie prawo
żaden bóg na inne pozwolić nie może.

błyszczy od łez
Philippe Jaccottet, Mało obchodzi mnie początek świata
tłumaczyła K. Rodowska
w Paryżu
światło w gałęziach błyszczy od łez
teraz poruszają się tylko liście.
mało obchodzi mnie początek świata
czy bóg stworzył pierwszą kobietę czy jednak mężczyznę
czy człowiek pochodzi od małpy czy wzbijającego się w niebo ptaka
nie ma to dla mnie znaczenia
świat może się kurczyć albo rozszerzać
nie zastanawiam się nad tym
ani ile galaktyk krąży w kosmosie
i na której z planet drogi mlecznej istnieje życie podobne do ziemskiego.
ale przejmuje mnie to co się dzieje tu i teraz
w moim kraju i całej europie.
przeraża rozwijająca się nieprawość.
dlatego ogłaszam
nie zgadzam się na zabijanie
nie pozwalam na odbieranie życia drugiemu człowiekowi
takie jest ludzkie prawo
żaden bóg na inne pozwolić nie może.

czwartek, 12 listopada 2015
akupunktura
jeszcze nie zeszły mi krwawe wybroczyny z pleców po bańkach z pierwszego zabiegu,
a już biegnę na drugi.
czy będzie pani stawiała bańki w tych samych miejscach czy innych? - pytam z pewną obawą.
zobaczę - ucina szybko.
stanęły w innych.
igły też przebiły moje ciało w różnych niż poprzednio miejscach -
na czubku głowy (w tym miejscu przez, które dusza wchodzi w ciało,
i którędy wychodzi) były po raz pierwszy.
w jednym uchu miałam wbite dwie igły (w obrąbek ucha i muszlę)
a w drugim tylko jedną (muszla).
pamiętając odpowiedź: zobaczę,
nie pytałam dlaczego tak odmiennie zostały potraktowane
moje z pozoru identyczne uszy.
środa, 11 listopada 2015
warto
Zwalić by można się z nóg
Co rusz,
Co krok.
Co noc,
To szloch
I rozpacz.
Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.
Zginąć by można jak nic:
Do żył
Jest nóż.
Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.
Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie warto.
Jechać by można do miast
Lub w las,
Na błoń.
Na koń
I goń
Nieboskłon.
Ale czy warto?
Może nie warto?
Ech, chyba warto...
Tak, tak - warto.
Bardzo to warto.
O, tak - to warto.
Jeszcze jak warto.
Edward Stachura, Czy warto
wtorek, 10 listopada 2015
mumio
zabieg akupunktury w maleńkiej przychodni na obrzeżach miasta.
dojeżdżam po pracy.
wita mnie uśmiechnięta lekarka, rodem z Mongolii.
wywiad lekarski też na wesoło
bo jej polski, choć wyraźny i poprawny gramatycznie, to jednak trochę śmieszy
z uwagi na miękkość wypowiadanych dźwięków,
zdaje mi się jakbym rozmawiała z dzieckiem, taką starą maleńką,
a temat rozmowy raczej nie dla dzieci,
za to jej mongolski, w którym rozmawia z koleżanką, brzmi podobnie do węgierskiego.
może pani mówić o wszystkich chorobach,
ile ma pani lat,
nie wygląda pani,
wszyscy to pani mówią,
tak mówią, potwierdzam.
najpierw delikatnie masuje mi plecy,
potem wbija kilkanaście igieł
(bolą mnie wkłucia w okolicy nerek, przeprasza, jedną igłę przekłada w inne miejsce,
te na plecach są zupełnie nieodczuwalne)
i stawia trzy bańki.
po 15-20 minutach wyjmuje wszystkie igły, zdejmuje bańki.
obracam się na plecy
teraz już mogę obserwować jak wbija we mnie siedmiocentymetrowe igły.
leżę i czuję, że mi zimno.
jestem w samej bieliźnie przykryta cieniutkim jednorazowym prześcieradełkiem.
stopy mam okryte ręcznikiem.
na pożegnanie dostaję od mongolskiej lekarki
(u nas tylko lekarze mogą wykonywać zabiegi akupunktury)
torebeczki z ziołowymi kuleczkami.
te czarne nazywa mumio (z greckiego - chroniące ciało) i radzi poczytać o nich w internecie.
czytam.
Mumio zawiera ok. 23 pierwiastków, 30 makro i mikro- elementów, 10 różnych tlenków metali, 6 aminokwasów, szereg witamin, olejki eteryczne, jad pszczeli, substancje smołopodobne - każda z nich może dodatnio wpłynąć na procesy życiowe człowieka, potęgując procesy regeneracyjne w różnych tkankach, działać przeciwzapalnie i ogólnie wzmacniająco, a także przywracać upośledzone funkcje peryferyjnych pni nerwowych i analitycznych centrów w mózgu. Dzięki bogatej i złożonej zawartości, wielkiej ilości elementów zarówno nieorganicznych, jak i organicznych aktywnych biologicznie zgromadzonych przez przyrodę w jednej substancji mumio działa leczniczo na wiele chorób. Mechanizm działania mumio jest bardzo złożony i ma wielostronny wpływ na funkcjonowanie organizmu.
inne nazwy tego specyfiku to: Krew Gór, Łzy Gór, Pot Gór.
zainteresował mnie wątek literacki związany z tym znanym od tysiącleci naturalnym lekiem:
kilkakrotne wzmianki o mumio znajdują się w dramatach Szekspira,
Falstaff mówi: Powinienem zjeść górę mumio,
a w Makbecie o mumio śpiewają wiedźmy.
ja swoją górę mumio zaczynam jeść od jutra rana.
chętnie też posłucham jak śpiewają o tym wiedźmy.
poniedziałek, 9 listopada 2015
zrozumienie
Potrzeba mi ciszy
i samotności
i szaty językowej o nienagannym kroju.
Potrzeba mi tajemnicy
i solidnych danych o rzeczywistości.
Chwilowo moim zadaniem
jest próba wyplątania się
z własnych sformułowań.
Żyć znaczy nieustannie cierpieć.
Kto tego nie rozumie
ten nigdy nie będzie szczęśliwy.
Kristina Lugn
tłumaczyła Natalia Altebo
żyć oznacza nieustannie się zmieniać.
kto tego nie zrozumie
ten nigdy nie będzie szczęśliwy.
niedziela, 8 listopada 2015
zaczynanie
Ten, kto naprawdę umie żyć, zaczyna dzień od uśmiechu.
Thich Nhat Hanh, Każdy krok niesie pokój
sobota, 7 listopada 2015
dzielność
Salvador Alvarenga.
czekam na polskie wydanie książki o tym niezwykłym człowieku, który spędził 438 dni na morzu.
nieomal samotnie (młody towarzysz, z którym wypłynął na połów ryb, wkrótce zmarł).
bez gpsa, radia, lusterka, wody pitnej, pożywienia. w niewidocznej dla mijających statków łodzi. przetrwał dzięki sile woli, głębokiej wierze w sens cierpienia. po tym mogło być już tylko niebo.
piątek, 6 listopada 2015
perspektywa
Z pewnej perspektywy Auschwitz trwa odwiecznie: nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, jest tu i teraz. Intencją naszych medytacji jest to, aby energię takich miejsc leczyć i przekształcać.
Małgorzata Braunek
May we always have the courage to bear witness,
to see ourselves as other and to see other as ourself.
Roshi Bernie Glassman
czwartek, 5 listopada 2015
birkenau
w Auschwitz-Birkenau
na medytacjach organizowanych przez Zen Peacemakers.
na kolejowej rampie.
tej, której zdjęcie pokazuje internetowa wyszukiwarka gdy wstuka się nazwę obozu.
dlaczego tam pojechałam?
żeby oddać cześć tym, których los doświadczył wielkim dramatem,
żeby oddać hołd tym, którzy zginęli.
świeciło słońce.
ale nie chodzi, tylko o to, żeby pamiętać,
bo choć ta karta historii jest już zamknięta, to na świecie
dalej są liczne miejsca, w których ludzie ludziom gotują ten los,
gdzie człowiek z woli drugiego przestaje być człowiekiem.
zielona miękka trawa, żadnych drzew ani krzewów.
dlatego medytacja.
głęboko wierzę, że możemy
zmieniać świat na lepsze.
poprzez otwarte serca i spokojny umysł.
one czynią cuda.
po to tam byłam.
z ziemi wystają dziesiątki kominów z czerwono-brunatnej cegły. to pozostałość po drewnianych barakach.
czas medytacji dzielony był recytacją nazwisk, osób zmarłych w obozie, które zostały opublikowane w Księdze Zgonów z Auschwitz (fragmenty).
czytałam nazwiska ze strony numer 300.
zapamiętałam jedno z nich, Anastazji Fontanny z Opoczna.
środa, 4 listopada 2015
laptop
zachwycam się nieprzerwanie nowym urządzeniem.
moim własnym.
prywatnym
nie służbowym
którego nie muszę dzielić
z nikim.
stoi (albo jak kto woli leży) niepozornie na biurku,
obok drukarki, starych głośników (obecnie bezużytecznych) i wiklinowego koszyka
z różnokolorowymi pisakami.
z tyłu za nim wynurza się drewniana płaskorzeźba, przedstawiająca smoka i buddę w kobiecej postaci, pamiątka z Wietnamu.
nie ma jeszcze imienia,
ale już się zadomowił.
działa jak stary wierny sługa, na najmniejsze skinienie
i jest tak żwawy jak Speedy Gonzales, najszybsza na świecie meksykańska mysz,
gdy uruchamia system operacyjny.
nie muszę dodawać, że bardzo go lubię.
wtorek, 3 listopada 2015
spoza
nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo
przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas
ks. Jan Twardowski, wiersz z banałem w środku
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas
poniedziałek, 2 listopada 2015
oferta
x znaczy pocałunek w tym kraju. Marek Hłasko, Listy
Nie lubię reklam. Ale raz pójdę na ustępstwo. W słusznej sprawie przedstawię ofertę niemieckiej sieci detalicznej. W spożywczych supermarketach od poniedziałku można kupić Listy Marka Hłaski za niecałe 30 złotych. Piszę o tym, bo sama tę książkę kupiłam i niezdecydowanym polecam. Zbiór korespondencji jednego z największych polskich pisarzy, to coś więcej niż świadectwo czasów. To dramatyczna historia jego życia opowiedziana w listach. To opowieść o miłości, przyjaźni, pisaniu i walce o własne miejsce w literaturze i świecie. Marek Hłasko swoimi listami napisał jedną z najlepszych swoich powieści.
Po tę książkę sięgnęłam wcześniej. Nazwisko Hłaski i Osieckiej były dla mnie wystarczającą rekomendacją. Zachwyciła mnie prostota i naturalność z jaką pisał. Szacunek i wytworność. A jak zwykle najbardziej rozczuliły listy kierowane do matki i zamieszczone na wstępie zdjęcie pisarza z dedykacją dla niej: Trudno jest coś napisać własnej matce. 18.XII.57.
To prawda, że trudno.
niedziela, 1 listopada 2015
pogrzeb
odwiedzamy z Młodą cmentarz,
pierwszy jaki poznałam w życiu.
w gęstwinie grobowców tracę orientację i z trudem
odnajduję rodzinny grób,
w którym spoczywa brat mojego dziadka wraz z żoną.
stryjostwa nigdy nie poznałam.
ale byłam na pogrzebie stryja.
ja, uczennica pierwszej klasy szkoły podstawowej,
za rękę z ukochaną Babcią.
pamiętam dobrze ten pogrzeb, jak w granatowej sukience i z białą kokardą we włosach
nierozumiejąca, przestraszona tłumem,
szłam w kondukcie, a przede mną korpulentna pani w żółtym płaszczu,
o której kreacji długo rozprawiało się w rodzinie,
jak można było wybrać się w takim stroju na pogrzeb.
zapalamy znicze.
od jednego pomnika do drugiego.
dotykamy historii.
wspominamy.
znajdujemy groby dwóch sławnych kompozytorów, jednych z najwybitniejszych
współczesnych,
leżą blisko siebie oddaleni wąskim przejściem,
grób pisarza, którego książkami zaczytywali się Młodzi w dzieciństwie,
dziennikarki, która zginęła w głośnej katastrofie lotniczej
i aktora symbolu pokolenia mojej Mamy, który też zginął tragicznie,
pod kołami pociągu.
czwartek, 29 października 2015
plażowanie
siedzę między dwiema topolami
na drewnianej ławce.
w stercie zeschniętych liści zakopuję stopy
jak w piasku.
marzę żeby zanurzyć się cała w szeleście tych żółtych liści i ukryć przed zbliżającą nocą.
jedyne co mnie przeraża to ciemność.
po lewej stronie jakiś mężczyzna
rozłożył na trawie zestaw szklanych butelek i metalowych szejkerów.
ćwiczy żonglerkę.
podziwiam jego zręczność.
ten aspirujący do miana barmana profesjonalisty ekwilibrysta na pewno nie boi się mroku.
środa, 28 października 2015
jasność
widziałam dzisiaj taki czysty kawałek nieba, najprawdziwszy błękit,
jakiego nie widziałam od miesiąca.
oślepiająca jasność.
wtorek, 27 października 2015
nalot
Nalot biedronek to też objaw jesieni. W moim pokoju jest ich obecnie szóstka. Dokładnie tyle widzę krążących na ścianie wokół telewizora. Miłośniczki kina i melomanki, które znam jeszcze z konkursu Chopinowskiego. Pewnie kilka siedzi też gdzieś w ukryciu.
Rano znalazłam jedną w lodówce. Leżała bez ruchu, z podwiniętymi łapkami. Zgubiło ją łakomstwo czy nieuwaga? Ciekawe jak długo tkwiła w lodowatej chłodni, czy jeszcze żyje i ma szansę wybudzić się z tego przedwczesnego zimowego snu? Wzięłam ją na rękę i zaniosłam na słońce. Położyłam na pleckach jak dziecko. Po niecałej minucie biedroneczka poruszyła energicznie kończynami, odwróciła się na brzuszek i odfrunęła.
A ja wróciłam do czytania Izrael już nie frunie Pawła Smoleńskiego, książki wcale nie o lataniu.
A ja wróciłam do czytania Izrael już nie frunie Pawła Smoleńskiego, książki wcale nie o lataniu.
poniedziałek, 26 października 2015
jesień
Ludzie powariowali z powodu jesieni. Trochę słońca i złocistości na drzewach potrafiło doprowadzić spokojnych i wyciszonych w stan szaleństwa. Niektórzy chodzą parkowymi ścieżkami tak, żeby wpaść w największe kopce liści (to ja) i szurają nogami tworząc kolorowe kłęby takie, że aż dreszcze przechodzą (to też ja, gdy nie jestem leguanach). Inni zbierają liście z ziemi, albo zrywają co piękniejsze okazy wprost z drzew. Po czym te cieniutkie jak papier listeczki chowają do książek- zielników delikatnie wyciągając wszystkie rąbki, albo pakują je do pudełek i wysyłają pocztą przyjaciołom w prezencie. Liście z Beskidów dla Euzebii. Liście z Genui dla Dewy. Jeszcze inni, jak moja gospodyni, ranki spędzają z miotłą w ogrodzie tropiąc zaciekle najdrobniejszy przejaw upadającej jesieni, jakby zeschnięty listek leżący na podejściu był czymś złym i wstydliwym, czego należałoby się natychmiast pozbyć.
niedziela, 25 października 2015
kawałek
Czuję trwający czas,
jak czuje go się w godzinę śmierci.
Jakbym tylko zmysłem czasu chwytała świat,
jakby istnienie było tylko czasem.
Zanurzona w jego wspaniałości
wstrząsającej
czuję każdą sekundę szczęścia, jak nadchodzi,
dopełnia się, rozkwita
według przyrodzonego sobie sposobu,
niespieszna jak owoc,
zdumiewająca jak bóstwo.
Anna Świrszczyńska
ciąg dalszy wiersza o szczęściu.
co za przepiękny wiersz.
każdą sekundę czyni szczęśliwą
pośród wstrząsającej wspaniałości
dopełnia sobie tylko znanym sposobem
codzienne istnienie.
czytanie tego wiersza po kawałku to jakby
obserwowanie rozkwitającego kwiatu
nieśpiesznie
i zagłębianie się w jego uderzająco słodkie
wonności.
sobota, 24 października 2015
przestrzeń
Nie ma nic bardziej czułego i wrażliwego niż przestrzeń, jest to
najwyższy rodzaj współczucia. Umożliwia ona, by wszystko się wydarzało,
nie zmusza niczego, aby szybciej się rozpuściło, nigdy nie stanowi
przeszkody w czymkolwiek, utrzymuje wszystko w całości i przenika. Jest
informacją i współczuciem. Jeżeli potrafimy jej doświadczać, widzimy, że
jest to prawdziwe przeżycie, a nie tylko koncepcja. Oczywiście na
początku jest to tylko pewien pogląd, ale jeśli próbujemy zawsze
doświadczać przestrzeni zobaczymy, że oznacza ona absolutną wolność. Nie
ma niczego bardziej ostatecznego i radosnego niż absolutna wolność.
Karol Ślęczek, Naszym domem jest oświecenie
przestrzeń
wolność
oświecenie.
Karol Ślęczek, Naszym domem jest oświecenie
przestrzeń
wolność
oświecenie.
czwartek, 22 października 2015
narzeczona
Jeśli oczekuje się śmierci jako narzeczonej, to przyjdzie jako narzeczona.
Świetlana Aleksijewicz, Cynkowi chłopcy
Świetlana Aleksijewicz, Cynkowi chłopcy
Wielkie współczucie dla żołnierzy radzieckich, którzy walczyli w Afganistanie. Ogromny żal z powodu ofiar tej wojny. Na wojnie nie ma zwycięzców. To prawda, która przebija z każdej linijki tej książki.
Aleksijewicz wsłuchuje się w relacje żołnierzy i ich bliskich jak terapeuta i spowiednik. Otwiera pełne zrozumienia i litości serce, a oni swoje dusze. Jej pisanie ma moc oczyszczającą. Przypomina mi się myśl sformułowana przez Karen Blixen Można znieść wszystkie smutki jeśli się je opisze (cytuję z pamięci), i ona zdaje się przyświecać białoruskiej pisarce w pracy. Można znieść wszelki ból i rozpacz, byle zostały opisane, byle pozostał ślad o tych zdarzeniach. Cierpienia nie znikają bez śladu, nawet jeśli giną ci, którzy je spowodowali, i ci, którzy wycierpieli bezpośrednio. Cierpienie ofiar zatacza kręgi i wraca. Jest stale obecne wokół nas. Nigdy nie znika bezpowrotnie.
Największymi ofiarami są żołnierze radzieccy, tzw. internacjonalistyczni. Specjaliści od zabijania. Dopiero po wojnie zrozumieli, że zostali wykorzystani, że są wspólnikami zbrodni. Ciężko żyć z takimi myślami. Aż pół miliona żołnierzy radzieckich zostało wysłanych do Afganistanu. Wielu zginęło (oficjalne statystyki podają, że 16 tysięcy osób), wielu zostało trwale okaleczonych.
Najbardziej bolą relacje matek, którym wojna zabrała synów. Nie potrafię ich czytać. Czuję tę matczyną rozpacz aż do trzewi. Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie jak to jest stracić dziecko, jedynego syna na wojnie. Ukochane dziecko. Wszystko boli, cały świat się załamuje.
Najbardziej bolą relacje matek, którym wojna zabrała synów. Nie potrafię ich czytać. Czuję tę matczyną rozpacz aż do trzewi. Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie jak to jest stracić dziecko, jedynego syna na wojnie. Ukochane dziecko. Wszystko boli, cały świat się załamuje.
Polskie media przypięły Aleksijewicz etykietkę reportażystki, od czego ona się odżegnuje. Swoich utworów nie nazywa reportażami (prasowymi), lecz pamiętnikami, dziennikiem. Jej ambicją jest pisać jak Ryszard Kapuściński, którego uważa za wybitnego przedstawiciela gatunku. Niemniej nie jest to jednak literatura na miarę Kapuścińskiego, przynajmniej nie ta książka.
środa, 21 października 2015
werdykt
Chciałam skomentować werdykt jury konkursu
chopinowskiego, które uhonorowało nieznanego mi wcześniej Koreańczyka (nie
słyszałam go w przesłuchaniach) i dopiero na piątym miejscu uplasowało mojego
faworyta Toniego, ale bez komputera jest to niemożliwe.
Pisanie na smartfonie to wysoko podniesiona
poprzeczka. To rzecz trudna i jak na razie dla mnie nie do pokonania. Nie potrafię
na nim kopiować, wklejać, przesuwać, pisać kursywą. A całe moje pisanie wydaje
się takie fragmentaryczne. Bo tylko tyle z niego widzę. Podgląd postów jest
nieczytelny, ponieważ mój smartfon redaguje je w kolumnie o szerokości 1
centymetra. Nie potrafię zrozumieć dlaczego. I wcale nie pyta o pozwolenie na tę ekstrawagancję.
wtorek, 20 października 2015
przyjaciel
Naszym najlepszym przyjacielem jest umysł. Karol Ślęczek
Święto muzyki trwa. Wszystkich namawiam do włączenia telewizorów. Raz na pięć lat można. Nawet trzeba, napełnić się dźwiękami i nasycić pięknem. Dziś popisów finalistów słuchają ze mną cztery biedronki. Wszystkie ulokowały się wokół odbiornika. Podfruwają w czasie muzycznego uniesienia, widać upodobały sobie mocne i zdecydowane brzmienia 16- letniego Kanadyjczyka Toniego.
Ci którzy nie zdążyli przeżyć konkursowych przesłuchań, jutro mają szansę włączyć się w to wielkie narodowe słuchanie - występ laureatów w tvp kultura wieczorową porą albo z yt przez aplikację Chopin competition 2015.
Raz po raz ściszam dźwięk, żeby przeczytać fragment Cynkowych chłopców Swietłany Aleksijewicz, tegorocznej noblistki z dziedziny literatury. Tej książki nie można przeczytać jednym tchem. Każda opowiedziana historia przeszywa serce. (Informacja dla miłośników tej pisarki, Aleksijewicz gościła dzisiaj w Krakowie w ramach festiwalu literatury.)
poniedziałek, 19 października 2015
Chopin
W pokoju z dwiema biedronkami słucham Chopina. Koncert e-moll op. 11 po raz trzeci. Nie potrafię powiedzieć czyja gra podoba mi się najbardziej. Każdy finalista konkursu Chopinowskiego zasługuje na uznanie. Jestem zahipnotyzowana tą muzyką. Obezwładniona. Nie mogę robić nic innego poza słuchaniem. Muzyka jest wszędzie. W moich włosach, swetrze i pościeli, w której leżę.
Dotychczas nieruchome biedronki szybują z zadziwiającą prędkością. Chopin rozbudził w nich pragnienie latania. Muzyka wiruje w powietrzu jak wiosenny wiatr. Moja słowiańska dusza szczególnie zachwyca się pięknem i prostotą wykonania polskiego muzyka, ale urok osobisty łotysza nie pozwala jej o nim zapomnieć.
niedziela, 18 października 2015
odurzenie
W samym środku deszczowego odurzenia,
w zdruzgotanej wiatrem szarości
tego popołudnia: ruch wstrzymany,
nagle oaza ze światła
i cisza, jakby całej przyrodzie
zabrakło tchu. A ja siedzę
lekkomyślnie lekko ubrana
jedynie w twoje słowa,
jak pod opieką dzwonu dla nurka,
całkiem bez świata.
Dagmar Nick, Tylko chwila
tłumaczyła Diana Koprowiak
w samym środku niedzielnego odurzenia
w rozleniwionej niegraniczoną beztroską różowej złotości
otwiera się błękit tak spokojny,
jakiego nie widziałam przedtem
i światło rozjaśnione nutą wielkiej świadomości.
siedzę bez tchu
jakby w oczekiwaniu na cud
lekkomyślnie ubrana
pod pretekstem pisania tego wiersza.
sobota, 17 października 2015
raczej
Nie chodzi o to, żeby być cały czas szczęśliwym, bo to uczucie przychodzi i odchodzi. Ma być dobrze - to znaczy ma być miłość. Miłość w każdym wymiarze: do zwierząt, do najbliższych, do siebie. Miłość zawsze i po raz pierwszy, ze wszystkimi konsekwencjami. Jestem stara i jedyna z tego korzyść jest taka, że wiem, iż to jest najważniejsze. I nie chodzi o to, że szukam nowej miłości dla siebie. Raczej uczę się ją rozpoznawać dookoła. Marianne Faithfull
raczej uczę się
niż rozumiem
raczej próbuję niż potrafię
raczej śmieję się niż płaczę
raczej podziwiam niż nienawidzę
raczej tańczę niż gotuję
raczej kocham niż żartuję
raczej fruwam niż marzę
raczej o świcie niż w ciemnościach
raczej owcą niż wilkiem
raczej w ciszy niż ze słuchawkami
raczej bezgranicznie niż nieszczęśliwie
raczej z kwiatami niż na śniegu
raczej razem niż w tłumie
raczej świadomie niż dokładnie
raczej dobrze niż źle
piątek, 16 października 2015
logoterapia
Ten kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to jak żyje. Friedrich Nietzsche
Cytat zaczerpnęłam z książki Człowieka w poszukiwaniu sensu Viktora Frankla, psychiatry, który spędził wiele lat w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Przeczytałam ją jednym tchem. Po pierwsze dlatego, że jest szczerze i zwyczajnie dobrze napisana, po drugie dlatego, że zawsze frapowało mnie jak to jest przeżyć coś tak niewyobrażalnie koszmarnego jak obóz koncentracyjny. Jak zachować spokój umysłu wobec ogromnego, nieracjonalnego cierpienia (z drugiej strony czy cierpienie może być racjonalne, co może je uzasadnić).
W tej niewielkiej książeczce Frankl opisuje nie tylko swoje traumatyczne przeżycia z obozów koncentracyjnych podczas II wojny światowej (stracił wówczas żonę, rodziców, brata, wszystkich najbliższych z wyjątkiem siostry), lecz również zasady opracowanej przez siebie metody leczenia zaburzeń psychicznych, zwanej logoterapią (od logos sens). Jedno z podstawowych założeń logoterapii mówi, że głównym celem człowieka nie jest dążenie do przyjemności, ani unikanie bólu, lecz właśnie poszukiwanie sensu w swoim życiu. Dlatego właśnie jesteśmy nawet gotowi cierpieć, oczywiście pod warunkiem, że nadamy naszemu cierpieniu jakieś znaczenie.
Uznając za najważniejsze dla człowieka odnalezienie sensu życia, autor pomagał zarówno towarzyszom niedoli, jak i pacjentom odnaleźć sens swojego życia.Człowiek musi mieć powód, aby być szczęśliwym. Gdy jednak takowy odnajduje, automatycznie doświadcza szczęścia. Jak widać, istoty ludzkie nie gonią ze szczęściem jako takim, lecz szukają powodu, dzięki któremu staną się szczęśliwe. Powód ten możemy odnaleźć, między innymi urzeczywistniając potencjalny sens nieodłącznie obecny, choć często na pierwszy rzut oka, niewidoczny, w każdej życiowej sytuacji.
A człowiek, którego poszukiwania sensu zostaną zwieńczone sukcesem, nie tylko staje się szczęśliwy, ale także zdobywa umiejętność radzenia sobie z cierpieniem.
Fragmenty książki z przedmową do niej możesz przeczytać tu, a o życiu i dorobku tego wielkiego człowieka tutaj.
Uznając za najważniejsze dla człowieka odnalezienie sensu życia, autor pomagał zarówno towarzyszom niedoli, jak i pacjentom odnaleźć sens swojego życia.Człowiek musi mieć powód, aby być szczęśliwym. Gdy jednak takowy odnajduje, automatycznie doświadcza szczęścia. Jak widać, istoty ludzkie nie gonią ze szczęściem jako takim, lecz szukają powodu, dzięki któremu staną się szczęśliwe. Powód ten możemy odnaleźć, między innymi urzeczywistniając potencjalny sens nieodłącznie obecny, choć często na pierwszy rzut oka, niewidoczny, w każdej życiowej sytuacji.
A człowiek, którego poszukiwania sensu zostaną zwieńczone sukcesem, nie tylko staje się szczęśliwy, ale także zdobywa umiejętność radzenia sobie z cierpieniem.
Fragmenty książki z przedmową do niej możesz przeczytać tu, a o życiu i dorobku tego wielkiego człowieka tutaj.
czwartek, 15 października 2015
wolność
- Żyjesz? - pyta Pani A. z troską w elektronicznym liście między wywodem na temat zdrowego odżywiania, a wzmianką o filmie Tam i z powrotem z Januszem Gajosem, o ludziach skłóconych z rzeczywistością", którzy mają jedno pragnienie: chcą wolności.
- Żyję i to nawet dobrze żyję. - odpowiadam.
środa, 14 października 2015
czwartek, 8 października 2015
potrzeba
Nie pytaj czego świat potrzebuje. Pytaj co czyni cię pełnym życia i rób to. Ponieważ tym czego świat potrzebuje są ludzie pełni życia.
Howard Thurman
środa, 7 października 2015
młodość
fajny film wczoraj widziałam...
Młodość Paolo Sorrentino.
przepiękne zdjęcia
powolna narracja
prawdziwi bohaterowie
i temat ni o starości, ni o młodości
przepełnia mnie wielkie piękno tego filmu
wtorek, 6 października 2015
tatuaż
już w szpitalu
myślałam o tym by ukryć blizny na nodze
które zostały mi po operacyjnym leczeniu złamania trzech kości
pół metra blizn
rozrzuconych po całym prawym podudziu i kostce
wyobrażałam sobie
jak pięknie wyglądałyby pokryte barwnymi
egzotycznymi kwiatami, z zielonymi liścmi,
z których wychylałyby się główki aniołów, czerwone serca i postacie buddów
nie pobiegłam do salonu tatuażu
nie tylko dlatego, że nie mogłam chodzić
po roku czekała mnie kolejna operacja
a w dodatku usłyszałam, że blizny nie mogą być pokrywane tatuażami
nic bardziej mylnego
teraz wiem, że
można to robić i robi się
ozdabiając bajkowymi rysunkami zmienione chorobą i operacjami ciało
kobiecy biust po mastektomii
odzyskuje dawny powab i czar
rekonstrukcja nie jest już jedynym wyborem
jest jednym z wyborów
osobisty tatuaż to coś więcej niż zabieg chirurgiczny
to zdobienie skóry, które pozwala oderwać się od cierpień,
zamknąć pewien etap w życiu,
i wyrazić to co w duszy gra
poniedziałek, 5 października 2015
nietrwałość
Potrzebujemy nietrwałości, aby możliwa była sprawiedliwość społeczna, aby możliwa była nadzieja.
Jeśli cierpisz, to nie z powodu nietrwałości.
Cierpisz z powodu
wiary w trwałość.
Kiedy umiera kwiat, nie cierpisz za bardzo, bo
rozumiesz, że kwiaty są nietrwałe.
Nie możesz jednak zaakceptować
nietrwałości twojej ukochanej
i będziesz bardzo cierpieć, kiedy
odejdzie.
Wejrzyj głęboko w nietrwałość - a zrobisz coś,
co możesz
zrobić najlepszego, aby ją właśnie teraz uszczęśliwić.
Jeżeli jesteś
świadomy nietrwałości -
jesteś kochający, mądry, pozytywnie nastawiony
do życia.
Nietrwałość jest dobrą wiadomością.
Bez niej nic nie jest
możliwe.
Z nią – wszystko otwarte na zmiany.
Zamiast narzekać,
powinniśmy mówić:
Nietrwałości, życzymy ci długiego życia!
Nietrwałość
jest narzędziem naszego oswobodzenia. Thich Nhat Hanh
nietrwałości, życzę ci długiego życia!
jak najdłuższego.
daj mi poznać twoje jasne oblicze.
dobre wiadomości
niech rozkwitają i usychają jak kwiaty.
otwieram się na zmiany.
niedziela, 4 października 2015
gdziekolwiek
Dobrze być tutaj!
Dobrze być gdziekolwiek!
Kieth Richards (tym okrzykiem wita się na koncercie ze swoimi fanami)
moje gdziekolwiek
to leśna droga, którą przejeżdżam rowerem od sztucznego jeziora do zamkowego parku
(obowiązkowa trasa cyklistów na zamknięcie sezonu, jakże długiego w tym roku)
to zapach mokrego igliwia i ściętych drzew
(marzę by zabrać do domu te wonne bale drewna)
to październikowy żar (znowu przydają się zaciemnione okulary)
to zagadkowa zaduma i wyjątkowe rozmarzenie (czy nie mogłabym pozostać w tej puszczy na zawsze)
to niepohamowane podskoki serca (nie chcę nic więcej, tak dobrze jest być!).
sobota, 3 października 2015
sprawdzian
co się śni poetom?
czasem śni im się znajomy, a czasem nieznajomy
mnie dwa tygodnie temu przyśniła się
instruktorka jogi, ta która zna Pana A. i dla której on też był ważny
(a może dalej jest),
rozmawiałyśmy.
i ta rozmowa była
fizycznie zbliżająca.
zbudziłam się
pamiętając dobrze cały sen i nasze ramiona.
senne ślady zapisałam w czerwonym notesie.
przypomniałam je sobie wczoraj
po tym jak
rozmawiałyśmy po zajęciach jogi.
zaczęło się jak zwykle
jak się czujesz, kiedy następne warsztaty,
i taka bliskość się pojawiła
wobec nieuniknionego wyjazdu Pani M. do bel paese
prawdopodobnie na stałe.
najbrzydszy miesiąc w roku ma być sprawdzianem
czy można żyć na obczyźnie
i dobrze czuć się w domu za miastem i dwoma kotami.
trzymałyśmy się za ręce
przez dłuższą chwilę.
mam nadzieję, że szeroko otworzą się drzwi i okna
że powieje dobry wiatr.
dla niej.
piątek, 2 października 2015
zwyczajność
najbardziej cenię sobie zwyczajność.
zwłaszcza zwyczajność.
dzień i noc.
rytmiczną powtarzalność.
wdzierające się słońce i przeciągający się wieczór.
codzienność.
moją małą stabilizację.
poniedziałek, 28 września 2015
szczęście
Moje włosy są szczęśliwe
i skóra jest szczęśliwa.
Skóra drży ze szczęścia.
Oddycham szczęściem zamiast powietrza
powoli i głęboko,
jak człowiek, co uniknął śmiertelnego
niebezpieczeństwa.
Anna Świrszczyńska, Szczęście
czuję te słowa.
wyobrażam sobie ich kolory, barwę aury,
która unosi się nad kartką papieru jak złoty obłoczek.
wiem, że Poetka była szczęśliwa.
jaka była szczęśliwa gdy pisała o szczęściu!
potrafiła stan euforii nakreślić kilkoma zdaniami
(wiersz jest dłuższy, tu prezentuję fragment,
ale już ten niewielki oddaje to coś).
to niebywała sztuka.
Czesław Miłosz dobrze ją rozumiał i wychwalał:
Stara czarownica pisze tak, jak żadna poetka polska się nie odważyła.(...)
Treścią jest dziękczynienie, a wiadomo,
że trzeba naprawdę doznać takiego uczucia wdzięczności,
żeby na podobną pieśń się zdobyć.
niedziela, 27 września 2015
medytowanie
Medytowanie nie oznacza walczenia z problemem.
Medytowanie to obserwowanie.
Potwierdza to uśmiech na twoich ustach.
Mówi on, że traktujesz siebie z łagodnością,
a w twoim sercu świeci słońce świadomości.
Kontrolujesz sytuację.
Jesteś sobą
i udało ci się osiągnąć pewien spokój.
Thích Nhất Hạnh
sobota, 26 września 2015
inni
uwielbiam Mistrza Tolle.
nikt nie tłumaczy trudnych prawd, tak dobitnie i zabawnie jak On.
podziwiam Go za mądrość, otwartość i szczególne poczucie humoru.
jeśli chcesz się pośmiać z siebie, z własnego ego, koniecznie posłuchaj.
piątek, 25 września 2015
piołun
Dziś jest mój dzień podtrzymujący skutki przeprowadzonej diety wg pomysłu pani Dąbrowskiej. Efekty głodowania miały być spektakularne, ale takich nie zaobserwowałam. Jeśli jakieś się pojawiły, a chcę wierzyć, że tak było, to zmiany nastąpiły na tak subtelnym poziomie, że nie sposób ich uchwycić gołym okiem.
A więc zjadłam: cztery rzodkiewki, cztery malutkie jabłuszka z wyschniętą skórką, 0,5 litra soku z marchwi, 0,25 soku z grejpfruta (dobry wpływ Pani A., serwowane przez nią własnoręcznie wyciskane soki pozwoliły mi przełamać niechęć do tego cytrusowego owocu) i trzy miski zupy z cukinii, papryki i pora. Ten gorący posiłek zafundowałam sobie dopiero o dziesiątej wieczorem.
Z tą zupą wiąże się dziwna historia. W południe ugotowałam dwie zupy - pomidorową z makaronem dla rodziny oraz jarzynową dla siebie. Do mojej zupy dodałam świeże pomidory malinowe i cukinię z ekologicznej uprawy (tak zachwalał ją Dziadek, który nam ją sprezentował). Zupa wyglądała i pachniała jak zwykle, jednak była tak gorzka, że nie byłam w stanie jej zjeść. Smakowała jak piołun i najbardziej gorzkie lekarstwa. Po zjedzeniu jednej łyżki, musiałam płukać usta wodą z cytryną, aby pozbyć się gorzkiego smaku. I tę czynność powtórzyłam kilkakrotnie. Nie dowierzając własnym zmysłom skosztowałam jeszcze zupy z garnka, ta też była przeraźliwie gorzka. Z obawą o swoje poczucie smaku, spróbowałam zupy pomidorowej, i ta okazała się dobra, a w porównaniu z moją, nad wyraz smakowita. Jednak dodatek oliwy nie pozwalał mi na zjedzenie jej. Więc obeszłam się smakiem, aż do wieczora kiedy ponownie ugotowałam zupę z cukinii. Tym razem wzięłam te sklepowe cukinie i kosztowałam każdy składnik przed wrzuceniem do garnka.
Ile w życiu ugotowałam litrów zup, tego nie jestem w stanie policzyć. Choć późno osiągnęłam samodzielność w tej materii. Jednak po raz pierwszy przydarzył mi się taki przypadek. Sprawdziłam w internecie, i jak zwykle wszystkowiedzący forumowicze winą za gorzki smak potraw obarczają jesienną cukinię, i to właśnie tę ekologiczną, z przydomowych upraw. Jedna internautka po tym jak cukinia zepsuła jej obiad, zrobiła śledztwo i stwierdziła, że za gorycz odpowiadają kukurbitacyny, które są toksyczne. Inni zaś twierdzą, że nasiona cukinii podobnie jak pestki dyni, zawierające kukurbitacyny mają działanie przeciwrobaczne, zabijają tasiemce, glisty i owsiki. Najbardziej przeraziła mnie wiadomość, podana przez polski tabloid, o zgonie niemieckiego emeryta, w następstwie zatrucia po zjedzeniu potrawki z gotowanej cukinii, którą denat otrzymał od swojego sąsiada.
Dzięki bogom za obdarzenie mnie wrażliwym zmysłem smaku, zdolnym ostrzegać przed śmiercionośnymi toksynami.
czwartek, 24 września 2015
eliksir
17 września wieczorem na lotnisku Malpensa w Mediolanie Teatr La Scala wystawił operę Esisir d’Amore Gaetano Donizettiego.
Chcialabym, zeby lotnisko we Frankfurcie sprawilo podroznym dzisiaj taka niespodzianke
i pozwolilo mi byc świadkiem tak niezwykłego wydarzenia.
Spedze na nim akurat tyle czasu, ze moglabym zobaczyc cala opere wraz z proba generalna.
środa, 23 września 2015
Orzeł
Z głębin Warszawy wyłonił się
majestatyczny orzeł
Wzleciał wysoko na wyżyny nieba
i ukrył w chmurach
Teraz, szerząc nauki Buddy szybuje
w całym swoim majestacie
Budząc zachwyt ludzi.
Berni Tetsugen Glassman
4 sierpnia 2015 Andrzej Getsugen Krajewski otrzymał od Roshi Tetsugena Bernie Glassmana przekaz Inka, Mistrza Zen z tytułem Roshi.
Kilka osób zapytało, co właściwie oznacza moje buddyjskie imię Getsugen.
Otóż oznacza ono Zamglony Księżyc.
Nie taki wyraźny, jak wyrżnięty z kryształu na niebie,
lecz raczej niejasny, tajemniczy księżyc ukryty w chmurach.
Symbol najwyższego oświecenia.
Dla nieobeznanych z buddyjską symboliką, musi to brzmie dziwnie?
Otrzymałem je dawno temu od mojego nauczyciela Roshi'ego Genpo,
jako ‘mantrę na drogę’ – wskazówkę, bym nie starał się wszystkiego zrozumiec.
Andrzej Getsugen Krajewski
wtorek, 22 września 2015
napełniona
Jestem napełniona miłością,
jak wielkie drzewo wiatrem,
jak gąbka oceanem,
jak wielkie życie cierpieniem,
jak czas śmiercią.
Anna Świrszczyńska, Jestem napełniona miłością
jestem napełniona szczęściem
jak muszla odgłosami morza
jak ucho cichym szeptem
poniedziałek, 21 września 2015
sielanka
O jak wygodnie
rozsiadla się z nogami
w moim mięsie
moja dusza, co stworzyla
mięso galaktyk.
Anna Świrszczyńska, Sielanka bez ironii
przezywam wlasnie sielankę bez ironii.
moja dusza rozsiadla sie w moim ciele,
z wyciagnietymi nogami i rozcapierzonymi rękami.
slonce galaktyk czuwa nade mna.
dobrze jej.
niedziela, 20 września 2015
rzesa
Jestem lekka
jak rzesa wiatru.
Anna Świrszczyńska
jestem swiatlem,
ktore wypelnia niebo
jestem lekka jak oddech
moje rece dotykaja gwiazd
sobota, 19 września 2015
rozdrapy
Na końcu piętnastego rozdziału Buszującego w zbożu, którą czytam po raz pierwszy w nowym tłumaczeniu Magdaleny Słysz, znalazłam wiecznie aktualną maksymę:
Cholerne pieniądze. Zawsze człowiek ma z ich powodu rozdrapy. J.D. Salinger
Jak dowodzi językoznawca Jan Miodek, to piękne słowo rozdrapy, do życia powołał recenzent dzienników Jarosława Iwaszkiewicza, pisząc Nikt pewnie go nie kocha, nie pochyla się nad jego troskami, rozdrapami, bólem, a zwłaszcza starością. Ów rozdrap, zdaniem profesora, to typowa formacja potencjalna, zbudowana w całkowitej zgodzie z regułami naszego systemu gramatycznego, wywiedziona od podstawy czasownikowej rozdrapać przez odrzucenie wygłosowej cząstki -ać - tak jak czołg, ubaw, zwis, skłon, wylew.
Polecam krotki wykład prof. Jana Miodka nt. rozdrapow, choć nie mogę zgodzić się z jego opinia przypisująca autorstwo rozdrapów dziennikarzowi gazety wyborczej. Moim zdaniem tłumaczka Salingera wykorzystała ten pomysł słowotwórczy wcześniej. Jej tłumaczenie pochodzi bowiem z 2007 roku, a wspomniana recenzja z 2012.
środa, 16 września 2015
czystosc
Czy w dzien, czy w nocy
mam w sobie zawsze
swiatlo.
Wsrod halasu i zametu
mam w sobie cisze.
Zawsze
mam w sobie cisze i swiatlo.
Anna Świrszczyńska, Jest we mnie swiatlo
wedrowalam czerwonymi skalami masywu Esterel
przepelniona wielka czystoscia i wiatrem.
ciezkie chmury sklanialy sie do placzu.
zanurzalam sie w morskich falach
blogoslawiac gwiazdy, drzewa i ludzi na drogach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





