środa, 31 grudnia 2014
oby
Oby się wszystkie trudne sprawy porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy zaczęły śmieszyć jak kukiełki. Ks. Jan Twardowski
wtorek, 30 grudnia 2014
piękno
Piękno -
nocą, gdy rok się kończy
ten bezmiar nieba
mój ulubiony Issa, w przekładzie Agnieszki Żuławskiej-Umedy
widzieliście dzisiaj niebo, cały jego granat i bezmiar
to przejmujące piękno.
gdy rok się kończy
wszystko wydaje się wyrazistsze.
głębsze.
to dlatego, gdy wpadasz do księgarni to zostajesz w niej na trzy godziny
i wcale nie chce Ci się z niej wychodzić.
myślisz nawet, że nie masz nic przeciwko temu, aby pozostać tam na całą noc.
albo na wieczność.
zastanawiasz się, czy na tamtym świecie są księgarnie,
i czy mogłabyś odrodzić się jako właścicielka jednego z tych klimatycznych sklepików.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
że
Że śnieg, że księżyc
daleko mi do świata
kończy się rok
Bashō, w tłumaczeniu Agnieszki Żuławskiej-Umedy
że nadmiar
że tajemnica
że śnieg na policzku
daleko mi do doskonałości
kończy się rok
niedziela, 28 grudnia 2014
dziwne
To takie dziwne myśleć, że znów
Nowy Rok nadchodzi wreszcie,
z dniami, jak białe stronice listów,
których nikt nie napisał jeszcze.
Gustav Sandgren, Nowy Rok
to takie dziwne myśleć, że coś się kończy
albo, że coś się zaczyna.
to takie dziwne, bo przecież nie ma początku i nie ma końca
a my tak żyjemy,
jakby nasza była wieczność i do nas należał cały świat.
sobota, 27 grudnia 2014
girlanda
na zajęciach jogi ćwiczyliśmy powitanie księżyca.
zupełnie nie znałam tej sekwencji asan.
spodobała mi się, bo były w niej wygięcia do tyłu: sierp księżyca i wielbłąd, za którymi wyraźnie się stęskniłam, i girlanda, bardzo spokojna i prosta asana o zadziwiająco pięknej, jakby przybranej kwiatami, nazwie.
piątek, 26 grudnia 2014
żubry
widziałam żubry.
pierwszy raz w życiu.
to takie duże zwierzęta.
mają brunatną sierść i krótkie rogi.
majestatyczne.
obserwowałam je w porze karmienia.
każdy czekał przy swoim żłobie.
wg starszeństwa.
same przesuwały pyskiem koryta.
zdawało mi się jak mówią
jedno wiadro z mieszaniną ziaren dla pięciu dorosłych osobników to za mało.
najmłodsze, półroczne było jeszcze karmione przez matkę.



czwartek, 25 grudnia 2014
czytanie
czytam Cesarza wszech chorób Biografia raka Siddharthy Mukherjee i Katarzynkę Patricka Modiano, tegorocznego noblisty z dziedziny literatury. książka o raku jest ogromnym tomiskiem, bardzo rzetelnie napisanym. wciąga. została ogłoszona jedną ze stu najlepszych książek non-fiction wszech czasów. w 2011 roku Mukherjee otrzymał za nią nagrodę Pulizera. Katarzynka - dla odmiany - jest krótkim opowiadaniem z pięknymi ilustracjami Jean-Jacques Sempé (ten od Mikołajka). to one tworzą klimat tej książki.
czy można coś jeszcze robić w święta poza czytaniem?
środa, 24 grudnia 2014
życzenia
prawdziwie świątecznych świąt
pełnych wewnętrznego luzu i magii dzieciństwa,
momentami nostalgicznych,
z dużą ilością czułości i humoru,
Wszystkim Wam życzę
dewa
wtorek, 23 grudnia 2014
przed
sznurowadło urwane w pół też może być użyteczne, wystrojony bombkami świerk dotknął sufitu, kilka gałązek stanęło w wazonie naprzeciw mojego łóżka, w domu pachnie zimowym lasem i wiejskimi drogami, szejki na bazie jabłek i pomarańczy tworzę w kombinacjach z suszonymi daktylami i morelami, unikam rodzynek, by odmienić smak, polecam też makaron połączony z cukinią, czosnkiem i szpinakiem, smakowitość i pyszność, nawet dla tych jeżących się na samo wspomnienie i zapach zielonych jarzyn. Pani A. stanęła na głowie, omal nie dotykając ściany, bardzo mnie to cieszy, wołam hip hip hura i biję Jej brawa, od Pana W. dostałam linka do nowego portalu z filmami po włosku, żegnaj yt, gdzie właśnie oglądam Into the wild w reżyserii Seana Penna.
powitanie pierwszej gwiazdki - instrukcja przypominająca

(znalezione w internecie)
poniedziałek, 22 grudnia 2014
duch
w najdłuższą noc roku śniłam dziwny sen. rozmawiałam z duchem. to była młoda kobieta, którą namawiałam na wspólne wakacje w Niemczech. po dwóch miesiącach spędzonych we Włoszech chciałam pojechać w inne miejsce. w pewnym momencie zauważyłam, że nie patrzę już w jej oczy. bo ich nie widzę. nie widzę też konturów jej ciała. przede mną rozciągała się jedynie soczyście zielona trawa. zawołałam do obecnych tam ludzi:
- czy jej nie ma? - czy wy też jej nie widzicie? - czy ona jest duchem?
niedziela, 21 grudnia 2014
zabawa
teraz pobawimy się w wigilię, chcesz być karpiem czy choinką?

rysunek Marty Frej, zamieszczony w wysokich obcasach nr 49-2014
bawimy się w wigilię. choinki z kolorowego szkła ustawione na samym środku stołu, pomiędzy nimi okrągłe małe świeczki, zwane podgrzewaczami do herbaty. bouche de Noël upieczony dwukrotnie, w tym roku ten tradycyjny francuski przysmak przygotowywały aż cztery pary nastoletnich rąk, zakupy świąteczne zrobione, szafki kuchenne nie domykają się od nadmiaru wiktuałów, co oznacza, że wykorzystaliśmy wszystkie bony świąteczne od korpo, i w domu pojawiły się słoiki z nadziewanymi oliwkami, patisony, czosnek marynowany, pepperoni, trzy pudełka ptasiego mleczka, buraki, suszone grzyby oraz wiklinowe kosze pełne pachnących pomarańczy i mandarynek. święta zainaugurowałam kieliszkiem czerwonego wina (prezent od Pani A.) i obejrzeniem po włosku amerykańskiego W pogoni za szczęściem Gabriele Muccino. dla równowagi czytam teraz wzruszające Moje drzewko pomarańczowe José Mauro de Vasconcelos.
sobota, 20 grudnia 2014
imię
jakby to było, gdyby moje Dzieci zwracały się do mnie po imieniu, zamiast mówić mamo.
imię jest bardziej zindywidualizowane niż nazwa świadcząca o pokrewieństwie.
moje imię to coś więcej niż mama, matka, mamusia.
moje imię to przecież ja. jeśli nie całkowicie i w pełni, to prawie, to coś bardzo bliskiego.
nie mówię do Dzieci: Synu, Córko. używam ich imion w formach zdrobniałych i specjalnie zmienionych. sporadycznie zdarza mi się powiedzieć Synu, ale tylko i wyłącznie do Młodego, kiedy z braku argumentów lub sił, muszę odwołać się do tej niepodważalnej relacji.
skoro ja nie mówię do moich Dzieci: Synu, Córko, to dlaczego oni zwracają się do mnie w taki sposób?
czy muszą do mnie mówić tylko i wyłącznie mamo z pominięciem imienia i to przez całe życie?
dlaczego nigdy nie przejdą ze mną na ty?
dlaczego nie możemy dostąpić tej bliskości jaką daje używanie imienia i formy bezpośredniej ty?
czy to różnica wieku sprawia, że nie możemy się spoufalić?
nie możemy, nie chcemy, nie wolno nam?
żeby nie zginąć w oficjalnym gąszczu nazw i pospolitości, nazwałam moją Mamę Mamulcem, a Młody swoją - Mamuszką.
piątek, 19 grudnia 2014
czwartek, 18 grudnia 2014
pragnienie
przez cały dzień wypiłam kilka łyków wody.
między piątą a szóstą zjadłam cztery słodkie jabłka,
a wieczorem w domu, zupę ziemniaczaną.
przez cały dzień wmawiałam sobie, że wcale nie czuję pragnienia.
środa, 17 grudnia 2014
nadzieja
Co my zresztą o tym wiemy, jak jest naprawdę. My żyjemy gdzieś na dnie, głęboko. Najtrudniejsze są te chwile, gdy człowiek musi budować w sobie z samego siebie nadzieję, a nie z faktów zewnętrznych. Ale taka nadzieja jest najprawdziwsza, jest to nadzieja bohaterska. Konstanty Ildefons Gałczyński
buduję w sobie nadzieję z siebie samej,
wbrew faktom zewnętrznym,
nadzieję heroiczną,
tę najprawdziwszą
moją własną.
wtorek, 16 grudnia 2014
morze
Radość, w gruncie rzeczy, Radość, jest najgłębszą treścią istnienia, radość mimo wszystko i radość ponad wszystkim. Najgorszego możem jeszcze nie widział, ale gotów jestem na pojedynek wyzwać najgorsze i na dnie najgorszego powiedzieć tak:
- Nasze życie nie jest Doliną Łez, tylko jest Morzem Radości.
Konstanty Ildefons Gałczyński
nigdy nie lubiłam tego określenia padół łez, ani padół płaczu, ziemski padół.
nigdy w ten sposób nie myślałam o swoim losie.
określenie ziemi jako miejsca, w którym toczy się pełne cierpień i niedoli życie doczesne człowieka uważam za nadużycie.
ziemskie życie ludzkie nie toczy się w padole ani otchłaniach ciemności.
jakkolwiek ciężkie by nie było, nie ma w nim samych łez.
są wzloty i upadki, są zawirowania koła fortuny, jest zdecydowanie więcej dobra niż zła.
sposób w jaki żyjemy dziś to już jest raczej szczyt możliwości ludzkiego bytowania na ziemi.
nasze życie jest bardziej bezpieczne, dostatnie i świadome niż żywoty wielkich władców sprzed wieków.
dlatego zdecydowanie wolę określenie Morze Radości.
choć jak się nad tym zastanawiam, to jeszcze bardziej odpowiada mi nazwa Ziemia Radości.
bo jestem zodiakalnym bykiem.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
zegar
Jesień jest dzisiaj spokojna, spokojna jak zegar w powieści Dickensa.
Konstanty Ildefons Gałczyński
zima jest dzisiaj tak spokojna jak podłoga w bibliotece.
niedziela, 14 grudnia 2014
sposób
Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko. Albert Einstein
życzę, abyście przeżyli swoje życie na ten drugi sposób.
sobota, 13 grudnia 2014
notatnik
Nic specjalnego. Jak zwykle przed południem stodoła, po południu drzewo. Dżdżystość i nuda. Ale w ten dzień sklejony dokładnie z tych dwóch części — przedpołudnia i popołudnia — wbite różne myśli, jak szpilki ukryte w poduszce nieskończonych rozmiarów. Konstanty Ildefons Gałczyński, Notatnik
nic specjalnego.
jak zwykle przed południem gazeta codzienna z filiżanką czarnej herbaty,
po południu książka i świeżo wyciskany sok z pomarańczy.
chmurność i przewidywalność.
zima i uspokojenie.
ale w ten dzień dzielony dokładnie na dwie części przez praktykę jogi,
wbite różne rozmowy, smsy, telefony, jak klocki dziecięcej układanki nieokreślonych rozmiarów.
piątek, 12 grudnia 2014
most
zrobiłam mostek.
pierwszy od co najmniej sześciu lat.
zamierzałam jak zwykle na zajęciach jogi zrobić jedynie półmostek,
bo mostek zapaśniczy to też nie jest moja specjalność.
ale ręce same ułożyły mi się do pełnego mostu.
i bez żadnej komendy podniosły moje ciało.
stałam. bez najmniejszego wysiłku.
nikt nie bił braw.
nie grały fanfary.
a ja dalej trwałam rozglądając się na boki.
czwartek, 11 grudnia 2014
inna
rozciągająca się nad miastem złota łuna, widok jak z landszaftu, każe mi wyjść z pracy jak najszybciej. w biurowej windzie czuję zapach suszonych ziół, tak intensywny że gubię się w domysłach skąd pochodzi, aromat jest rzeczywisty i nieprawdziwy zarazem. na niewielkim klombie blisko domu czerwieni się róża, ponad metrowej wysokości, zachwyciłby się nią Mały Książę zachwytem dziewiczym, tak jak ja się zachwycam.
ta zima jest zupełnie inna.
środa, 10 grudnia 2014
wtorek, 9 grudnia 2014
wojownik
Dobrze być świetnym mówcą.
Dobrze mieć świetną kondycję.
Lecz wojownikiem prawdziwej odwagi jest ten,
kto jest mistrzem swojego umysłu.
S. N. Goenka
poniedziałek, 8 grudnia 2014
idea
Idea, że dusza połączy się z błogością
tylko dlatego, że ciało zgniło -
to całkowite urojenie.
Co jest teraz, będzie potem.
Kabir
od kilku dni obserwuję swoje emocje i zastanawiam się
w jakim nastroju umrę?
kim będę po śmierci?
jeśli nieokreśloną istotą, bakterią lub kosmicznym pyłem, to w jakim stanie umysłu będę trwać?
czy w tym w którym będę w momencie śmierci?
jakie uczucia i stany umysłu chciałabym zachować w sobie na zawsze?
co może trwać we mnie wiecznie?
tylko tym emocjom pozwalam pozostać.
podobnie jest z myślami.
nie chcę umrzeć z myślą o mojej szefowej i szefie szefów.
więc nie myślę o nich.
wolę myśleć o nieograniczonej przestrzeni i gwiazdach.
gdybym mogła wybierać, to tylko myśl o zjednoczeniu
wzięłabym ze sobą na tamten świat.
niedziela, 7 grudnia 2014
Polizany
dziewięć ptaków (wznoszących się
poprzez złotą chwilę) wzbija:
jących się
w
zimowy
z-
mierzch
(wszystkie razem jak
mnożąca się
jedno
-ść) dziewięć
dusz
każda z własną tajem-
nicą (wznosząco
pochwyconych na spadaniu) milcz!
eniem przeżywających umieranie blasku
e. e. cummings
tłumaczył Stanisław Barańczak
wzbijające się w niebo ptaki, dziewięć, jedenaście par skrzydeł.
w zimowym zmierzchu czytanie-wertowanie Polizanego przez Boga Marka Dyjaka, który śpiewa z głębi serca i jeszcze głębiej, jak człowiek który wie i rozumie, bo przeżył dużo, a facet, żył prawie jak bezdomny, ekskluzywny alkoholik uprawiający muzykę. mieszkał w ciemnych dzielnicach, w przeróżnych miejscach, w których działy się przeróżne rzeczy.
dusza z własną tajemnicą, wznosi się w blasku dźwięków i fleszy, żeby dotrzeć do raju.
sobota, 6 grudnia 2014
karta
uwielbiam takie świąteczne dni jak dzisiaj. od rana wesołość i zaskakiwanie. w nocy przy łóżkach postawiłam małe torebeczki z nadrukowanymi zimowymi czapkami i rękawiczkami, wypełnione słodkościami z czekolady i czymś co służy upachnianiu ciała. sama siebie też obdarowałam. podarowałam sobie koszulkę do jogi i sportowe biustonosze (to pożegnanie z noszoną na macie od dawna czernią i wpływ mojej nowej instruktorki, która codziennie prezentuje na sobie inny zestaw, ale też dla mnie te rzeczy zamówiła i przywiozła, ukłon), oraz książkę Dowód Ebena Alexandra czyli Prawdziwą historię neurochirurga, który przekroczył granice śmierci i odkrył niebo. od Pana W. dostałam PŁATKI RÓŻY UCIERANE W CUKRZE, bo jak powiedział, była to najładniejsza nazwa produktu w tym sklepie. a jeszcze fajniejszą niespodziankę sprawiła mi moja ulubiona księgarnia. nie tylko dostałam dzisiaj rabat 50% na dwie szklanki świeżo wyciskanego soku z pomarańczy (bo są mikołajki, a my chcemy być mili!), ale także złotą kartę stałego klienta. dzisiejszy kilkuzłotowy zakup o tym przesądził - powiedziała przeurocza ekspedientka, która mi kartę wręczyła. z tą kartą mogę robić zakupy we wszystkich sklepach sieci w Polsce z 20 procentowym rabatem.
niektórzy mają złote karty w bankach. a ja mam w księgarni.
rozumiem ich uczucia.
piątek, 5 grudnia 2014
ziemniak
przygotowując zupę jarzynową, natknęłam się na ziemniak w kształcie serca.
był niewielki, płaski i mieścił się w dłoni. miał gładką żółtą skórę.
czy to był ziemniak czy serce - zaczęło nurtować mnie pytanie.
czy serce z ziemniaka?
a może raczej ziemniak z sercem?
jakakolwiek byłaby prawda, był to dla mnie przejaw duchowości natury. naturalnego piękna.
przez chwilę chciałam to niezwykłe warzywo zatrzymać do kolekcji nikomu niepotrzebnych rzeczy, wśród których króluje pumeks znaleziony w Chorwacji przez Młodego (Mamo, co to za kamień, który pływa?), mała kryształowa kula na czerwonej nitce (przynosząca szczęście zdaniem specjalistów feng shui), kwiat lotosu z papieru wykonany ręcznie i wiele innych. jednak zdecydowałam, że ziemniaczane serce powinno znaleźć się w zupie. to jego jedyne właściwe miejsce. i wrzuciłam je do garnka.
zupa wyszła przednia. biła od niej siła.
zastanowiło mnie tylko dlaczego nie smakowała Młodemu. czyżby było w niej za dużo miłości.
czwartek, 4 grudnia 2014
słuch
zamieniam się w słuch.
słucham i słucham.
notuję i notuję.
włączam dyktafon i wyłączam.
i tak przez osiem godzin.
środa, 3 grudnia 2014
życzenia
- czy ja panią znam? - pyta nastolatek z goleden retriverem, który wcześniej ukłonił mi się z uśmiechem.
- bezpośrednio nie, ale pośrednio tak. moje dzieci chodziły z twoją siostrą do szkoły. do gimnazjum. - tłumaczę. i idę dalej szybkim krokiem. nie chciałam komplikować sprawy mówiąc, że z jego nieżyjącym ojcem chodziłam do podstawówki.
- nie wiedziałem. zapamiętam. - odpowiada w zamyśleniu i dodaje szybko - to wesołych świąt!
- wesołych! - odkrzykuję.
to pierwsze tegoroczne życzenia, które dostałam.
jakby trochę wcześniej niż zwykle.
wtorek, 2 grudnia 2014
krasnale
wypatrzyłam je wśród srebrnych krzewów.
z gęstymi białymi brodami i w szerokich uśmiechach.
stali pod blokiem jak niesforni malcy.
jeden w brązowej czapeczce, drugi w niebieskiej.
ten pierwszy grał na fujarce, z nogą opartą o kapelusz borowika.
skąd o tej porze wzięły się takie dorodne grzyby?
ten niebieski, trzymał w ręce grabie, jakby miał zamiar porządkować ogród.
zakasane rękawki, luźno opadający kaftan, mocno ściśnięty w pasie,
wyglądali jakby nie odczuwali zimna.
pierwsza pojawiła się myśl - czy przechodziła tędy filmowa Amelia?
czy ustawił je jakiś inny tajemniczy duch
dla rozgrzania uśmiechu i rozpalenia wewnętrznej radości.
a może jestem w ukrytej kamerze
i będę oglądana dzisiaj na yt.
poniedziałek, 1 grudnia 2014
grudzień
Grudzień zawsze był tym miesiącem,
kiedy przestawało się być.
Zostawało się nawiasem w mroku,
niczym więcej.
Zapalano latarnie, lampy i świece.
Zupełnie nie wystarczały
wobec
przypływu ciemności.
Łatwiej zrozumieć pierwotny,
pogański sens świąt:
pochodniami i ogniami
za wszelką cenę przywrócić słońce,
którego powrót nigdy nie był oczywisty.
Lars Gustafsson, Grudzień
w tłumaczeniu Zbigniewa Kruszyńskiego
nie przestawać być.
wytrwać
poza nawiasem mroku i spojrzeń jednookich kobiet.
zapalić lampy, świece, ogień w kominku
zupełnie jakby chciało się zastąpić nimi słońce.
mieć otwarte ramiona w geście powitania
przeczekać wielką ciemność
i przypływ bolesnego zimna.
niedziela, 30 listopada 2014
etap
czytam o programie żywieniowym Gersona w leczeniu raka i innych chorób.
czuję, że nadchodzi czas na kolejny etap wtajemniczenia - lewatywę z kawy.
dobrze, że Pani A. przeszła przez to pierwsza i dzieli się ze mną doświadczeniami.
nurtuje mnie pytanie: co można robić przez 15 minut leżąc na prawym boku z kawą w jelitach, spać, czytać, medytować.
sobota, 29 listopada 2014
piątek, 28 listopada 2014
poszetka
Właśnie sobie przypomniałem takie słowo -
przenicować. I uderzyła mnie odpowiedniość,
jego adekwatność. Zobaczyłem sprute ściegi
i lewą stronę, od podszewki, a pod nią nic.
I pojawiła się straszna myśl, że posiadanie,
nawet cząstki siebie, nie jest możliwe.
Że to rozcięte dziąsło i spuchnięty prawy
policzek nie są moje. Że tej nocy,
bo wielką nocą jest wszystko, chodzę
o lasce cudzych snów. Nawet w depresję
matki, wczoraj siedzieliśmy w kuchni
po obu stronach stołu - nie wierzę.
Ktoś z tym wszystkim powinien zrobić
porządek. Nauczyć, tak, jak moja ciotka,
że odginanie małego palca w trakcie
unoszenia filiżanki jest pretensjonalne.
Jacek Mączka, Mały palec
właśnie sobie przypomniałam słowo - poszetka
i uderzyło mnie, że nigdy go nie wypowiedziałam,
ani nikt przy mnie nie wspomniał
o tej ozdobnej chusteczce wkładanej do górnej kieszonki marynarki (brustaszy).
kiedyś lubiłam ją nosić.
czwartek, 27 listopada 2014
środa, 26 listopada 2014
źdźbła
Istnieję, bo jestem, i to wystarcza,
Choćby nikt na świecie nie wiedział o tym, jestem zadowolony,
I choćby wszyscy wiedzieli, jestem zadowolony.
Jeden świat o tym wie, dla mnie bez porównania największy,
a jestem nim ja,
I czy dziś otrzymam to, co mi się należy, czy za dziesięć tysięcy
albo za dziesięć milionów lat,
Mogę z radością przyjąć to teraz, albo, równie radośnie,
mogę poczekać.
Walt Whiteman, Źdźbła trawy
istnieję, bo jestem.
istnieję, gdy robię wdech. istnieję, gdy robię wydech.
wiem, to mi wystarcza.
choćby nie wiedział o tym nikt (a przecież ktoś wie), jestem zadowolona.
i choćby wiedzieli wszyscy, będę zadowolona.
robię wdech i czuję mój świat największy.
otrzymałam go dziesięć milionów lat temu
i mam go teraz.
z radością przyjmuję każdy wydech.
równie radośnie mogę czekać na kolejny wdech.
mogę poczekać długo.
wtorek, 25 listopada 2014
zdjęcie
Autentyczni poeci
dysponują własną
galerią zdjęć
w głębi lasu
w pobliżu mokradeł
i leśniczówek
w niebieskim świetle
prześwitującym
przez korony drzew
wczesnym popołudniem
na zboczach gór
otaczający Mjøsę
pod starymi zniszczonymi wiatrem
pomostami
koło fiordów
Jak wiersz rozciąga się Langmyra
z liniami
pisanymi
mgłą poranną
kiedy horyzontu
dotykają
pierwsze
podmuchu wiatru
Oddvar Rakeng, Galeria zdjęć
autentyczna poetka
dysponuje własną
galerią zdjęć z warsztatów jogi
stoi na głowie obok instruktorki
w pobliżu ściany
z odsłoniętymi ramionami w trikonasanie
i w pozycji zająca na cyklamenowej macie.
listopadowe góry wyglądają przez okna
jak wiersze.
poniedziałek, 24 listopada 2014
brzuch
na zajęciach jogi podziwiamy A., który stoi na głowie na środku sali, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem. – ale on zrobił postępy – mówi z zazdrością mąż K., który nie potrafi jeszcze stanąć na głowie nawet przy ścianie. i ma szczęście, że jest taki szczupły – ciągnie dalej – mnie przeszkadza brzuch. gdy robię asany odwrócone, to czasami boję się, że mój brzuch mnie przydusi (śmiech).
niedziela, 23 listopada 2014
zgoda
nie wyrażam zgody na wyjazd mojego Syna na wycieczkę do muzeum Auschwitz-Birkenau. – napisałam naprędce w oświadczeniu.
nie podzielam powszechnej opinii, że każdy młody człowiek musi zwiedzić to dramatyczne miejsce. cieszy mnie możliwość wyboru i to, że mogę wyrazić swoją opinię, jakże odmienną od tej, którą reprezentuje większość rodziców z klasy mojego Syna (to z ich inicjatywy doszła do skutku ta wyprawa, eufemistycznie zwana wycieczką szkolną).
chcę oszczędzić mojemu dziecku traumatycznych przeżyć z jakimi wiąże się zwiedzanie muzeum i projekcja filmu. moje Dziecko nie będzie zmuszone do wyjazdu. ma możliwość niejechania i z niej skorzysta. ja byłam w Auschwitz-Birkenau - dwukrotnie - w szkole podstawowej i średniej, a później wielokrotnie jako pilot wycieczek zagranicznych (wtedy przy bramie wejściowej zostawiałam grupę Jugosłowian przewodnikowi muzeum). oprócz Auschwitz-Birkenau zwiedzałam obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie (jako punkt programu na koloniach letnich, do dziś pamiętam mdły zapach drewnianych baraków). i myślę, że wyczerpałam limit tych wizyt. na jedną rodzinę wystarczy. do pięciu następnych pokoleń. dość świadectw nieludzkiego cierpienia, nieskończonego smutku.
Gdy byłem dzieckiem, myślałem, że każdy człowiek, prędzej czy później, pójdzie do obozu. Że przyjdzie pora i na mnie. Że będę musiał pojechać do Auschwitz albo siedzieć w jakiejś piwnicy jak mój tata - Mikołaj Grynberg
sobota, 22 listopada 2014
maraton
rano pośpieszne zakupy (chałki na szabas, dwa chleby, szklarniowe pomidory, dojrzałe jabłka, tanie w tym roku dzięki politycznym zmaganiom), śniadanie nad gazetą na wysokich obcasach, chwytanie chwili i smakowanie bardzo dobrej herbaty, pakowanie torby na jogę, przedmioty te same co zawsze, plus wór owoców dla mnie i wór owoców dla Młodej, do zjedzenia w tak zwanym międzyczasie, i w drogę, 1,5 godziny sobotniej jogi, rozszerzone o dwie godziny dodatkowych zajęć z pogranicza jogi i pilatesu, z tą samą instruktorką lecz w zupełnie innym miejscu, gdzie sala do ćwiczeń góruje nad ściankami wspinaczkowymi, zawieszona tak, że przez duże okna można podziwiać wspinaczy. wrażenie zrobiła na mnie podłoga w kolorze wiosennej trawy, przestrzeń, ciepłe jasne kolory i młody mężczyzna w recepcji, który obsługiwał interesantów siedząc na piłce do ćwiczeń. w psie z głową w dół obserwowałam wspinającą się samotnie dziewczynę, choć najwięcej asan wykonywałam z zamkniętymi oczami. w domu po zupie burakowej (to nie to samo co barszcz twierdzi Pan W.) taniec derwiszów. Pan T., 74, wyjawił nam, że też ćwiczy rytuały tybetańskie, i odstawił dziesięć obrotów, a ja trzynaście. jutro jak na maraton przystało znowu joga. miał być wykład z ajurwedy, ale organizatorzy piszą i trzykrotnie przypominają, żeby wziąć luźny strój, grube skarpety i maty.
gdy zaczęłam pisać posta, zadzwoniła Młoda. płacząc nieomal wyznała, że nie wypaliła jej baza do kręcenia filmu i ostatnie sceny musi filmować u nas w salonie.
piątek, 21 listopada 2014
marzenie
Z całej naszej słonecznej ziemi
pragnę tylko ławeczki w sadzie,
na której kot wygrzewa się w słońcu...
Tam siedziałabym sobie
z listem przy piersi,
z tym jednym jedynym listem.
Takie jest moje marzenie...
Edith Södergran, Życzenie
tłumaczyła Alicja Rybałko
z całej naszej nieziemskiej ziemi
pragnę tylko kawałka podłogi, na którym mogłabym
rozłożyć matę do jogi.
tam stałabym na głowie
z jedną myślą - uważność.
wdech i wydech bez spinania się
takie jest moje marzenie.
czwartek, 20 listopada 2014
nieznajoma
czy czasem brakuje Wam sił na domowe obowiązki? sprzątanie, gotowanie, pranie, te wszystkie duże i drobne zajęcia, które mnożą się w nieograniczony sposób jak kosmiczne byty. załadowanie pralki, rozwieszenie prania, zdjęcie i poskładanie suchego. gotowanie, obieranie warzyw, wyładowanie zmywarki, sprzątanie stołu. a teraz wyobraźcie sobie że nie tylko nie macie energii na zrobienie zakupów ani przygotowanie obiadu dla rodziny, gdy w domu czeka na Was trójka głodnych dzieciaków, ale jeszcze nie macie rąk. tak więc, jeśli czasem nie macie sił na wszystkie codzienne prace, to przypatrzcie się kobiecie z tego filmu. ile ona ma w sobie siły, ta nieznajoma z drugiego końca globu, która z taką pokorą i opanowaniem przyjmuje to co jest. każdą chwilę.
środa, 19 listopada 2014
czekanie
Jestem sama nad jeziorem wśród drzew,
żyję tu w przyjaźni ze starymi świerkami przy brzegu
i w porozumieniu poufnym ze wszystkimi młodymi jarzębinami.
Leżę samotna i czekam,
nie widziałam nikogo, kto by przechodził obok.
Z wysokich łodyg patrzą na mnie duże kwiaty,
gorzkie winorośla pną się po moich ramionach,
a ja mam tylko jedno imię dla wszystkich: miłość.
Edith Södergran, Ta czekająca dusza
tłumaczył Ryszard Mierzejewski
jestem sama w pokoju z wielkim oknem
żyję tu w przyjaźni z szarymi wróblami
i drzewem wiśni którego gałęzie uderzają o parapet.
leżę samotna i czekam,
nie widzę nikogo, kto by przechodził obok.
z mojego piętra obserwuję niebo niczym klarowny atrament
chmury kłębią się odbite w moich włosach jak mroczne kwiaty
mam dla wszystkich jeden dar: zrozumienie.
wtorek, 18 listopada 2014
Thay
Mistrz buddyjski Thich Nhat Hanh miał poważny wylew krwi do mózgu i znajduje się obecnie na oddziale intensywnej opieki medycznej. ośrodki z tradycji Thich Nhat Hanha organizują praktyki w intencji Jego wyzdrowienia. Plum Village zwraca się z prośbą do całej światowej wspólnoty medytujących o praktyki w Jego intencji.
Prosimy kontynuujcie cieszenie się błękitnym niebem dla Thay'a, świeżym porannym powietrzem i każdym kawałkiem natury.(...) Jeśli to możliwe spędźcie dzień na diecie wegetariańskiej jako sposób na wygenerowanie współczucia wysłanego dla Thay'a. Możecie też pogodzić się z kimś bliskim albo też porzucić swoją urazę do kogoś i wysłać do niego pełen miłości list (...) możesz więcej uczestniczyć w życiu Sanghi, wspierać zbiorową energię uważności, mniej konsumować i mniej czasu spędzać on-line zaleca Plum Village jako formę praktyki w intencji Mistrza.
Thich Nhat Hanh Walking on the Earth
poniedziałek, 17 listopada 2014
zmęczenie
zmęczenie to skutek warsztatów. bolą mnie barki i ręce. nie mam siły. i nie robię nic co nie jest bardzo pilne i niecierpiące zwłoki. odpoczywam. pozostaje mi słodkie leniuchowanie. z książką zagrzebuję się w miękką pościel, z biblioteki wróciłam z dziełem Yanna Martela Ja (spodobał mi się tytuł). chciałam wypożyczyć Zdradę Coelho, ale nie wydał jej system. w chwili gdy weszłam do biblioteki, ktoś zamówił tę pozycję przez internet. bibliotekarki dywagowały kto powinien tę książkę dostać: ja faktycznie tam będąca, która trzyma książkę w ręce, czy ten anonimowy czytelnik po drugiej stronie szklanego ekranu. obstawały, że ja, ale nie wygrały z programem, więc przepraszały, bo to się jeszcze nie zdarzyło, żeby tak, ledwo książkę odłożyły na półkę, a dla mnie to znak, że mam książki nie czytać, że nie powinnam, bo zdrada brzmi niebezpiecznie, wrogo, jak pożar buszu, ale też pociągająco, może zabrać do krainy rozmyślań, w miejsce gdzie nie powinnam się znaleźć, gdzie nie ma drogowskazów wskazujących drogę powrotną, a wycofanie mogłoby być równie trudne jak wyjście z labiryntu.
wcześniej dla podratowania zrobiłam rytuały. wróciłam do dawnych ćwiczeń. zaczęłam od 11 powtórzeń. jeszcze czuję jak lekko wyginał się kręgosłup, szczególnie w pozycji na kolanach i stoliku, jak dobrze było wrócić do znanych układów.
instruktorka namawia na kolejny maraton jogi w sobotę: 1,5 godziny w południe, i dwie następne godziny ćwiczeń łączących jogę z pilatesem.
niedziela, 16 listopada 2014
zaskoczenie
nie wiem co myśleć o tej przedziwnej sytuacji, o tym zaskakującym zbiegu okoliczności, jaki zaistniał. co ma oznaczać, po co go doświadczam.
świat jest mały, jak łupinka orzecha.
czas nie oddala nas zbytnio od przeszłości.
przyszłość powstaje gdy rozgrywa się przeszłość.
pomyślę o tym jutro...
czwartek, 13 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
dwadzieścia
stoję na głowie przy ścianie już przez dwadzieścia oddechów i myślę, że jest to najdoskonalsza asana.
wtorek, 11 listopada 2014
poniedziałek, 10 listopada 2014
Dalcz
sztuka, którą widziałyśmy w sobotę tak spodobała się Młodej, że ogląda zwiastun przedstawienia raz po raz, mnie też sadza przed laptopem i każe obejrzeć choć już prawie jedenasta i mówi, że koniecznie musi wybrać się na ten spektakl jeszcze raz, a w prezencie gwiazdkowym chciałaby dostać karnet na cały rok do tego teatru.
po chwili dodaje, że jeśli to niemożliwe, to zadowoli się nawet jednym biletem.
piątek, 7 listopada 2014
czwartek, 6 listopada 2014
persony
przyjechała Pani A. w kremowej kurteczce i wyraźnie dłuższymi włosami, dostałam od niej w prezencie dwie choineczki z barwionego szkła, które nie czekając na zimowe święta ustawiłam na środku stołu, a także kolczyki srebrne z kryształami przez nią wykonane, które też założyłam od razu. w siłowni trwa walka o przywrócenie starego instruktora jogi, może to właśnie jego miał na myśli autor napisu na ścianie sklepu spożywczego, wymalowanego wielkimi literami PERSONA NON GRATA, który zauważyłam kilka dni temu, ciekawe że graficiarze takie pojęcia zaczerpnięte z łaciny znają, bezbłędnie piszą i w ten sposób się wyrażają. wysłuchałam koncertu gitarowego, tak zagranego, że słuchając zdawało się jakby to była muzyka fortepianu, to przez te basy, powiedział Młody, o grze muzyka, który grał tak jakby już dawno połączył się z gitarą.
środa, 5 listopada 2014
nierychło
w przychodni specjalistycznej starsza pani podchodzi do rejestracji, i wyraźnie poirytowanym głosem mówi:
- proszę pani, osoby które przyszły po mnie już weszły do lekarza!
- do jakiego? - pyta kobieta w białym uniformie.
- do gastrologa - odpowiada niecierpliwa pacjentka nachylając się do okienka.
- a jak się pani nazywa? - pyta rejestratorka.
- Nierychło.
z trudem powstrzymywałam się od śmiechu.
wtorek, 4 listopada 2014
kamień
Ten kamień jest kamieniem, jest także zwierzęciem, jest także bogiem, jest także buddą, nie obdarzam go czcią i miłością, dlatego, że kiedyś mógłby stać się tym czy owym, ale dlatego, że jest kamieniem, że dziś, teraz, jawi mi się jako kamień, właśnie dlatego go kocham i widzę sens i wartość w każdej jego żyłce i zagłębieniu, w żółtej i szarej barwie, w twardości, w dźwięku, jaki z siebie wydaje, gdy go ostukuję, w jego suchej albo wilgotnej powierzchni. Niektóre kamienie są w dotyku jak oliwa albo mydło, inne jak listki, jeszcze inne jak piasek, a każdy jest szczególny, każdy na swój sposób wymawia Om, każdy jest cząstką brahmana, ale jednocześnie i zupełnie tak samo jest kamieniem, jest gładki jak oliwa albo jak mydło, i właśnie to mi się podoba, właśnie to wydaje mi się cudowne i godne uwielbienia.
Hermann Hesse, Siddhartha
wszystko jest w kamieniu
trawa, w której leży
wiatr, który go owiewa
cień, który na niego pada
cała przeszłość i przyszłość wszechświata zamknięta jest w kamieniu
popatrz na ten kamień i odkryj w nim drapieżnego jastrzębia
polującego tygrysa,
kroczącego dumnie pawia
zobacz boga, buddę
zobacz w kamieniu życie
zobacz w nim całe swoje życie
ono też jest w kamieniu
poniedziałek, 3 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
metody
pierwszą brodawkę złapałam w szkole podstawowej. pojawiła się nagle na środkowym palcu prawej ręki na wysokości pierwszego więzadła. nie było w tym nic niezwykłego, dużo dzieci miało w tym czasie brodawki. nie tylko nie odwiedziłam lekarza (cel wizyty musiał być ważny i uzasadniony), ale i nie powiedziałam o niej Mamie. sama się nią zajęłam.
podpatrując B. z długimi warkoczami w kolorze słomy, która siedziała w pierwszej ławce w rzędzie pod oknem, tuż przy katedrze, obserwowałam jak przeprowadza operacje usuwania brodawek ze swoich rąk. jej metoda polegała na wycinaniu ich żyletką (kto pamięta ostrzałki na żyletki w tornistrze), i dezynfekowaniu zranionych miejsc atramentem (ach te czasy przednabojowe). mnie ten sposób wydawał się bardziej przerażający niż skuteczny (o tym że taki nie był świadczyło, że operacje trzeba było powtarzać). postanowiłam zatem eksperymentować z innymi chemikaliami. a że właśnie dostałam nową pastę do zębów, to smarowałam moją kurzajkę białym jak śnieg mazidłem. i ona w końcu zniknęła.
drugą brodawkę złapałam dwa tygodnie temu. i tym razem postanowiłam nie iść do lekarza, i zawierzyć medycynie ludowej. nim sięgnęłam po pastę do zębów, zastanawiając się czy te obecne na rynku mają choć jeden składnik, identyczny z tymi produkowanymi dziesiątki lat temu, postanowiłam wypróbować sposób przekazany mi onegdaj - nałożenie plastra czosnku na zmienioną skórę i pozostawienie go na noc. po kilku dniach zaobserwowałam poprawę, ale prawdziwą zmianę w czarny strupek dopiero gdy zaaplikowałam rozgnieciony ząbek (konieczne jest przy tym zabezpieczenie zdrowej skóry plastrem).
sobota, 1 listopada 2014
dusza
Moja dusza nie może opowiadać i nie znać jakiejś prawdy,
moja dusza może tylko płakać i śmiać się, i załamywać ręce,
moja dusza nie może pamiętać i bronić się,
moja dusza nie może rozważać i poświadczać.
Kiedy byłam dzieckiem zobaczyłam morze: było błękitne,
w młodości napotkałam na kwiat: był czerwony,
teraz jest obok mnie obcy: bez koloru,
lecz nie lękam go się bardziej niż dziewica lękała się smoka.
Kiedy rycerz przybył zaopiekować się dziewicą w czerwieni i bieli,
miałam podkrążone oczy.
Edith Södergran, Moja dusza
tłumaczył Ryszard Mierzejewski
moja dusza nie może rozpaczać, płakać, załamywać się i żałować
nie może zamartwiać się, gryźć ani upadać na duchu
moja dusza nie może dygotać ze strachu niczym liście osiki
nie może dać zwieść się pozorom ani obłudnikom.
moja dusza może tylko śmiać się, żartować i podskakiwać z radości
może bujać w obłokach, psocić, stawać na głowie i żyć ponad stan
moja dusza może znać język słoni, ropuch, lwów, czarnoksiężników
może dawać dobry przykład i rozbijać bank.
piątek, 31 października 2014
droga
Nie ma drogi prowadzącej do szczęścia. Szczęście jest drogą.
Thích Nhất Hạnh
szczęście jest drogą i droga jest szczęściem.
czwartek, 30 października 2014
marzenia
Wyobraź sobie że nie ma nieba
To nie jest trudne jeśli spróbujesz
Żadnego piekła pod nami
Nad Nami tylko Niebo
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Żyjących dla dzisiaj
Wyobraź sobie że nie ma krajów
To nie jest trudne do zrobienia
Nic dla czego można byłoby zabić albo umrzeć
Żadnych religii
Wyobraź sobie wszystkich ludzi
Żyjących w pokoju
Mówisz że jestem marzycielem
Ale nie jestem jedyny
Mam nadzieje że któregoś dnia przyłączysz się do nas
I świat będzie żył jako jeden
Wyobraź sobie żadnych własności
Zastanawiam się czy potrafisz
Żadnej chciwości i głodu
Braterstwo ludzi
Dzielące się światem
Mówisz że jestem marzycielem
Ale nie jestem jedyny
Mam nadzieje że któregoś dnia przyłączysz się do nas
I świat będzie żył jako jeden
John Lennon, Wyobraź Sobie (Imagine)
dawno nie marzyłam, ale dzisiaj, coś takiego się stało, a to rzadko mi się przytrafia, że się poddałam chwili, którą przyniósł późny wieczór, i poczułam jak bardzo chciałabym żeby ktoś zadał mi to pytanie właśnie teraz: co zrobiłabyś z wygraną na loterii, co, no powiedz, gdybyś wyciągnęła ten najszczęśliwszy los, z siedmiocyfrową liczbą, co najbardziej chciałabyś w swoim życiu zmienić: miejsce do życia i pracy, czas wolny, czy jeszcze coś innego, masz już na to gotową odpowiedź, tak zawsze miałam, ale zauważam, że elementy składowe trochę się zmieniają, jest jeden stały, tylko jeden składnik, ale i on nie odgrywa teraz zasadniczej roli, poza tym mam teraz inne wewnętrzne potrzeby, więc tak sobie myślę, że gdyby ktoś mnie zapytał o czym marzę to powiedziałabym, że nie marzę już o długiej podróży dookoła świata, ani o niewielkim domku z własnoręcznie obsadzonym ogrodem, takim jak ten poety W. S. Merwina, nie marzę, teraz marzę o ...
środa, 29 października 2014
sowa
Nie jest Europejczykiem mężczyzna, jeżeli nie wiąże
co dzień rano krawata. Tego ranka
spojrzałem, jako Europejczyk, w lustro
i stwierdziłem, że nieubłaganie, z dnia
na dzień coraz bardziej wyglądam jak smutny buldog.
Czy widział kto kiedy uśmiechniętego buldoga?
Wiemy, że urodziliśmy się w niewłaściwym świecie
żeby walczyć. Przekrwione oczy mówią,
że właśnie z wołem nieprzyjaciela mego
chciałbym leżeć na słomie i myśleć o gwiazdach.
Pentti Holappa, Buldog
w tłumaczeniu Łukasza Sommera
nie jest europejką kobieta, która co rano nie szczotkuje rzęs,
w torebce nie ma białego telefonu, karty z plastiku i lusterka.
tego ranka spojrzałam na siebie, jako europejka, i stwierdziłam,
że nieodwołalnie, z dnia na dzień, coraz bardziej przypominam
sowę.
czy kto widział niemądrą i nieprzemądrzałą sowę?
wiem, że urodziłam się o czasie i we właściwym miejscu, żeby żyć.
zielone obwódki moich oczu mówią, że właśnie z przyjaciółką
chciałabym wejść na szczyt góry i dotknąć koniuszka nieba.
wtorek, 28 października 2014
układanie
Pamiętam, jak jedliśmy Wasz weselny kołocz, piliśmy weselną wódkę. Jak cieszyłeś się, gdy na świat przyszedł Remik. Ładnie się życie układało. To tytuł jednego z reportaży Brygidy. Tak było do przeklętego czwartku. Co ja mam ci chopie powiedzieć? Wachuj nos tam na wirchu wszystkich, szykuj się tam, aż przyjdymy i patrz tam jako Darek, patrz tam jako chopie.
Kamil Durczok (fragment mowy pogrzebowej)
poniedziałek, 27 października 2014
ręce
Przyglądam się swoim rękom. Patrzę na nie
jak na lustro,
mapa świata
- grzbiet żył i upiększenia
naskórka, włosy, lśniące paznokcie.
Schodzę ze wzgórz aż do dzikiego lasu,
wędruję od sawann aż do skał nadbrzeżnych.
To czas przeszły, małe cętki
przypominają mi, że czas upływa, mówię im to na pocieszenie.
Wracają długie wieczory. A zatem, dziękuję za umożliwienie mi
patrzenia na was. Nie ruszam się więcej. Tak też pozostaję.
Pentti Holappa, Ręce
z francuskiego tłumaczył Ryszard Mierzejewski
wracają długie wieczory
ściemnia się coraz szybciej po sobotniej zmianie czasu
granat nieba wchodzi przez szklaną ramę i znika w moich włosach
przyglądam się własnym rękom
długie palce niczym nieozdobione ukazują mapę przewędrowanych dni
lekko przymarszczona skóra przypomina mi jak łaskawy jest dla mnie los
wieczne życie i zdrowy sen
niedziela, 26 października 2014
bogowie
ten film trzeba zobaczyć koniecznie. jak najszybciej. nie czekać aż zejdzie z afisza, albo w repertuarach kin pojawi się w godzinach przedpołudniowych (seanse dla szkół), bo może okazać się, że jesteś jedyną osobą, która go jeszcze nie widziała.
film jest doskonały - tak mówią wszyscy, a ja potwierdzam. świadczą o tym wypełnione sale kinowe oraz rekordy oglądalności. w dużej mierze to zasługa odtwórcy głównej roli, który jest równie charyzmatyczny jak jego bohater.
datę pierwszego przeszczepu serca pamiętam doskonale. wracałam wtedy samolotem z czterodniowej podróży z Istambułu. z moją pierwszą wielką miłością. to był czas, że otaczałam się samymi lekarzami albo studentami medycyny. pamiętam jak Pan A. wziął do ręki najświeższy egzemplarz Rzeczpospolitej i jeden rzut oka wystarczył żeby zrozumiał co stało się podczas jego nieobecności. Zrobili to. A jednak zrobili! - wykrzyknął.
film warto uzupełnić lekturą książki Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga Judyty Watoły i Dariusza Kortko, która niedawno pojawiła się w księgarniach. książka wykracza poza ramy czasowe filmu, jest pełna anegdotek i ciekawostek z życia profesora. duże fragmenty przeczytałam wczoraj i trudno mi było się od niej oderwać.
sobota, 25 października 2014
cyrk
z cyrkiem cyrk.
na ulicę wyszli młodzi ludzie z transparentami:
cyrk to cierpienie dla zwierząt,
nie baw się kosztem zwierząt,
cyrk - zabawa dla ludzi - więzienie dla zwierząt.
rozdają ulotki przechodniom.
jest już policja. dwóch policjantów legitymuje pierwszą grupę.
w pozostałych grupkach zaniepokojenie.
- dlaczego spisują - pytają młodzi aktywiści.
ja też się zastanawiam.
skoro policjanci już przyszli, i za zgodą przełożonych lub nie, w tym czasie nie będą łapać złodziei, naciągaczy ani piratów drogowych, to dlaczego za cel swoich działań obrali właśnie tych młodych ludzi, którzy stoją na chodniku, i w niczym nie przeszkadzają. ruch uliczny odbywa się płynnie. plakaty mają małe, dla przejeżdżających kierowców nie do odczytania.
czy policjanci nie powinni raczej zainteresować się tym, co dzieje się ze zwierzętami pod cyrkowym namiotem.
zastraszanie - to takie polskie.
i tak bardzo pasuje do naszych stróży prawa.
zrobiłam kilka zdjęć.
odchodząc w gęstwinie krzaków zauważam schowanego sprzedawcę balonów.
wyglądał jakby ktoś napędził mu stracha.
czy miał coś do ukrycia?
piątek, 24 października 2014
kamienica
Uczę się mówić w milczeniu.
Skalisty brzeg już od dwudziestu tysięcy lat
powtarza jedno zdanie: Jestem.
Jedno zdanie, a w nim jedno słowo.
Lodowiec wypolerował granit.
Morze zmęczyło się pocałunkami, ale trwa.
Wszystko porósł różnobarwny mech
i pokolenia anemicznych drzewek.
Ot, pozorne rzeczy. Skalisty brzeg istnieje.
Fale uderzają o kamień
zardzewiałymi puszkami. Cała miłość
wylała się z przeżartego korozją naczynia.
Pentti Holappa, Uczę się mówić w milczeniu
tłumaczył Łukasz Sommer
ot pozorne rzeczy istnieje kamienica
i nie istnieje
cała miłość wylała się z przeżartego czasem budynku.
poranny oddech wiatru wdarł się wgłąb ziemi
gruz wypełnił krwią brzegi i powtarza jedno zdanie
zginęli, jedno zdanie a w nim trzy osoby.
zmęczeni pocałunkami uczą się mówić w milczeniu.
czwartek, 23 października 2014
królowa
już nie pamiętam z jakiego filmu pochodzi ta scena, może z filmu Pani Bovary to ja, a może z innego, ale mam ją na zawsze w pamięci. roztrzęsiona młoda kobieta wpada do mieszkania, podchodzi do ściany i staje przy niej na głowie. po chwili wraca do normalnej pozycji wyraźnie odprężona.
odkąd zaczęłam ćwiczyć jogę nigdy nie udało mi się stanąć na głowie. dlaczego nie wiem. co mnie powstrzymywało? jakiś nieokreślony lęk zobaczenia świata do góry nogami i przekonanie, że nic z tego dobrego wyjść nie może albo zwyczajna obawa, że mi się nie uda. gdy zaczynałam praktykować jogę ćwiczyliśmy tylko 10-20 asan. wśród nich były: świerszcz, kruk, korkociąg, kobra, trikonasana. stania na głowie nie było, tak jak nie było modnego obecnie psa z głową w dół. było za to półstanie na głowie, jako asana przygotowująca do pełnego stania. próbowałam później wielokrotnie wykonać tę asanę w domu, ale bez powodzenia. w końcu dałam sobie spokój na wiele lat.
w tym tygodniu uznałam, że koniec i basta, że czas na królową (asan) i podeszłam do ściany. początkowo zupełnie nie mogłam uwierzyć w to, że stoję w pozycji absolutnie odwróconej, ale wejście zostało uwiecznione na fotografii, więc kwestionować się nie da. od poniedziałku (dzień przełomowy), stawałam na głowie trzy razy, za drugim i trzecim - na 10 oddechów. ta wykonywana na zakończenie asana to najpiękniejsza chwila mojej indywidualnej praktyki.
ten wyczyn wskazujący, że ciało w każdym wieku może opanować nowe umiejętności zbiegł się z sukcesem polskich lekarzy, dzięki którym odzyskał czucie mężczyzna sparaliżowany od pasa w dół, z zerwanym rdzeniem kręgowym. niemożliwe stało się możliwe. dla wielu (dla mnie też) widok tego człowieka, który chodzi, jest bardziej niesamowity niż widok człowieka chodzącego po księżycu. historyczny pacjent mówi, że narodził się na nowo: To coś absolutnie wspaniałego. Kiedy nie jesteś w stanie czuć ponad połowy własnego ciała, jesteś bezradny. A gdy to czucie powraca, masz wrażenie, jakbyś narodził się nowo. to kolejny wielki przełom w rozwoju medycyny.
środa, 22 października 2014
wtorek, 21 października 2014
wolno
Oddychać wolno jak stuletni dąb,
jak historia, kontynent albo mleczna droga.
Po co uganiać się za wczorajszą gazetą
po co żegnać szeptem przyjaciela, który już odszedł.
Nie będzie szybkiej śmierci.
Jedno westchnienie morza trwa od wieczoru po ranek. Słoń
ma długą pamięć, albatros jest wierny w miłości.
Wyglądam na dwór. W porcie stoi paskudny statek.
Auta podskakują na moście jak chmara pcheł. Widzę.
Niczego to nie wyjaśnia.
Pentti Holappa, Oddychać, fragment
w tłumaczeniu Łukasza Sommera
oddychać wolno jak drzemiący kot
jak jogin w asanie
albo egzotyczna muszla
oddychać wolno jak stara czapla
która nie łowi już ryb
jak strach na wróble
albo mała dziewczynka
poniedziałek, 20 października 2014
przezimowanie
wilkołak przepadł bez wieści. od wakacji nie widziałam ani jego ani towarzyszących mu zwykle apatycznych kundli o sierści nastroszonej niczym ryżowa szczotka. w miejscu dawnego cmentarza rozbił się cyrk, oświetlony lampkami namiot w żółto-niebieskie pasy i rozłożony przed nim purpurowy dywan zapraszają do środka. zastanawiam się, w którym namiocie odpoczywają dzikie zwierzęta, a w którym pozbawieni lęku treserzy. w mieszkaniu latają całe roje muszek owocówek, przybyły w wielkim koszu wraz z miękkimi gruszkami (nie ma nic gorszego od rozmiękłych owoców). z testu Belbina wyłoniłam się jako koordynator i realizator, kilka lat temu, jak się nie mylę, byłam myślicielem. czytam Dom pod fioletową latarnią Laury Restrepo (bo jak powiedział rzekomo Gabriel Marquez lektura tej książki to najwyższa przyjemność) i równocześnie Przezimowanie powieść o Sylvii Plath Kate Moses oraz wielki zbiór listów Plath.
niedziela, 19 października 2014
labirynt
leżę w labiryncie schowana za zielonymi krzewami. w słońcu zapominam o gniewie i złości, którymi hojnie obdarowali mnie najbliżsi w czasie gruntownych porządków. czyżbym zapomniała powiedzieć im, że nie życzę sobie takiego prezentu? rośliny są niewysokie i łatwo dostrzec właściwą ścieżkę. najmniejszym znalezienie wyjścia nie wydaje się takie proste. słychać śmiech dzieci i chrupot ich małych nóżek po żwirowanych alejkach. - Antek, uważaj - woła gruby jegomość do chłopczyka w kasku na głowie i okularach. - Natalia, Julia, chodźcie, idziemy - nawołuje kobiecy głos - jeszcze dwie minuty - słychać w odpowiedzi.
sobota, 18 października 2014
chałka
w każdą sobotę w osiedlowym sklepiku kupuję chałki z płatkami migdałowymi. dwie, trzy, cztery. tak od lat. jemy je zwykle w niedzielę na pierwsze śniadanie.
po lekturze Córki rabina, zauważam, że nieświadomie wypełniamy obrządek szabasowy. w kraju gdzie niedziela jest sobotą - w szabat na każdym żydowskim stole znaleźć się muszą dwie chałki. po rytualnym obmyciu rąk i błogosławieństwie: Bądź błogosławiony Panie, Boże nasz, Królu Wszechświata, który dajesz nam chleb z ziemi — ojciec rodziny podaje każdemu kawałek chałki obsypany solą. dwie chałki mają symbolizować podwójną porcję manny, jaką Bóg zsyłał Żydom podczas wędrówki przez pustynię, żeby nie musieli martwić się o posiłek w dniu odpoczynku.
jednak szabat to coś więcej niż dzień wolny od pracy. na szabat każdy pobożny Żyd otrzymuje dodatkową duszę, dzięki której zyskuje zdolność studiowania Tory z większą niż w dni powszednie wnikliwością i zrozumieniem. w święta zapomina się o wszystkich zwykłych niepokojach i troskach. nie wolno myśleć o sprawach przyziemnych, które odciągają ludzki umysł od prawdy o życiu i śmierci. człowiek znajduje się wtedy w innym wymiarze czasu. bliżej Boga i bliżej siebie samego. zatrzymuje się, by spotkać się ze swymi bliskimi i zostać oczyszczony.
będę o tym pamiętać gdy następnym razem sięgnę po słodką chałkę.
piątek, 17 października 2014
muzyka
cichutko grająca muzyka podczas sesji jogi przypomina mi starego instruktora.
- tak, to jest jego płyta - potwierdza Anna, moja rówieśniczka.
czwartek, 16 października 2014
rabina
czytam Córkę rabina Revy Mann, książkę opisującą zamknięty świat ortodoksyjnych żydów.
rozmyślam czy jej bohaterkę można by nazwać rabiną. skoro jest hrabina (żona hrabiego) i jest drabina służąca do wchodzenia i schodzenia, to już bardzo blisko do kobietyrabiny, znawcy prawa żydowskiego.
najciekawsze w tej schematycznej powieści jest przedstawienie żydowskich zwyczajów, od tych najbardziej charakterystycznych: jak reguły zachowania podczas szabatu, stopień koszerności potraw, strój, po mniej znane, a jakże zadziwiające: instytucja swatki, zwyczaje ślubne, pożycie małżeńskie.
gdyby kobieta była rabiną, to ortodoksyjna żydówka mogłaby udać się do niej bez wstydu z zaplamioną chusteczką, po opinię czy wydzielina pochodząca z jej wnętrza jest koszerna czy też nie (niekoszerna oznacza siedem kolejnych dni seksualnej abstynencji). kobieta rabbi odrzuciłaby zapewne wiele archaicznych zasad – jak zakaz darcia papieru toaletowego w szabas oraz rytualne mycie po okresie nieczystości (w przypadku braku stosownej mykwy - zbiornika z bieżącą wodą służącego do rytualnej toalety, wymaga się od pań ablucji w naturalnym akwenie, nawet w najzimniejszą porę roku).
chwała bogu, że nie jestem żydówką.
środa, 15 października 2014
dusza
Obudź się, moja duszo.
Nie wiem, gdzie jesteś,
gdzie się ukryłaś,
ale proszę cię, obudź się,
jeszcze jesteśmy razem,
jeszcze droga przed nami,
naszą gwiazdą będzie
jasny rąbek świtu.
Adam Zagajewski, Obudź się
pokaż się moja duszo
w lustrze
spójrz na mnie otwartymi ramionami
jeszcze raz
jeszcze jeden odwzajemniony uścisk
jesteśmy
razem
chwila
niewypowiedzianego pragnienia
wtorek, 14 października 2014
także
TAKŻE JA
urodziłam się w Arkadii
o wschodzie słońca
w spokojnych wodach płodowych
powietrze było wyzwaniem
dla oddechu
Także dla mnie
kwitły wonne słowa matki
Także ja wzrastałam
wśród fantastycznych legend
Dreszcz zgrozy poznałam
także ja
kiedy ludzie
tracili
twarz i ciało
Także ja
straciłam imię
wśród bezimiennych
Także ja
pytałam pustkę
o sens
pytam
i słucham
słucham
słucham
odpowiedzi
echa
Rose Ausländer, Głośne milczenie
tłumaczył Ryszard Wojnakowski
TAKŻE JA miałam udać się na odosobnienie dalekobieżnym autobusem w samo południe
powietrze miałam obserwować lub oddech
także dla mnie miał przybyć z końca europy na pięć dni nauczyciel Vipassany
także ja miałam oczyszczać umysł na poduszce do medytacji
dreszcz grozy przeszedł
także mnie
kiedy przeczytałam
żeby dotrzeć na miejsce trzeba iść pięć kilometrów pieszo od ostatniego przystanku
także ja
pytałam o możliwość wspólnego dojazdu
pytałam
i czekałam na wiadomość
informacja o tym że nie ma zasięgu
przyszła zbyt
późno
wycofałam urlop
co ucieszyło pracodawcę
niektórzy organizatorzy odosobnień (w tym theravada.pl) wzięli sobie za punkt honoru organizowanie spotkań w miejscach niedostępnych dla innych śmiertelników, to jest takich do których nie można dotrzeć bez samochodu i gpsu, gdzie telefony pozostają bezużyteczne bo nie ma zasięgu, gdzie od ostatniego przystanku autobusowego idzie się kilometrami przez pola i lasy, a zakończywszy jazdę samochodem należy zasięgnąć języka u miejscowych, tak jakby stan odizolowania od cywilizacji był warunkiem koniecznym i nieodzownym dla powodzenia przemiany wewnętrznej uczestników. nie przeczę, takie klimaty są miłe oku i duszy (TAKŻE mojej), i że podróż na kraniec polskiej wsi może być przygodą, ale dla uczestników niezmotoryzowanych i wybierających się samotnie jest to bardzo duże utrudnienie. w dodatku gdy, tak jak w tym konkretnym przypadku, organizatorzy nie do końca pomagają, choć zdaje się, że to obiecują.
dlatego proponuję organizować odosobnienia w centrach wielkich miast, w takich miejscach jak ostatnie piętra pałacu kultury w warszawie albo okolice galerii krakowskiej, do których dotarliby z łatwością wszyscy zainteresowani, nie tylko zmotoryzowani, ale także ci mniej mobilni oraz niepełnosprawni.
poniedziałek, 13 października 2014
przygoda
Jeśli to życie jest tylko jedno!...
Ach, te krótkie chwile...
Jedna godzina – jak jedna godzina może trwać długo!
Te głębokie źródła, z których nikt jeszcze nie pił,
świetlne przestrzenie, których nikt nie zgłębił,
oczekujące za naszymi losami.
I my, drzemiący leniwie w tchórzostwie.
Ach, te krótkie chwile...
Świecie ukrytych możliwości,
Bogu w akcie tworzenia,
daj nam śmiałą pobożność,
spodziewanie czystą
i wprowadź nas w tajniki duchowej przygody
Karin Boye, Om detta livet är det enda..!
tłumaczył Ryszard Mierzejewski
świecie ukrytych możliwości
daj nam
żar i pragnienie nieustępowania
aż dotrzemy do przestrzeni świetlistych
przebudzeni
niedziela, 12 października 2014
umysł
Co to jest
umysł?
Szum wiatru w sosnach
wyrysowany na zwoju
tuszem
Czesław Miłosz, Przekłady poetyckie
co to jest umysł?
rąbek wszechświata.
sobota, 11 października 2014
Stasiuk
odkryłam Stasiuka jak odkrywa się nowe księżyce wokół planety, w drugą sobotę października, tak ciepłą, że jeszcze po południu widziało się młodych w tiszertach i krótkich spodenkach, odkryłam Stasiuka w książce Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, przy stoliku w ulubionej księgarni, nad świeżym sokiem z pomarańczy, obok leżały juwenalia Wisławy Szymborskiej pt. Czarna piosenka wybrane mężowską ręką Adama Włodka, wiersze zebrane Barańczaka (choć w rzeczywistości od dawna kuszą mnie dzieła wszystkie Shakespeara w jego przekładzie), i Niebo istnieje naprawdę, o chłopczyku który odwiedził niebo, opatrzone recenzją Ewy Błaszczyk na okładce (dlatego po to niebo sięgnęłam). najpierw odkryłam pierwszą linijkę rozdziału Miałem piętnaście lat gdy..., który przeczytałam w całości, a potem kończące tom zwierzenie mam pięćdziesiąt dwa lata i mówię do was z głębi własnego życia, ten fragment zapisałam sobie zdjęciami w komórce, bo wydawał mi się tak poetycki jak najczystsza poezja i doskonały, w pewien sposób też mój własny, bo lubię słowa tak ułożone, linijka za linijką, czytałam i wrażenie wielkiego odkrycia wcale nie malało, a teraz myślę, że się nawet potęguje.
piątek, 10 października 2014
dno
Kiedy ujrzałem niezdarnego kruka,
jak odlatywał z drzewa uschniętego,
w umyśle moim powstał dziwny obraz:
nad otchłanią snu
leciał olbrzymi ptak
coraz dalej i dalej
w bezksiężycowy mrok,
w głąb mojego umysłu, gdzieś na samo dno.
Theodore Roethke, Kruk nocny, w tłumaczeniu Tadeusza Rybowskiego
zamieszczam ten wiersz bo mi się spodobał
bo zobaczyłam tego ptaka jak się wznosi i leci
nad zgiełkiem i powinnością
nad bólem i literaturą
dalej w niezmierzony pejzaż
w głąb mnie i jeszcze dalej
gdzieś gdzie nie ma trzepotania i stroszenia piór
jest beztroska i wieczny ruch
czwartek, 9 października 2014
podwórko
na zadane przez Panią E. pytanie jak sprawuje się hybrydowy telefon, nie mogę odpowiedzieć, że jest wyjątkowy. ani, że ma elegancką obudowę i dobrze leży w ręce, że ma więcej możliwości, niż mogłabym to sobie wyobrazić, bo nie mam tylu potrzeb, ile on mógłby zaspokoić.
nie mogę też powiedzieć, że nie rozgryzłam go jeszcze, bo nie czytałam instrukcji. nie mogę tego ogłaszać publicznie, bo to powoduje irytację u Pana W., który nie może zrozumieć jak posiadacz czegokolwiek zaawansowanego technologicznie może korzystać z urządzenia nie przeczytawszy wcześniej instrukcji, i żebym nie wykręcała się jej brakiem, przesłał mi ją po polsku mejlem. nie mogę też powiedzieć, że robi dobre zdjęcia na standardowym zoomie, a tym mocno wysuniętym rozmazane, bo nie wiem czy to efekt braku stabilizacji obrazu czy moich jeszcze niewielkich umiejętności obsługi.
więc żeby tego wszystkiego nie mówić, bo mogłoby to być mówieniem na wyrost, albo za długo, zamieszczam kilka zdjęć zrobionych bez żadnych filtrów i dodatkowych trybów, gdzieś w drodze powrotnej do domu, i wieczorem w nowej sali koncertowej, w której wysłuchałam popisów Możdżera na fortepianie, a wykonane na koniec bisy - druga część koncertu Góreckiego i kołysanki Komedy, wprawiły mnie w stan niewysłowionej błogości, i dwa ostatnie zdjęcia - z okna budynku, w którym mam zajęcia z angielskiego, bo po prostu lubię podwórka.







środa, 8 października 2014
wtorek, 7 października 2014
lepioszka
usłyszałam takie ładne słowo lepioszka. i je sobie wyobraziłam - coś pysznego pomiędzy egipskim a'aish baladi a włoską pizzą. coś zwyczajnie prostego i wyrafinowanego zarazem. zjadłam kęs, potem drugi i popiłam zieloną herbatą, zaparzoną w sposób w jaki piją ją afgańczycy, czyli z kardamonem (najbogatsi podobno wolą czarną z szafranem).
przez tę chwilę byłam w podróży. w miejscu, którego nie odwiedziłam nigdy wcześniej, i którego nie potrafiłabym wskazać na mapie. pod tym samym słońcem, ale zupełnie innymi gwiazdami. gdzie są czerwone góry i drogi wytyczone kryształowymi kulami.
byłam tam jedyną kobietą, która wędruje nocą.
poniedziałek, 6 października 2014
królowie
Każdy człowiek jest światem, zaludnionym
przez ślepe stworzenia w głuchym buncie
przeciwko swemu ja królowi, który nad nimi panuje.
W każdej duszy jest uwięzionych tysiąc dusz,
w każdym świecie jest tysiąc światów ukrytych
i te ślepe, te niższe światy
są rzeczywiste i żyjące, chociaż nie w pełni wykształcone,
tak prawdziwe jak to, że ja jestem rzeczywisty. A my, / królowie
I książęta z tych tysięcy możliwych w nas królów / I książąt,
Jesteśmy zawsze poddanymi, uwięzieni sami
W jakiejś większej istocie, którą rozumiemy
Równie mało, jak nasz władca swego władcę.
Nasze własne uczucia mają odcień ich śmierci I miłości.
Gunnar Ekelöf, prawdopodobnie w tłumaczeniu Piotra Bukowskiego
królami jesteśmy i książętami
żywota tego i po nim następnych
w każdej duszy ukrytych jest tysiąc dusz
w każdym świecie tysiąc światów
a wszyscy uwięzieni w jednej istocie
bez kierunkowskazów i czujników ruchu
gdzie miłość wynurza się niczym dostojna bogini
nie żąda i nie licytuje
roztropnie wskrzesza zmarłych
naszych uczuć wystarczy aż do poddania się świata
niedziela, 5 października 2014
sobota, 4 października 2014
burza
Burza jesienna -
Dziki przysypane
Liśćmi.
Basho, w przekładzie Czesława Miłosza
burza jesienna -
licealista powracający
z imprezy
piątek, 3 października 2014
łzy
Działo się to, kiedy jasne noce,
chłodne, białe pióra,
lato kładło się między dni.
Na dnie zatoki leżał poblakły księżyc,
który ostrzem zaplątał się ważkom w gęstym sitowiu.
Harry Martinson, w tłumaczeniu Anny Topczewskiej
działo się to kiedy coraz ciemniejsze dni
szare i brązowe liście
jesień kładła między udami.
na szczycie góry leżał blady chłopiec
który zaplątał się w łzy niezbadanego przeznaczenia.
czwartek, 2 października 2014
oda
moje nogi kochane
kochane ręce
zęby i oczy
moje serce najukochańsze
najdroższe usta i uszy
kocham was wszystkie
moje cząsteczki niebywałe
razem i osobno
kocham was za to że jesteście
i byłyście ze mną przez tyle lat
na dobre i na złe
w biedzie i chorobie
w zdrowiu i smutku
radości i dobrobycie
środa, 1 października 2014
magia
kto raz był na diecie rt4, ten nie może o niej zapomnieć i przestawić się na tradycyjne posiłki. surowizna do południa jest najlepsza dla właściwego funkcjonowania mojego organizmu, a także dla dobrego samopoczucia, więc mimo kilku niechlubnych wyjątków dalej jem na surowo do dwunastej lub drugiej, czyli tak długo, na ile pozwalają mi na to wielkości posiadanych zasobów. a potrzebuję ich dużo. na pewno więcej niż prezentują to w filmach propagatorzy surowej diety (z tego też powodu filmowe instrukcje wydają mi się niezbyt prawdziwe). wyjaśnienie nękającego mnie uczucia głodu znalazłam w oglądanym dzisiaj filmie Woody’ego Allena Magia w blasku księżyca. główna bohaterka, urocza amerykańska hochsztaplerka grana przez Emmę Stone, podobnie jak ja, je bez opamiętania – Psycholog powiedział mi, że potrzebuję miłości – oznajmia Colinowi. wątek jedzenia pojawia się też w przezabawnym dialogu - zawsze wiedziałem, że świat niewidzialny byłby dobrym miejscem do otwarcia restauracji. zmarli też muszą jeść, nieprawdaż.
cyfrowo odmłodzony Colin Firth roztacza czar tak wielki, że nie można mu się oprzeć. czy dlatego, że lubię przemiany, i rozterki w co wierzyć są mi bliskie, zrozumiałam fascynację Pani M., mojej nauczycielki włoskiego, i to, co miała na myśli mówiąc, że Firth jest jej ideałem mężczyzny, za którym poszłaby na koniec świata. bo przecież żyje się raz. może dwa albo trzy razy, to zależy od zapasu twojej ektoplazmy. - można dodać za Allenem.
wtorek, 30 września 2014
drogeria
wpadam do sieciowej drogerii o niemiecko brzmiącej nazwie. przeglądam asortyment kremów do pielęgnacji twarzy. jeden przy drugim leżą kolorowe pudełka w błyszczących foliach od najwyższej półki do najniższej. odczytuję napisy informujące o rodzajach użytych kwasów i olejków, kodach młodości, laserach oraz niezawieraniu szkodliwych parabenów. na półce tuż przy ziemi odkrywam kremy 70+ polskiego producenta. i nie mogę ukryć zdziwienia. jak schyli się po nie siedemdziesięcioletnia klientka? a jak starsza, bo to w końcu jest krem dla pań 70 plus? jeśli uda jej się sięgnąć, to czy zgięta w pałąk zdoła się wyprostować? nie widzę żadnych uchwytów przy regale. zwracam uwagę ekspedientce przy kasie na tę dziwną właściwość prezentacji kosmetyków. zdaje się nie rozumieć problemu. jak możliwe jest takie usytuowanie? indaguję - rozkład towarów otrzymujemy z centrali - tłumaczy kasjerka, niepojęte, wygląda na to, że nie zależy państwu na ich sprzedaży - nie ustępuję. - rozumiem układać nisko kremy dla pięćdziesięciolatek, te mogą się schylić i niech się schylają, ale staruszki, chyba że te kremy ktoś kupuje dla nich w prezencie. - monologizuję. kobieta śmieje się i dodaje z zawodową grzecznością - zawsze służymy pomocą.
po wyjściu ze sklepu, postanawiam nieprzerwanie ćwiczyć skłony do przodu i szybkie podnoszenie z kolan, tak żebym w przyszłości samodzielnie mogła sięgnąć po kosmetyk z najniższej półki. teraz nie tylko wiem skąd wzięło się to wyświechtane określenie, ale też jakie trudności musi pokonać osoba dokonująca wyboru z powodów ekonomicznych.
poniedziałek, 29 września 2014
orzech
kapelusiki żołędzi zaintrygowały Młodą, wizyta w brand store i już mam nowego smartfona, poszukiwania smyczy godnej koreańskiego cudu techniki, który od wczoraj wypełnia bielą moją torebkę, spacer do domu z Młodymi, po drodze dowiaduję się dlaczego nie poszli na zajęcia z laboratorium chemicznego i że do klasy doszedł nowy kolega, Paweł z innego lo, sms od Pani B. - Kochana zajmij mi miejsce w kinie, na moją wiadomość, że nie dotarłam, Pani B. odpisuje Oj szkoda, w domu sprawdzam pocztę ciekawa czy nie odpowiedziała Pani A., zajęta zwijaniem interesu i chodzeniem z torbami jak sama określa, stosunek wysłanej korespondencji do tej otrzymanej wynosi już 3:0, przed tradycyjną kolacją telefon od Pani L. - Nasz instruktor nie poprowadzi już więcej zajęć z jogi. i to jest twardy orzech do zgryzienia.
niedziela, 28 września 2014
sesja
w ogrodach zamkowych wśród tłumu odwiedzających sesja fotograficzna
wygląda jak ślubna
suknia, panna młoda
fotograf z asystentką
kobieta w strojnej sukni z kremowego atłasu z odkrytymi ramionami
obok nie ma pana młodego
jest druga kobieta w prostej do ziemi sukience z białej koronki z bukiecikiem w ręce
przejeżdżamy rowerami przez mostek na którym ustawiają się do zdjęć
tren ecru zajmuje cały wolną przestrzeń
panny młode stoją nieporuszone
Nie chcemy niszczyć tak pięknej sukni - mówię
Już jest taka brudna uśmiecha się w odpowiedzi jedna z nich
mężczyzna w szarym garniturze podnosi rąbek sukni robiąc miejsce do przejazdu
sobota, 27 września 2014
upiększanie
Ali MacGraw, aktorka znana z łzawego i nieśmiertelnego filmu Love story, przestała farbować włosy w wieku 75 lat.
zastanawiam się kiedy ja zrezygnuję z tego niepotrzebnego upiększania.
w jakim wieku kobieta może zdać się na naturę i być całkiem sobą?
oczywiście ta, przeciętnie piękna.
piątek, 26 września 2014
parasol
pod parasolem w kwiatki - kobieta w średnim wieku, trzyma w dłoni zapalonego papierosa
pod brązową parasolką w drobny wzorek - kaczym krokiem tęga pani z czubem misternie ułożonych loków
pod parasolem w szkocką kratę - kobieta w skórzanej kurteczce, poranny chłód zmusza ją do schowania ręki w napoleońskiej pozie
pod czarnym parasolem - dziewczyna w szarych dżinsach przeciera zaspane oczy, albo poprawia soczewkę kontaktową
pod parasolem z przeźroczystego plastiku w niebieskie grochy - mężczyzna w zielonym dresie wyprowadza na smyczy pieska o śnieżnobiałej sierści
pod czarnymi parasolami - para młodych ludzi rozmawia z ożywieniem, ona w jasnym prochowcu, z opatrunkiem na lewym oku
pod granatową parasolką - młoda kobieta zadziera głowę, podskakuje przewieszony przez ramię laptop i czarna torebka
pod jaskrawofioletowym parasolem - ledwo widoczna kobieta po pięćdziesiątce, którą znam z widzenia, wypala ostatniego przed pracą papierosa
pod parasolką w kolorze mokrego piasku - zaskoczona rozmaitością deszczowego poranka - ja.
pierwsze od miesięcy naprawdę zimne dni i zasłyszana wiadomość, że w górach spadł śnieg, pierwsze założenie puchowego płaszczyka oraz grubych skarpetek i zarzucenie porannego jedzenia surowizny. dalej jem wiele surowych owoców i warzyw, ale dużo wcześniej sięgam po ciepły posiłek i razowy chleb. dziś trzy ruskie pierożki przypieczone na maśle z nasionami lnu zjadłam już o ósmej rano. to oczywiste pożegnanie lata i diety raw till four.
czwartek, 25 września 2014
biografia
Kiedyś czytałem książkę, biografię sławną,
I pytałem sam siebie: Więc tak autor wyobraża sobie życie człowieka?
I kiedy ja przeminę, ktoś też tak opisze moje życie?
(Jak gdyby ktoś rzeczywiście wiedział cokolwiek o moim prawdziwym życiu,
Kiedy nawet ja sam, myślę często, wiem o nim nic lub bardzo niewiele,
Ledwie kilka drobiazgów, luźnych słabiutkich nitek, kłamstewek
Usiłuję wytropić na własny użytek).
Walt Whitman, Kiedyś czytałem książkę, w tłumaczeniu Andrzeja Szuby
Gabriele, moja przyjaciółka z lat szkolnych mawiała, że każdy może napisać książkę. przynajmniej tę jedną jedyną książkę o sobie. swoją biografię.
każdy nie tylko może, ale powinien napisać książkę. dla siebie, dla bliskich, i dla nieznajomych mówiących obcymi językami, którzy nigdy jej nie przeczytają, a nawet nie usłyszą o niej wcale. wystarczy sam akt tworzenia, powołania do życia opowieści, zamkniętej w jednej stronie lub tysiącu stron, w jednym zdaniu lub w jednym słowie, napisanej na papierze biblijnym lub kolorowej serwetce, tej szczególnej historii, która jest nam najbliższa. świat skorzysta na tym, nie tylko przez czytanie, lecz przez samą obecność, tak jak wzbogaca się wszechświat każdym naszym oddechem. wystarczy, że na orbicie okołoziemskiej pojawi się twórcza energia, wzmocniona radosnym zachwytem autora z ukończenia dzieła, i ta czystość w powietrzu gdy opisze się smutki.
Urodziła się 13 maja pięć minut przed siódmą wieczorem. W rocznicę objawień fatimskich. Ta data zasłynęła później innym wydarzeniem - zamachem na papieża Jana Pawła II. Nie wiadomo czy dzień był jasny, czy błyskawice rozrywały niebo na strzępy (internetowe archiwum pogody dostępne jest od 2007 roku). Woli myśleć, że świeciło słońce. Wyobraża sobie, że po wyjściu z nabrzmiałego łona otoczyło ją ciepłe wiosenne powietrze, zapach bzu i pełne miłości spojrzenie matki.
środa, 24 września 2014
pół
Pół dnia
ciszy słucham w olszynie
z cykadami
Buson, w tłumaczeniu Czesława Miłosza
pół dnia tęsknię za ciszą
taką z cykadami
i taką z głębin sztormowego morza.
pół dnia
tęsknię za świergotem skowronków.
wtorek, 23 września 2014
dworek
na wykładzie: niezwykłe popisy elokwencji i erudycji, jakich nie widziałam i nie słyszałam jeszcze na żywo, niestety wyłącznie w wydaniu męskim, kilkanaście kobiet przysłuchiwało się wyczynom z widowni, traktaty odczyty eseje wiersze cytaty, głos zabierają profesorowie autorzy a w końcu arcybiskup, drugi prelegent zaczyna od Arystotelesa pytaniami kto robi co robi gdzie robi, my żydzi jesteśmy stworzeni z wielu kawałków, w ekstazie od wschodu do zachodu słońca, ta która zna dobrą radę, pisanie jest groźne, słowo jest sprawcze, co niewypowiedziane zmierza od nieistnienia, bieda temu kto wyrusza i nie powraca, gdziekolwiek jestem, miejsce miejsc, mamy szansę zanurzyć się w długim trwaniu aby budować tkankę organiczną, Miłosz jak świat, raz wierzył, raz nie wierzył, czekał na spotkanie mistyczne jak dzieci z Fatimy, ale się nie wydarzyło, wdzięczny życiu, że nie wystawiło go na próby, których nie mógłby udźwignąć, - co będziecie robić w tych sejnach? - będziecie budować tkankę łączną! był tak szczęśliwy gdy znalazł to słowo.
słucham, notuję scenki wspomnienia. rozśmiesza mnie pytanie arcybiskupa: dlaczego nie doszedł do akceptacji chrześcijaństwa i katolicyzmu, sugerujące że ksiądz zaakceptował i tego samego oczekuje od innych, nie wiedzieć czemu, i jeszcze wtrącone gdzieś zdanie, że zen nie zabił w nim katolicyzmu, zastanawia przy tym padające dwu lub trzykrotnie pod adresem Poety słowo herezja, i wkrótce te wspominki otwierają i moje wspomnienia i w pewnej chwili uzmysławiam sobie, że byłam w Miłoszowym dworku w Krasnogrudzie wieki temu kiedy podróżowałam rowerem po Suwalszczyźnie, i widziałam ten opuszczony zrujnowany nieomal budynek, a w okolicy żywej duszy, który zresztą przypominał mi dom rodzinny mojej Mamy w Wilnie, już wówczas jego nazwisko było dla mnie magnesem, ale nie był to czas zaczytywania się, raczej zapamiętywania tytułów, zbierania wierszy i oprawiania u introligatora kserowanych na powielaczu książek.
tak się domknęło koło poznania.
poniedziałek, 22 września 2014
błogość
we własnym łóżku
od ósmej wieczorem do szóstej rano
nieprzerwany stan błogości
najsłodsza słodycz
pierwotna
najprostsza
niezastąpiona niczym
niedziela, 21 września 2014
sprawozdanie
Zajmuję się
teraz rzeczami
tak małymi,
że kiedy na nie
huknę Hu!,
to znikam
A. R. Ammons, Sprawozdanie z poczynionych postępów
w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka
zajmuję się teraz rzeczami tak małymi,
że obawiam się że kiedyś stracę moje największe pragnienie
i nie przypomnę sobie czym jest miłość
sobota, 20 września 2014
ślub
I nazwałam to marzenie
bo chciałam zatrzymać
Białe kwiaty kwitnące nocą
Białe kwiaty kwitnące wzdłuż ogrodowych ulic
Ludzie chodzą w górę i w dół i zapominają i
ubierają się w śmieszne stroje
„Jednak nigdy nie wracają
własne zmienione poglądy”
Deszcz pada i białe kwiaty w
deszczu i deszcz są czystym sercem, jak
bezdomne zwierzęta czystego serca
Tua Forsström, Opis, w przekładzie Ryszarda Mierzejewskiego
nazwałam ten wiersz ślub bo chciałam zatrzymać to marzenie
białe kwiaty kwitnące nocą w kapitularzu krakowskich dominikanów
ludzie chodzący w górę i w dół
biała suknia rozwijająca się przy rynku głównym pod szczęśliwym numerem
i deszcz padający czystym sercem przypomniał mi te trudne do wypowiedzenia
słowa małżeńskiego przyrzeczenia
piątek, 19 września 2014
piątek
przerażona ilością czasu spędzanego w internecie, postanowiłam wrócić do dawnego zwyczaju niewłączania komputera w domu. zdecydowałam, że na początek potrzebuję co najmniej dwóch dni wolnych od buszowania w przestrzeni mozili, firefoxa i linuxa.
oczywiście blog zachowa swoją codzienną chronologię i jak zwykle posty uzupełnię z odręcznych notatek.
czwartek, 18 września 2014
biblioteka
odwiedzam osiedlową bibliotekę.
przechodzę wzdłuż przepełnionych regałów, jak zawsze kierując się najpierw do półek z nowościami. wdycham przykry zapach starych tomów, i wyobrażam sobie jak będzie wyglądać biblioteka przyszłości z księgozbiorem wyświetlanym na ścianach. książki ułożone na półkach podobnych do tych tradycyjnych, unosiłyby się życzeniem czytelnika na wysokość jego wzroku. tomy materializowałyby się po dotknięciu ręką.
nie lubię starych książek, więc z nowoczesnej biblioteki usunęłabym wszystkie poplamione i zakurzone, o zniszczonych grzbietach, klejone, w których papier z białego zmienił się w kolor makulatury. postawiłabym na jakość treści i pozbyłabym się wszystkich kryminałów, tanich sensacji, szmatławców, romansideł, wojennych reportaży, pesymistycznych wynurzeń i krwawych relacji, dzienników zimnych i dołujących, żałosnych bzdur, płaskich, smętnych i niepotrzebnych. celem tego miejsca byłoby zgromadzenie mniejszej ilości książek, ale bardziej wartościowych. czytelnikom łatwiej byłoby dokonać wyboru lektury. w tradycyjnej bibliotece mam z tym stale kłopot. czas biegnie jak z bicza strzelił. w końcu dwa tomiki Seamusa Heaney’a wymieniam na niewdzięczną pamięć Bernlefa oraz Droga do Ashramu Antologia poezji kontrkulturowej (w ciągu szesnastu lat od daty wydania, książkę wypożyczano cztery razy, ja jestem jej piątym czytelnikiem) oraz ostatnie wiersze Josifa Brodskiego w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka (tu lepiej, bo to w końcu noblista, książka szesnastoletnia a jestem jej dziesiątym czytelnikiem). w słońcu zaczynam czytać tę pierwszą. po kilku linijkach z przyjemnością stwierdzam, że jest dobrze napisana.
środa, 17 września 2014
karty
pół godziny na fotelu dentystycznym zdana na umiejętności nieznanego dentysty, jedno małe wypełnienie i zapowiedź dłuższego leczenia w listopadzie, w drodze do pizzerii wstępuję do sieciowej księgarni po kartę ślubną, na kilku półkach rozmaitość wzorów i formatów, moją uwagę przykuwają te na kremowym papierze, najpiękniejsze wydają mi się te najbardziej ascetyczne, bez zbędnych ozdóbek i przekazów (złączonych obrączek lub serc), niestety najbardziej minimalistyczne nie mają napisu dla młodej pary w dniu ślubu, który uważam za nieodzowny, bo roztacza tak wielki czar, że narzeczonym od jednego spojrzenia kręcą się łzy w oczach, kupuję dwie kartki, jedną dla pary młodej, drugą dla Pana W., i wpisuję jubileuszową dedykację, degustacja pizzy najlepszej w mieście, która może z powodzeniem konkurować z tą we Włoszech, w lokalu gdzie wieczorem trudno znaleźć wolny stolik, i konieczna jest rezerwacja, a po południu na nią nie można liczyć, bo w godzinach największego ruchu personel odmawia rezerwowania, zamawiam pizzę z gruszkami i serem pecorino, i wkrótce żałuję, że nie wzięłam tej z pastą truflową, gorgonzolą, rukolą oraz czosnkiem, którą podjadam od Młodej.
kartę Pan W. zostawia na stole. więc ta śliczna kelnerka, która nas obsługiwała pozna powód naszego wyjścia.
wtorek, 16 września 2014
mysikrólik
Większa
Niż mysikrólik
Radość mysikrólika.
John Wills, w przekładzie Czesława Miłosza
większa niż pawi ogon
jest moja radość
większa niż głowa słonia
jest moja szczęśliwość
większa niż róg nosorożca
jest moja wdzięczność
poniedziałek, 15 września 2014
bóg
Leżę
w pokoju hotelowym. Nie ma
nikogo koło mnie. Nikogo
komu mogłabym powiedzieć że mój Bóg
mój Bóg w którego trudno mi uwierzyć
jest bardzo smutny i jeździ
tym co my
pociągiem towarowym.
Ewa Lipska, Wakacje w hotelu, fragment
leżę w sypialni.
w mieszkaniu nie ma nikogo oprócz mnie
i dochodzących z balkonu jęków sąsiadki, utyskującej na deszcz.
nikomu nie mogę powiedzieć że mój Bóg,
w którego trudno uwierzyć
jest sprawiedliwy i pełen nadziei
i tak jak my
nie znajduje się na liście osób do awansu.
niedziela, 14 września 2014
czajniczki
oglądamy z Młodą filmiki Czajnikowego, który odkrywa przed nami tajniki przyrządzania herbat i yerby. już wiem jak mało wiem o parzeniu. moje napary nie są ani staranne ani zgodne ze sztuką: temperatura wody przypadkowa, termometr pozostaje nietknięty, a i wyczulenie na uzyskanie właściwej temperatury do parzenia żadne. więc oglądamy ręka w rękę, głowa w głowę, my herbaciane miłośniczki, i już wkrótce uważamy za niezbędne zakupienie tacy do ceremonii parzenia herbaty i co najmniej dwóch dodatkowych czajniczków, w tym jeden koniecznie musi być japoński z Tokoname ze specjalnym uchwytem, taki jaki ma nauczycielka japońskiego Pani A., drugi czajniczek najlepiej żeby był w komplecie z czarkami, no i gaiwan czyli czarka z przykrywką, i tutaj możliwości są spore, do wyboru są szklane i porcelanowe naczynia, wiadomo że najlepiej mieć oba, ewentualnie - rozmyślamy - przydałby się cały zestaw: gaiwan, przelewaczka z kompletem czarek i niucharów (jaka ładna nazwa, to wyższe od czarki naczyńko, służące właśnie do niuchania czyli podziwiania i oceniania zapachu herbaty).
obiecuję sobie podszkolić się w tych obco brzmiących rodzajach herbat (Gyokuro, Shincha), bo wyraźnie nie nadążam za Mistrzynią.
sobota, 13 września 2014
senność
Znajdę drogę do obu jezior o tej późnej porze
Sunąc w półśnie za nocnym larum krzykliwych łabędzi.
A jeśli zasnę, wydra, której wypatruję ciągle
Wypłynie u ujścia rzeki przy kładce z kamieni.
Michael Longley, Bezsenność, w tłumaczeniu Piotra Sommera
może to jest wiersz o bezsenności, jak twierdzi w tytule autor, ale dla mnie jest to wiersz o usposobieniu do spania, o wyczekiwaniu na tę jedną jedyną chwilę dnia kiedy zapadam się w nierzeczywistość, i mam poczucie całkowitego bycia z samą sobą.
tego momentu kiedy wydra, której wypatruję ciągle wypłynie u ujścia rzeki przy kładce z kamieni, teraz pragnę jak niczego na świecie. jestem strasznie śpiąca.
piątek, 12 września 2014
noc
I tkają w ciemności swe sieci pająki a noc taka cicha i świerszcze żałośnie rzępolą
Jesienią
Gunnar Ekelöf, Absentia animi w tłumaczeniu Piotra Bukowskiego
noc taka cicha
jesienią.
czwartek, 11 września 2014
forma
Jesień, stary woźnica, sikający
pod wiatr
i paru szczęściarzy
w rozpylonej mgle
w pyle wodnym
omdlewa, rozkładając ręce.
Jesień, te jej formy wyrazu, kiedy piszczałki
niebieskich organów opadają
i wody fałdują się w lodowe pnie.
Chciałabym nie żyć, zatonąć,
osunąwszy się na dno kieszeni.
Jesień, te jej formy wyrazu:
że nawet głazy mogą oszaleć,
wody opadać, wzdłuż brzegów ramienia.
Sirkka Turkka, w tłumaczeniu Andrzeja Zawady
czytam Krótką historię czasu Stephen Hawkinga, dla równowagi po trzech tomach intymnych zapisków Adriana Mola z okresu dojrzewania, wypatruję zielonych szczytów drzew, w rozpylonej mgle najpospolitsze klony przy starej jarzębinie wyglądają jak para szczęściarzy, na pytanie o suknię odpowiednią na przyjęcie weselne, ekspedientki butików wpadają w panikę i podają mi bezkształtne worki w kolorze borsuczej sierści, zastanawiam się kto wymyślił tę zasadę, że kolor ecru zarezerwowany jest dla panny młodej, i rozmyślam, skoro wszechświat rozszerza się nieustannie wzdłuż brzegów nieba, to wybór eleganckich kreacji w sklepach też powinien.
środa, 10 września 2014
wniosek
za klawiaturą leży osiem kasztanów, które zebrałam wczesnym rankiem w drodze do pracy. nocne kasztany, mają lekko lepiącą skórkę, która zdaje się wyrażać pragnienie znalezienia w czyjejś ręce i przyczepienia do kogoś na stałe.
dalej jestem na diecie raw till four chociaż nie przestrzegam jej zasad zbyt kategorycznie i pozwalam sobie na róźne odstępstwa, modyfikując zalecenia w sposób, jaki najbardziej mi odpowiada. i tak w czasie wakacyjnych rozjazdów godzinę czwartą zastąpiła trzecia, potem druga i pierwsza, ale przez cały czas kontynuowałam rozdział posiłków na surowe spożywane do południa i te niesurowe, dla których przeznaczałam godziny popołudniowe. gdy wróciłam do codziennej pracy i wpadłam w rytm domowego zaopatrzenia, starałam się przywrócić równowagę temu podziałowi. z różnym skutkiem, jednak dalej godziną graniczną nie do przekroczenia jest godzina pierwsza.
zakupy z Młodym, w poszukiwaniu plecaka na szkolne utensylia, zakończyły się degustacją bułeczki wege w subwayu. pieczona bułka razowa o długości wyznaczonej metrem franczyzobiorcy (15 cm) z pastą z awokado i rozmaitą zieleniną, z całą pewnością może stanowić alternatywę dla przekąsek fast food. wniosek: młodzi potrafią zaskakiwać i inspirować, a dorośli powinni zawierzyć dzieciom.
wtorek, 9 września 2014
rosa
Rosa poranna wylewa się chłodna i nadmierna.
Tysiące łąkowych sieci pajęczych ujawnia się całkiem wyraźnie.
Któż by przypuścił, ze jest ich aż tyle.
Wszystkie są cynowo-matowo-szare i gruzełkowato okrążone wilgocią.
Konik polny odstawił swój smyczek,
którym tak pilnie i często przeciągał
przez skrzypiące ciało.
Lato rdzewieje już w paprotniku.
Harry Martinson, Ranek wrześniowy
w tłumaczeniu Leonarda Neugera
lato rdzewieje w twardych jak łyko brzoskwiniach
a owoce śliwy upodobniają się do słodkich galaretek serwowanych w kawiarniach.
w ulubionej knajpce wege jesienne menu -
dziś wybieram kopytka dyniowe obsypane pestkami dyni i nasionami słonecznika.
zebrania szkolne i wielogodzinne omawianie zmian w statucie szkoły:
dwadzieścia ujemnych punktów za używanie komórek,
minus jeden za każde spóźnienie, a usprawiedliwienia nieobecności i spóźnień
honorowane będą wyłącznie w formie papierowej (!).
poranna rosa wylewa się na źdźbła trawy i czubki butów,
ślimaki porzuciły skorupy dla betonowego chodnika,
któż by przypuścił, że jest ich aż tyle.
nowy grafik w siłowni sprawia, że wytyczam kolejne postanowienia -
obowiązkowe trzy sesje jogi w tygodniu, poniedziałek sobota piątek,
i krótkie odosobnienie w połowie października.
poniedziałek, 8 września 2014
powód
Znudziło mi się wzuwać i zezuwać – napisał pewien carski pisarz w liście pożegnalnym. znaleziono go martwego w jednym bucie. nieopodal ciała leżał drugi but.
na wakacjach zdecydowałam zaprzestać pisania bloga, bo jak mi się zdawało, posiłkując się wymową notatki carskiego skryby Znudziło mi się wzuwać i zezuwać, i nie miałam już pewności czy moje pisanie ma sens i czy w obecnej formule jest komuś potrzebne. rozważałam założenie nowego bloga z wierszem na każdy dzień, i zastanawiałam się nad wyborem konwencji. po powrocie zdałam telefonicznie relację Pani A., a ona złożyła zdecydowany sprzeciw i zażądała kontynuacji zapisków. wobec takiego dictum zdecydowałam, że popiszę jeszcze. jak długo nie wiem. Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi. Powago, okaż mi wspaniałomyślność...
w końcu pisanie postów to coś więcej niż wsuwanie i zdejmowanie trzewików.
niedziela, 7 września 2014
hybryda
jeśli czytają mnie pracownicy Samsunga, czyli po koreańsku Trzech gwiazd, i jest wśród nich manager galaxy kzoom-a, modelu który miał w tym miesiącu polską premierę, i w jego gestii leży testowanie produktu, to pragnę ogłosić, że chętnie podejmę się czynności testowania przez czas nieokreślony. już teraz k zoom wydaje mi się idealnym połączeniem telefonu i aparatu fotograficznego, instrumentem dwa w jednym, swoistą hybrydą o jakiej marzę.
zaopatrzona w k zooma zapewne wkrótce przerzucę się na instagram.
sobota, 6 września 2014
obietnica
Jesienią
W moim wierszu słychać szelest
Słowa spełniają swoją powinność i zamierają
Pokryte kurzem, kurzem albo rosą
aż podmuch wiatru uniesie się, porwie i położy (je)
(a) gdzie indziej
ten, kto partout szuka sensu wszechświata
dawno zrozumiał sens szeleszczenia
bo jest nim szelest
a on sam w sobie to coś innego niż
mokre kalosze po liściach
rozkojarzone kroki w parku po dywanie
z liści, klejących się tak przyjacielsko
do mokrych kaloszy, rozkojarzone kroki
Gunnar Ekelöf, Absentia animi
w tłumaczeniu Piotra Bukowskiego
jesienią
w moim wierszu słychać
mgłę wieczorną, która opada na czerwone liście i owoce dyni
niesione wiatrem słowa kręcą się wkoło
jak rozbiegane motyle
strumień światła kładzie na mojej dłoni żarliwą obietnicę
ta, która nosi w sobie sens wszechświata
unika szukania
nadmiernie
piątek, 5 września 2014
opadanie
opada opada opada liście
a my mądrzejsi z latami
odczytujemy z niego przekaz
coraz to wyraźniejszy
Ivo Harák, Jesień
tłumaczył Lech Przeczek
każdego roku jesienią opadają liście
a my mądrzejsi mądrością starszych uczniów
odczytujemy przekaz z marzeń sennych i tajemnych układów planet
coraz wyraźniej czując
że góry i my to jedno
tak jak ja i ty
idziemy powoli
każdego dnia osiągając cel naszej wędrówki
czwartek, 4 września 2014
stado
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
